O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi.Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...

piątek, 26 lipca 2013

Zaproszenie do Malborka

Witaj Drogi Gościu,

W czerwcu odbył się zjazd rodzinny, z okazji urodzin mojej kochanej Babci, w bardzo uroczym zakątku Polski. Dziś chcę zabrać Cię do niego.
Wybierzemy się na... depresję . Ale spokojnie. To tylko taki teren :) Na Żuławach Wiślanych, jako najniższym terenie w Polsce, jest miejsce szczególne. Dzisiejszego dnia zagłębimy się w krzyżacki świat i mroczne czasy Średniowiecza. Zapraszam zatem do Moich Kącików w Polsce, do zakładki "Tajemnice Zamku w Malborku". Przejdźmy się razem po korytarzach tej ceglanej warowni.
Obiecuję, depresji nie będzie ;)
Pozdrawiam!

Tajemnice Zamku w Malborku


W GOŚCINIE U KOMTURA,

CZYLI O ZGŁĘBIANIU TAJEMNIC

ZAMKU W MALBORKU


Któż z nas nie kojarzy białego płaszcza z czarnym krzyżem? Kto z nas nie oglądał wielkiego dzieła Aleksandra Forda pt. „Krzyżacy”? Wreszcie który z mężczyzn nie chciał być dzielnym Zbyszkiem, Maćkiem czy Jurandem? A która z kobiet nie utożsamiała się z wątłą Danusią, czy też krewką Jagienką?

Historię filmowych postaci zna chyba każdy, ale nie każdy zna losy samych Krzyżaków.

Ze szkoły wiemy, że Krzyżaków sprowadził do Polski w XIIIw. książę Konrad Mazowiecki. Nazywali się oni Rycerzami Zakonu Szpitala Najświętszej Panny Marii Domu Niemieckiego w Jerozolimie. Ta długa nazwa była ciężka do zapamiętania, więc w skrócie mówiono na nich Krzyżacy. W 1230r. zawitali oni na Pomorze w celu ochrony granic księstwa mazowieckiego przed najazdami plemion pruskich oraz szerzenia chrześcijaństwa na terenie Pomorza Wschodniego, które wówczas zamieszkiwały pogańskie ludy bałtyjskie. Jednakże Krzyżacy dążyli w istocie do zagarnięcia ziem dla siebie i stworzenia na nich autonomicznego państwa. Dążenia ich, trzeba przyznać, były bardzo skuteczne w realizacji, bowiem w tym czasie Polska była podzielona na dzielnice. Tym samym, na podbitych ziemiach, Zakon dość szybko się zadomowił, zaczął budować zamki i fortece. Swym dynamicznym rozwojem zaczęli zagrażać sąsiadom. Na początku XIVw. doszło do nieuniknionego konfliktu z Polską i Litwą, który trwał ok. 200 lat i zakończył się likwidacją państwa zakonnego. Nie bez znaczenia na ten fakt, miało zwycięstwo wojsk polskich i litewskich pod Grunwaldem, kiedy to 15 lipca 1410r doszło do starcia wojsk na polach grunwaldzkich.

Choć państwo zakonne i jego potęga, dawno już przeszły do historii, to przyznać należy, że Krzyżacy pozostawili po sobie całkiem sporych rozmiarów pomniki ich świetności, będące niczym dzieła sztuki architektonicznej. Z wielu pokrzyżackich zamków, ten w Malborku jest największym. To również największy zamek gotycki w Europie.


Zamek w Malborku

Twierdza w Malborku mocno ucierpiała w czasie II Wojny Światowej. Zniszczenia były ogromne i do dziś nie udało się odbudować całości. Mimo to, zamek swymi rozmiarami imponuje kolejnym pokoleniom, a w 1997r został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.


Malborska Twierdza


 

Wróćmy jednak do początku powstania tej wspaniałej warowni. Szpitalnicy na początku lat 70. XIIIw. zaczęli budować twierdzę, która początkowo była tymczasowym obozem obronnym dla robotników, otoczonym wałem i fosą. Wybór miejsca był bardzo przemyślany. Pomogła w tym sama natura. Ukształtowanie terenu sprzyjało budowie obronnej twierdzy – z jednej strony wzniesienie opadało łagodnie ku północy i posiadało od strony lądu naturalną ochronę w postaci bagien, z drugiej strony rzeka Nogat, stwarzała możliwości wykorzystania jej dla celów komunikacyjnych.


Rzeka Nogat

Ruszyły, więc prace pełną parą.  Budowniczowie pochodzili ze Śląska, natomiast siłę roboczą stanowiła miejscowa ludność pruska. W okolicy uruchomiono cegielnie, które wykorzystując pobliskie pokłady gliny, dostarczały olbrzymie ilości ręcznie robionych cegieł i dachówek.

Zamek otrzymał nazwę Marienburg, czyli gród Marii. Potrzeby zakonników wciąż rosły, więc zaczęto warownię rozbudowywać. Do jeszcze większej budowy umocnień i pomieszczeń przyczyniła się decyzja o utworzeniu w zamku malborskim, głównej siedziby Wielkiego Mistrza. Krzyżacy mogli sobie na to pozwolić dzięki handlowi zbożem , drewnem i bursztynem, co pomnażało ich dochody.

Infirmeria (szpital zakonny) z wieżyczką sanitarną, tzw. Kurzą Nogą na Zamku Średnim



  Bok Infirmerii oraz Kurza Noga


Kolejne etapy budowy doprowadziły w końcu do stanu, w jakim dziś możemy oglądać zamek. Od XIV w. jest to trójdzielne założenie obronne z wyraźnie wyodrębnionym Zamkiem Wysokim (klasztorem), Zamkiem Średnim (siedzibą Wielkiego Mistrza i Wielkiego Komtura, centrum politycznym i administracyjnym państwa zakonnego) oraz Podzamczem (jako zapleczem gospodarczym).


Widok na skrzydło wschodnie zamku z komnatami gościnnymi dla rycerstwa

To właśnie zamek był ośrodkiem dyplomacji, centrum militarnym, gospodarczym, a także religijnym. Aż do połowy XVw. Malbork był bazą wypraw krzyżowych na Litwę i Żmudź. Twierdza była też w tym czasie miejscem licznych zabaw, uczt i turniejów, na które ściągało całe rycerstwo z wielu krajów Europy.


Kościół Najświętszej Maryi Panny i Wieża Klesza od strony wschodniej zamku

Czy właśnie nie z takimi uciechami kojarzy się nam średniowieczne życie? Przejdźmy zatem do wędrówki po zamku.


Plan Zamku w Malborku


 Zamek Malborski na planie
 

 

Zaczynamy od Podzamcza. Już w połowie XIVw. opasano go murem obronnym z licznymi basztami. Nad Nogatem zbudowano spichlerze i magazyny przeznaczone do składowania towarów przewożonych rzeką. Na terenach Podzamcza znajdowały się wozownia, zbrojownia i warsztaty, a także stajnia, stodoły, mieszkania dla służby, a nawet browar. Do dziś dnia można zobaczyć tu murowany kościół pod wezwaniem św. Wawrzyńca, przeznaczony dla czeladzi. Kościół ten połączony był ścianą ze szpitalem dla knechtów, czyli zamkowej ochrony, wywodzącej się z ubogiego mieszczaństwa lub będącej chłopami z folwarków podlegających administracji zakonnej. Dziś jest to centrum konferencyjne oraz restauracja.

Część hotelowa i restauracyjna na Podzamczu


Pora wejść na zamek.
 

 

Przechodzimy przez bramę wiodącą na dziedziniec Zamku Średniego. Dawniej był tu most zwodzony nad fosą, dziś stąpamy po stabilnej drodze.


Most prowadzący do zamku



 Wchodzimy na zamek


Tuż nad wejściem widnieje płaskorzeźba przedstawiająca patronkę Zakonu - Maryję.


Wizerunek Najświętszej Maryi Panny


Pierwsze co zwraca uwagę, to wielka krata nad wejściem. Oczami wyobraźni można ujrzeć jak w czasie najazdu, opadała ona z łoskotem w dół.


Brama wiodąca na Zamek Średni z masywną kratą, tzw. broną, blokującą wejście w razie zagrożenia.


Tuż obok znajduje się dziwne wejście. Jest ono nietypowe, bowiem znajduje się ono na wysokości ponad naszymi głowami. To wejście dla obrony zamku. Kiedy wróg zbliżał się do bramy wejściowej, wchodzono na zamek tym wejściem po drabinie, którą potem wciągano na górę.


Drzwi na wysokości

Tuż pod wielką kratą czeka nas kolejna niespodzianka, a właściwie ciekawostka. Otóż mijamy wejście w bramie, które jest bardzo małe.


Małe drzwiczki w wielkiej bramie


Dowiadujemy się właśnie, iż Krzyżacy byli tak naprawdę niskiego wzrostu. A dodatkowo małe wejście sprzyjało lepszej obronie i szybszym dostaniu się dalej na zamek. Cóż, łatwiej zatrzasnąć małe drzwiczki, niż zamykać wielką bramę. W sumie to logiczne podejście.


Utrudnione wejście na zamek

Tuż za jednymi drzwiami, znajdują się jeszcze jedne – wielkie, najeżone ćwiekami, piękne. Prowadzą one wprost na Zamek Średni.


Wielkie, kute drzwi


W pierwszych etapach budowy warowni, to teren Zamku Średniego był Podzamczem właśnie. Do dziś zachował się wielki dziedziniec zamku. Stoją na nim obecnie odlane z brązu postacie. Nie znam się na sztuce współczesnej, według mnie nie pasują one do zamku. Od razu w wyobraźni ubieram je w białe płaszcze i przyłbice z pawimi piórami. Już lepiej J


Dziedziniec Zamku Średniego

Odwracamy się w stronę bramy. To skrzydło północne zamku. Po lewej stronie mamy zabudowania Infirmerii, czyli szpitala zakonnego. W jego skład wchodziła łaźnia, refektarz, czyli jadalnia, niewielka kaplica oraz izby mieszkalne.


Zabudowania Infirmerii


Po prawej stronie usytuowano Izbę Wielkiego Komtura, która do dziś pełni podobną, bo administracyjną rolę na zamku. Tu urządzono też komnaty gościnne dla rycerstwa, które zbierało się na wyprawy krzyżowe przeciwko Litwie i Żmudzi. Rycerze mieli też do dyspozycji niewielką kaplicę pod wezwaniem św. Bartłomieja.


Skrzydło północne

Kierujemy się w stronę skrzydła zachodniego. Tu góruje kaplica św. Katarzyny.  My jednak idziemy przez małe przejście ku dalszym zabudowaniom.


Skrzydło zachodnie, reprezentacyjne


Wchodzimy na malutki dziedziniec, który tak naprawdę służył jako łaźnia. Tu rycerstwo dokonywało ablucji, zanim przekroczyło progi refektarza.


Bok kaplicy św. Katarzyny i zabudowania łaźni i czegoś w rodzaju kancelarii

My jednak swoje kroki kierujemy najpierw w podziemia. Kryją one pomieszczenie, które jest ciekawostką, a spełniało ono ważną funkcję na zamku i było jednocześnie nowinką techniczną, nie znaną w tamtym czasie. Otóż schodzimy do pieca, gdzie codziennie pilnowano by rozpalany ogień, rozgrzał polne kamienie. Ich gorąc dostawał się systemem tuneli do pomieszczeń dla ważnych osobistości zakonnych oraz ich gości. Dziś powiedzielibyśmy, że było to coś na kształt ogrzewania podłogowego. Tyle, że współczesną elektrykę należy zamienić na siłę ludzkich rąk palaczy. Kiedy spojrzy się na zamek, jako na ogromną budowlę, człowiek zdaje sobie sprawę z tego, jak ciężką pracę wykonywali palacze. Ogrzanie grubych murów nie było sprawą prostą.

Wychodzimy z powrotem na górę. Udajemy, że odbyliśmy kąpiel w pobliskiej łaźni i wchodzimy do największego pomieszczenia w całej świeckiej architekturze Zakonu i jednego z najpiękniejszych wnętrz w Europie.


Drzwi prowadzące do Wielkiego Refektarza


Te same drzwi, tyle, że od wewnątrz sali

Jesteśmy oto w sali Wielkiego Refektarza. Sala ta wsparta jest na trzech granitowych filarach, jest długa na 30m, szeroka na 15m i wysoka na 9m. Została zbudowana ok. 1340r. Służyła ona zakonnikom w czasie posiedzeń kapituł krzyżackich, na co dzień zaś była wykorzystywana jako sala na uczty dla gości – rycerzy.


Wielki Refektarz



Zwieńczenie kolumny

Na specjalną uwagę zasługuje tu sufit. To nie jest banalne belkowanie.


Sufit Wielkiego Refektarza


Główne miejsce Wielkiego Mistrza znajdowało się przed kominkiem, tuż na wprost od wejścia. Zimne powietrze nigdy do niego nie dochodziło, gdyż kominek grzał mu plecy, a przed sobą miał wyloty ciepłego powietrza z pobliskiego pieca, znajdującego się pod podłogą. Miejsce to było również o tyle strategiczne, że Wielki Mistrz zawsze widział, kto wchodzi do wnętrza, lub kto to pomieszczenie opuszcza.


Kominek w Wielkim Refektarzu-przed nim siedział Wielki Mistrz


Ogrzewanie podłogowe - wyloty ciepłego powietrza z pieca pod podłogą sali


Niewątpliwie Wielki Refektarz służył celom reprezentacyjnym. Niestety sala ta była niedostępna przez 25 lat z powodu wad konstrukcyjnych, co groziło niebezpieczeństwem, bowiem ściana mocno odchyliła się od pionu.


Pęknięcie ściany ukazujące ile odchyliła się ściana od pionu

Dziś, dzięki wsparciu finansowemu Norweskiego Mechanizmu Finansowego, udało się przywrócić historyczny i architektoniczny kształt wnętrza z początku XXw.  Dlatego możemy dziś cieszyć oczy pięknym sklepieniem sali oraz kamienną mozaiką podłogową.


Freski w sali Wielkiego Refektarza



Najstarsze freski pochodzące z XV w.

Opuszczamy Wielki Refektarz i wchodzimy do pomieszczenia, które dziś nazwalibyśmy garderobą. To prywatna część Mistrza, zdobiona motywami florystycznymi.


Sklepienie "garderoby"


Tu znajduje się małe okno, przez które Wieki Mistrz obserwował, a właściwie podglądał zebranych w Wielkim Refektarzu. Mógł też niezauważony podsłuchać to, co goście o nim mówią, a także z mimiki twarzy odtworzyć nastroje wśród rycerstwa.


Wnęka do podsłuchiwania

Na wypadek, gdyby Wielkiego Mistrza „przypiliło”, miał do dyspozycji własną toaletę. Tak, tak. Już wtedy Krzyżacy wiedzieli, że do tych spraw potrzeba oddzielnego pomieszczenia.


Toaleta Wielkiego Mistrza

Dalej, za tą „garderobą”, znajduje się sypialnia Mistrza. To mała komnata, przypominająca cele klasztorne. Jedynym luksusem jest w niej „ogrzewanie podłogowe”.


Sypialnia Wielkiego Mistrza przypomina klasztorną celę

Jesteśmy tym samym w części zamkowej, zwanej Pałacem Wielkich Mistrzów. Budowla ta, klasą architektury dorównywała najlepszym rezydencjom europejskim późnego Średniowiecza.

Pierwszym Wielkim Mistrzem, który na stałe zamieszkał w zamku, był Werner von Orseln. A było to w 1324r.

Przez niską sień przechodzimy do sieni wysokiej. To długi korytarz, prowadzący do Refektarzy: Letniego i Zimowego. To dwa cenne pomieszczenia na zamku. Tu również sklepienia oparto na jednym, centralnie usytuowanym filarze.


Wysoka Sień

Najpierw wchodzimy do jasnego Letniego Refektarza. Przestronna sala, a raczej powinnam powiedzieć, przeszklona sala, bowiem dwie ściany są wyposażone w okna od góry do dołu.


Letni Refektarz


Wokół biegnie kamienna ławka, na której zasiadali komturowie.


W sali Letniego Refektarza


I tu kolejna ciekawostka. W ścianie nad kominkiem znajduje się fragment kuli armatniej, wystrzelonej z drugiego brzegu Nogatu. Badania próbki wykazały, że pochodzi ona z XV w. Kula ta miała zostać wystrzelona w czasie obrad zakonu i trafić w filar podtrzymujący salę. Tym samym wszyscy dostojnicy mieli ponieść śmierć pod zawalonym sufitem. Stało się jednak inaczej. Zamach się nie udał. Źle odmierzony cel spowodował, że kula wleciała do sali, ale ominęła filar i utknęła właśnie nad kominkiem. I tkwi tam po dzień dzisiejszy.


Kominek w Letnim Refektarzu



Kula armatnia nad kominkiem


Komturowie dostawali tu ciepłe posiłki za pomocą windy, która była sprytnie ukryta.


Drzwiczki od windy na ciepłe posiłki

Nad wyjściem z sali widnieją rycerze Zakonu.


Rycerze Zakonu w Letnim Refektarzu


W sali Refektarza Zimowego, który nie wyróżnia się w zasadzie niczym szczególnym, jest jednak coś, co zasługuje na uwagę. To polski kartusz herbowy króla Zygmunta III Wazy z XVIIw., a więc z czasów, kiedy twierdza malborska była pod panowaniem polskim. Wojna trzynastoletnia doprowadziła do odzyskania przez Polskę Pomorza Gdańskiego, Ziemi Chełmińskiej, Żuław i Warmii. Ziemie te były odtąd Prusami Królewskimi.


Zimowy Refektarz



 Okna w sali Zimowego Refektarza



 Kartusz herbowy Wazów

Wróćmy jednak do zamkowych wnętrz. Przechodzimy właśnie do Pokoju Zielonego, będącego kiedyś Izbą Mistrza. Tu widzimy wycinek w ścianie, pokazujący grubość murów i tynku.



Drzwi w zielonej komnacie



 Szafa w zielonej komnacie



 Wycinek w ścianie ukazujący grubość murów



W następnej sali słuchamy Pani, która przygrywa na lutni. Chwilę później oglądamy stare monety.



Mały koncert muzyki średniowiecznej



 Jeden z kominków w Pałacu Wielkich Mistrzów

Opuszczamy Pałac Wielkich Mistrzów, by znów wyjść na rozległy dziedziniec Zamku Średniego.


Tuż przy bramie wjazdowej widać jedyny w Polsce dąb stożkowy.


Dąb stożkowy


My za to kierujemy się do skrzydła wschodniego, gdzie dawniej mieściły się komnaty gościnne. Dziś znajdują się tu wystawy m.in. kolekcji bursztynu, broni palnej czy też monet. W części „bursztynowej” można zobaczyć wiele rzadkich okazów o różnej barwie i wielkości.


Warsztat obróbki bursztynu


Dowiadujemy się, że bursztyn mógł być zbierany przez wszystkich, dopiero gdy odkryto jego wartość, zakazano zbiorów. Bursztyn jest wdzięcznym materiałem do obróbki, dlatego był wykorzystywany przez złotników i jubilerów. Chętnie łączono go ze srebrem. Nawet fajki miały bursztynowe ustniki. Same fajki nie mogły być zrobione z tego materiału, jako, że bursztyn łatwo się topi. Mówiono o nim, że to diabelski kamień – pochodzi z wody, a ogień go trawi.

Ustniki fajek z bursztynu


Na malborskim zamku jest piękna kolekcja bursztynowych przedmiotów użytkowych, jak szkatuły, ołtarzyki czy biżuteria począwszy od amuletów guzikowych, po ozdoby bardziej wyrafinowane na sztućcach skończywszy.


Biżuteria z bursztynem i srebrem



 Ołtarzyk z różnymi odmianami bursztynu



 Bursztynowe relikwiarze



 Szkatuła i piórnik z bursztynami



 Szkatuła bogato zdobiona bursztynem


Są też okazy z zatopionymi robaczkami, czy roślinami. Po prostu wystawa jest godna dłuższego zatrzymania i podziwiania. Czas jednak biegnie nieubłaganie, więc zmuszamy się do dalszego zwiedzania.

Wchodzimy do sali poświęconej rycerskiemu oprzyrządowaniu i odnalezionym w rzece mieczom. Dwa wiszące w gablocie przywołują na myśl „dwa nagie miecze”, wbite w ziemię pól grunwaldzkich.


Miecze w gablocie


A poważnie, wszystkie są pamiątką po czasach średniowiecznych. Swoją drogą, skoro mężczyźni w tamtych czasach nie grzeszyli wysokością, musieli mieć jednak krzepę w rękach, bo unieść ciężki miecz i jeszcze nim machać, musiało wymagać silnej ręki.


Miecz z krzyżykiem, sugerujący, że należał do kogoś zamożnego. Miecz wyłowiono z Nogatu.


Na końcu tej sali jest wystawa uzbrojenia krzyżackiego. Schodzimy w dół pod gęstwiną strzał.


Uzbrojenie krzyżackie

Idziemy do części poświęconej broniom palnym. Tu oglądamy różne jej rodzaje i kraje, z których pochodzi. W sali tej można zobaczyć także zbroje. Założenie ich nie należało do rzeczy łatwych, dlatego rycerze mieli swych giermków.


Husarskie skrzydełka



 Zbroja rycerska


Widzimy tu rzęd. Tak, dobrze napisałam – rzęd. Czyli pięknie haftowany rodzaj siodła na konia. Od razu przypomina mi się Rzędzian z „Ogniem i mieczem”, który za każdy dobry występek pytał Skrzetuskiego, czy dostanie konia z rzędem.


Rzęd bez konia



 Zbroja na konia

Broń, jaka by nie była, przynosi ból, cierpienie i śmierć. W jednej z gablot można zobaczyć miedzioryt przedstawiający miejsca, które mogą być narażone na działanie różnej broni.


Miedzioryt z ranami na polu walki

Jesteśmy już nieco zmęczeni, więc robimy sobie 10 – minutową przerwę. Siadamy na dziedzińcu Zamku Średniego. Przed nami wędrówka na Zamek Wysoki. To dopiero połowa tego, co można tu zobaczyć.


Współczesna rzeźba na Zamku Średnim



 
 

Po złapaniu oddechu ruszamy na dalsze zwiedzanie. Przed nami brama prowadząca na Zamek Wysoki.


Brama wjazdowa na Zamek Wysoki



Mechanizm mostu zwodzonego


Tuż przed nią stoi czterech Wielkich Mistrzów: Herman von Salza (1209-1239), Siegfried von Feuchtwangen (1303-1311), Winrych von Kniprode (1352-1382) i Albrecht Hochenzollern (1511-1525). Niegdyś były częścią pomnika, teraz stoją osobno.


Czterech Wielkich Mistrzów

Przechodząc na Zamek Wysoki, przechodzimy znów przez most zwodzony i kolejną fosę, dawniej wypełnioną wodą. Myli się jednak ten, kto myśli, że woda wpływała do fosy z pobliskiego Nogatu. I tu następna ciekawostka. To nie rzeka zasilała fosy, lecz jezioro odległe od zamku o całe kilometry. Wpływ na to miało ukształtowanie terenu. Z jeziora kanałami można było wypełnić fosę. Rzeka znajdowała się dużo niżej, więc siła grawitacji nie pozwoliła jej płynąć niejako „do góry”. Dziś fosy są suche i tym samym można zobaczyć jak wielkie i potężne mury chroniły zamkowe życie i jego mieszkańców.


 Wejście na Zamek Wysoki




 Jedna z fos zamkowych - tu okalająca Zamek Wysoki
 



Rycerz na koniu umieszczony nad wejściem przez bramę wjazdową na Zamek Wysoki



 Rzeźba współczesna przed kolejną bramą



Idziemy wzdłuż murów, na których wyeksponowano fragmenty kamiennych elewacji oraz kule armatnie. Kiedy patrzę na nie, po raz kolejny myślę, że dostać taką kulką nie było miło.


 Kule armatnie przy zamkowym skrzydle
 
 
 
 
 Kamienne dekoracje w skrzydle zamku


Zmierzamy ku Kaplicy św. Anny. W kaplicy tej składano ciała Wielkich Mistrzów Zakonu.

 
 
 Kaplica św. Anny od strony cmentarza


Portal wejściowy zdobi scena Wniebowstąpienia. Po bokach mamy Pokłon Trzech Króli i Zaśnięcie Marii Panny. Uzupełnieniem całości jest przedstawienie przypowieści o Pannach Mądrych i Głupich.
 
 
 Wejście do Kaplicy św. Anny



 Wniebowstąpienie - scena nad wejściem



 Zaśnięcie Najświętszej Marii Panny



 Portal wejściowy Kaplicy św. Anny


W kaplicy niegdyś spoczywało 11 ciał. Z płyt nagrobnych zachowały się tylko trzy: na środku Dietricha von Attenburga (zm. w 1341r), po prawej Heinricha Dusemera (zm. w 1352r) i po lewej Heinricha von Plauena (zm. w 1429r).


 Wnętrze Kaplicy św. Anny



Klamka w drzwiach wejściowych
 

Prosto z kaplicy przechodzimy na dawny cmentarz rycerzy zakonnych. Wyeksponowano tu płyty nagrobne nowożytne z XVI-XVIIIw. Większość z nich pochodzi z Gdańska. Wśród nich pomnik nagrobny rycerza Wolfa von der Oelsnitz’a z 1593r, pochodzący z Ostrowina, pow. Ostróda.
 
 
 Nagrobek Wolfa von der Oelsnitz'a



Z mniej przyjemnego miejsca, które ponoć emanuje mało dobrą energią, przechodzimy w stronę ogrodu Wielkiego Mistrza. Krzyżacy używali sporo przypraw w swoich potrawach, więc gdzieś te ziółka musiały rosnąć ;)


 W ogrodzie Wielkiego Mistrza



 W ogrodzie Wielkiego Mistrza



 W ogrodzie Wielkiego Mistrza
 

Przechodzimy do dawnego młyna. Tu oglądamy dawne urządzenie młyńskie.

 
 
 Główny mechanizm w młynie


 Sieczkarnia


Na uwagę zasługują dwie tabliczki, które początkowo mogą budzić wesołość. Pierwsza głosi: „Nie pluć na podłogę”, druga : „Pilnować worki”. Miały one swój sens. Kiedy mielono mąkę, często z ziemi podnoszono to, co spadło do ponownego wykorzystania. Dlatego nie można było pluć, choć pył mączny wdzierał się do gardła. Druga tabliczka zobowiązywała do pilnowania worków ze zbożem, jako, że w młynach często pojawiały się myszy, przynoszące szkody.


 Marta pilnuje worków ;)



 Pułapka na myszy - I połowa XXw.


W pomieszczeniu z młynem znajduje się też kantorek księgowego od zboża. Tu dokonywano w księdze zapisów ile worków zebrano czy wydano.


 Kantorek w młynie
 

Wychodzimy z młyna i podążamy zamkowymi ciągami komunikacyjnymi w stronę serca Zamku Wysokiego.


 Kolejna rzeźba współczesna



 Bluszcz, jeden z wielu, które porastają stare mury



 Zamkowe mury robią wrażenie




 Kolory muru oznaczają jego wcześniejsze przeróbki lub uzupełnienia


Jesteśmy na wewnętrznym, małym dziedzińcu. W przeciwieństwie do dziedzińca Zamku Średniego, tu panuje względna cisza.


 Wieża Zamku Wysokiego



Zamek Wysoki



Okno krużganków


Wokół budowli wznoszą się krużganki, które pełnią rolę ciągów komunikacyjnych i sprzyjają kontemplacjom.


 Krużganek w części parterowej



 Krużganek na piętrze


Po środku dziedzińca stoi kryta dachem studnia.

 
 
 Studnia na dziedzińcu Zamku Wysokiego



Swą wędrówkę po tej części Zamku Wysokiego zaczynamy dość nisko, bowiem zostajemy wszyscy zamknięci w…więzieniu! Ale spokojnie, tylko na chwilkę. Przecież byliśmy grzeczni. Tu oglądamy celę Witolda. Prawda jest taka, że Wielki Książę Litewski nigdy w niej nie był. Za to był tu przetrzymywany książę litewski Kiejstut. Legenda mówi, że uciekł on z niewoli dzięki służącemu – Krzyżakowi litewskiego pochodzenia. Kiejstut obudził w nim patriotyczne uczucia i namówił do ucieczki. Będąc już na swojej ziemi wysłał list do Wielkiego Mistrza pisząc, że serdecznie zaprasza go do siebie, by pokazać jak wyglądają więzienia na Litwie. Rzecz jasna Wielki Mistrz nie skorzystał z zaproszenia.


 Cela Witolda a raczej Kiejstuta
 

Po wyjściu na wolność kierujemy swe kroki w stronę pomieszczeń magazynowych. W dawnych magazynach zapoznajemy się ze sztuką robienia witraży. Oglądamy w gablotach poszczególne etapy ich tworzenia. Okazuje się, że wykonanie pięknych szkiełek, połączonych w całe obrazy, nie jest sztuką prostą, ani szybką. Wymaga wiele pracy i czasu. Dlatego malowidła na szkle są tak bardzo cenione.


 Witraże
 

Po wyjściu z magazynów spotykamy „najstarszego” Krzyżaka, mieszkającego na zamku. I dziwnym zbiegiem okoliczności, piękną polszczyzną rycerz zaprasza nas do kupna wybitych właśnie monet. No tak, przecież słynęli oni ze smykałki do handlu...


 Krzyżacy jednak bywają na zamku


Nie zatrzymujemy się jednak długo, bowiem kuszą nas zapachy. Idziemy więc za swoim nosem i wchodzimy do kuchni.


 Zamkowa kuchnia



 Stół do przyrządzania potraw



 Czyżby w kotle dusił się bigos?


Nie wiem jak to robią na zamku, ale naprawdę każdy pomyślał, że miło by było coś zjeść. Niestety wszystkie potrawy, choć wyglądają apetycznie, są niezjadliwe. Ale dają wyobrażenie o tym, czym raczyli się Wielcy Mistrzowie. Mamy więc szynki, jajka, sery, na rożnie „skwierczą" kurczaki.


 Szyneczki, schabiki...


Nad paleniskiem wznosi się wielki komin. W części kuchennej zakonnicy ważyli też piwo.


 Komin nad paleniskiem
 

Wychodzimy na krużganek. Przyszła pora na zobaczenie Kapitularza.  Tu zbierano się na narady. Dyskutowano tu o sprawach wagi państwowej, podejmowano ważne decyzje.


 Kapitularz



 Kapitularz


Wokół sali były drewniane ławy, a każde miejsce było ściśle określone i przydzielone dla poszczególnych komturów. Oczywiście centralne miejsce zajmował Wielki Mistrz. Z jego lewej strony zasiadał Wielki Komtur, będący zastępcą Wielkiego Mistrza. Sala ta słynęła z dobrej akustyki. Tu również istniało tajne pomieszczenie do podsłuchiwania.


 Wielka Mistrzyni :)


Na jednej ze ścian malowidło przedstawiało trzy główne cechy, jakie powinien posiadać zakonnik: pracowitość (wiązka zboża), niewinność (lilia) oraz przywiązanie i wierność Zakonowi (więzy). Historia pokazała, że cechy te nie były koniecznie przestrzegane.


 Przymioty dobrego Krzyżaka
 

Kolejnym pomieszczeniem, do którego zaglądamy jest komnata skarbnika na Zamku Wysokim. Skarbnik to była bardzo odpowiedzialna praca na zamku, a skarbiec z pieniędzmi był najbardziej strzeżonym miejscem.


 Kantorek Skarbnika, który próbowano okraść ze złota



 Komnata Skarbnika


W skarbcu były przechowywane również cukierki, którymi raczył się Wielki Mistrz. Ale czemu były one chowane aż w skarbcu? Tu kolejna ciekawostka. Cukierki były pokryte złotem, a jak wiadomo to cenny kruszec. Dlatego skarbnik pilnował ich cały czas i osobiście nadzorował trasę, kiedy były niesione dla Mistrza.

Obok sali służącej do pracy, znajdowała się sypialnia skarbnika. Łóżko wydaje się dość małe, ale należy tu powiedzieć, że Krzyżacy, choć byli niewysokiego wzrostu, to spali w pozycji półsiedzącej. Wierzyli, że gdyby leżeli całkiem na łóżku, sprowadziliby na siebie śmierć, bowiem ta zabierała leżących.


 Łóżko Skarbnika



 Skrzynia na złoto w pomieszczeniu Skarbnika



 Szafa z okuciami, być może na tajne dokumenty
 

Prosto od skarbnika znów podążamy krużgankami. I tu odnajdujemy kolejną ciekawostkę. Otóż jest nią mały, kamienny diabełek. Pełnił on rolę kierunkowskazu. A dokąd? Otóż mina diabełka, rozpostarte skrzydła oraz ściśnięte nogi wskazują jednoznacznie na kierunek do gdaniska, czyli średniowiecznej toalety.


 Diabełek
 

Gdanisko połączone było z zamkiem krytym gankiem, zaopatrzonym w most zwodzony. Oprócz tego, że było toaletą i pełniło funkcję sanitarną, było też wieżą ostatecznej obrony. Tu można było uciec i schronić się przed najazdem. Miejsce to, jak i w starożytności było też miejscem pogaduszek. Może to tłumaczy naszą współczesną skłonność do rozmawiania przez telefon siedząc w WC J Wiele osób zwraca uwagę, że nad toaletą leżą liście kapusty. Nie służyły one jako zapach, a jako papier toaletowy. Kiedy nie było kapusty, sprawę załatwiano sianem. Przyznaję, że jednak posiadanie w toalecie papieru, to luksus.


 Gdanisko
 

Kiedy znów wracamy na krużganki, kierujemy swe kroki do dormitoriów, czyli sypialni zakonników. Obecnie w ich wnętrzach jest wystawa p.t. „Święci orędownicy”, czyli rzeźba gotycka.


 Dormitoria były dużymi salami, zakonnicy spali razem w ich zimnych wnętrzach



 Dormitorium z wystawą


Oczywiście dominują Madonny, bowiem Maryja była patronką Zakonu.


 Madonna

 

Ale jest też figura czczonej przez Krzyżaków św. Elżbiety z Turyngii i figura św. Andrzeja. To tu dowiadujemy się dlaczego na znak mówiący o przejeździe kolejowym mówi się, że to znak św. Andrzeja. Otóż święty został ukrzyżowany, ale przed śmiercią prosił o zrobienie krzyża w kształcie X, bowiem stwierdził, że nie jest godzien umierać na krzyżu, na jakim zmarł Chrystus.


Św. Elżbieta z Turyngii



 Św. Andrzej
 

W dormitorium jest też wystawa ołtarzy polowych. Zwykle składały się one z trzech części, przy czym ołtarz główny był zamykany ołtarzami pobocznymi. Niektóre z nich posiadały też schowki na relikwie. Zwykle były one wożone na wyprawy i modlono się przed nimi przed bitwami.


Płaskorzeźba przedstawiająca św. Jerzego zabijającego smoka



 Ołtarz polowy

 

Wreszcie docieramy do kościoła Najświętszej Maryi Panny. Wchodzimy do niego poprzez tzw. Złotą Bramę z końca XIIIw. lub początku XIVw. Niegdyś była w jaskrawych kolorach, dziś nieco wyblakłych. Tym samym przechodzimy przez najstarsze drzwi na malborskim zamku.


 Złota Brama


Wnętrze kościoła przypomina okrutne czasy II wojny światowej, po której do tej pory, nie udało się przywrócić go do stanu świetności. Wnętrze jest zrujnowane, a przecież dawniej dorównywało swym przepychem niejednej katedrze w Europie.


 Wnętrze kościoła Najświętszej Marii Panny



 Zrujnowana część chóru


Dach, dziś utworzony z prostych desek, dawniej był sklepieniem typu gwiaździstego. W nawie głównej stał barokowy ołtarz, z którego pozostała tylko mała część.


 Tak, dawniej wyglądał barokowy ołtarz



 A to tyle, co z niego zostało...



 Wystrój kościoła zachował się na starych archiwalnych zdjęciach, dzięki temu widać jak wyglądało wnętrze


Liczne mozaiki podłogowe zachowały się jedynie we fragmentach. Podobnie wyglądają ławy i stalle.


Mozaiki podłogowe



 Fragment pozostałości



 Rozety w nawie głównej



 Pozostałość rozety



 Stalle duchownych



Dużo jeszcze czasu upłynie, zanim to zrujnowane wnętrze będzie choć w części przypominać to z archiwalnych fotografii.

Wychodząc z kościoła mijamy umywalnię w korytarzu, tuż przed jadalnią konwentu. Wokół umywalni ściany wyłożone są biało-niebieskimi kafelkami. Każdy kafelek to inny obrazek.


 Umywalnia przed jadalnią Konwentu
 

Przechodzimy do dawnych pomieszczeń magazynowych, gdzie znajdują się też dwa wielkie kominy. Znak to, że jesteśmy nad kuchnią. Tu mieści się wystawa poświęcona architektowi Konradowi Steinbrechtowi, który przez 40 lat kierował odbudową zamku w Malborku. Każde prace poprzedzone były wykopaliskami, wszystko było opisywane i katalogowane. Konrad Steinbrecht przywrócił zamkowi wygląd, jaki miał w czasach największej aktywności Zakonu. Dziełu swemu poświęcił życie. II wojna światowa zniszczyła ten dobytek architektoniczno-kulturowy.


 Wystawa poświęcona Konradowi Steinbrechtowi


 Makieta zamku w pomieszczeniu magazynowym
 

Wkrótce przemieszczamy się do jadalni Krzyżaków. Długa sala, gdzie wzdłuż niej stały stoły, przy których posilali się rycerze. I tu kolejna ciekawostka, zresztą już wcześniej się powtarzająca. Ciepłe posiłki były dostarczane z kuchni za pomocą windy. W ten sposób zakonnicy mogli dostać jedzenie jeszcze ciepłe.


Jadalnia zakonników



 Zwieńczenie kolumny w jadalni

 
 
 Kominek w jadalni



Na szczególną uwagę zasługuje w tym pomieszczeniu podłoga, bowiem kamienna posadzka ma ciekawy wzór. Tym razem wszędobylskie motywy roślinne zastąpiły zwierzątka.


 Fragment posadzki w krzyżackiej jadalni
 

Prosto z jadalni udajemy się do Izby Konwentu. W tym też pomieszczeniu przyjmowano gości. Było to coś w rodzaju poczekalni. Tu przybyli dowiadywali się, czy Wielki Mistrz ich przyjmie.


 Izba Konwentu


W komnacie tej następuje też pożegnanie z naszą Panią Przewodnik, która w niesamowicie ciekawy sposób opowiadała o zamku, jego historii, sekretach i ciekawostkach. Bardzo dziękujemy za tę duchową ucztę.


Obie z Martą idziemy jeszcze na wieżę Zamku Wysokiego, by z góry spojrzeć na panoramę Malborka. Do pokonania mamy mnóstwo schodów, najpierw wąskich ceglanych, potem wąskim korytarzem do kolejnych schodów, by potem wejść na bardziej przestronną klatkę schodową.



 Schodami na górę



 Wąskie korytarze



I już jesteśmy na samej górze. Ludzi na dziedzińcu Zamku Średniego jakby mniej. W końcu biegnie nam już piąta godzina w gotyckich wnętrzach.


 Dziedziniec Zamku Średniego widziany z wieży


Rzeka Nogat wije się u stóp zamku. Widzimy most ruchomy, po którym poprzedniego dnia wieczorem wybraliśmy się grupowo na spacer, by podziwiać zamek o zachodzie słońca.


 Panorama z wieży Zamku Wysokiego
 

Lecz pora wracać do domu. Nadszedł czas pożegnania z zamkiem. Schodzimy na dół, poprzez dziedziniec Zamku Wysokiego, przedostajemy się na Zamek Średni.


 Znów na dziedzińcu Zamku Średniego


Znów przechodzimy przez bramę wjazdową z pięknie kutymi drzwiami.



 Brama wejściowa na zamek, tym razem pusto i cicho


Zostawiamy za sobą mnóstwo historii, niesamowitych opowieści. Myślę, że kiedyś znów tu wrócimy…


EPILOG


Kiedy byłam w wieku szkolnym, jeździłam na wakacje do cioci, do Malborka. Tam bawiłam się z siostrami, gdy tylko była do tego okazja i akurat nie trzeba było pracować w polu. Kiedy padał deszcz, najczęściej szliśmy na zamek. Dobrze było przypomnieć sobie po blisko 20 latach z górką te komnaty, po których się biegało jako dziecko.

Dziś przyznam, że kiedy siadałam do przedstawienia relacji z pobytu na zamku, w głowie miałam niezły mętlik. Dobrze, że zdjęcia nieco pomogły, bo nagle zapominałam , co i w jakiej kolejności zwiedzaliśmy. Tak łatwo zgubić się w zamkowych korytarzach i salach. Tak łatwo też zatracić tu poczucie rzeczywistości. Przez ponad cztery godziny człowiek jest duchem w średniowieczu, a w zamkowych krużgankach na próżno szuka postaci w białym płaszczu z czarnym krzyżem.

Na koniec naszej wędrówki, już przy parkingu, obejrzeliśmy jeszcze makietę zamku.


 Makieta zamku przy parkingu



 Detale makiety


 Towarzyszył nam Tata, który czekał na  nas pod zamkiem jakieś ponad dwie godziny. Śmiał się, że on właśnie obszedł cały zamek w pięć minut, a my na to poświęciłyśmy prawie pięć godzin. Ale za to było to ciekawych prawie pięć godzin. I polecam wszystkim, którzy zawitają do Malborka. Jeśli macie taką okazję, zobaczcie największy gotycki zespół zamkowy na świecie o powierzchni ok. 21 hektarów, który jest uważany za największą budowlę ceglaną wzniesioną rękami człowieka. Kto wie, może dojrzycie cień Wielkiego Komtura? A może sam Wielki Mistrz będzie Was podglądał zza rogu i kiedy Wasz wzrok się spotka, zamachnie się białym płaszczem i zniknie?



 

Przy informacjach historyczno-merytorycznych posiłkowałam się zakupionym pod zamkiem przewodnikiem p.t. "Zamek Malbork", wyd. ZET z Wrocławia. Reszta tekstu jest wynikiem opowiadań naszej Pani Przewodnik, za które raz jeszcze dziękuję.


KONIEC