O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi.Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...

piątek, 22 kwietnia 2016

Magiczne Podlasie: Na Szlaku Otwartych Okiennic

W Krainie Otwartych Okiennic,
a także serc
 i ludzkiej życzliwości…
Soce – Puchły - Trześcianka

Wiosna wybuchła z dnia na dzień. Zazieleniło się, nieco ociepliło, ptaki wyszły ze swych kryjówek, by głośnym krzykiem ogłosić koniec zimy. I chciałabym móc powiedzieć, że plany na wyjazdy są, ale… no właśnie, zawsze jest jakieś „ale”. W moim przypadku, w tym roku moje „ale” to remont łazienki. Bryyyy…. Spędza mi sen z powiek. Dlatego, by o tym dłużej nie myśleć, dziś Drogi Gościu zabiorę Cię w magiczne miejsca. Tam, gdzie spędziłam miłe chwile w zeszłym roku. Jak myślisz, gdzie mogłam witać zeszłoroczną wiosnę? Oczywiście na Podlasiu J. Dziś zabieram Cię do trzech miejscowości, które leżą na Szlaku Otwartych Okiennic.


Mapka podlaskich miejscowości z trójkątem miejsc Krainy Otwartych Okiennic: Soce, Puchły i Trześcianka

Słychać w oddali bociany. Wracają do swoich gniazd. Lada moment wykluje się nowe pokolenie klekotków.


Bociany na Podlasiu mają swój raj...

Pola mijane po drodze przybierają różne barwy, od żółtego, po jasno zielone. W sadach kwitną drzewka owocowe. A przy nich już brzęczą owady. Na niebie przepiękne kolory – od niebieskości po biele, przeplatane szarościami.


Wiosna...







Mijane wsie spokojne i jakby wyludnione. Ciszę przerywają jedynie przejeżdżające samochody. To jedyny znak nowoczesności, bo gdyby nie one, to można by pomyśleć, że tu czas zatrzymał się w miejscu.
Pierwszy przystanek to wieś SOCE. Wieś położona w gminie Narew, nad rzeką Rudnią, 30 km na południowy wschód od Białegostoku i 30 km na północny zachód od Hajnówki. Miejscowość tę zamieszkują głównie ludzie „Tutejsi”, a więc tacy, którzy przy spisie narodowym, nie opowiadali się ani za przynależnością do Polaków, ani Białorusinów. Wyznają prawosławną wiarę. Językiem dominującym jest polski, lecz przeplatany jeszcze naleciałościami białoruskiej, ukraińskiej, rosyjskiej gwary. To tak zwany język chachłacki, swój lub prosty.


Sady zapoczątkowały okres wiosny


Choć siding nie jest najpiękniejszy, to w tym przypadku ładnie się wkomponował



Jedno z wielu gospodarstw na Szlaku Otwartych Okiennic

Nazwa wsi pochodzi najprawdopodobniej od „socenia”, czyli sączenia. Wiąże się to z pierwszymi osadnikami, którzy zastali w tym miejscu strumyk, który ledwo „sączył się” z ziemi. Po raz pierwszy o wsi napisano w 1560r.
Historia wsi wiąże się z losami parafii prawosławnej w Puchłach. Kiedy w 1596 r. zawarto Unię Brzeską, parafia ta zmuszona była przyjąć jej postanowienia i stała się parafią greckokatolicką. Świadomi tego faktu mieszkańcy Soc, opowiedzieli się po stronie swej wiary, co naraziło ich na spore represje ze strony władz. Dopiero w 1839 r., kiedy byliśmy już w Imperium Rosyjskim, parafia w Puchłach powróciła do prawosławia. Pod nią podlegali mieszkańcy Soc.
W 1915 r. z polecenia cara Mikołaja II, w ramach tzw. bieżeństwa (czyli uchodźstwa), mieszkańcy wsi zostali zmuszeni do ewakuacji w głąb Rosji. Część z nich po 1919 r. zaczęła wracać. Ale wracała w kompletnie zniszczone miejsca. Sytuacja materialna tych ludzi była tragiczna. Dodatkowo niepodległe już, polskie władze nie zaakceptowały istnienia samodzielnej parafii prawosławnej w Puchłach. Z tego też powodu powstała sekta wyznawców proroka Ilji (pisałam o nim TU).


Na Podlasiu czuć przestrzeń...

Sytuacja życiowa mieszkańców uległa zmianie po II wojnie światowej. Na mocy układu z dnia 9 września 1944 r. zawartego pomiędzy Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego a Rządem Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Rad, przeprowadzono na Podlasiu politykę agitacji, mającą na celu „zachęcić” Białorusinów z Białostocczyzny do trwałej migracji do ZSRR. W skutek tych działalności kilkanaście rodzin z Soc, opuściło swe rodzinne strony i wyjechało do ZSRR. Dramat tych ludzi musiał być niewyobrażalny. Dalej następowały kolejne wyprowadzki, tym razem do miast. I trwa to po dzień dzisiejszy.


Otwarte Okiennice = Otwarci Ludzie



Przykład snycerki nadokiennej a także narożników

Obecnie Soce są w całości zabytkiem. Zachował się w niej układ wsi szeregowej. Domy są ustawione zazwyczaj szczytami do drogi, przy czym domy po jednej stronie postawione są przodem z oknami, a po drugiej stronie tyłem do drogi. Ma to swoje uzasadnienie. Z tyłu zwykle pomieszczenia przeznaczano na spiżarnie, które umieszczone po północnej stronie, a więc chłodniejszej, ułatwiały przechowywanie żywności.
Większość budynków zarówno mieszkalnych, jak i gospodarczych jest tu drewniana. Ich charakterystycznym elementem jest bogata snycerka w formie nad- i podokienników, sławnych okiennic czy narożników. Wycięte w drewnie ornamenty roślinne, krzyże, figury geometryczne czy motywy zwierzęce, stanowią swoistą dekorację chałup. Nawiązuje ona do zdobnictwa stosowanego w rosyjskim budownictwie ludowym. Raczej nie spotyka się takich dekoracji w innych częściach Polski.


Ozdobny narożnik domostwa

Narożnik z motywami roślinnymi


Pięknie ozdobione okna i wyraźne okiennice przyciągają wzrok

Choć wiele domostw bierze udział w konkursach na najładniejszą chałupę, to mnie ciężko jest powiedzieć, która zachwyca najbardziej. Przechodzę ulicą i robię zdjęcia. W pewnym momencie widzę w oknie twarz starszego pana. Na pomarszczonej twarzy widzę jedynie uśmiech. Opuszczam aparat i szeroko odwzajemniam uśmiech. Nie mam odwagi robić zdjęcia, bo przecież fotografuję czyjś dom, wkraczam w prywatność obcego mi człowieka. Machamy do siebie dłonią na powitanie/pożegnanie i odchodzę dalej. Mimo, że wieś wpisana jest do rejestru zabytków od 2012 r. i cieszy oko przyjezdnego turysty, to jednak trzeba pamiętać, że w tym żywym skansenie mieszkają ludzie, którzy także chcieliby normalnie funkcjonować np. bez urzędowych pozwoleń na remonty domostw. Mieszkańcy Soc byli przeciwni wpisywaniu ich miejscowości do rejestru. Np. obecnie nawierzchnię drogi pokrywają kocie łby, natomiast społeczność wsi chciałaby asfalt. Ot, takie cywilizacyjne udogodnienie. Ale ponieważ żyją w skansenie, mowy nie ma o takich rzeczach.


Soce - główna droga we wsi, widoczne kocie łby

Trochę mi szkoda tych ludzi, a trochę po cichu im zazdroszczę, że mają tu taką ciszę. Ławeczki przed ogrodzeniem domów aż proszą się o chwilę odpoczynku, o rozmowę z gospodarzami. Aż trudno uwierzyć, że dawniej tak właśnie ludzie spędzali swój wolny czas. Na spotkaniu i miłej pogawędce z sąsiadami.
Pod bocianim gniazdem stoi autokar. Bociania mama krąży wokół gniazda i jest mocno zaniepokojona. Zatacza nerwowe kółka i boi się podlecieć bliżej. Przysiada na chwilę na polu, by znów zatoczyć kółko. Nie wie, że nikt nie chce jej zrobić krzywdy, ani jej potomstwu. By jej nie denerwować, zapraszam do kolejnej miejscowości.


Zdenerwowana bociania mama

Bociany potrafią być fascynujące


PUCHŁY – wieś również w dolinie rzeki Narew. To tu znajduje się cerkiew parafialna, jednocześnie będąca ważnym Sanktuarium Prawosławnym w Polsce.


Tablica informacyjna w miejscowości, która znajduje się na Podlaskim Szlaku Kulturowym "Drzewo i Sacrum"

Tablica o cerkwi w Puchłach

Cerkiew w Puchłach widoczna zza kościelnego muru

Ludzie Podlasia czczą tu ikonę Matki Bożej Opiekuńczej, która jak głosi legenda, miała się objawić w XV w. na lipie, jednemu z mieszkańców. Pod lipą rosnącą na pagórku, gdzie dziś stoi cerkiew, zamieszkał stary człowiek. Cierpiał on na obrzęk nóg. Pewnego dnia, kiedy się modlił, na lipie ukazała się mu Matka Boża na ikonie. Wkrótce jego cierpienie ustało. Na pamiątkę tego wydarzenia, miejsce to nazwano Puchły, od słowa „opuchli”, co w tutejszej gwarze oznaczało obrzęknięte kończyny. Część tego drzewa do dziś znajduje się obok cerkwi.




Wejście do sanktuarium



Przy cerkwi



Cudowna lipa, a właściwie to jej przyrosty



Cerkiew w Puchłach widziana zza cudownej lipy

Sama cerkiew jest sporych rozmiarów, ulokowana na planie krzyża. Niebieski, żywy kolor świątyni odcina się od zieleni wokół. Starą cerkiew zniszczył huragan w 1754 r. Nowa cerkiewka spłonęła w 1771 r. Obecna pochodzi z lat 1913-1918. Zdewastowana podczas II wojny światowej, po kilku remontach, w 2003 r. została wpisana do rejestru zabytków.



Cerkiew Opieki Matki Bożej



Odnowiona świątynia prezentuje się doskonale


Wnętrze cerkwi


Sklepienie pod główną kopułką


Ikonostas z carskimi drzwiami


Ikonostas w Puchłach

Oryginalna ikona spłonęła wraz z cerkwią w 1771 r. Dzisiejsza, czczona przez wyznawców wiary prawosławnej, powstała po 1781 r. Pokrowa – bo tak nazywa się rodzaj ikony Matki Bożej jako Opiekunki, Wspomożycielki i Orędowniczki, przedstawia Matkę Bożą na obłoku, w drapowanej sukni, z koroną na głowie. W dolnej części ikony umieszczono przedstawicieli stanów: władcę, szlachtę, przełożonych cerkwi, mnichów. Cudowna ikona posiadała wota z datami, które świadczyły o uzdrowieniach.


Ołtarz z cudowną ikoną Matki Bożej Opiekunki 


Pokrowa

Wokół cerkwi znajdują się kamienne krzyże z końca XIX w. W murze zaś,  powstałym w 1873 r. wmurowano także kapliczkę, która jest jednocześnie grobowcem proboszcza Grzegorza Sosnowskiego, zmarłego w 1893 r. oraz jego żony Leoniły, zmarłej dwa lata później. Proboszcz ten w XIX w. założył sieć szkółek cerkiewnych dla miejscowej ludności chłopskiej. Pozytywistyczne hasło „pracy u podstaw” dotarło więc, i do małej wsi Puchły.


Grobowiec proboszcza Grzegorza Sosnowskiego i jego matuszki (żony) Leoniły

Po cerkwi oprowadza przybyłych batiuszka, który cierpliwie odpowiada na pytania. A te same cisną się na usta. To właśnie w tej cerkwi dowiaduję się, że prostokątne miejsce na wotywne świeczki, przeznaczone jest za duszę zmarłych. Przydatna wiedza, bo często ludzie palą świeczki w różnych intencjach i wkładają je nie tam, gdzie należy. Choć cerkiew jest wewnątrz obszerna, choć panuje w niej charakterystyczny półmrok, to jednak miło się spędza tu czas. Pora jednak odwiedzić jeszcze jedno miejsce.


Świeczki wotywne za dusze zmarłych



Bardzo spodobał mi się ten obrazek: Sąd Ostateczny pod czujnym okiem Boga - dobrzy ludzie idą do Nieba, na złych czeka kostucha w Piekle :)


A miejscem tym jest TRZEŚCIANKA. To wieś położona w dolinie rzek Rudnia i Małynka, które są dopływami rzeki Narew. Wcześniej miejscowość ta nazywała się Trościanicą. Obecną nazwę  zmieniono w 1967 r. Nazwa wsi jest nazwą topograficzną, pochodzącą od nazwy rzeki Trościanica, a oznacza rzekę porośniętą trzciną.


Witamy w Trześciance :)


Tablica o miejscowości w dwóch językach


We wsi zachowały się unikatowe domy drewniane z XVI – XIX w. Pierwsze informacje o Trześciance pochodzą z końca XV w., kiedy to istniał dwór Trościanica, położony przy szlaku z Litwy do Korony. Dwór założono miedzy 1494 r. a 1504 r. a obok niego osiedlono przed 1541 r. chłopów królewskich, którzy dali początek wsi. W XIX w. działała tu szkółka cerkiewno – parafialna, a w pobliskim uroczysku Stawok, mieścił się kompleks zabudowań szkolnych słynnego w całym Imperium Rosyjskim, Seminarium im. śśw. Cyryla i Metodego (obecnie nic już nie pozostało z dawnej świetności placówki).


Główna ulica Trześcianki


Jedno z domostw. Jedne domy odnowione i świeo pomalowane, inne czekają na remonty


Taki sobie mały domek... aż chce się w nim zamieszkać choć na chwilę :)


Zauroczył mnie mały biały motylek na narożniku :)


Wszystkie obejścia są uporządkowane i aż miło popatrzeć


Wśród drewnianych chałup stoi też dworek

W 1915 r. wszyscy mieszkańcy wsi zostali masowo wysiedleni w głąb Rosji w ramach bieżeństwa. Dopiero w 1919 r. następowały powroty, choć nie wszyscy zdecydowali się na powrót w rodzinne strony. Ludzie czasami decydowali się na stałą migrację do Związku Radzieckiego. Tak było m.in. w latach 40. XX w., kiedy to następowała deportacja ludności polskiej z terytorium Radzieckiej Białorusi i ludności białoruskiej z terytorium Polski Ludowej. Jednym słowem: dramat. A do tego wokół wojna lub powojenna rzeczywistość.
Dziś, choć mieszkańcy Trześcianki w większości deklarują białoruską tożsamość narodową, to na co dzień używają gwary podlaskiej języka ukraińskiego. Także ponad 90% rdzennych mieszkańców wsi nosi nazwiska patronimiczne (a więc, utworzone na podstawie imienia ojca), zakończone przyrostkiem – „uk”. Trześcianka jest największą wsią należącą do Krainy Otwartych Okiennic. Obecnie liczy sobie ok. 200 mieszkańców.


Dekoracje jednego z domów w Trześciance


Również sposób obkładania drewnem poddasza miało swoje znaczenie: im zamożniejsza rodzina tym wzór bardziej skomplikowany


Dom w Trześciance


Przykład odnowionego domu z okiennicami


Minimalizm, ale ładny


Chyba jedna z najbardziej fotografowanych chałup


I wcale mnie to nie dziwi :)

W Trześciance znajduje się parafia św. Michała Archanioła. Najstarszy dokument dotyczący cerkwi pochodzi z 1773 r. i mówi o drewnianej cerkwi pw. śśw. Apostołów Piotra i Pawła. W roku 1835 kościół strawił pożar, więc parafia została zlikwidowana, a miejscowa ludność skierowana na nabożeństwa do parafii w Puchłach. Dopiero w 1867 r. konsekrowano w Trześciance nową świątynię pw. Archanioła Michała. Niestety tego dnia nie jest mi dane zajrzeć do środka. Choć skrzypiąca furta na dziedziniec, ustępuje pod naporem nacisku, to sama cerkiew i to, co w sobie skrywa, pozostaje tajemnicą.


Cerkiew w Trześciance i boczna furtka


Cerkiew parafialna pod wezwaniem św. Michała Archanioła


Dawniej cerkiew była brązowa, obecnie pomalowana jest na zielono


Pamiątkowy krzyż w Trześciance

Te trzy miejscowości: Soce, Puchły i Trześcianka, to nie jedyne wsie na szlaku Krainy Otwartych Okiennic. Są i inne. A w każdej tak samo przejmująca historia, przeplatana smutną rzeczywistością, bo choć stanowią atrakcję dla przyjezdnych, dla mieszkańców są miejscem, gdzie na co dzień muszą egzystować. Młodzi uciekają za pracą do miast, a starzy nie mają sił by utrzymywać gospodarstwa.



Otwarte Okiennice


Drewniane koronkowe zdobienia urzekają każdego, kto na nie patrzy


Nowoczesny dom bez okiennic, za to z dekoracyjnymi oknami


Otwarte Okiennice zapraszają :)

Mimo ciężkich warunków, na szlaku tym znalazłam nie tylko otwarte okiennice. To również Kraina Otwartych Serc Ludzkich, Kraina Uśmiechu i Kraina Życzliwości. Nie wiem, czy też tego doświadczasz na co dzień Drogi Gościu, ale jeśli nie, wybierz się na Podlasie. Dostaniesz to z całą pewnością.



KONIEC