O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi. Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...

piątek, 27 grudnia 2013

Suwalszczyzna i okolice: Sejny, Puńsk, Bolcie i Trakiszki


POLAK, LITWIN DWA BRATANKI…

W POGONI ZA LITEWSKIMI SMAKAMI,

CZYLI

O BUSZOWANIU W PÓŁNOCNO-WSCHODNICH RUBIEŻACH POLSKI

 

Święta, święta i po świętach, więc by zrzucić nieco kilogramów, dziś zabiorę Cię Drogi Gościu ponownie na Suwalszczyznę. Tym razem odwiedzimy miejsca związane z przenikaniem się kultur, głównie naszych sąsiadów Litwinów.

Naszą podróż rozpocznijmy od Sejn.

SEJNY to miasto powiatowe na Suwalszczyźnie, położone nad rzeką o wdzięcznej nazwie Marycha, która jest dopływem Czarnej Hańczy. Początki miasta wywodzą się z XVw. Wtedy to rycerze króla Władysława Jagiełły otrzymali tereny, gdzie założyli osadę. Sejny graniczą z Litwą, a z języka litewskiego, pierwotna nazwa osady „Seinai” oznacza „starców”, co wiązało się z podeszłym wiekiem rycerzy.
 
 
Marycha :)
 

Pod koniec XVIw. miasto przyjęło nazwę obecną, od nazwy przepływającej przez nie rzeki. Słowo „seina” w języku jaćwieskim (czyli języku Bałtów, zamieszkujących te tereny), oznaczało trawy, które wtedy porastały brzegi rzeki.

Od początku Sejny były miastem wielokulturowym. Oprócz mieszkających tu Polaków, dużą liczbę mieszkańców stanowili Litwini, którzy żyją tu po dzień dzisiejszy. Na ulicach, czy w sklepach pełno jest napisów w języku litewskim a i języki te przeplatają się w zwykłej rozmowie. Oprócz Polaków i Litwinów, do II wojny światowej, pełno tu było społeczności żydowskiej, która prężnie działała tu w handlu. Również Rosjanie i inni przedstawiciele krajów nadbałtyckich znaleźli tu swoje miejsce na ziemi.

Samo miasteczko wydaje się senne i można by rzec, że nie jest jakoś specjalnie urodziwe. Ale ma kilka zabytków, z których jeden jest niewątpliwie najważniejszy. Jest to Bazylika Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny.
 
 
Bazylika Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny
 

Kościół został wybudowany w latach 1610-1619 w stylu późnorenesansowym przez oo. Dominikanów, których sprowadzono tu z Wilna. Fundatorem był Jerzy Grodziński, a konsekrował świątynię biskup Jerzy Tyszkiewicz w 1632r.
 
 
Wieże frontowe kościoła widziane z boku świątyni
 
 
 
 Na tyłach bazyliki
 
 
Do kościoła dobudowano kompleks zabudowań klasztornych, które ukończono na początku XVIIIw. Z biegiem lat bazylika otrzymała barokowy wystrój. W 1804r klasztor dominikański w Sejnach skasowały władze pruskie. Świątynia stała się kościołem parafialnym.
 
 
Wokół klasztornych murów
 
 
 
 Klasztor oo. Dominikanów



 Klasztor oo. Dominikanów
 
 
Dopiero w 1973r podniesiono ją do godności bazyliki mniejszej. W dwa lata później ukoronowano figurę Matki Boskiej Sejneńskiej, drewnianą figurę Matki Bożej z Dzieciątkiem, sprowadzoną w XVIIw do klasztoru ze względu na sławę płynących z niej łask.
 
 
Matka Boża Sejneńska - figura zamknięta. Źródło:www.sejny.diecezja.elk.pl
 
 
 
 Matka Boża Sejneńska - figura otwarta. Źródło:www.sejny.diecezja.elk.pl
 

Będąc w tych rejonach nie można zapomnieć o Puńsku.

PUŃSK, czyli z litewskiego Punskas – najpierw wieś, potem miasto, następnie miasteczko. Na pewno jest to silny ośrodek kultury litewskiej. To tu najbardziej można zetknąć się z litewskimi smakami, wzorami, językiem, kulturą i samą ludnością.

W miejscu tym odwiedziłam Skansen Wsi Litewskiej. Zbudowany w 1986r jest zagrodą wiejską z przełomu XIX i XXw.
 
 
Skansen Wsi Litewskiej
 
 
 
 Skansen Wsi Litewskiej



 Skansen Wsi Litewskiej
 
 
W jej skład wchodzą: dom mieszkalny, stodoła, obora, spichlerz i studnia z żurawiem. Niestety zobaczyłam te gospodarcze budynki z zewnątrz, bowiem na zwiedzanie wnętrz trzeba się wcześniej umawiać. 
 
 
Przed skansenem
 
 
 
 Przydrożny krzyż



 Żuraw



 Dom mieszkalny



 Stodoła
 
 
Niezmienny jednak pozostał mój podziw dla dachów szczelnie krytych grubą warstwą słomy.
 
 
Dawniej nie znano blachodachówek...



 Warstwa słomy naprawdę jest gruba


Ponieważ pogoda tego dnia nie była zbyt łaskawa, postanowiłam wybrać się w Puńsku do sławnej karczmy Sodas. To właśnie tu zapolowałam na smaki litewskie. Tu skosztowałam sławetnych blinów oraz kiszki ziemniaczanej. Mieszkańcy Podlasia mają te potrawy w swych kulinarnych spisach, ja jednak dopiero tu mogłam tego popróbować. Również w Puńsku odwiedziłam zwykły sklep spożywczy, gdzie miła ekspedientka obsługiwała mnie zabawnie mówiąc raz po polsku, raz po litewsku. Dobrze, że te dwa języki są do siebie ciut podobne, choć przyznam, że niektórych zwrotów nie zrozumiałam i przy ogólnej uciesze musiały być przetłumaczone „na moje” J. W sklepie tym dokonałam zakupu m.in. czarnego litewskiego chleba i chyba ten smak najbardziej utkwił mi w moich kubkach smakowych.

Skoro mowa o naszych wschodnich sąsiadach, to warto podjechać do wsi Bolcie.

BOLCIE – to dopiero kąt Polski! Mieszkańcy wsi pieszczotliwie mówią nań „Trójkąt”, co jest całkowicie uzasadnione, bowiem tu zbiegają się trzy granice: Polski, Litwy i Rosji.
 
 
"Trójkąt" w Bolciach
 
 
W samej wsi nie ma nic ciekawego, jedyna atrakcją jest właśnie trójstyk granic, który mieści się kilkaset metrów od zabudowań. Kiedy tam byłam, akurat nikogo nie było, cicho, pusto.
 
 
Na styku trzech granic
 
 
Ale wystarczyło, żeby  kolejni turyści podeszli odrobinę za blisko, by dosłownie znikąd pojawili się strażnicy. Dobrze wiedzieć, że granice są pilnowane J.
 
 
Służba graniczna czuwa


Dzisiejszą wędrówkę kończymy na stacji w Trakiszkach.

TRAKISZKI to stacja kolejowa graniczna, prowadząca przez przejście graniczne Trakiszki – Mockava do Szostakowa ( lit.Šeštakai) na Litwie. Stary budynek dworca pochodzi z początku XIXw. Obecnie miejscowość ta ma nowy budynek.
 
 
Zabytkowa stacja kolejowa w Trakiszkach
 
 
Przez stację tę jeździ teraz jeden międzynarodowy pociąg z Warszawy Zachodniej do Szostakowa i z powrotem przez Suwałki i Białystok. Pojedźmy nim i my z powrotem do Warszawy.
 
 
Trakiszki
 

Suwalszczyzna to naprawdę urokliwy kąt Polski. Choć to najzimniejszy jej region, to oferuje ciepłe przyjęcie czy to barwnymi polami, a to zabytkowymi kapliczkami, czy też serdecznymi ludźmi spotkanymi w drodze.

Niebawem znów odkryję nowe miejsca z tej części naszego kraju. A jest co odkrywać!

Do zobaczenia!

 

KONIEC

niedziela, 22 grudnia 2013

Święta Bożego Narodzenia

Drogi Gościu,

zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Co prawda nie będą białe, a przynajmniej w mieście, ale przecież białą mieliśmy Wielkanoc :)
Mimo to, życzę Ci, byś w Święta odnalazł spokój duszy, wewnętrzne światło, które będzie Cię prowadzić w Nowy Rok z radością i miłością. Przy stole wigilijnym ciepła domowej atmosfery oraz mnóstwa smakołyków. A kiedy nadejdzie Nowy Rok, życzę, by Twoje marzenia się spełniły.

WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

Jest tu jeszcze Ktoś, kto bardzo chce złożyć życzenia od siebie, pozwól, że to zrobi...





Tu ja, Mysza. Eee... Życzę wszystkim dużo uśmiechu, dużego stołu, na którym jest dużo pysznych rzeczy, dużej choinki i kochanych rąk, które pomiziają i ciepłego kocyka. I niech przyjdzie do Was Mikołaj i przyniesie Wam dużo puszek z tuńczykiem, albo z pastą z kurczaczka, jakieś myszki i piłeczki.
I też Wam życzę WESOŁYCH ŚWIĄT!!! MIAU!


niedziela, 15 grudnia 2013

Na szlaku Orlich Gniazd: Ogrodzieniec


CHODŹ, OPOWIEM Ci BAJKĘ…

CZYLI O POSZUKIWANIU CZARNEGO PSA

W ZAMKOWYCH RUINACH





Dawno, dawno temu, za siedmioma lasami, za siedmioma rzekami… a nie, nie tak znowu daleko, bo przy drodze wojewódzkiej 790 we wsi Podzamcze mieści się rycerski zamek Ogrodzieniec. A właściwie jego ruiny.


Zamek Ogrodzieniec z szosy
 

Jesteśmy na szlaku Orlich Gniazd, czyli szlaku skupiającym warownie obronne wyrastające ze skał, począwszy od Krakowa, na Częstochowie skończywszy. Nasz dzisiejszy cel, to najbardziej okazała pozostałość po zamku na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.


Ruiny zamku
 

Zamczysko wzniesiono na Górze Janowskiego, czyli największym wzniesieniu Jury (515,5 m n.p.m.) z wapienia i dolomitów. To właśnie tu, Aleksander Janowski podjął myśl o utworzeniu Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego, a zainspirował go do tego widok zamku.


Podzamcze
 

Gród zamkowy powstał już w XII w., choć wtedy oczywiście niczym się nie wyróżniał. Ot, zwykły gród z drewnianymi chatami, choć położonymi w dobrym strategicznie miejscu. Osłonięty skałami z trzech stron, chronił przed najazdami książąt czeskich i śląskich. Wtedy to na zamku panował stary rycerski ród Włodków herbu Sulima. To oni właśnie zbudowali gotycki zamek z kamienia, który aż do lat 70. XV w. był ich siedzibą rodową, a który to był następstwem splądrowanego w XIII w grodu.


Wysokie mury zamkowe



 Zamek od strony mostu wjazdowego na dziedziniec
 

Historia pokazuje, że wiele zamków i warowni zwykle ma przez lata wielu właścicieli, z których jedni coś dodają, inni niszczą. I tak też było z ogrodzieniecką budowlą. Dopiero w 1523r zamek stał się własnością Jana Bonera. Tym samym przeszedł w ręce zamożnego i wielce znaczącego rodu kupieckiego. Jan Boner (1462-1523) był nie tylko kupcem, ale i królewskim bankierem oraz zarządcą żup solnych w Wieliczce. Na owe czasy był bogaczem. Tyle, że niestety bezdzietnym. Cały swój majątek zapisał swemu bratankowi – Sewerynowi Bonerowi (1486-1549), który w latach 1532-1547 rozbudował zamek, czyniąc z niego renesansową posiadłość, na tyle wyniosłą, że mogła konkurować z samym Wawelem.  Jedyna córka Seweryna, Zofia – dziedziczka fortuny Bonerów – została żoną Jana Firleja, marszałka wielkiego koronnego, wojewody i starosty krakowskiego. Także oni, a potem kolejni właściciele ze świata możnych, rozbudowywali zamek, nadając mu już, zgodnie z epoką, barokowe cechy.


W zamkowych komnatach



 Widok na wieś z zamkowych tarasów



 W zamkowych ruinach
 

A potem był najazd Szwedów w 1655r. I wiadomo co. Zamęt, spustoszenie i ruiny. Pojawił się kolejny właściciel, osoba bardzo kontrowersyjna. A był nim Stanisław Warszycki. Przekazy o nim mają dwie strony. Z jednej go wychwalają, jako człowieka odważnego, wielkiego patriotę, budowniczego z wizją postępu w dotychczasowym świecie, który to postęp przeszczepiał na swój grunt i użytek. Z drugiej jednak strony przedstawiany jest jako człowiek porywczy, okrutny wobec swych poddanych, wliczając w to swą małżonkę. Tak, czy owak, to właśnie on dokonał koniecznych napraw po Potopie Szwedzkim, wzniósł mury obronne, a przedzamcze wyposażył w stajnie i wozownię.


Zamowe mury z podzamczem



 Okna ogrodzienieckiego zamku



 Zamek w całej okazałości



 Mury zamkowe wraz ze skałami, które stanowiły integralną część zamczyska
 

W 1702r Szwedzi po raz kolejny najechali warownię i od tego czasu budowla chyliła się ku upadkowi. Przyczynił się do tego i pożar, który, jak to zwykle bywa, trawi wszystko po drodze. Zawsze uważałam, że malownicze i romantyczne ruiny zamków w Polsce, mamy dzięki Szwedom. Choć wolałabym piękne zamki.

Ostatni właściciele opuścili zamek w 1810r. Od tej pory ruina służyła okolicznym mieszkańcom jako budulec. Stopniowo rozbierana, pewnie nie przetrwałaby kolejnych lat, gdyby nie prace konserwatorskie, prowadzone od połowy XXw. Tyle historii, pora obejrzeć zamek od środka.


Na terenie zamku



 Pod zamkiem - mury są naprawdę imponujące



 Pod zamkiem
 

Na teren zamku wchodzi się oczywiście przez podzamcze. Niegdyś przechodziło się przez bramę i mijało stajnie i wozownię, wzniesione jak już wcześniej wspomniałam przez Stanisława Warszyckiego. Fundamenty obu budynków jeszcze dziś wystają z ziemi. Ponoć Warszycki na terenie podzamcza zbudował również gorzelnię i browar, co może mogło wytłumaczyć potem jego porywczość i agresję wobec ludzi.


Wjazd na zamek



 Podzamcze i pozostałości po budynkach Warszyckiego
 

Dziedziniec podzamcza służył okolicznej ludności za miejsce, do którego mogli przybyć w razie zagrożenia. Poza tym uprawiano na nim zboże, wypasano bydło i hodowano trzodę chlewną. Czyli odbywając spacerki po podzamczu, można się było zderzyć z biegnącym prosiaczkiem J.


Podzamcze



Na terenie podzamcza

 

Sam zamek został zbudowany na skałach, niemalże w nie wtopiony. Ma się wrażenie, jakby mury wyrastały ze skał. I po części tak jest.


Zamek z wieżą wjazdową
 

Wjazd do zamku prowadził przez bramę szyjną, którą przebudowano na wieżę bramną, kwadratową, wysoką na sześć  pięter, nad którą znajdowała się kaplica zamkowa. Dostępu do zamku bronił most zwodzony, przerzucony nad suchą fosą.


Przed wejściem na zamek



 Pozostałości mostu
 

I oto i sam dziedziniec główny. Otoczony on był gankami i balustradami, które łączyły pokoje mieszkalne i inne komnaty, rozłożone w różnych częściach zamku. Wykończone one były na modłę renesansowych zdobień, toteż balustrady były bardzo ozdobne. Wokół dziedzińca znajdowały się pomieszczenia magazynowe i gospodarcze, zwane sklepikami. Dziś nazwa ich nie odbiega od ich rzeczywistej funkcji, bowiem obecnie można w nich nabyć pamiątki wszelkiej maści, od magnesu na lodówkę, po drewniany miecz z tarczą J.



Tak niegdyś wyglądała ogrodzieniecka posiadłość



 Pozostałości po zamkowych komnatach



 W zamkowych zakamarkach



 Widok z głównego dziedzińca
 

Na dziedzińcu głównym mieści się zbiornik na deszczówkę, zbudowany jeszcze za czasów pierwszych właścicieli. Po lewej stronie znajdowały się wykute w skale schody, które prowadziły bezpośrednio do części mieszkalnej. Do Zamku Wysokiego, który służył do celów obronnych, można się było dostać poprzez drabiny. Dopiero Bonerowie wykuli schody zarówno do części mieszkalnej, jak i prowadzącej do Zamku Wysokiego. Dziś można się tam dostać po współczesnych kręconych schodach.

Zamek posiadał w przyziemiu zespół chłodni i piwnic (obecnie pomieszczenia te zajmuje Karczma Rycerska). Również tam mieściła się kuchnia i izby dla kucharzy.

Zagłębiając się w zamkowe mury, można przejść przez sypialnię Bonera , ubikację i gabinet, zwany biblioteką. Oczywiście to tylko zarys, ale od czego jest wyobraźnia.


W ruinach zamku
 

Najstarszą częścią ogrodzienieckiego Zamku Średniego jest cylindryczna wieża z machikułami, czyli z czymś w rodzaju ganku, balkonu. Wieża ta zwana była w XVII w.  Basztą Kredencerską. Zawierała ona m.in. jadalnię i komnaty wypoczynkowe.

 
Baszta Kredencerska



 Baszta Kredencerska



 Baszta Kredencerska tak samo wyglądała za pierwszym razem, kiedy odwiedziłam zamek


Kolejna baszta to Wieża Skazańców. Było to więzienie, bez okien i bez drzwi, do którego skazańcy  byli spuszczani na linach. W ten sam sposób dostarczano więźniom pożywienie.


Pozostałość po Wieży Skazańców
 

Zamek posiadał też wykuty w skale skarbiec, a także prochownię, przy której mieszkali żołnierze.


Wejście do Prochowni



 Mur kurtynowy zamku
 

Spod Wieży Skazańców przechodziło się obok zbrojowni do Kurzej Stopy, w której znajdowały się komnaty kobiece, nad nimi sala balowa i umywalnia.


Zamek od środka



 W zamkowych komnatach



 Moja pierwsza wizyta na zamku :)



 W zamkowych ruinach



 Pozostałości komnat
 

Dolne trzy kondygnacje Kurzej Stopy to kazamaty, zabezpieczone grubymi murami, posiadającymi otwory strzelnicze.



Wejście do lochów



 Zejście do kazamatów



 Kazamaty
 

Patrząc  na pozostałości zamku w Ogrodzieńcu, nie ma wątpliwości, że budził on zachwyt, zarówno swoją kubaturą , jak i wyposażeniem wnętrz.  Śmiało mógł konkurować  z wawelskimi komnatami.

Warto także zajrzeć do Sali Tortur, zwanej też Katownią Warszyckiego. Mieści się ona na terenie przedzamcza. Tu jest wystawa dawnych narzędzi tortur i narzędzi katów.  Mnie osobiście podoba się Krzesło Czarownic oraz Żelazna Dziewica J.


Wejście do Katowni Warszyckiego




 Żelazna maska



 Krzesło czarownic - z pewnością wygodne :)



Opis działania krzesła czarownic



 Żelazna klatka



 Żelazna Dziewica :)



 Tortura pt. Kozioł Czarownic



 Bryyy.... Wypruwanie jelit



Dyby



 Jak działały dyby...



Narzędzie kata



 Śmiertelna koszula



 Czym była śmiertelna koszula?



 A kto to taki kat? Okazuje się, że to wcale nie łatwa profesja...



 Kat



Lepiej nie patrzyć mu w oczy...




 I jeszcze jedna metoda tortur...

 
Jak każde szanujące się ruiny zamkowe, tak i Ogrodzieniec ma swoje legendy, z których na czoło wyróżnia się  ta o czarnym psie. Powiadają ludziska, że nocą na zamkowych murach pojawia się czarny pies, który ciągnąc za sobą łańcuch, robi dużo hałasu. Pod jego postacią pojawia się pan na zamku, czyli krewki Stanisław Warszycki, który według niektórych poddanych nie zmarł śmiercią naturalną, a został porwany przez diabły do piekła. Zamieniony w czarnego psa pilnuje swego gospodarstwa, strasząc po nocy.


Widok na powstały w 2008r Gród na Górze Birów, czyli rekonstrukcję osady z czasów Średniowiecza
 

Ja psa czarnego nie spotkałam, bo dwukrotnie odwiedziłam Ogrodzieniec za dnia. Ale może komuś z Was starczy odwagi, by być tam nocą?

 

KONIEC