O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi. Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pałac. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pałac. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 marca 2026

Świerklaniec - życie magnatów na przełomie wieków

 

Złoto, marmury, przepych,

czyli jak żyli na przełomie wieków

dawni pruscy magnaci


Kiedy jadę do moich Przyjaciół, Sylwii i Darka, do Sosnowca, zawsze zabiorą mnie w fajne miejsca. Bo mówiłam Wam, że w Polsce mamy cudne miejsca? Mamy! I jednym z nich jest Świerklaniec.
Mała wieś w województwie śląskim. Jej nazwa wywodzi się od śląskiej gwary - "świerkla", oznaczającej świerk. Czy może być we wsi coś ciekawego? Owszem, może.


W książęcym parku


I choć kiedyś było niesamowitym miejscem, w którym spotykała się arystokracja, obecnie znajduje się tu jedyny zachowany budynek z XIX w., tak zwany Dom Kawalera oraz piękny zespół pałacowo - parkowy. Po pałacu nie zostało nic, ale i tak warto zobaczyć park oraz wspomniany Dom Kawalera z 1906 roku.
Świerklaniec był rodową siedzibą rodu Henckel von Donnersmarck, magnatów ziemskich i przemysłowych, pochodzących z Górnego Śląska. Rodzina miała kilka fabryk, mnóstwo kopalni, a także huty zarówno w Polsce jak i w Niemczech. Guido Henckel von Donnersmarck, baron i hrabia, a potem także książę pruski, tytularny pan Tarnowskich Gór, przemysłowy magnat (ten sam od przedstawianej już na blogu kopalni "Guido" w Zabrzu), zgromadził pokaźny majątek, a przed I wojną światową uchodził za jednego z najbogatszych ludzi swoich czasów.
Donnersmarckowie pochodzili ze Spiszu, ze Spiskiego Czwartku (z niem. Donnersmarkt - Czwartkowy Targ). Niemiecka wersja tej nazwy stała się drugim członem nazwiska rodu. Do przeniesienia rodowej siedziby ze Spiszu na Śląsk przyczynił się w XVI i XVII w. Łazarz I Starszy oraz jego syn, Łazarz II Młodszy. W czasie wojen z Turkami pożyczyli oni znaczne sumy dla cesarza Habsburga, który nie mogąc zwrócić pieniędzy, w zamian nadał rodzinie liczne przywileje i ziemie. I tym sposobem pod ich władanie weszły ziemie w okolicach Tarnowskich Gór.


Drzewo genealogiczne rodziny Henckel von Donnersmarck z uwzględnieniem linii książęcej, nakielskiej, tarnogórsko - świerklanieckiej oraz bytomsko - siemianowickiej 


Guido Henckel von Donnersmarck w 1857 roku zakupił dla swej pierwszej żony Blanki de Païvy, pałac w Jouars - Pontchartrain we Francji. Wielki i przestronny pałac dawał schronienie tylko do pewnego momentu. Blanka oskarżona o szpiegostwo na rzecz Prus, wyjechała i zamieszkała z Guido w Świerklańcu, gdzie też zmarła w 1884 roku. W ogóle była to postać dość szalona, gdyż była paryską kurtyzaną, która lubiła żyć wystawnie, nie oszczędziła także Guido, jednego z najbogatszych mężczyzn tamtej epoki. Jej pierwszy mąż zmarł na gruźlicę, a kolejny mąż zastrzelił się, gdy unieważniono jego małżeństwo z Blanką. Taka trochę femme fatale.
W latach 1856-1866 Guido wybudował dla swej żony ekskluzywny dom na Polach Elizejskich w Paryżu. W tzw. Salonie de la Païvy zbierała się elita towarzyska m.in. bywali tu Eugene Delacroix, Wagner, Otto von Bismarck czy Emil Zola.
W Świerklańcu hrabia Guido kazał wybudować pałac na wzór neorenesansowych pałaców francuskich. Tylko dlatego, że istniejący tu, stary piastowski zamek był zimny i nieprzyjemny i nie odpowiadał szanownej żonie. I w ten sposób, w 1876 roku powstała rezydencja w stylu Ludwika XIV, zwana później "Małym Wersalem". 


Stary zamek piastowski w Świerklańcu, widok od frontu. Źródło: www.fotopolska.eu




Stary zamek piastowski w Świerklańcu. Źródło: www.fotopolska.eu



Wnętrze starego zamku piastowskiego - najprawdopodobniej był to korytarz. Źródło: www. ciekawostkitg.blogspot.com



"Mały Wersal" w Świerklańcu. Źródło: www.slazag.pl


I podobnie, jak w Paryżu, także i tu gromadziła się śmietanka towarzyska całej Europy. Donnersmarckowie urządzali różnego rodzaju rauty, bale, polowania, a w czasie I wojny światowej i tuż po niej, dzięki bliskim relacjom z dworem pruskim, mieli zapewniony względny dostatek.


Widok na pałac na starej pocztówce


Pałac zaprojektował Hector Lefuel, znany z przebudowy paryskiego Luwru. Teren pod budowę tak dużej budowli nie był doskonały, gdyż był podmokły od pobliskiej doliny rzeki Brynicy. W tym celu zastosowano metodę 2000 tys. dębowych pali wbitych w grunt. Dopiero na to wylano fundamenty. Nad całym założeniem pracowali francuscy specjaliści z różnych dziedzin. Budynek zaplanowano na planie podkowy z dodatkowymi bocznymi skrzydłami. Od frontu znajdował się portyk z głównym wejściem, a za nim wielki hall i paradna klatka schodowa. 


Paradna klatka schodowa w pałacu w Świerklańcu. Źródło: www.whitemad.pl


Całość została wykonana z piaskowca, cegły i kamienia. Boczne skrzydła pełniły funkcje pawilonów, w których umieszczono palmiarnię i rozarium.


Widok na pałacowe tarasy na starej pocztówce


Pałac od strony ogrodu. Źródło: www.slazag.pl


Wszystkie z 34 sal oraz 6 dużych apartamentów w pałacu dla rodziny i gości, zostały wyposażone w ekskluzywne łazienki z bieżącą wodą, z systemem ogrzewania i wentylacji. Wnętrza były bogato zdobione, dekorowane także marmurami i intarsjowanym drewnem, wyposażone w wygodne kanapy, meble w stylu Ludwika XIV, cenne obrazy i arrasy, kryształowe lustra oraz freski na sufitach, z których zwisały połyskujące żyrandole. Naprawdę nie było się czego powstydzić, absolutnie pałac niczym nie odstawał od znanych nam dzisiaj zamków nad Loarą. 


Wnętrze jednej z komnat na archiwalnych zdjęciach pałacu. Prawdopodobnie była to biblioteka, która była jednocześnie gabinetem księcia. Nad kominkiem wielki portret przedstawia drugą żonę hrabiego Guido - Katarzynę Slepcow. Źródło: www.polska-org.pl



Jeden z pokoi w pałacu. W tle widoczny portret hrabiego Guido. Źródło: www.polska-org.pl

Oczywiście największe wrażenie robiła Sala Balowa, w której odbywały się liczne przyjęcia. Na ścianach wisiały lustra, a także zdobiły je mozaiki z wykorzystaniem kamieni półszlachetnych.


Wielki salon w świerklanieckim pałacu. Źródło: www.ciekawostkitg.bolgspot.com


Również Sala Czerwona, pełniąca rolę galerii malarstwa była imponująca. Dzieła znanych malarzy wisiały w złotych ozdobnych ramach. 


Sala Czerwona i jednocześnie galeria obrazów - Źródło:www.whitemad.pl


Wnętrza prywatne hrabiego Guido także były dość wystawne. Gabinet był jednocześnie biblioteką z bogatym księgozbiorem. Obok znajdowała się Sala Myśliwska z wyeksponowanymi zdobyczami z polowań, porożami, wypchanymi zwierzętami i innymi trofeami nawiązującymi do myśliwskiej pasji gospodarzy.


Sala Myśliwska w pałacu. Nad marmurowym kominkiem posąg bogini Diany. Źródło: www.ciekawostkitg.blogspot.com


Pałac nie pozbawiony był także Salonu Muzycznego, w którym grano na zgromadzonych w nim instrumentach muzycznych, by umilić czas gościom. Dawano także kameralne koncerty.
Z nowinek technicznych działała w rezydencji nowoczesna kuchnia, a służba komunikowała się ze sobą za pomocą elektrycznych dzwonków.
Obok basenów, które niegdyś znajdowały się przy pałacu, znajdują się rzeźby autorstwa francuskiego rzeźbiarza Emanuela Frémieta, przedstawiające walczące ze sobą zwierzęta: jelenia i niedźwiedzia, pelikana i rybę, konia i lwicę, strusia i węża. W głównym basenie ulokowana jest fontanna przedstawiająca Trzy Gracje trzymające astrolabium, czyli takie urządzenie służące do nawigacji, którym posługiwał się m.in. Kopernik do swoich obserwacji.


Schody, które niegdyś prowadziły do pałacu



Staw przed pałacem - niemy świadek historii



Aż trudno uwierzyć, że po tych schodach wchodzono do "Małego Wersalu"



Tak to wyglądało za czasów swojej świetności. Źródło: www.slazag.pl



Fontanna Trzy Gracje



Jedna z ocalałych rzeźb Emanuela Frémieta, przedstawiająca walczące ze sobą zwierzęta: jelenia i niedźwiedzia



Amfiteatr


I wszystko to przestało istnieć w 1945 roku. Istnieją dwie hipotezy mówiące o zagładzie "Małego Wersalu". Pierwsza to oczywiście Armia Czerwona i jej łupieżcza siła niszcząca wszystko na drodze, a zwłaszcza to, co poniemieckie. Druga to polecenie samego księcia Guidotto von Donnersmarcka (syna Guido i jego drugiej żony Kateriny von Slepcow), ostatniego pana w Świerklańcu, który kazał Wermachtowi podpalić pałac, ewakuując się uprzednio z większością cennych rzeczy. 


Pałac w 1945 roku. Źródło: www.fotopolska.eu


Ruiny zostały rozebrane w czasach PRL-u i nie do końca zgodnie z wydanymi zaleceniami. Wręcz mówiło się o odbudowie pałacu (temat powrócił, podobno są na to przeznaczone fundusze, a pałac ma zostać odbudowany do 2032 roku). Jednakże stało się inaczej, a budulec w postaci kamiennych i marmurowych płyt posłużył do budowy Pałacu Kultury Zagłębia w Dąbrowie Górniczej. Cenne detale architektoniczne oraz części wyposażenia wnętrz zostały rozgrabione lub zniszczone. Okazała, żeliwna brama wjazdowa do pałacu, która przetrwała w całości, trafiła w latach 50. XX w. do Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie, stając się bramą wjazdową do nowo powstałego zoo.


Elewacja frontowa pałacu z bramą wjazdową. Źródło: www.slazag.pl


Na szczęście dziś można podziwiać budynek, w którym zatrzymywał się cesarz niemiecki.
Pałac Kawalera zwany też Domem Kawalera to mały pałacyk wybudowany na początku XX w. na polecenie ówczesnego właściciela ziem, barona Guido. Budynek w stylu francuskiego neobaroku zaprojektował niemiecki architekt Ernst von Ihne, który związany był z dworem cesarskim w Berlinie. 


Pałac Kawalera na starej pocztówce


Bryła pałacu to dwupiętrowy prostokątny budynek z małym tarasem nad wejściem głównym. Z jego balkonu widać dekoracje budynku w postaci kartusza herbowego rodziny Henckel von Donnersmarck oraz motto rodziny - napis "Memento vivere" - "Pamiętaj o życiu". O tak, w pałacu Kawalera wiedziano jak żyć.


Stan obecny (2025r.) Pałacu Kawalera
 
Ostatni król Prus, cesarz niemiecki Wilhelm II Hochenzollern przyjeżdżał do Świerklańca na polowania. Aby zapewnić mu dyskrecję i odpoczynek, wybudowano ten mały pałacyk, który pełnił rolę luksusowego domu gościnnego, położonego w oddaleniu od głównego pałacu.


Cesarz niemiecki Wilhelm II Hochenzollern (z lewej) oraz hrabia Guido Henckel von Donnersmarck (z prawej). Źródło: www.polska-org.pl




Herb rodowy Henckel von Donnersmarck



Wejście do Pałacu Kawalera


Wnętrza, jak na początek XX w. były bardzo luksusowe. Wrażenie robił już sam hol wejściowy. Klatka schodowa ze schodami po środku, wykonana była z marmuru z umieszczonymi po obu stronach lustrami. 


Klatka schodowa z lustrami imitującymi okna



Sufit klatki schodowej



Marmurowe kominki zdobią kryształowe lustra



Okulus (od łac. oculus - oko) jako jedyny wpuszcza światło do holu



Hol wejściowy do Pałacu widziany z piętra

Piętro skrywały unowocześnione pokoje, wyposażone w centralne ogrzewanie czy też sprowadzane z Ameryki wanny "Royal" wykonane z jednego kawałka fajansu. Dębowe parkiety czy posadzki z marmuru istryjskiego to już był standard. I tak trwało to sobie do końca II wojny światowej. 


Klatka schodowa dla służby - choć z zewnątrz wydaje się, że są to jedynie dwa piętra, to w rzeczywistości jest aż chyba siedem poziomów



Łączenie schodów dość nietypowe - każdy schodek wisiał na dwóch żeliwnych prętach



Jedna z rzeźb, stanowiących dekorację wewnątrz Pałacu Kawalera



I tu jeszcze inna rzeźba...


Ale luksus bił po oczach, dlatego pałacyk oczywiście zdewastowała Armia Czerwona. Częściowo nadpalony, został odbudowany i w latach 50. XX w. oddany pod zarząd PTTK. Pałac Kawalera stał się schroniskiem turystycznym z pokojami przeznaczonymi na 75 osób z restauracją i kawiarnią. Potem obiekt służył jako baza szkoleniowa dla braci górniczej. Do 2015 roku znów był hotelem z restauracją. Obecnie pałac służy jako budynek pod wystawy, eventy, wydarzenia okolicznościowe cykliczne i sezonowe. A od 2025 roku ponownie działa restauracja. Luksusowy dom gościnny można zwiedzać z przewodnikiem, z czego skorzystałyśmy obie z Sylwią, natomiast Darek, z racji tego, że był tu kiedyś służbowo, został na zewnątrz z Elmo, cudownym ich pudelkiem.


Pałac Kawalera w maju otoczony jest bujną zielenią


Jedną z tajemnic zespołu pałacowego w Świerklańcu są podziemia. Istnieją tu tunele, które łączyły "Mały Wersal" z Pałacem Kawalera. W jakim celu? Może, by zachować dyskrecję dla odwiedzających cesarza panien. Istnieją też hipotezy, że tunele łączyły Świerklaniec z pałacem w Kozłowej Górze, w której mieszkała druga żona Guido - Katerina von Slepcow . Dziś jednak tunele są zasypane i niedostępne do zwiedzania. Ale ciekawość pozostała. Na pewno część podziemi to tylko legendy, ale spora część to typowo techniczne rozwiązania, które jako nowinki wykorzystywano w pałacu.
Po wizycie w Pałacu Kawalera, chcąc poczuć jeszcze trochę tej magnackiej aury, poszliśmy do pałacowej kawiarni zamówić lodowe desery. Było tak ciepło... Wręcz parnie. Siedzieliśmy na zewnątrz, słuchając ptaków. I stało się. Niebo zagrzmiało, a chwilę potem się skropliło. 


Odrobina słodkości


Na szczęście tylko trochę. Ale na tyle skutecznie, że żałowaliśmy, że nie możemy pospacerować dłużej po parku, aby odkryć ruiny nieistniejącego zamku piastowskiego, zbudowanego w XVI w. na miejscu poprzedniej budowli. W 1851 roku była to siedziba zarządu dóbr książęcych. Niestety w 1945 roku został spalony, a w 1962 roku, bez wiedzy konserwatora zabytków, wysadzony w powietrze przez górników kopalni "Andaluzja". A szkoda, bo budowla w stylu neogotyckim była naprawdę okazała, a po drugie rok wcześniej zapadła decyzja o jej odbudowie, co wspomniałam wcześniej.
Park zajmuje 180 ha powierzchni. Został założony w XVIII w. Pozostawał w rękach rodziny Donnersmarck aż do 1945 roku. Po starannie wytyczonych ścieżkach można się przechadzać niczym w prawdziwym Wersalu. Ciekawostką jest, że park był oświetlany latarniami na biogaz. I było to innowacyjne przedsięwzięcie w ówczesnej Europie!


Stawy, kanały, stary drzewostan to części nieodłączne parku


W parku znajduje się neogotycki kościół z czerwonej cegły, pod wezwaniem Dobrego Pasterza. Został wybudowany w latach 1896-1897, a jego projektantem był niemiecki architekt Julius Carl Raschdorff, ten sam, który był autorem katedry w Berlinie. Za czasów Guido kościół był ewangelicki, otwarty dla mieszkańców okolicznych wsi, choć pełnił funkcję kościoła pałacowego. Położenie go w znacznym oddaleniu od pałacu, nie zakłócało spokoju właścicieli. 


Kościół pod wezwaniem Dobrego Pasterza na starej widokówce



Kościół obecnie (2025r.)


Obecnie jest filią kościoła rzymskokatolickiego pw. Chrystusa Króla. W niedzielę odbywają się w nim msze święte. Nie zawsze tak było. W 1959 roku zrujnowany po wojnie kościół zamknięto i zakazano odprawiania w nim nabożeństw. Stan taki trwał do wczesnych lat 80. XX w., kiedy to obiekt przejęła parafia w Świerklańcu.


Kościół niegdyś ewangelicki, obecnie pod opieką kościoła rzymskokatolickiego



Pod daszkiem drzwi wejściowych do świątyni



Rzut oka do wnętrza przez dziurkę od klucza


Tuż obok niego znajduje się mauzoleum rodziny Henckel von Donnersmarck, w którym do 1945 roku spoczywał właściciel "Małego Wersalu" Guido Henckel von Donnersmarck oraz dwie jego żony: Blanka de Païva (zresztą pochodząca z Polski jeszcze pod nazwiskiem Teresa (Estera) Lachmann) oraz Katerina von Slepcow. Niestety po 1945 roku mauzoleum zostało splądrowane, z wyposażenia została tylko jedna płaskorzeźba. Szczątki magnatów zostały zbezczeszczone. Tak Armia Czerwona szukała kosztowności. Na szczęście po ekshumacji i ponownym pochówku, magnaci mogą już zaznać wiecznego spokoju.


Mauzoleum rodziny Henckel von Donnersmarck



Dach mauzoleum wieńczy miedziana figura Anioła Pokoju



Kościół rzymskokatolicki pw. Chrystusa Króla


W Pałacu Kawalera do końca 2025 roku działało Stowarzyszenie Wrazidloki, które dba o tradycję i spuściznę kulturową Śląska. Samo pojęcie Wrazidloków dotyczy istot ciekawych świata, poszukujących różnych opowieści. I właśnie to Stowarzyszenie przybliżało turystom dzieje rodziny Henckel von Donnersmarck oraz pałacu w Świerklańcu. Teraz ma tam powstać siedziba Gminnego Ośrodka Kultury oraz być może hotel. Kto wie? Może to był ostatni moment, żeby zajrzeć do środka Pałacu Kawalera?
Zatem do zobaczenia na kolejnych dróżkach!


wtorek, 6 stycznia 2026

Zatonie - w gościnie u księżnej Dino

 Czy ruiny mogą być ciekawe,

czyli spotkanie z księżną Dorotą


Znów mamy Nowy Rok. Kolejna zima...
Dwa lata temu wybrałam się na pogranicze polsko-niemieckie, pozwiedzać tamtejsze tereny. Słabo je znam, gdyż są daleko od mojego miejsca zamieszkania. Ale trafiła się okazja. Znajomi zaproponowali mi majówkowy wypad samochodem. To było moje pierwsze wyjście towarzyskie od śmierci Taty w lutym, więc przyjęłam propozycję z radością. Zwiedziliśmy wówczas wiele miejsc, więc wpisów będzie dużo, a dziś pierwszy z nich z pierwszego, odwiedzonego miejsca.
Zatonie. Część miasta Zielona Góra. Nigdy tu nie byłam, ale gdy padła nazwa, wiedziałam, że zobaczę coś, co wiązało się z księżną Dino, którą poznałam dzięki postom kolegi na Facebooku. Byłam ciekawa tego miejsca.


Fragment parku w Zatoniu


Wspomniana księżna Dorota de Talleyrand - Périgord, księżna Dino, późniejsza księżna żagańska w 1842 roku zakończyła przebudowę swojej XVII w. posiadłości w Zatoniu, którą nabył jej ojciec Piotr Biron z przeznaczeniem na jej posag. Istniejący tu barokowy dwór zmieniła w klasycystyczny pałacyk.


Pałac w Zatoniu widoczny zza Wielkiego Stawu



Wielki Staw w parku pałacowym



Po środku Wielkiego Stawu znajduje się Wyspa Marii


Autorem zmian był W. Gurlt, książęcy urzędnik ds. budowlanych, a także Karl Fryderyk Schinkel. Ale i sama księżna Dino była autorką dobudowania piętra budynku, o czym zaświadcza wmurowana w ścianę budynku, tablica.


"W roku 1842, ja Dorota, księżna żagańska i księżniczka kurlandzka, poleciłam pałac ten poprzez nadbudowę jednego piętra wyższym uczynić, poprzez dobudówkę powiększyć oraz w jego formie zewnętrznej tarczami herbowymi i innymi elementami ozdobić, przy czym pozostawiając go w swych fundamentach niezmienionym"


Nad wejściem znajdowała się tarcza z herbem Doroty, którą podtrzymywały dwa lwy. W chwili obecnej w tym samym miejscu znajduje się pseudoherb z monogramem RF, co oznacza inicjały ostatniego właściciela pałacu, Rudolfa Friedenthala. Wejście do pałacu zostało podkreślone portykiem z czterema kolumnami, zwieńczoną balustradą z wyobrażeniami zwierząt.


Pałac w Zatoniu od strony dziedzińca


Dziedziniec pełnił funkcję reprezentacyjną. Powozy wjeżdżały przez Złotą Bramę, co miało olśnić zacnych gości. Głównym elementem była i nadal jest fontanna z rzeźbą Theodora Kalide, zatytułowana "Chłopiec z Łabędziem". 


Pałac w Zatoniu od strony parku



Goście, goście... A może to jednak księżna Dorota?



Pałac, a w zasadzie jego ruiny - widok frontowy. Przed pałacem fontanna "Chłopiec z łabędziem"



Druga fontanna tzw. Treflowa


Wokół pełno było zadbanych rabatek, równo przyciętych żywopłotów, starannie utrzymanych klombów. Drzewka pomarańczowe czy bananowce dodawały południowego klimatu. Sprzyjała temu także oranżeria, która w chwili obecnej pełni funkcję kawiarni. Słowem - sielanka.


Czosnek niedźwiedzi



Rododendrony



Róże w każdym możliwym kolorze



Bratki, róże i inne 



Konwalia leśna



Rododendron



Oranżeria - obecnie kawiarnia



Dekoracja wewnątrz kawiarni



Wnętrze kawiarni


Pałac, który niegdyś gościł wybitne osobowości jak: kompozytorów- Richarda Wagnera i Ferenca Liszta, przyrodnika i podróżnika Alexandra von Humboldta, pisarza Victora Hugo, cara Rosji Mikołaja I, pruskiego króla Fryderyka Wilhelma IV, a skrywał także korespondencję księżnej Dino z Aleksandrem Fredrą i Fryderykiem Chopinem, został doszczętnie spalony przez wojska radzieckie w 1945 roku. I od tamtej pory pozostaje już w stanie zabezpieczonej ruiny, stając się cichym świadkiem przemijania świata, któremu II wojna światowa położyła kres.


Jakby tak otynkować mury, wstawić okna, położyć dach... nierealne ;) Dlatego dziś podziwiamy czyjeś domostwo sprzed wieków w stanie ruiny.



W środku widać poszczególne kondygnacje



Wnętrze ruin to pole do wyobraźni, ciekawe jak były rozmieszczone pomieszczenia, pokoje, gdzie była kuchnia, a gdzie salon....



Powoli natura chce przejąć mury...



Typowy układ amfiladowy w pałacach - widzicie te ciężkie mahoniowe drzwi? Może to był chiński salonik? A może sypialnie, kto wie?



Magia w ruinach - światełka w maju ;)



Ganek z czterema kolumnami - widok od strony parku



Ruiny pałacu w Zatoniu



Czy w takich wnękach stały antyczne rzeźby? Antyk się jakby zgadza...


Wokół założenia pałacowego rozpościera się ponad 50 ha park krajobrazowy przełomu XVIII/XIX w. Stoją w nim drzewa pamiętające księżną Dino, wiele z nich to pomniki przyrody, które mają swoje nazwy jak np. Dąb Talleyranda. Spacerując po nim, w letni dzień, można poczuć ducha minionej epoki, a także Romantyzmu, dla którego park w stylu angielskim był koniecznością. Dlatego mamy tu altankę z osią widokową na pałac, a także romantyczną grotę.


Alejka parkowa prowadząca do Świątyni Różanej



Świątynia Różana. Takie sztucznie usypane kopce w parkach krajobrazowych wzbogacały rzeźbę terenu, uatrakcyjniały ją i tworzyły punkty widokowe. Na szczyt tego kopca wiedzie spiralna ścieżka. Na jej szczycie wznosi się drewniana altana na planie wieloboku.



Świątynia czy też Altana Różana była miejscem spotkań i odpoczynku, chroniła też przed nieprzewidzianym deszczem, skłaniała do cichych wyznań.



Jej ażurowe ściany pokryte kwitnącą różą wpisywały się w epokę romantyzmu



Zwieńczenie altany wykonane z drewna, zakończone jest tzw. latarnią, czyli taką nadbudówką



Najdłuższa oś widokowa w parku, zwieńczona na końcu pałacem - widok z altany



U podnóża sztucznego wzniesienia dołożono sztuczną grotę z polnego kamienia. Miała ona za zadanie dodać miejscu uroku i aury tajemniczości.



Dawniej można było zejść z altany po kamiennych schodach na niewielki taras nad grotą



Zabytek natury - lipa drobnolistna



Łąka Joanny i rosnący po środku Dąb Talleyranda. To centralny punkt zatońskiego parku. Nazwa łąki upamiętnia starszą siostrę księżnej Doroty - Joannę, która sprzeciwiła się swemu ojcu i wbrew jego woli uciekła z muzykiem, który wkrótce potem zmarł. Nazwa dębu zaś nawiązuje do postaci, która zaważyła na całym życiu księżnej Dino - Karola Maurycego de Telleyranda-Périgord, wybitnego polityka przełomu XVIII i XIX w., który wprowadził żonę swego bratanka Edmunda, na europejskie salony. Ich współpraca trwała blisko 30 lat. Z powiernicy i doradczyni stała się jego towarzyszką życia, a po jego śmierci księżna Dorota była główną spadkobierczynią jego majątku .



W zatońskim parku - wyspa Marii



Jedna z alejek parku w Zatoniu


I choć miło by było napić się herbaty i skonsumować kawałek ciasta, zagłębiając się w życie księżnej Dino, a postać to nietuzinkowa, to jednak czas mieliśmy skrupulatnie wyliczony na kolejne atrakcje. Do głównej bohaterki tego miejsca jeszcze kiedyś powrócę, ponieważ odwiedziłam przy okazji innego wyjazdu, jej drugą posiadłość.
Warto dodać jedynie, że wstęp do pałacu, a także na teren parku, jest całodobowy i bezpłatny, co stanowi także o atrakcyjności tego miejsca. Można także wejść tam z psami na smyczy. Oranżeria jest przystosowana dla osób niepełnosprawnych ruchowo. Także na terenie parku znajdują się dwie toalety, w tym jedna w informacji turystycznej.
Zatem, gdy będziecie w Zielonej Górze, warto wybrać się do Zatonia. A z tego, co wiem, w okolicy znajdują się także inne pałace, godne zwiedzania. Może właśnie jest to dobry kierunek na urlop? Mamy znów ponad 300 dni do zapełnienia ich dobrymi wspomnieniami. Może Zatonie będzie jednym z nich.
Szczęśliwego Nowego 2026 Roku! :)