Weekend
w Krakowie
Odsłona
pierwsza,
czyli
Kraków artystyczny
Jak tu się nie uśmiechnąć na taki napis?
Urlop w dobie koronowirusa. Ale zawsze może być to przygoda ;)
W piątek rano zamknęłam drzwi na klucz, pociągnęłam walizkę do pracy i nerwowo przebierałam nóżkami i zaklinałam czas, by szybciej leciał. Potem szybkie „cześć” rzucone do szefa i pomknęłam na dworzec. Zaczynałam dwutygodniowy urlop. Pierwszym celem stał się Kraków. A konkretniej jedna jego dzielnica, w której miałam zabukowany hostel. Krakowski Kazimierz… Nie było mnie tam lata. Późnym wieczorem dotarłam do miejsca noclegu, odpoczęłam i kolejnego dnia wyruszyłam na nieśpieszne zwiedzanie dzielnicy. Właśnie tak, bez nerwówki, smakując, czując, obserwując ulice i ludzi. Jakaż miła odmiana w zalatanym ostatnio czasie. Jednak pandemia ma swoje plusy. A przynajmniej ja chcę takowe widzieć.
Kazimierz jest niesamowity. Nie da się go opisać w dwóch słowach. Od jego powstania w XIV w. do XIX w. funkcjonował jako oddzielne miasto! Oczywiście zazwyczaj pierwsze skojarzenie wiąże się nam ze społecznością żydowską, która tu zamieszkiwała, ale dziś chce Wam pokazać Kazimierz jako mekkę artystów, grafików, malarzy, wolnych aniołów. Dlatego zapraszam na część Krakowa w ujęciu artystycznym. Niech tej dziwnej zimy zagości trochę koloru. Zresztą sami zobaczcie co zarejestrowały moje oczy i mój aparat…
Laboratorium szotów - moja bolączka, bo knajpa gromadziła mi pod oknem rzesze młodzieży, która zachowywała się bardzo głośno, o spaniu w nocy można było pomarzyć
Mural pt. "The Lion of the Judah". Niestety frytki belgijskie zepsuły efekt...
Judah to teraz tzw. Food Market
Mural z cyklu "Kazimierskie murale historyczne". Przedstawiają twarze osób związanych z Kazimierzem.
Gdzieś na ulicy Józefa... w progu wita nas bocian z torbą na... dziecko? :)
A tu zupełnie nie wiem, co autor murala miał na myśli... Może, że jesteśmy w domach pozamykani a i tak nas śledzą ONI? Kimkolwiek są...
Na ulicy Józefa, lody dla ochłody
Mural Kazimierz przy ulicy Nowej, rany, czego tu nie ma...
Ulica Elstery. Normalnie knajpka byłaby otwarta, w pandemii niestety krata na wejściu ;(
A jak mnie różne rzeczy wnerwiają... Bo ja to spokojna jestem. Do czasu...
Nosił wilk razy kilka, poniosło i... Duśkę, po raz enty do Krakowa ;)
Wchodzę w bramę i taka sytuacja... :)
Jakaś taka artystyczna dekoracja, ale nie mam pojęcia co to...
I tu też nie wiem, ale daję lajka za wprowadzenie koloru wokół obskurnych okien ;)
Też tak macie, że patrząc na mural pt. "Singing on the rain" od razu słyszycie w głowie piosenkę?
Reklama sklepu, w którym odbywają się warsztaty terapii zajęciowej dla osób niepełnosprawnych
Np. można tu nabyć takie anioły :)
No i jak się powstrzymać? Ogródek w upale kusi, wódka mniej ;)
Bo wszystko to, to zwykła propaganda jest... Ale diabeł tkwi w szczegółach ;)
Adres zbędny. Każdy wie, gdzie na Kazimierzu jest słynna zupa rybna. A jak nie wie, to tutaj :)
Mural przy synagodze Poppera
Moja codzienna miejscówka na pyszne śniadanka...
Mówiąc o artystycznej stronie Kazimierza, warto także wspomnieć o Kładce Ojca Bernatka. Jest to kładka pieszo-rowerowa łącząca przez Wisłę Kazimierz z inną dzielnicą Krakowa, Podgórzem. Decyzją rady miasta ciąg ten nazwano imieniem ojca Laetusa Bernatka, zakonnika, który był inicjatorem budowy szpitala Bonifratów w Krakowie, na przełomie XIX i XX w.
Tablica wmurowana w kładkę
Kładka Ojca Bernatka widziana od strony Bulwaru Kurlandzkiego
Bulwar Kurlandzki i Kładka Ojca Bernatka
Kładka projektu Autorskiej Pracowni Projektowo – Plastycznej prof. Andrzeja Gettera jest wygięta w łuk z podwieszonymi dwoma pomostami. Została oddana do użytku 30.09.2010r. Obecnie jest to kładka zakochanych, a liczne kłódki wiszące na moście czynią kładkę Mostem Miłości. Mniej chwalebne jest zanieczyszczanie rzeki metalowymi kluczykami, wrzucanymi w dowód nieskończonej miłości.
Kłódki miłości na kładce
Kładka z jednej strony ma ciąg pieszy, z drugiej - rowerowy
Kładka Ojca Bernatka i kłódki miłości
Kładkę Bernatkę zdobi część rzeźb (z 10) autorstwa częstochowskiego artysty, Jerzego Kędziory. Rzeźby balansują jak na linie „Między wodą a niebem”, o czym wspomina sam autor. Figury, choć wyglądają jak z brązu, wykonane są z żywicy i pyłków metali. Artysta zamieszcza swoje rzeźby w różnych miastach m.in. w Bydgoszczy, o czym pisałam na blogu.
Kładka rowerowa widziana z kładki pieszej
Figury na kładce
Balansujące nad rzeką postacie
Cześć tych figur to jak zastygli akrobaci...
Jedna z rzeźb kładkowych
Dziewczynka z szarfą ;)
I jak Wam się podoba Kraków w wydaniu artystycznym? O innych zabytkach Kazimierza i jego innych odsłonach, napiszę oddzielne posty, bo zarówno Kraków, jak i Kazimierz mają sporo magicznych miejsc i warto zatrzymać się na dłużej na poszczególnych jego aspektach.
Zatem do zobaczenia! I pamiętajcie… będzie dobrze!







































