O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi. Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawosławie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawosławie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 marca 2018

Grabarka - miejsce kultu religijnego

W krzyżu zaklęta prośba,
na krzyżu zapisana modlitwa,
z krzyżem zaniesione cierpienie…


Jest początek marca tego roku. Piękny, choć chłodny dzień. Od rana przemierzam znów połacie Podlasia. Wyskoczyłam z zabieganej Warszawy, na jeden dzień, by znów odetchnąć świeżym powietrzem. Złapać dystans do tego, co boli, denerwuje, uwiera. Mijam znaną mi już trasę na Białystok i powoli ze zwartej zabudowy wpadam w otwartą przestrzeń. Patrzę na pola, na których wiosna próbuje walczyć z zimą, choć ta się jeszcze nie poddaje. Jest pięknie. Skręt w mniej uczęszczane drogi równa się nowym kadrom, które łapię nie tylko w aparat, ale i w moje myśli.


Czy to już Podlasie, czy jeszcze Mazowsze?



W drodze...


Po drodze mijam pewną ciekawostkę. A jest nią wiadukt pontonowy nad trasą DK68. W Warszawie takim mostem pontonowym, postawionym przez wojsko, był most Syreny. Prowizorka na chwilę, była długoletnią przeprawą z jednego brzegu Wisły na drugi. Teraz widzę pod wiaduktem długi jaki okiem sięgnąć, sznur wyładowanych tirów, czekających w kolejce do przejścia granicznego w miejscowości Kukuryki.


Tuż przed wiaduktem pontonowym



Wiadukt pontonowy



Tiry czekające w kolejce do przejścia granicznego z Białorusią, w miejscowości Kukuryki



Bug


Chwila moment i jestem już w Janowie Podlaskim. Oczywiście miejsce to słynie ze stadniny koni. Jednak dziś tam nie pojadę, moim celem jest zupełnie co innego. Przez okno robię zdjęcia. Na początek kościół p.w. Świętej Trójcy wraz z budynkiem szkoły. 


Szkoła i kościół w Janowie Podlaskim



Kościół pod wezwaniem Świętej Trójcy w Janowie Podlaskim


Za chwilę moje oko dostrzega pałac wśród drzew. Okazuje się, że to zamek w Janowie Podlaskim, a właściwie dawny zamek biskupów łuckich. Obecnie odrestaurowany budynek pełni rolę hotelu, centrum konferencyjnego oraz Spa.


Dawny zamek biskupów łuckich w Janowie Podlaskim


Kilka minut dalej i już jestem w Sarnakach. Kiedyś miasto, dziś wieś. Pierwsze co widzę, to drewniany, parafialny kościół katolicki św. Stanisława Biskupa i Męczennika, wybudowany z fundacji właściciela miasta Stanisława Ossolińskiego w 1816 r. Kościółek wydaje się taki malutki na tle nowo wybudowanej z tyłu świątyni.


Sarnaki. Zielony kościółek p.w. św. Stanisława Biskupa i Męczennika. Z tyłu nowo wybudowana świątynia


A potem mijam rynek, na którym niegdyś odbywały się coroczne jarmarki. Domy wokół niego należały do Żydów, którzy osiedlili się tu i wpłynęli na dynamiczny rozwój miasta. Rynek jak rynek, ale to, co pośrodku niego stoi, to kolejna ciekawostka. A jest nią pomnik, który upamiętnia przechwycenie niemieckiej, tajnej broni V2. Była to jedna z najbardziej spektakularnych akcji na Podlasiu. W 1944 r. Niemcy rozpoczęli próby z wystrzeliwaną koło Mielca, nową bronią. W szkole, w Sarnakach, stacjonował specjalny oddział, określający miejsce upadku takiej rakiety. W okolicach Mierzwic, w nadbużańskie bagna spadła taka bomba, ale nie wybuchła. I tu do akcji wkroczyli polscy konspiratorzy, którzy ukryli rakietę w jednej ze stodół, a następnie przemycili nocą do Londynu. Nie trzeba dodawać ile wtedy ryzykowano i jaką cenę mogli za to zapłacić, ale dzięki temu Londyn dowiedział się wielu istotnych spraw. A stało się to za sprawą oddziału partyzanckiego majora „Zenona” Stefana Wyrzykowskiego.


Sarnaki. Pomnik rakiety V2 na rynku


Tuż przed Siemiatyczami przejeżdżam mostem nad Bugiem, który wije się przez pola, lasy, łąki i okoliczne dawne majątki. Jeszcze nieco skuty lodem. Jeszcze jakby uśpiony.


Bug jeszcze z pływającymi krami



Most na rzece Bug



Walka zimy z wiosną


I wreszcie docieram do miejsca wyjątkowego. Uświadamiam sobie, że minęło blisko 20 lat, odkąd pierwszy raz tu byłam. Warto było przyjechać tu raz jeszcze.
Święta Góra Grabarka. Częstochowa Prawosławia. To tu pielgrzymują wierzący, by zrzucić z siebie troski i zawierzyć Matce Bożej.


Kierunkowskaz do Grabarki


Aby zrozumieć magię tego miejsca trzeba się cofnąć w czasie do niespokojnego wieku XVIII. Wyniszczona wojnami Polska, zubożona, musi się borykać dodatkowo z wrogiem, którego nie widać. A jest nim morowe powietrze. W 1710 r. na terenach Podlasia szalała epidemia cholery. Ludzie padali jak przysłowiowe muchy. Pewnej nocy starzec, jeden z mieszkańców z okolic Siemiatycz, doznał objawienia. Przepowiednia zakładała, że ratunek ludziom może przyjść z pobliskiego wzgórza, gdzie tryska źródełko. Wobec tego zaczęto przychodzić do miejsca świętego, przynosząc ze sobą krzyże i prosząc o wybawienie od choroby czy powrót do zdrowia. Według zapisów kroniki siemiatyckiej parafii, od zguby uratowało się ok. 10 tys. ludzi. W podzięce za cud, zbudowano na tym miejscu drewnianą kapliczkę Przemienienia Pańskiego.


Cerkiew Przemienienia Pańskiego


Rozbudowana, zmieniania i remontowana przetrwała zawieruchy dziejowe, wojny, partyzantki itp. I stała tak aż do 1990 r. Wtedy to podpalono cerkiew, która doszczętnie spłonęła. Na taki czyn nie ma słów, bez względu  na to, jakiego wyznania jesteśmy.
Postawiono nową świątynię, tym razem już murowaną, którą wyświęcono w 1998 r. Nowa cerkiew nawiązuje wyglądem do poprzedniej. Wykonano freski w skali 1:1, odwzorowując to samo, co uległo spaleniu.


Nowa świątynia w miejsce spalonej jest dokładną kopią poprzedniej, tyle, że już murowaną



Święty Piotr i Święty Paweł z lewej strony, z prawej święty Cyryl i święty Metody



Nowa zabudowa na terenie monasteru




Cerkiew Przemienienia Pańskiego widziana ze schodów


Zaraz po wyświęceniu kościółka, metropolita Sawa, zwrócił się do wiernych z prośbą, by tak, jak przynoszą krzyże, przynosili kamienie, z których postawi się mur, okalający i strzegący tego świętego miejsca. Mur o długości 800 m i kamienne schody, prowadzące od źródełka do cerkwi, ukończono w 2001 r.


Mur okalający założenie klasztorne



Schody z kamieni przyniesionych przez wiernych



Studnia z cudowną wodą, do której schodzi się wprost z cerkwi


Cerkiew można zwiedzać, ale nie można jej fotografować wewnątrz. Należy to uszanować. Wchodzę do świątyni i próbuję przypomnieć sobie, co zapamiętałam z mojej pierwszej wizyty. Niestety prawie nic. Najwyraźniej świątynia nie była wtedy otwarta. Albo ja nie miałam otwartego umysłu, by chłonąć to, co mnie otacza. Cóż, do wszystkiego trzeba dorosnąć.
Po wojnie, w 1947 r. na Świętej Górze powstał prawosławny, żeński klasztor śśw. Marty i Marii.


Wizerunek świętej Marii na murze



Wizerunek świetej Marty


Do dnia dzisiejszego siostry opiekują się całym założeniem. Monaster  ten to pierwszy założony po wojnie żeński klasztor. Decyzją władz kościelnych, przełożoną została siostra Maria (Komstadius). Wraz z nią, przybyły jeszcze dwie siostry: 77 – letnia Julianna Lentjejewa i 52 – letnia Teodozja Siergiejewska.
W 2000 r. do klasztoru przybyła Iwierska Ikona Matki Bożej, napisana na Świętej Górze Atos, podarowana na pamiątkę dwóch tysięcy lat chrześcijaństwa.


Góra Krzyży



Cerkiew Wszystkich Strapionych Radość



Cerkiew Przemienienia Pańskiego widoczna zza krzyży



Dom Pielgrzyma



Zabudowania klasztorne



Dąb, który posadził ówczesny prezydent RP - Bronisław Komorowski



Dom mieszkalny mniszek


Święta Góra stopniowo przyjmowała nazwę Grabarki, od położonego o dwa kilometry od niej, folwarku Grabarka. Może dlatego, że jego mieszkańcy szczególnie dbali o to miejsce? Wcześniej mówiono na nie Moszczona, od nazwy rzeczki Moszczony, zasilanej przez wody strumyczka wypływającego z cudownego źródełka. Była też Sumińszczyzną, od dawnego uroczyska, gdzie położona była wieś Szumiłówka. Pojawiła się też nazwa Trościaniec – od nazwy strumyka, w którym to ponoć obmyli się pielgrzymi w 1710 r. Ostatecznie przyjęła się nazwa Grabarka.
Święta Góra nazywana jest czasem Górą Krzyży. Są to krzyże dziękczynne, przynoszone z prośbą, symbolizujące miłość do Chrystusa. Na wielu z nich pojawia się napis: „Spasi i sochrani”, tzn. „Zbaw i zachowaj” oraz „Nike”, czyli „Zwycięzca”.


Krzyże na Grabarce



Nowsze, kolorowe krzyże wotywne i dziękczynne



Niezależnie od rozmiaru krzyże mają ten sam cel - uświęcają cichą modlitwę każdego wiernego


Od lat ludzie przychodzą na Świętą Górę, by dźwigając swój krzyż, ofiarować swe troski. By modlić się i dostać w zamian ukojenie, pociechę i spokój. Jedne krzyże są już zmurszałe, porośnięte mchem, z odpryskującą farbą, inne kute, kolorowe, z tabliczkami i sentencjami. Każdy z nich jest niemym świadkiem czyjegoś cierpienia, czyjejś cichej modlitwy za siebie, za rodzinę i bliskich, za zmarłych.


Krzyże przynoszą pojedyńcze osoby, rodziny lub całe pielgrzymki z danego miasta, czy zakładu pracy



Wśród krzyży



Wśród krzyży, w tle cerkiew Przemienienia Pańskiego



Część z najstarszymi krzyżami



Jedne z pierwszych krzyży ustawione są tuż przy cerkwi. Tylko cudem nie spłonęły w czasie pożaru w 1990 r.



Krzyże na Grabarce



Te najstarsze krzyże są zmurszałe i zielone od mchu


Najbardziej obleganym świętem, gdzie pielgrzymuje tłum wiernych, jest święto Przemienienia Pańskiego, wypadające z 18 na 19 sierpnia. Święto to, na Białostocczyźnie, wśród wiernych prawosławnych, zwane jest świętem Spasa, co wywodzi się od istniejącego w okolicach Grabarki, wcześniejszego kultu Ikony Spasa, czyli Zbawiciela.
W Dzień Przemienienia Pańskiego w 1910 r. obchodzono 200 rocznicę cudu na Grabarce. Z tej okazji postawiono nad źródełkiem okrągłe zadaszenie. Obecne pochodzi z 2001 r.


Studnia z cudowną wodą



Matka Boża z Dzieciątkiem na sklepieniu studni



Anioły na sklepieniu studni


Stoję i obserwuję mieszkańców, którzy przyszli do źródełka. Napełniają butelki wodą. Kolejny raz przekonuję się o życzliwym usposobieniu ludzi mieszkających na terenach Podlasia. Pytają skąd jestem, żartują, śmieją się. Napotkani ludzie to takie miłe chwile w podróżowaniu.

Przyjechałam do Grabarki po raz drugi w życiu. Przyjechałam z własnym duchowym krzyżem. Bo każdy z nas dźwiga go na co dzień. I choć jestem innego wyznania, to zostawiłam tu swoją modlitwę. A może właśnie tu, Spas spojrzy na mnie przychylnym okiem? W końcu zbliżają się Święta Wielkanocne. Wierni obrządku prawosławnego powiedzą wtedy „Christos woskresie” – „Chrystus zmarwychwstał”. A ja odpowiem – „Woistinu woskresie” – „Prawdziwie zmartwychwstał”, choć najpierw umarł na krzyżu za moje grzechy…


sobota, 27 czerwca 2015

Skit w Odrynkach

Tam, gdzie otoczą Cię
dobre wibracje…

Wyobraź sobie ciszę. I spokój. Dołóż do tego odosobnienie i kontemplację. Gotowa recepta na chwilowy reset duszy? Na pewno. Do tego dorzuć życzliwość ludzką i wspólnotę duchową. I mamy pełen obraz skitu w Odrynkach.


W Odrynkach


Dziś zapraszam Cię, Kochany Mój Gościu, znów na Podlasie, tuż obok granicy z Białorusią. To kraina pełna niespodzianek, pełna magii i ukrytej energii. Odkrywam ją powoli, a z każdym odkryciem zachwycam się więcej i próbuję bardziej rozumieć.


Kierunkowskaz do skitu


Czym jest skit? Innymi słowy jest to pustelnia, gdzie mnisi wiodą surowe życie, surowsze nawet niż w klasztorach, monastyrami zwanych.
W 1518r. książę Iwan Michałowicz Wiśniowiecki, w czasie swej wyprawy do Wilna, ujrzał światło przed ikoną św. Antoniego. Ufundował więc, kaplicę nieopodal grodziska nazywanego Kudok. I tak powstał monaster Wniebowstąpienia Pańskiego, który usadowiono blisko wsi Odrynki, na terenie Puszczy Błudowskiej, należącej wówczas do rodziny Chodkiewiczów. Monaster założyli mnisi z Ławry Supraskiej, gdzie kult św. Antoniego Pieczerskiego był żywy, przez wzgląd na jego kontakty z Ławrą Kijowsko-Pieczerską. Koniec działalności monastyru przypadł na pierwszą połowę XVIIIw.


Rozlewiska Narwii i widoczny z daleka skit

Obecnie archimandryta Gabriel (zwany Gibą) przywraca tradycję życia pustelniczego (choć z użyciem dóbr cywilizacyjnych), wzorując się na mnichach Ławry Supraskiej z XVIw. Zajmuje się też ziołolecznictwem i służy ludziom poradami.
Czy słyszysz tę ciszę? Nie? Słusznie, bo w sitowiu i bagiennej roślinności życie się toczy. Słychać odgłosy ptaków, owadów, żab. I to tu właśnie, wśród łąk, w rozlewiskach rzeki Narwii, znajduje się jedyny w Polsce, prawosławny skit. Na nowo odrodził się w 2009r. Podlega pod Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny.


Podmokłe łąki tętniące swym życiem



 Otoczenie pustelni


Najpierw wita mnie brama. Tuż przy niej tablica z historią powstania skitu.



 Pierwsza brama do skitu



 Historia powstania pustelni w Odrynkach


A za nią kładka na 800 metrów. Pofalowana, z dziurami, gdzie wędrówka nią dostarcza niezłych emocji. Wije się ona nad podmokłymi terenami, postawiona na wbitych palach.


 Kładka prowadząca do skitu



 Tu najlepiej widać, w jak złym stanie jest pomost. W oddali widoczne kopułki świątyni

Ostrożnie wstępuję na deski. Stawiam stopy tam, gdzie wbite są gwoździe. To również nie gwarantuje mi bezpieczeństwa. Cały czas trzeba uważać. Całkiem jak na grani w górach. Kładka się chybocze, część desek jest już zbutwiała, inne popękały. Uginają się pod moim ciężarem, choć ze mnie chucherko jest. Kiedy jest na kładce więcej ludzi, słychać dudnienie. Niesie się ono po otwartej przestrzeni. Na chwilę przystaję, by oczy odpoczęły od wpatrywania się w deski. Chłonę to miejsce. Jego urok, dźwięki i płynący z tego spokój. W oddali błyszczą już kopułki cerkwi.


 W połowie kładki



 Jeszcze moment i już zabudowania pustelni 

Wreszcie pojawia się chodnik. Lżej iść. Mijam kolejną bramę i wkraczam w inny świat.


 Teren skitu otaczają wysokie trawy i sitowie



 Brama do pustelni



 Sam skit znajduje się na małej wysepce, otoczony wodą



 Brama skitu


Zabudowa skitu jest utrzymana w nienagannym porządku, mimo, że to wciąż teren budowy. Skit jest rozbudowywany. Budynki pachną nowością.


 Zabudowa terenu świątyni



 Studnia nad źródłem wody



 Zabudowa skitu


Jestem w Odrynkach w zwykłą niedzielę, ale tuż po prawosławnej Wielkanocy. Trwa jeszcze msza w Cerkwii Opieki Matki Bożej.


Cerkiew Opieki Matki Bożej

Zwiedzam więc, sobie teren. Pierwsze swe kroki kieruję do nowej cerkwi Świętych Antoniego i Teodozjusza Pieczerskich, której konsekracja odbyła się 19 maja 2013r. Budowla przypomina świątynię na świętej górze Grabarce. Wnętrze jak zwykle mroczne i typowe dla kościołów obrządku wschodniego. Ale dla wyznawców prawosławia miejsce bardzo ważne.


  Cerkiew Świętych Antoniego i Teodozjusza Pieczerskich



 Cerkiew wyglądem przypomina tę w Grabarce



 Złote kopuły cerkwi



 Wnętrze cerkwi Świętych Antoniego i Teodozjusza Pieczerskich


 Wnętrze cerkwi



 Drzwi, przez które wchodzą duchowni



 We wnętrzu świątyni



 Na tyłach cerkwi



 Ażurowy, metalowy krzyż prawosławny: górna belka symbolizuje tabliczkę z napisem, którą kazał przybić Piłat, wskazując na winę skazanego - INRI - Jezus Nazarejczyk Król Żydowski (z łac. Iesus Nazarenus Rex Iudaeorum), środkowa belka przeznaczona była dla rąk ukrzyżowanego Chrystusa, dolna zaś pod Jego nogi. Przy czym podniesiony koniec pokazuje niebo, dokąd podążył za Jezusem jeden z ukrzyżowanych z Nim przestępców, drugi koniec, skierowany w dół, symbolizuje piekło, gdzie poszedł ten z ukrzyżowanych, który nie okazał skruchy



 Krzyż pamiątkowy postawiono na tyłach świątyni dla zmarłych archimandryty Hilariona, współbraci i fundatorów

Idę w głąb mokradeł, znów po kładkach. W małym oddaleniu od terenu z zabudową, stoją ule. Byłoby głośno od bzyczenia owadów, gdyby nie fakt, że obserwuje się pomór pszczół. Jeszcze nie dawno można było zakupić w skicie miód, który Wielebny Giba pobierał z tej pasieki. W tym roku go zabrakło. Co przyniosą następne lata, nie wiadomo.


Rozlewiska Narwii



 Cerkiew znad sitowia



 Na terenie wokół wysepki, na której jest skit



 Ule ojca Gabriela


Wieje okropnie, niebo zasłaniają chmury. Wracam więc, pod cerkiew. Z kaplicy wychodzi procesja. Kobiety przepięknie śpiewają. Obowiązkowo większość z nich ma zawiązane chustki na głowie.


 W tym miejscu można otrzymać namaszczenie oraz błogosławiony chleb, a także komunię świętą


 Tym zostałam uraczona po mszy



 Początek procesji



 Procesja. W tle zielone baraki to pomieszczenia gospodarcze, techniczne i sanitariaty skitu



 Duchowni, pracujący w skicie. Ostatni w orszaku, niosący świece, to archimandryta ojciec Gabriel

Orszak z archimandrytą Gabrielem okrąża trzykrotnie cerkiew. Słyszę jak woła do mnie radośnie: „Christos woskresie”, czyli „Chrystus zmartwychwstał”. Nie zostaje mi nic innego jak odpowiedzieć „ Woistinu woskresie” – „zaiste zmartwychwstał, prawdziwie zmartwychwstał”.  Takie wielkanocne pozdrowienie.


 Procesja wokół cerkwi Świętych Antoniego i Teodozjusza Pieczerskich


 Te zawiązane sznurki, połączone są z dzwonkami, wprawione w ruch wygrywają melodię, która rozbrzmiewa w czasie procesji



 Człowiek, który wygrywał melodię, pociągając za odpowiednie sznurki


 Trzykrotne okrążenie świątyni



 Archimandryta Giba


Procesja znów powraca do kaplicy, a ja razem z nimi. Nie wiem ile jeszcze będzie trwać, ale i tak to lepsze, bo na zewnątrz pogoda zaczyna szaleć. W sekundę zacina deszcz. Właśnie zbliżają się imieniny Irmin, więc wszystkie obecne Iriny dostają mały upominek od księdza. Trwa w zasadzie pogawędka z wiernymi, takie ogłoszenia parafialne. Wielebny Giba prosi o to, by parafianie, którzy dysponują czasem i sprzętem pomogli w porządkowaniu terenu. Bo o całość  dbają wszyscy.


 Wnętrze cerkwii Opieki Matki Bożej

 Ozdobny szal, zwany ręcznikiem, wokół obrazka świętego



 Część, za ikoną na podeście, przeznaczona jest dla duchownych, wierni gromadzą się przed nią. Kaplica składa się z jednej nawy


 Końcowa modlitwa, która przerywa krzątanie się po świątyni

Kiedy na zewnątrz przechodzi rzęsisty deszcz, wewnątrz kaplicy zaczyna się ta przyjemna część. Bardzo szybko ławy, które stały pod ścianą, stają się stołem, na którym ląduje wielki gar ciepłej zupy. Dziś serwowany jest dla pielgrzymów i wiernych kapuśniak. Do tego chleb świeżutki i pachnący. Nawet nie wiem kiedy znalazłam w swoich dłoniach parującą miskę. Zupka pożywna, każdy wcina ze smakiem. Ludzie wokół śmieją się, rozmawiają, przerywając jedynie na przełknięcie. Pierwszy raz jem posiłek w świątyni, która teraz bardziej przypomina mi świetlicę lub po prostu jadłodajnię. Stoję z boku i również między kęsami ucinam sobie pogawędkę z nalewającą zupę kobietą. Znów nie wiem kiedy a w moje ręce ktoś podaje mi kubek gorącej, ziołowej herbaty, a do drugiej dłoni otrzymuję pyszny kawał ciasta. Miła Pani odkłada mi jeszcze dwa kawałki innych ciast z uśmiechem mówiąc: „trzeba brać, bo zaraz nie będzie” J


 Gorąca zupa w garze - parafianie gotują posiłki innym wiernym i pielgrzymom. W ten sposób robią coś dobrego dla innych i budują wspólnotę duchową


 Między pojemnikiem z chlebem, a drożdżowym ciastem, wniesiono również pojemnik z dwoma innymi rodzajami ciast

Jestem otulona ludzką życzliwością. Czuję błogostan. Na chwilę wierzę, że wszędzie jest dobro a pojęcie zła nie istnieje wcale. Miłe odczucie.
Przychodzi jednak pora, by rozstać się z tym miejscem. Znów czeka mnie spacer po wątpliwej jakości kładkach. Wiem, że zbierane są środki pieniężne na renowację drewnianego pomostu. Póki co znów muszę uważać, zgodnie z tabliczką informującą przed wejściem, by zachować ostrożność.


 Uwaga przed wejściem na kładkę... po deszczu jeszcze bardziej niebezpieczną


 Przez łąki i mokradła w kierunku cywilizacji

Wokół rozśpiewały się ptaki, które powychodziły po deszczu z ukrycia. W oddali szumi las. Po drodze napotykam jeszcze mogiłę żołnierzy z czasów II wojny światowej. Wieczna ich pamięć.



 Mogiła żołnierzy z okresu II wojny światowej



 Tablica informacyjna przy mogile



 Nazwiska poległych


Patrzę na Odrynki. Jest to wieś, która powstała w XVIIw. W jej pobliżu znajdował się w latach 1574 - 1824 klasztor prawosławny  pod wezwaniem Wniebowstąpienia Pańskiego. Dziś jest to wieś, jakich wiele na Podlasiu.


 Odrynki


Ciekawostką jej jest także, że przez wieś przechodzą dwa szlaki: Podlaski Szlak Bociani i Szlak Doliny Narwi.


 Na wiosnę jest w tym regionie dużo bocianów

Miejscowość jest też siedzibą fermy gęsi, którą doskonale widać z drogi.



 Ferma gęsi


A przede mną otwiera się przestrzeń łąk i pól, które na wiosnę zaczynają przybierać piękne kolory.


 Podlaskie klimaty



 Kwitnący na żółto rzepak


Przemierzam drogi, by znów odkryć nowe miejsca Podlasia. Zatem do ponownego spotkania w tym pięknym zakątku Polski.


 I to już koniec...


KONIEC