O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi. Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Izery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Izery. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 marca 2025

Góry Izerskie - Chatka Górzystów


Na izerskim szlaku,

czyli jak złamać swoją silną słabą wolę 😊



Ciepły tydzień lipcowy 2023r. spędzałam z moją Siostrzenicą Martą, najlepszą kompanką wyryp górskich, w miejscowości uzdrowiskowej Świeradów Zdrój. Obydwie byłyśmy nieco zmęczone, więc, żeby się nie przemęczać wybrałyśmy sobie Izery na cel wędrówek. Bo przecież to takie "płaskie" górki... No tak, płaskie do czasu ;)
Na pierwszy ogień, w ramach rozchodzenia nóg, poszła Hala Izerska. Dzień był dość parny, na popołudnie przepowiadano burze, więc też nie chciałyśmy wychodzić gdzieś daleko. Założenie było takie, że idziemy spacerowo do kultowego schroniska, czyli Chatki Górzystów, tam tradycyjnie herbatka i odwrót na kwaterę. I tu jeszcze nasza silna wola naprawdę była silna :)
Wyruszyłyśmy ze Świeradowa - Zdroju niebieskim szlakiem. 


Nadleśnictwo Świeradów to całkiem przyjazne tereny



Ruszamy niebieskim szlakiem. Lubię, kiedy szlakowskazy pokazują czas, a nie kilometry


Pierwszy przystanek zrobiłyśmy przy wieży widokowej Sky Walk. Mam wrażenie, że tego typu atrakcje wyrastają jak grzyby po deszczu. I są dziwnie drogie, ale amatorów nie brakuje. Nie twierdzę przy tym, że to złe, bo sama, będąc w Masywie Śnieżnika wybrałam się na taki spacer w chmurach, ale cena jest według mnie nieadekwatna do tego, co możemy podziwiać również na szlaku.


Plątanina stali i drewna, czyli Sky Walk w Świeradowie 


Wędrowałyśmy tak nieśpiesznie w stronę chatki, raz na jakiś czas mijali nas inni turyści. Tłoku specjalnie nie było. Pogoda była piękna. Na otwartej przestrzeni podziwiałyśmy widoki Gór Izerskich i dalszego planu Gór Karkonoskich. Było cudownie i tak bardzo letnio, jak w lipcu mogło być.


Pierwsze widoki i przestrzeń, której tak bardzo brakuje w mieście



Gdzieś tam  daleko Jelenia Góra



Polana Izerska i dobra szutrowa droga



Rozstaje dróg na Polanie Izerskiej



Zielona Budka po drodze



Szlak jest naprawdę bardzo dobry, a więc dostępny także dla osób z lekką niepełnosprawnością ruchową



Aż trudno wyobrazić sobie, że kiedyś była tu tętniąca życiem wieś...



Tyczki stojące przy dawnej drodze do wsi, wyznaczają szlak zimą, gdy pokrywa śnieżna zakrywa oznakowania trasy



Jedyna pozostałość po nieistniejącej wsi - widoczna w oddali Chatka Górzystów



Nawet uschnięte drzewo wygląda jakby było świadkiem wydarzeń w Gross Iser...


Już z daleka widać było schronisko i mały tłumek ludzi. Nas to specjalnie nie zdziwiło, bo zazwyczaj jest tak przy wszystkich bacówkach i schroniskach. My i tak chciałyśmy tylko zatrzymać się na herbatę i zjeść kanapkę.


Hala Izerska i widoczne w tle schronisko Chatka Górzystów


Chatka Górzystów to schronisko na Hali Izerskiej, a właściwie, żeby być bardziej precyzyjnym to na Izerskiej Łące, bo to nazwa bardziej oryginalna i jedyna pozostałość po nieistniejącej już wsi Gross - Iser. Założyli ją w XVII w. czescy uchodźcy religijni. Pierwszy dom stanął tu w 1620 roku. W 1742 roku już 20 wiernych modliło się w kaplicy, która zlokalizowana była przy...karczmie. W 1880 roku było już ok. 38 bud pasterskich i działający młyn wodny. Zaczęła funkcjonować tu także szkoła. W obecnym budynku, który stoi na hali, mieściła się dawniej szkoła dla dzieci ze wsi. Był to nowy budynek z 1938 roku, bo stary nie spełniał już swoich funkcji. Przed wojną wieś zamieszkiwało ok. 240 osób w około 40 domach. W Gross - Iser można było zjeść w trzech gospodach, dostać nocleg w dwóch schroniskach, napić się kawy w kawiarni. Wieś dysponowała własną strażą pożarną, leśniczówką, domkiem myśliwskim i wspomnianą szkołą. Czyli...na bogato. Szkoła była całkowicie skanalizowana, z bieżącą wodą i oświetleniem. Miała główną klasę z pokojem na bibliotekę (co i dziś jest elementem wystroju Chatki), pomieszczenie do prac ręcznych dla chłopców (obecnie jest to po prostu drewutnia) oraz kuchnię dla dziewcząt, a tam, gdzie obecnie jest jadalnia, była stajnia. Na piętrze budynku mieszkał nauczyciel wraz ze swoją rodziną. Obok szkoły znajdowała się dzwonnica.


Wnętrze Chatki Górzystów - tak bardzo po mojemu :)


Los bywa nieprzewidywalny. Z tętniącej życiem wsi pozostał jeden budynek, a ludzie poszli na poniewierkę, wyrwani ze swojego dotychczasowego życia, pozbawieni swego dorobku i ziemi. 10 maja 1945 roku do wsi weszli rosyjscy żołnierze. Zabili oni właściciela schroniska Paula Hirta, który był lubianą postacią we wsi, zwłaszcza przez dzieci, które dostawały od niego słodycze. I była to jedyna ofiara II wojny światowej w Izerze. Dziś jego grób znajduje się niedaleko budynku schroniska. Szkołę zdemolowano, wszystko, co mogło zostać rozebrane, zostało zniszczone, spalone, wyrwane. Po 1945 roku ludność wysiedlono w nieznane. Wszystkie domy rozebrano. Z niewiadomych przyczyn ocalał tylko budynek szkoły, w którym dziś mieści się Chatka Górzystów. Być może dlatego, że służył żołnierzom Wojsk Obrony Pogranicza za strażnicę.


Chatka Górzystów i mały tłumek wokół niej :)



Trzeba przyznać, że nawet pomimo ludzi, jest tu specyficzna atmosfera. Tu po prostu chce się być...


Usiadłyśmy z Tuśką pod schroniskiem, rozkoszując się atmosferą, która tu jest wyjątkowa. Zaczął wiać lekki wiaterek, ale wciąż było ciepło. Stanęłam w długim ogonku kolejki po herbatę z cytryną. Co jakiś czas zmieniałyśmy się z Martą, bo kolejka zdawała się nie posuwać wcale. I właśnie wtedy nasza silna wola zaczęła słabnąć. Bo stojąc w kolejce miałyśmy możliwość zaobserwowania kursujących turystów z talerzami, na których leżały wielkie naleśniki z jagodami. Wystarczyło jedno spojrzenie na siebie i już wiedziałyśmy, że nie skończy się jedynie na herbacie. Ślinotok, który pojawił się nie wiadomo skąd dał nam znać, że wola nasza zbyt silna nie jest, a gdy doszłam do kasy, padła zupełnie. Od okienka wróciłam z dwoma herbatami, a po chwili z dwoma talerzami, na których spoczywały wielkie i parujące naleśniki. Bo naleśniki z jagodami są tutaj niemal obowiązkowe. Nie są takie zwyczajne. Są biszkoptowe, puszyste, smaczne i bardzo syte. Nadzienie mają serowe, a sos jagodowy to w zasadzie nie sos, a dodatkowa porcja owoców :) Czyste niebo w gębie, tak czyste, jak bywa latem w nocnej porze, kiedy pod schroniskiem zbierają się fani spadających perseidów. Wówczas Izerska Łąka pełna jest namiotów i nikomu nie przeszkadzają warunki polowe. Można powiedzieć, że wtedy Gross-Iser znów żyje.


Rzeczone naleśniki... niebo w gębie!

 
Siedziałyśmy tak pod Chatką Górzystów i zajadałyśmy się naleśnikami. Kanapki pozostały na dnie plecaków. Wokół panował miły gwar, ludzie wymieniali się uśmiechami. I siedziałybyśmy tak dalej, gdyby nie fakt, że trzeba było wracać do miasta.


Karkonosze na horyzoncie...



Przejście od Karkonoszy do Gór Izerskich



Góry Izerskie po stronie czeskiej



Na szlaku Hali Izerskiej
  

Wróciłyśmy więc tym samym szlakiem, najpierw dawną drogą biegnącą przez wieś, potem przez łąki i pola, wreszcie las, by na końcu ukazały się nam zabudowania Świeradowa - Zdroju. W samą porę, bo zrobiło się jeszcze parniej, więc burza była tuż za zakrętem. Ale my już bezpiecznie dotarłyśmy na swoją kwaterę. 


Kierunkowskaz na Hali Izerskiej



Ostatnie spojrzenie na Chatkę Górzystów



I pomyśleć, że tędy wiodła główna droga przez wieś, że tu, gdzie jest tyczka, stał młyn zmieniony w karczmę, obok stały domy...



Chwila zadumy nad losem Gross Iser



Hala Izerska



Izery



I znów powrót przez las, łąki i pola ;)



I ponownie przy Zielonej Budce, tylko lodów nie sprzedawano ;)



Źródło dr Adama. Dr Waldemar Adam (18.03.1845 - 18.03. 1918) to najbardziej znany i ceniony lekarz w Świeradowie, wspierający rozwój miasta jako uzdrowiska, autor licznych przewodników i książek o Świeradowie i okolicach.



Mała chwilka odpoczynku


To był cudowny dzień, a na jego wspomnienie śmieje mi się buzia. Chętnie tam jeszcze kiedyś wrócę...


Hej!



sobota, 21 lipca 2018

Izery - Chybotek i Chata Izerska

Czy Chybotek się chybocze
i gdzie Karkonosz ma swój grób?
 Czyli o wędrówce na drugą stronę
Szklarskiej Poręby

Szklarska Poręba to świetne miejsce, by aktywnie spędzić wolny czas. Do tego leży na granicy dwóch pasm górskich, więc pozostawia nam wybór, w którą stronę chcemy się wybrać.
W pewien lipcowy dzień 2016 r., nieco zachmurzony i po forsownej wyrypce w góry, wybór padł na Izery. Ale nie poszłyśmy wraz z Martą na kolejne szczyty, tylko… zaraz, zaraz, wszystko po kolei J.
Zaczęłyśmy od przejścia przez miasto, by dostać się do szlaku niebieskiego, który wiódł nas pomiędzy domami aż do kościoła p.w. Bożego Ciała. Świątynia była zamknięta, więc od razu obeszłyśmy z prawej strony kościół, by wejść dalej na niebieski szlak.


Kościół p.w. Bożego Ciała w Szklarskiej Porębie


A ten prowadził przez las nieco pod górkę, bowiem forsowałyśmy wzgórze o nazwie Sowiniec (676 m n.p.m.).


Niebieski szlak tuż za kościołem


Wreszcie po kilku minutach doszłyśmy do Sowich Skał, które chętnie wykorzystują wspinacze do trenowania swych technik. Tym razem było cicho i przyjemnie, a na szlaku nikogo nie spotkałyśmy.


Sowie Skały



Marta przy Sowich Skałach


Skoro weszłyśmy na Sowiniec, to musiałyśmy z niego zejść. A to wymagało nieco ostrożności, bo zejście było nieco strome. Udało się i idąc zgodnie z niebieskim szlakiem, natrafiłyśmy na pierwszych ludzi, którzy przystanęli przy kolejnym punkcie wartym odnotowania.


Zejście z Sowińca



Kładka nad Czeską Strugą



Czeska Struga



Łąka przy szlaku



Szlak wiedzie kawałkiem asfaltu


To „Wlastimilówka” - dom Wlastimila Hofmana, który tu mieszkał i tworzył w latach 1947 – 1970 (aż do swojej śmierci). Artysta malarz, przedstawiciel symbolizmu, kształcił się pod okiem takich malarzy jak Jacek Malczewski czy Leon Wyczółkowski, malował sceny z życia chłopów, obrazy o tematyce religijnej, baśniowej, a także górali, którymi się otaczał. Niestety pracownia mistrza była zamknięta, podobnie jak kościół, w którym można spotkać się z jego dziełami. Dlatego nie mogłyśmy zapoznać się z jego pracami. Powędrowałyśmy więc dalej.


Wlastimilówka - dom malarza Wlastimila Hofmana



Ciąg dalszy szlaku



Szlak jest nieco pofałdowany, ale przecież jesteśmy w górach



Szlakowskazy nie pozwalają się zgubić


Długo nie szłyśmy, by trafić do atrakcji okolicy. A jest nią Chybotek. To grupa skalna, złożona z granitowych głazów karkonoskich, leżąca na zboczach Wysokiego Grzbietu Gór Izerskich. Najwyżej położony ma średnicę ok. 4 m i daje się rozkołysać. Stąd jego nazwa. Oczywiście skałka jest okupowana przez najmłodszych, którzy nie boją się na nią wdrapywać i sprawdzać, czy rzeczywiście głaz drgnie.


"Kamienna pieczątka" przy Chybotku



Chybotek w pełnej krasie


Chybotek znajduje się na szlaku walońskim. Według podań i legend walońskich, to właśnie ta skała blokowała wejście do jaskini, oczywiście takiej z ukrytym skarbem. Chybotek do 1945 r. nazywany był Zuckerschale, czyli Misą Cukru, ze względu na swój kształt. Myślę jednak, że nazwa Chybotek brzmi ciekawiej. Ponieważ przy tej atrakcji było sporo ludzi z dziećmi, postanowiłyśmy z Martą pójść dalej, aż do Chaty Izerskiej.


Rusza się! :)



Przy skale


Szlak wiódł nas łagodnie i po kilku minutach już odbijałyśmy w lewo na szeroką łąkę górską pełną zboża. Tu naprawdę czuło się klimat wakacji.


Skręt w kierunku Chaty Izerskiej, której czubek dachu już widać



Chata Izerska, a za nią kościół p.w. Niepokalanego Serca NMP



Górska łąka



Czuć lato! :)


W wesołych nastrojach doszłyśmy do schroniska, a właściwie przerobionego ze stodoły budynku, który od 2008 r. jest przystanią dla zmęczonych turystów. Nawiązuje on do XIX w. architektury tego regionu. Oczywiście nie mogłyśmy sobie odmówić kofoli, która jest tu serwowana. Chwila odpoczynku i znów wracałyśmy na szlak.


Przed Chatą Izerską - Karkonosz wita w takiej postaci



A na budynku wizerunek Ducha Gór, najbardziej rozpowszechniony



Widok na Góry Izerskie



Marta z Liczyrzepą...



...i gigantyczną wiewiórką :)


Przeszłyśmy ponownie koło Chybotka, gdzie tym razem było mniej ludzi i mogłyśmy sobie spokojnie zrobić zdjęcia i skierowałyśmy się ku punktowi widokowemu. Najpierw jednak natrafiłyśmy na dużą, kamienną płytę, leżącą na ziemi. A na niej jedyny, nieco wytarty napis „Rübezahl”, co znaczy „Liczyrzepa”. Takim mianem nazywany jest Duch Gór. Przyjęto więc, że  jest to symboliczne miejsce pochówku władcy tych terenów – Karkonosza. Dlaczego symboliczne? Bo Duch Gór znany był z tego, że przybierał różne postacie i formy. A skoro był duchem, to czy w ogóle umarł? Tego się nigdy nie dowiemy.


Domniemany grób Karkonosza


Przysłowiowe dwa kroki dalej i już byłyśmy w punkcie widokowym, zwanym Złoty Widok. 


Kamień przy punkcie widokowym


Położony jest on ponad doliną Kamiennej. Tu najlepiej widać, dlaczego niegdyś Karkonosze nazywano Górami Olbrzymimi. Ze Złotego Widoku mamy szeroką panoramę na całe pasmo Karkonoszy od Śnieżki, przez Śnieżne Kotły, aż do Szrenicy. A wszystko to w delikatnej, niebieskiej poświacie. Dlatego też istnieje inna nazwa Karkonoszy – Niebieskie Góry. Przyznam, że nigdy o takiej nie słyszałam. A te niebieskości to efekt oparów unoszących się nad lasami iglastymi, w których przeważają świerki.


Pasmo Karkonoszy



Karkonosze



Gdzieś za mgłą Śnieżka



Karkonosze - Góry Niebieskie



Wielki Szyszak i z prawej - Śnieżne Kotły



Szrenica


Rzeczywiście imponujący widok z tego punktu i wart wycieczki. Oczywiście nie odmówiłyśmy sobie z Martą pamiątkowej fotografii.


Na tle panoramy Karkonoszy



Marta przy Złotym Widoku



Spółka Duśka i Tuśka przy Złotym Widoku


I powolutku, spacerkiem, zeszłyśmy do miasta.


Powrót czarnym szlakiem do miasta



Na czarnym szlaku



W dole już słychać ulicę


Dzień, z założenia leniwy, był nim w istocie. A do tego z pięknymi widokami, choć wcale wysoko się nie wdrapywałyśmy. Jeśli będziecie w Szklarskiej Porębie, idźcie na taką wędrówkę koniecznie. Nie zmęczycie się, a wrażenia pozostaną z Wami na zawsze. Zatem do zobaczenia na szlaku!


Hej!