Czupel,
czyli o szczycie,
który bym przeszła i nie zauważyła
Równo rok temu w marcu, wybrałam się na zupełnie mi nieznaną górę. Oczywiście w ramach mojej terapii. Nie tak łatwo było złapać mi oddech i jeszcze tłumaczyć wszystkim, że to nie Covid. Na szczęście "góroterapia" pomogła, wszystko wróciło mi do normy. No ale wtedy był kiepski czas na cokolwiek, bo restrykcje i zmiany zdania naszego rządu, nie sprzyjały planowaniu jakiś wyjazdów. Pozostawała spontaniczność. I marzec okazał się miesiącem, w którym zadomowił się w moich wspomnieniach Czupel. Wybraniu się na tę górę przyświecały mi jeszcze dwa inne cele. Po pierwsze to najwyższy szczyt Beskidu Małego, liczy sobie 930 m n.p.m. (to najnowsze pomiary, bo tabliczka wskazuje 933 m n.p.m.) A po drugie, jest to szczyt wchodzący do KGP.
I tak oto, kiedy padł pomysł jednodniowego wypadu za miasto, skorzystałam i już w piątek wieczorem, zapakowana w plecak i uzbrojona w poduszkę i kocyk, zajęłam miejsce w autokarze. Kierunek: Międzybrodzie Bialskie.
Po niezbyt udanej nocy (jakoś nie mogłam znaleźć sobie miejsca) od razu wysypaliśmy się na czerwony szlak i każdy podążał sobie w swoim tempie. Tym razem towarzyszyła mi Kasia.
Na czerwonym szlaku na Czupel - już na początku było trochę stromo, potem elegancko ;)
W dolnych partiach już wiosnę czuć
Niewiele widać, ale każda górka na horyzoncie cieszy
Wyżej jeszcze króluje zima
Czupel leży w Grupie Magurki Wilkowickiej i jest zwornikiem kilku grzbietów. Zarówno po drodze, jak i z samego wierzchołka nie da się za bardzo podziwiać widoków, bowiem jest cały zalesiony. Dopiero schodząc w kierunku schroniska można zobaczyć ładne panoramy. Przy dobrej widoczności można zobaczyć nawet Tatry i Małą Fatrę, a na pewno Babią Górę i Pilsko.
Pierwsze większe okno widokowe
Razem z Kasią - radość na szlaku
Jest pięknie... Wracają siły witalne
Jeszcze dwa tygodnie i będzie wiosna, tymczasem wyżej utrzymuje się śnieg...
Ewidentnie ktoś tędy szedł...
Drzewo z dziurą ;)
Przełęcz pod Czuplem
Na szlaku tym razem już niebieskim
I tak sobie szłyśmy we dwie z Kasią, miło gawędząc, że... przeszłybyśmy szczyt i nawet nie zauważyły! Dopiero spotkanie części naszej grupy i prośba o zdjęcia, zastopowały nas niemalże pod tabliczką z napisem Czupel. :)
No i jest Czupel - 930 m n.p.m. (na tabliczce stary pomiar)
Na samym wierzchołku zrobiliśmy sobie chwilę przerwy i sesję foto. Pogoda nam dopisywała. W dolnej części już zaczynała się pomału wiosna, natomiast wyżej leżał jeszcze śnieg, gdzieniegdzie mocno roztopiony, tworząc breję. Ale tego dnia jakoś nikomu to nie przeszkadzało, liczył się spacer. Dla mnie była to także radość, że mogę wejść na kolejny szczyt do KGP i bez większej zadyszki. W takim momencie życie celebruje się bardziej.
Zdjęcie dokumentujące wejście na Czupel
I głupaweczka na szczycie ;)
Usilne moje wysiłki by zobaczyć Babią Górę...
Jezioro Żywieckie widoczne między krzakami
Na szczycie Czupla
W stronę Beskidu Żywieckiego
Duże zbliżenie na Jezioro Żywieckie
O, i kolejna tabliczka szczytowa
A to machniemy sobie fotkę ;)
Skoro my komuś, to ktoś nam - taka wymiana dobra
Naturalna rzeźba z drzewa
Krokiem spacerowym przemieściłyśmy się w kierunku schroniska PTTK na Magurce Wilkowickiej. Położone jest ono na wysokości 909 m n.p.m. Wybudowała go bielska sekcja niemieckiej organizacji turystycznej Beskidenverein w 1903 r. Był popularnym miejscem wycieczek Niemców z Bielska i Białej (wówczas oddzielnych miejscowości). Pierwsze schronisko spłonęło, drugie w tym miejscu otwarto w 1907 r. To także spłonęło w 1912 r. W 1913 r. wybudowano już duży obiekt murowany, który przetrwał obie wojny i funkcjonuje do dziś. Tego dnia świeciły w nim pustki, bowiem w dobie koronawirusa nie było możliwości siedzenia i biesiadowania. Pomimo tego, na stojąco wsuwaliśmy naleśniki, popijając herbatą z termosu.
Cudna droga w kierunku schroniska
Pogoda typowo marcowa: raz niebieskie niebo i słoneczko, raz zasnute chmurami niebo i cień...
Widok na Beskid Żywiecki
Chwila relaksu na polanie z widokiem na Beskid Żywiecki i Śląski
Najwyższa widoczna górka to Skrzyczne
Skrzyczne w dużym przybliżeniu
I jak tu nie celebrować życia?
Do schroniska już niedługo...
Prosta droga jest jednocześnie trasą biegówkową, choć przy tych roztopach tego nie widać
Widoczne już z oddali schronisko na Magurce Wilkowickiej
Na Magurce Wilkowickiej - widok na Beskid Śląski i Żywiecki
Wejście do schroniska
Schronisko istnieje tu od początku XX w.
Wnętrze schroniska normalnie tętni życiem, ale tego dnia nie można było siedzieć przy ławach z powodu obostrzeń sanitarnych
Beskid Mały spod schroniska
Dziwnie pusto tak...
Przed schroniskiem
Po posiłku, znowu każdy w swoim tempie, schodziliśmy znów do Międzybrodzia Bialskiego tym razem żółtym szlakiem. Turystów nie wielu, prawie nikogo nie mijałyśmy. Szlak urokliwy, nawet udało się zobaczyć kawałek Jeziora Międzybrodzkiego.
Tym razem obieramy żółty szlak w kierunku Międzybrodzia Bialskiego
W kierunku masywu góry Żar
Jezioro Międzybrodzkie i nad nim góra Żar (za gałęziami)
Jeszcze zimowo...
Beskid Mały i jeszcze oddalone zabudowania Międzybrodzia Bialskiego
Było warto zarwać noc i prawie kolejną...
Słońce powoli chowa się za horyzont
Schodzimy ze szlaku biegówkowego i obieramy już ten turystyczny
Roztopiona breja na szlaku, ale na szczęście prosty odcinek
Trawers góry, wąska ścieżka, ale bardzo urokliwa część szlaku
Jezioro Międzybrodzkie
Niżej już znowu wiosennie... choć chwilowo jakby bardziej jesiennie ;)
Kiedy już doszliśmy grupkami do miejsca zbiórki, powoli zapadał zmierzch.
Jeszcze chwila i zieleń zagości w Beskidzie Małym
Góra Żar o zmierzchu
Apartamentowiec dla ptaków w jednym z gospodarstw ;)
Przed nami była znów długa podróż w kierunku Warszawy. Zmęczenie dawało o sobie znać i większość po pewnym momencie umościła sobie lokum do spania. A kiedy autokar nas przyjemnie kołysał, w głowie zapadały decyzje o kolejnej eskapadzie w nieznane. Och, jakie to są zawsze miłe myśli... I takich Wam życzę zawsze.
Gdzie by tu pojechać...??? Coś wymyślę ;)
Hej!