O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi. Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mazowsze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mazowsze. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 października 2017

Pałace i dwory Podlasia - Mordy i Mościbrody

Coś na NIE, coś na TAK,
czyli co kryje w sobie
bliskie Podlasie

Blisko rok temu, w listopadzie, przemierzałam znów drogi na pograniczu Mazowsza z Podlasiem.


Gdzieś na podlaskiej wsi...



Dom z typowymi dla Podlasia okiennicami


O tym, że dawniej tętniło w tym rejonie życie typowo ziemiańskie, pisałam nie raz. Te majątki, które powróciły do prawowitych spadkobierców lub zakupili je mądrzy ludzie (w obu przypadkach z zastrzykiem gotówki), miały szczęście. Znów powróciło do nich życie, a właściwie dano im drugie życie, choć w obecnych czasach, w zupełnie innym wydaniu.
Nie wszystkie jednak mogą cieszyć się nową fasadą, czy wnętrzami. Są takie, o których wszyscy zapomnieli. Stoją trzymane starą zaprawą murarską lub tylko pamięcią najstarszych mieszkańców. Choć zostały zakupione, nikt o nie, nie dba…

Coś na NIE.

Nazwy miejscowości w Polsce czasem śmiesznie brzmią. Jedną z nich są Mordy. Choć miejsce to bardziej przypomina wieś, to ma prawa miejskie. Nazwa taka pojawiła się w XV w, a w piśmie z 1580 r. można przeczytać o niej jako o Mordi. Prawdopodobnie pochodzi od przezwiska „Morda”, użytego w liczbie mnogiej. A być może nazwa pochodzi od słowa „mord”, który dotyczył bitwy z 1264 r., stoczonej przez Bolesława Wstydliwego z Jaćwingami lub też mordu ludności dokonanej przez Tatarów.


Pierwsze spojrzenie na majątek w Mordach


Jeszcze w XV w. Mordy były własnością Korczewskich, potem Hlebowiczów. Wiek później zarządzali nimi Radziwiłłowie. Między 1552 – 1571 były ośrodkiem wyznania Braci Polskich, czyli Arian. W 1571 r. Mordy stanowiły własność Ciecierskich, herbu Rawicz, którzy wznieśli tu zamek obronny. Oczywiście zamek ten został zniszczony w czasie Potopu Szwedzkiego. W 1717 r. na miejscu dawnego zamku, wybudowano barokowy pałac. To stało się podwaliną do gruntownej przebudowy pałacu w 1 poł. XIX w., w stylu klasycystycznym. Dokonali tego kolejni właściciele – Zembrzuscy, którzy władali nim od 1838 r. I to oni właśnie postawili na rozwój miasta, odkupując na przykład od żydowskiego właściciela, browar z gorzelnią, znajdujący się po drugiej stronie stawu. Fabryka działała do lat 20. XX w., kiedy to z powodu złej wody, piwo nie miało odpowiedniego smaku.


Browar i gorzelnia, które dawniej należały do majątku Zembrzuskich


Ostatnimi właścicielami była rodzina Przewłockich herbu Przestrzał, która gospodarzyła tu do 1944 r. Po II wojnie światowej pałac został upaństwowiony. Ostatni remont pałacu wykonano w latach 60. XX w. W latach 70. urzędowała tu Akademia Podlaska, która chyba nadal, po przykrych perypetiach, jest właścicielem obiektu.


Widok na pałac spod bramy wjazdowej



Pałac w Mordach w dużym przybliżeniu - widok smutny, tym bardziej, że bryła pałacu jest piękna


Niestety pałacu nie można zwiedzić wewnątrz. Nawet z zewnątrz widziałam tyle, co przez kratę. To bardzo przykry widok. Wspaniały pałac popada w coraz większą ruinę. Nie miał szczęścia do nowego gospodarza, mądrego i majętnego. Straszą zabite okna, obdrapany tynk… Nawet piękne drzewa wokół, tego dnia, wydawały się smętne. Fakt, to był listopad…
Stałam przed barokową bramą wjazdową, pochodzącą z początku XVIII w. i patrzyłam na dwukondygnacyjny budynek z przybudówkami. Od frontu widać było tympanon z herbem „Doliwa” rodziny Zembrzuskich i piękny balkon tarasowy z żeliwną, kutą balustradą, niestety częściowo wyrwaną, być może skradzioną. Całość przedstawiała smutny obrazek.


Barokowa brama wjazdowa z pocz. XVIII w.



Pałac Zembrzuskich z widocznym herbem "Doliwa"



I ostatnie spojrzenie w kierunku pałacu w Mordach


Po obejrzanych tego dnia majątkach w Korczewie i Dąbrowie, ten przedstawiał sobą duży kontrast. Choć dawniej, w majątek wliczał się okazały, prawie 10 ha park ze stawami, to było coś na NIE tego dnia.


Staw w Mordach, za którym znajduje się pałac i dawny zespół parkowy



Mur otaczający pałac i park



Nawet św. Jan Nepomucen jakiś smutny się wydawał...



Odrobina koloru, którą znalazłam w Mordach


Dzień chylił się już ku końcowi. Pora była zjeść ciepły posiłek, który zamówiony był w innym majątku.


Jeszcze chwila i będzie ciemno...



Zmierzch



Coś na TAK.

I znów pojawiła się śmieszna nazwa. Mościbrody. Nazwa wsi wcale nie wywodzi się od bujnej brody, lecz od moszczenia brodów do przeprawy przez okoliczne bagna i podmokłe tereny lub od marszczącej się wody na brodach.


Tabliczka powitalna


Wieś sama w sobie pewnie nie byłaby żadnym specjalnym miejscem, gdyby nie zabytkowy XIX w. zespół dworsko-parkowy ze stawami rybackimi oraz zakładem mięsnym, działającym tuż za płotem. Folwark swe początki miał w latach 40. XIX w. Założyła go rodzina Jarząbów. Sam dwór powstał ok. 1848 r. Cały majątek stanowiły, obok dworu, oficyna, czworak, obora i spichlerz.


Dwór w Mościbrodach


W 1863 r. właścicielowi majątku – Andrzejowi Jarząbowi skonfiskowano dobra, za udział w Powstaniu Styczniowym. Aby majątek nie przepadł, przepisano go na brata Józefa, który nie brał udziału w zrywie narodowym. W bitwie pod Siemiatyczami, na której czele, po stronie armii rosyjskiej stał generał Niestrujew Maniukin, zwany katem Podlasia, zginął Andrzej Jastrząb. Wtedy generał zarządził zajęcie majątku, a sam zamieszkał we dworze. W 1882 r. generałowi się zmarło, a majątek przeszedł w ręce jego syna – Mikołaja Zacharewicza Maniukina – Rotmistrza gwardii pułku ułanów. Zarządzał majątkiem do 1915 r. W roku tym, tuż przed wybuchem I wojny światowej ewakuował się z rodziną do Rosji, pozostawiając w Mościbrodach cały swój dobytek. Miał nadzieję na powrót do majątku.


Małe nawiązanie do polowań



Wystrój oficyny, w której miałam przyjemność zjeść obiad



Na stole zaskoczyła mnie zastawa stołowa z Bolesławca, a załoga restauracji dodawała małe akcenty naszej flagi, ponieważ dzień wcześniej było Święto Niepodległości - fajny gest :)



Wnętrze oficyny, gdzie mieści się restauracja



I jeszcze jedno okienko, w które ułan Maniukin już nie zapuka...


Niestety ten, opuszczony, zajęli Niemcy, a po wycofaniu się wojsk, przeszedł w ręce Państwa Polskiego. Oczywiście, podczas II wojny światowej, znów stacjonowali tu Niemcy. Po wojnie, dwór zajął PGR, dzięki któremu majątek powoli stawał się ruiną.
I tu następuje coś na TAK. Przełom nastąpił w 2000 r., kiedy całość nabyli prywatni właściciele, którzy postanowili uratować ten zabytek. Dwór został odrestaurowany ze szczególnym uwzględnieniem detali architektonicznych z okresu jego świetności. Teren uporządkowano, zadbano, kolejne budynki doprowadzono do stanu użytkowania.


Teren dawnego zespołu dworsko-parkowego



Główna aleja, prowadząca do dworu



A tak witają w Mościbrodach :)


Ciepły posiłek zjadłam w oficynie, gdzie mieści się restauracja. Niestety samego dworu nie mogłam zwiedzić, z powodu jakiejś konferencji językowej. Dziś oba budynki przeznaczone są na hotel, mogą tu odbywać się także przyjęcia, wesela, biznesowe spotkania. Kuchnia słynie z mięs i wędlin miejscowych, robionych w zakładzie tuż obok. Miejsce żyje drugim życiem…


Wnętrze części hotelowej



Schody na korytarzu


Wyszłam na zimne powietrze. Jak wiele dziś zobaczyłam… Skoro jedne miejsca mogą dostać drugą szansę, mam nadzieję, że inne też ją dostaną. Oby nie było dla nich za późno… Bo tak to już w życiu jest: czasem coś jest na TAK, a czasem na NIE. Od mądrych ludzi zależy, czy dawne Podlasie, choć teraz już Mazowsze, będzie miało kolejny świetny punkt na mapie Polski. Bardzo sobie tego życzę.


Wieczór we dworze w Mościbrodach


Do zobaczenia!


piątek, 9 grudnia 2016

Na styku Mazowsza z Podlasiem - Pałac w Korczewie

Listopadowy wypad za miasto,
czyli o walce jesieni z zimą

W połowie listopada tego roku zima przyszła niespodziewanie. Sypnęło śniegiem. Zrobiło się zimno, buro i mało przyjemnie. No po prostu gotowa recepta na chandrę, na deprechę i na kłótnie ze wszystkimi o wszystko. Nie… tak być nie może. Trzeba zacząć działać. Najlepiej od razu. I dlatego wybrałam się za miasto, by popatrzeć na świat, którego już nie ma, choć zostały po nim ślady. Dziś Drogi Gościu zapraszam na styk Mazowsza z Podlasiem. Zawitamy do Korczewa.
Korczew – niewielka wieś, administracyjnie należąca do województwa mazowieckiego, geograficznie zaś – już do Podlasia. Od Warszawy dzieli ją jakieś 130 km. Głównym i docelowym miejscem, do którego zmierzałam, był pałac w Korczewie, zwany „Perłą Podlasia”, położony nad Bugiem. 


Pałac w Korczewie - elewacja frontowa



Kuźnia - w budynku tym przed II wojną światową mieściły się biura majątku. Teraz jest tu sala weselna i pokoje gościnne



Baszta - dawna kordegarda, służyła jako stróżówka. Obecnie jest to w pełni wyposażony apartament dla 4 osób z przeznaczeniem na wynajem.

Takich perełek Podlasie ma sporo, nie zawsze zachowanych w należytym stanie. Im bardziej na wschodnie nasze rubieże, tym więcej było dawnych, ziemiańskich majątków. Rodziny wżeniały się między sobą, łączyły posiadłości i przepisywały z pokolenia na pokolenie. I żyli by sobie tak dalej, gdyby nie dzieje historii, która niejednej familii wywróciła życie do góry nogami.
Historia Korczewa zaczyna się na początku XV w.  Książę Mazowiecki i Ruski - Jan, w 1401 r. przekazał akt nadania Korczewa, Pretorowi z Brzezi. Tenże Pretor zapoczątkował rody, które władały korczewskimi dobrami przez kolejne trzysta lat.


Początki majątku rodzinnego




Tablica z informacjami o przodkach



Przodkowie zamieszkujący Korczew


W 1712 r. majątek nabył kasztelan podlaski i poseł na Sejm Grodzieński – Wiktoryn Kuczyński. Była to osoba bardzo przedsiębiorcza, majętna, która zarabiała na handlu zbożem oraz drewnem. W 1734 r. Kuczyński sprowadził architekta Konciniego Bueni, który zaprojektował barokowy pałac, który funkcjonował przez prawie 100 lat. Na początku XIX w. zmieniła się moda i pałac przeżył przebudowę. Kuczyński postanowił go przerobić w duchu neogotyku z pomocą planów Franciszka Jaszczodła. Także wtedy zaprojektowano około 35 ha park, okalający pałac. (Dziś już zostało go tylko około 12 ha).
Okres Romantyzmu, pełen uniesień i wzdychania, został brutalnie stłumiony przez I wojnę światową. Wycofujące się wojska rosyjskie zdewastowały pałac. 


Archiwalne zdjęcia pałacu i otoczenia z początków wieku XX


Wówczas należał on do hrabiostwa Krystyna i Wandy Ostrowskich. Po wojnie zlecili oni odbudowę i jednocześnie przebudowę pałacu. I w takiej formie, możemy teraz ten pałac podziwiać. Hrabina Wanda Ostrowska była malarką. Swoje malarskie szlify doskonaliła pod kierunkiem Stanisława Noakowskiego, który przygotował plan odbudowy pałacu razem z Marianem Walentynowiczem (tak, tym samym od Koziołka Matołka i Małpki Fiki Miki). Całość remontu trwała do 1939r. Niestety rodzina nie mogła długo cieszyć się pałacem w nowej formie. Zniszczenia z okresu I wojny światowej były niczym wobec tych, które miały dopiero nastąpić. Po wybuchu II wojny światowej Ostrowscy zmuszeni byli wyemigrować, jak większość arystokracji tamtych czasów. Do końca wojny wierzyli, że wrócą do Korczewa. Niestety z chwilą zakończenia działań wojennych i niemieckiej okupacji, zaczęła się  ta druga, radziecka. Na wieść o komunizmie w Polsce, zarówno Krystyn jak i Wanda osiedli całkowicie na obczyźnie, tęskniąc do końca życia za Polską.


Życiorys malarki hr. Wandy Ostrowskiej



Pamiątkowe fotografie rodzinne, pochodzące ze zbiorów prywatnych Beaty Ostrowskiej-Harris. Młoda hrabina była piękną kobietą...


W latach 60. i 70. XX w. w pałacu mieścił się GS, czyli Gminna Spółdzielnia, zwana potocznie „Samopomoc Chłopska”. Pałac stał się sklepem, magazynem nawozów sztucznych, a pałacowe pomieszczenia przerobiono na mieszkania. Nic, co rodzina Ostrowskich pozostawiła po sobie, nie przetrwało. Grabież tego, co się dało wynieść, była na porządku dziennym.  A niszczenie tego, czego wynieść nie zdołano, przybrało fatalne skutki. Dziś w pałacowych komnatach można obejrzeć archiwalne zdjęcia, które ukazują zniszczenia. Chyba na wszystkich zwiedzających, największe wrażenie zrobiła fotografia wjeżdżającej konno do pałacu osoby.


Pałac w okresie komunizmu



Najbardziej poruszające zdjęcie to to, w prawym, górnym rogu... zero poszanowania, zero wyczucia i taktu. Przykre...ale niestety tak się działo w dobie komunizmu w Polsce.



Zniszczona klatka schodowa, której na szczęście wandale nie zdołali pociąć i spalić



Wygląd pałacu i otoczenia w roku 1989


Na całe szczęście przyszła zmiana ustroju, a z nią nowy rozdział w historii korczewskiej posiadłości. Krystyn i Wanda doczekali się dwóch córek, Renaty i Beaty, które w latach 90. XX w. powróciły z emigracji i odzyskały pałac, a właściwie ruinę. I przystąpiły do odbudowy i wyposażania swego dawnego domostwa, co nie przychodziło z małym trudem.


W tympanonie widoczny jest herb Rawicz, należący do właściciela Korczewa - hrabiego Tadeusza Ostrowskiego, którego syn - Aleksander ożenił się z 16-letnią Heleną Tyszkiewiczówną, z tych Tyszkiewiczów, co posiadali liczne majątki na Litwie.



Portret młodej i obecnej właścicielki Korczewa - Beaty Ostrowskiej-Harris



Rodzinne pamiątki, z prawej strony portret Heleny Ostrowskiej z d. Tyszkiewicz, w mundurze Czerwonego Krzyża z lat 40 XX w. 



Widok pałacu od strony wjazdowej


W 2000 r. starsza z sióstr – Renata złamała kończynę. W wyniku osłabienia organizmu, po tym jak trafiła do szpitala ze złamaniem, wdało się zapalenie płuc, z którego ta spadkobierczyni dóbr korczewskich już nie wyszła. Zmarła, pozostawiając z dziedzictwem młodszą siostrę – Beatę. Okazuje się, że kobieta ta jest bardzo przedsiębiorcza i ma żyłkę bizneswoman. Dba o majątek i stara się przywrócić mu dawną świetność. Starania jej można zobaczyć dziś spacerując po pałacu czy też parku. Jak wiadomo na wszystko potrzeba pieniędzy, więc fundusze pozyskane, wkładane są tam, gdzie jest to najbardziej potrzebne. A to nie następuje szybko. Ale są marzenia, jest zapał, jest wsparcie wielu ludzi.


Ja na tle pałacu :)



Pozostałe budynki wokół pałacu czekają jeszcze na swoje remonty



Westybul, czyli hol wejściowy



Ta sama klatka schodowa, którą wyremontowano. Schody są dębowe



To, co zachwyca tu najbardziej, to dekoracyjna, rzeźbiona boazeria z czarnego dębu, moczonego przez kilkanaście lat w Bugu



Sufit w ośmiokątnej Sali Balowej - tak dawniej, jak i dziś, pokryty dekoracyjnymi, złotymi stiukami



Mały Salonik, za którym znajdowały się pokoje mieszkalne a także te dla gości



Widok przez pałacowe okno na park, Bug oraz za rzeką na położony niżej Drohiczyn



"Salonik pompejański", choć chyba lepiej jakby nazywał się salonikiem chińskim :) Odrestaurowano w nim freski



Salon dzienny. Choć meble są współczesne, to jednak swoimi kształtami nawiązują do swej epoki.



Dawniej podłogi pokrywały tureckie dywany, na komodach eksponowano porcelanę nie tylko użytkową ale i dekoracyjną, a na ścianach wisiały liczne portrety przodków



Jeden z żyrandoli pałacowych



Niekwestionowany gospodarz pałacu w Sali Balowej - pilnował porządku i wszystkich witał radośnie jak przyjaciół. Jego kumpel przez całą wizytę w pałacu, biegał po podwórku z wielką kością w pysku i tylko machający radośnie ogon sygnalizował jego szczęście bez granic :) 



Tunel. Dawniej w pałacach takimi przejściami służba przenosiła jedzenie z kuchni na salony. Niepisanym prawem była zasada, że kuchenne zapachy, nie mogły zdradzić przed zaproszonymi gośćmi, jaka potrawa zostanie podana na obiad. Miało to być niespodzianką.



W jednym z pomieszczeń pałacowych mieści się dziś Sala Konferencyjna, w której organizowane są też okolicznościowe przyjęcia



I znów powrót do holu głównego z dębową antresolą



Nad Salą Balową mieściła się Biblioteka, w której oprócz bogatego księgozbioru, przechowywano oryginalne listy pisane przez poetę Cypriana Kamila Norwida do Joanny Kuczyńskiej - "Pani na Korczewie". Książki zostały spalone w czasie II wojny światowej. Dziś w dawnej bibliotece mieści się wystawa zdjęć polskich dworów na Podlasiu. Po obu stronach antresoli ulokowane były pokoje sypialne, dla gości oraz pokoje dla dzieci.



Widok z antresoli na dębowe schody



Miejsce, które zachwyciło mnie najbardziej :)



Westybul ogrzewany był wielkim kominkiem



Pałac w Korczewie - widok od strony parku



Pałac od strony parku czeka na swoją kolej do wyremontowania



Widok na położony po drugiej stronie Bugu - Drohiczyn


Przy czym właścicielka nie chce zamknąć się w pałacu i rozpamiętywać przeszłości, chce dalej udostępniać go przyjeżdżającym do Korczewa. Sama mieszka w dawnej oficynie, którą najszybciej można było wyremontować i przeznaczyć do życia, ale w przyszłości chciałaby zamieszkać w dawnym pawilonie, zwanym Sybirem. Dziś to całkowicie zrujnowana budowla, kiedyś funkcjonująca jako pałacyk letni. Powstała na fundamentach średniowiecznego zamku obronnego. Nazwa tego pawilonu wiąże się z dwoma podaniami: po pierwsze służba pałacowa, która nosiła tam jedzenie zimą, mówiła, że jest tam tak zimno, jak na Syberii, a po drugie: pod budynkiem znajdują się lochy, w których ukrywano Sybiraków. W okresie komunizmu znajdował się w Sybirze Urząd Gminy. W akcie zemsty ktoś podpalił budynek, który dziś straszy i czeka na swoją kolej do remontu.


Sybir - dawny pałacyk letni przeznaczony głównie dla gości - widok od frontu



Ruina Sybiru - widok bocznej części



Wnętrze Sybiru, czyli to, co udało mi się sfotografować przez zakratowane okno



Wnętrze Sybiru, czyli to, co udało mi się sfotografować przez zakratowane okno



Oczami wyobraźni widzę tu wysoki,biały, wiklinowy fotel z kocem na oparciu i biały ażurowy stolik, na którym leży książka i filiżanka z dobrą herbatą, kolorowe kwiaty, latające motyle... Niestety obecnie weranda jak i cały pawilon są w opłakanym stanie.


Także park jest rewitalizowany. W nim można odnaleźć piękne okazy drzew. A także tajemniczy kamień. MENHIR. To kamień kultowy z czasów przedchrześcijańskich. Prasłowianie byli wyznawcami animizmu, czyli w zjawiskach przyrody dopatrywali się pewnej formy uduchowienia. Czcili zwierzęta, rośliny, a także ziemię i kamienie. Kult bóstw polegał na modlitwach, ofiarach, wspólnym ucztowaniu i wróżeniu. Kamień ma ponoć taką moc, że jak się pomyśli o jednym marzeniu i dotknie głazu to marzenie się spełni. Pomyślałam marzenie, dotknęłam kamienia i czekam… Zobaczymy. Co prawda kamień nie powiedział kiedy spełni się marzenie, ale zawsze trzeba mieć nadzieję.


Aleja w parku korczewskim



Oś widokowa w parku



W parku wiele jest egzotycznych drzew, które przybrane w jesienne szaty, tego dnia, toczyły walkę z zimową aurą



W parku...



Kaplica - budynek zaprojektowany dla Joanny Kuczyńskiej w I poł. XIX w. Pierwotnie był oranżerią, w której Joanna spędzała czas malując i haftując. W połowie lat 20. hr. Krystyn Ostrowski użyczył oranżerię na kaplicę dla Korczewa. 



Kultowy kamień Menhir.


Z Korczewem wiąże się taka ciekawostka: w latach 1906-1914, administratorem dóbr korczewskich był Kazimierz Sołonowicz, syn powstańca styczniowego, mąż, ojciec i… dziadek polskiego aktora Daniela Olbrychskiego po kądzieli, czyli ze strony mamy.


Tablica wspominkowa związku aktora z Korczewem :) Na archiwalnym zdjęciu pokazani są dziadkowie oraz przyszła mama aktora


Kolejną ciekawostką Korczewa jest fakt, że pałac był zamieszkany przez Joannę z Wulfersów Kuczyńską (1812-1888), praprababcię Renaty Ostrowskiej i Beaty Ostrowskiej-Harris. Była ona zwana „Panią na Korczewie”, a tytułowana była Panią Marszałkową. Jest znana m.in. z tego, że zaprzyjaźniła się z poetą Cyprianem Kamilem Norwidem. Oryginalną korespondencję Norwida i Joanny Kuczyńskiej przechowywano w pałacu w Korczewie aż do wybuchu wojny. W 1958 r. bez zgody prawowitych właścicieli, została ona sprzedana przewodniczącemu PAX Bolesławowi Piaseckiemu. Obecnie jest ona oddana do Biblioteki Narodowej w Warszawie. Beata Ostrowska-Harris zabiega o kopie tych listów, by móc otworzyć w pałacu w Korczewie wystawę poświęconą Norwidowi. Historia znajomości „Pani na Korczewie” oraz poety doby Romantyzmu jest osobną, bardzo ciekawą historią. Warto się jej poddać, spacerując po pałacowych korytarzach.


Z prawej portret Joanny Kuczyńskiej, z lewej faksymila wiersza "Do Pani na Korczewie"



Postać Cypriana Kamila (imię przyjęte na Bierzmowaniu) Norwida w czapce tzw. konfederatce



Faksymile listów C.K. Norwida pisane do Korczewa do Joanny Kuczyńskiej i jej córek. Część listów poeta ozdabiał odręcznymi rysunkami


Dzień w listopadzie jest krótki, a ja miałam jeszcze do odwiedzenia kilka miejsc w okolicy. Opowiem o nich w przyszłości. Trzeba było zebrać się i podążyć dalej. Po drodze obserwowałam jak zima powoli lecz skutecznie wdziera się na Podlasie. Na polach toczyła się walka jesieni z zimową damą. Cóż, taka kolej rzeczy.


Walka jesieni z zimą 



Ja jesień, ty zima, ja zima, ty jesień...



Do widzenia jesień, witaj zimo...



Zatem do zobaczenia wkrótce!