O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi.Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...

środa, 14 sierpnia 2019

Jaskinia Niedźwiedzia w Kletnie


Spełnienie przyrzeczenia sprzed lat,
czyli jak wykręcić siódme poty
na początku urlopu


Trasa: z Międzygórza - czerwonym szlakiem do Hali pod Śnieżnikiem – żółtym szlakiem do Jaskini Niedźwiedziej – powrót: żółtym szlakiem do Przełęczy Śnieżnickiej – zielonym szlakiem przez Górę Parkową do Międzygórza
Czas: około 7 godzin z przerwami na zdjęcia i odpoczynki plus zwiedzanie jaskini około 50 minut


Dokładnie 16 lat temu wpadłam na wariacki pomysł objechania Kotliny Kłodzkiej w cztery dni. Pomysł wypalił, po drodze trzeba było z czegoś rezygnować, bo okazało się, że ten rejon ma w sobie tyle do obejrzenia, że cztery dni to stanowczo za mało. I wówczas nie dostałam się do Jaskini Niedźwiedziej, o której opowiadała mi koleżanka. Przyrzekłam sobie, że kiedyś tu wrócę, by nadrobić zaległości.
Jest 2019 r., mam tydzień wolnego i właśnie postanawiam spędzić go w Masywie Śnieżnika. Zaklepuję kwaterę w Międzygórzu (chyba to była siódma w obdzwanianiu) i zaczynam studiować mapę. Mój wzrok pada na żółty szlak, który prowadzi do… Jaskini Niedźwiedziej! Tak! To jest to! Odpalam internet i wchodzę na stronę jaskini. Co u licha? Żadnego wolnego terminu w czasie, kiedy tam będę? Nie ma mowy, ja CHCĘ tam pójść! Wykonuję telefon „do przyjaciela” i miły Pan informuje mnie, że skoro będę sama, to on dla mnie zrobi rezerwację na dany dzień i daną godzinę. Uff… Mam rezerwację na następny dzień po przyjeździe, teraz pozostało ustalić ile tam będę szła szlakiem. Bułka z masłem!
Po przyjeździe do Międzygórza, rozpakowuję rzeczy, zbieram natchnienie na wędrówkę następnego dnia i zasypiam z myślą, że oto jutro spełnię swoje przyrzeczenie sprzed lat.
Rankiem budzę się szczęśliwa i po śniadaniu ruszam na szlak. Zaczynam spod kwatery, która położona jest przy czerwonym szlaku. 


No to zaczynam wędrówkę...


Ścieżka z Międzygórza prowadzi przez Główny Szlak Sudecki im. M. Orłowicza, więc cieszę się, że kolejny fragment GSS mam w nogach 😊 Łączna długość tego odcinka ma ok. 7 km, a różnica wzniesień to jakieś 780 m. Początkowo szlak idzie prawie po płaskim, potem coraz bardziej zwiększa się nachylenie. I tak do samej Hali pod Śnieżnikiem.


Początek szlaku czerwonego to szeroki trakt leśny



Szlak na początku wiedzie wzdłuż potoku Wilczki


Po drodze napotykam stosunkowo nową inwestycję w sudeckich lasach. To największa sieć singletrack glacensis, czyli ścieżek rowerowych. Pomysł powstania takich tras zrodził się w 2015 r. Obszar po polskiej stronie obejmuje znaczną część Kotliny Kłodzkiej, od przełęczy Wilcza, przez Bardo, Lądek Zdrój, Stronie Śląskie, okolice Siennej, Międzygórze, Międzylesie i wiele innych miejsc. Docelowo trasa ma mieć 210 km po stronie polskiej, zawierać stacje naprawcze rowerów, wiaty wypoczynkowe i tablice informacyjne. Myślę, że to bardzo fajny pomysł na aktywne spędzanie czasu, bez konieczności kolizji z turystami na szlakach pieszych.




Bramki na singletracku



Fragment ścieżki rowerowej


Szlak prowadzi mnie coraz wyżej, zakręcając w lewo i pnąc się nieco stromiej. Podziwiam budki dla owadów, które w różnych kształtach poustawiane są przy drodze. Sam szlak to w sumie wygodny, szeroki trakt. Tylko tu można zobaczyć jedyne okno widokowe. I widać stąd Sanktuarium na Iglicznej. Poza tym szlak wiedzie przez las.

Patrząc na to schronienie miałam w myślach obraz Chatki Baby Jagi... Zupełnie nie wiem dlaczego ;)



Jeszcze miło i przyjemnie



Pierwsze i w zasadzie jedyne okno widokowe po drodze



Gdzieś tam w dole zostało Międzygórze



Szlak po skręcie w lewo



Domki dla owadów



Widok na Sanktuarium na Iglicznej


Kiedy skręca w prawo, czeka mnie mozolne wspinanie się w kierunku Hali pod Śnieżnikiem. Po kamieniach, korzeniach, bruzdach. Trawersuję szczyt Średniaka (1210 m n.p.m.), na którego zboczach mieszkają kozice, których stado przywędrowało z Czech, a które tu mają swój jedyny rewir poza Tatrami. Tego dnia nie widzę ich wcale. Za to mijam Kozie Skały, które przypominają mi skałki zwane Zameczkami na Ścieżce nad Reglami w Tatrach.


Szlak p skręcie w prawo ;)



Kozie Skały



Kozie Skały na zboczach Średniaka


 I idę tak sobie pomalutku, by nagle dostrzec dach schroniska, wyłaniający się przez gałęzie drzew. Ale, ale… nie ma tak prosto. By dojść do schroniska, trzeba się nieco namęczyć. Podejście jest bardzo strome.


Pokrzepiający widok - schronisko PTTK na Hali pod Śnieżnikiem - jeszcze tylko kilka kropel potu i mała zadyszka ;)


Wreszcie jestem na Hali pod Śnieżnikiem. Ładna niedzielna aura sprzyja wypoczynkowi, toteż ludzi cała masa. Siadam na ławie pod wiatą i popijam ciepłą herbatę z termosu. I nagle dziwna rzecz, nachodzą chmury i zaczyna kropić deszcz. No nieładnie, myślę sobie. Chowam się w wiacie, ale zanim dopiję herbatę i zjem czekoladkę, deszcz ustępuje. Ruszam więc, dalej. Na chwilę wchodzę do schroniska po pieczątkę do książeczki. W zasadzie robię to już z przyzwyczajenia, bo najwyższa, mała odznaka GOT już dawno na koncie…


Szlak jest jednocześnie ścieżką dydaktyczną, z tablic można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o okolicy



Odpoczynek przy wiacie



Schronisko PTTK na Hali pod Śnieżnikiem



Wiata na Hali pod Śnieżnikiem



Tablice pamiątkowe na ścianie schroniska, w tym ta najmniej widoczna, upamiętniająca 190 urodziny księżniczki Marianny Orańskiej, inicjatorki powstania schroniska pod Śnieżnikiem



Nie ma wątpliwości, jestem na 1218 m n.p.m.



Cóż za sympatyczny opis palarni :) :) :)


Tym razem obieram żółty szlak, który przez Przełęcz Śnieżnicką doprowadzi mnie aż do samego celu, czyli Jaskini Niedźwiedziej.

  Szlakowskaz przy schronisku



Fragment szlaku prowadzącego na Przełęcz Śnieżnicką


Mijam kapliczkę „Czterech Patronów” leśników, przyrodników i myśliwych, ufundowaną przez leśników z okazji 70 – lecia Administracji Lasów Państwowych na Dolnym Śląsku. Na ścianach kapliczki widnieją wizerunki czterech świętych i są to odpowiednio: św. Franciszek, św. Gwalbert, św. Eustachy i św. Hubert.


Kapliczka "Czterech Patronów"



Św. Franciszek



Św. Gwalbert



Św. Eustachy



Św. Hubert


Podążam tym razem ostro w dół, myśląc, że tędy przyjdzie mi wracać, co oznacza wspinanie się po mokrych kamieniach. Ale skoro mi się zachciało jaskini…



Ostre zejście szlakiem żółtym - niestety zdjęcia mocno spłaszczają perspektywę



Nareszcie odrobina płaskiego...



I znów ostro w dół, przez las



Na Śnieżnik tam, do jaskini tu ;)


Wreszcie jest! Z zza drzew wyłania się nowoczesny budynek, który skrywa wejście do jednej z atrakcji Masywu Śnieżnika. Wchodzę do środka i odbieram swój bilet wstępu (w 2019 r. bilet kosztuje 32 zł. normalny + 10 zł. za robienie zdjęć). Chwilę czekam na swoją kolej, grzecznie składając plecak w przechowalni i ubierając się w polar i kurtkę, ponieważ temperatura w jaskini jest stała i oscyluje wokół 8°C.


Przed pawilonem wejściowym



Oto jestem! I cieszę się bardzo :)


Czuję się świetnie, wiedząc, że właśnie dokonuje się spełnienie mojego małego marzenia. Wchodzę w zimną czeluść jaskini…


Wejście bezpośrednio do jaskini



Szkielet "misia"


Nazwa jaskini wiąże się z odkryciem, w jej wnętrzu, kości niedźwiedzia jaskiniowego. Najstarsi przedstawiciele niedźwiedzia jaskiniowego znani są ze środkowego plejstocenu Europy, czyli 400 000 – 300 000 lat temu. Były to największe ssaki drapieżne. Największe osobniki ważyły od 600 do 800 kg i przewyższały wzrostem dzisiejsze niedźwiedzie brunatne. Ale pomimo tego były raczej roślinożercami. Badania wykazują, że niedźwiedzie jaskiniowe ze względu na swą budowę i rozmiary, nie były skłonne do dalekich wędrówek.  Schronienie zwierzęta te upatrzyły sobie w kresowych jaskiniach. Tu zapadały w zimowy sen, tu rodziły się młode i tu też „misie” umierały. Ze znalezionych w dużej ilości kości, naukowcy wiedzą, że przyczyną śmierci wielu niedźwiedzi był reumatyzm, złamania, gruźlica i nowotwory. Choć te ssaki nie miały naturalnych wrogów, mogących na nie polować, to jednak przyczyną ich zgonów mógł być człowiek. W naturalnych warunkach, niepokojone, mogły żyć nawet ponad 20 lat. Niedźwiedź jaskiniowy wymarł pod koniec plejstocenu. W Polsce przyjmuje się, że wyginął przed około 20 000 lat.



Niedźwiedź jaskiniowy i pantera zwana Lwem jaskiniowym



Niezłe ząbki...



Wśród zwierzątek jaskiniowych ;)



Odnalezione kości niedźwiedzia jaskiniowego


Z jaskiń kresowych korzystały też pantery, czyli lwy jaskiniowe. Swoim zasięgiem występowania obejmowały większość Europy od Półwyspu Iberyjskiego przez Wyspy Brytyjskie, południową Skandynawię aż po Krym i Kaukaz. Żyły zarówno w latach ocieplenia jak i ochłodzenia klimatu. Swoje miejsca miały w zalesionych miejscach, ale również wysokie ścieżki górskie nie były im obce. Sporadycznie mogły zapolować na niedźwiedzia jaskiniowego, walcząc z nim o miejscówkę w jaskini.


Lew jaskiniowy



Prawda, że całkiem ładny kiciuś?


Jedno jest pewne. Choć oba zwierzątka wyglądają na takie z miłą sierścią, taką do pogłaskania, to jednak nie bardzo chciałabym dostać się w ich pazury czy zęby.
Dziś Jaskinię Niedźwiedzią zamieszkują liczne nietoperze, bowiem tu właśnie mają swoje miejsca do zimowania niektóre ich gatunki. I jest to największe skupisko po polskiej stronie Sudetów. Nietoperze zapadają w hibernację od października do marca, wówczas nie należy ich niepokoić, ponieważ każde ich wybudzenie powoduje zbyt dużą dawkę zużytej energii, co skutkuje m.in. zgonem takiego „latającego szczurka”, któremu nagromadzona energia może nie starczyć do końca zimy. Na szczęście wchodząc do jaskini nie natrafiam na żadnego nietoperza. Zapewne są gdzieś na polowaniu 😉


Tablica informująca o gatunkach nietoperzy, które zimują w Jaskini Niedźwiedziej


Sama jaskinia oczywiście podobna do innych tego typu. 


Przekrój przez jaskinię


Formy skalne zachwycają, ze stalaktytów ścieka powoli woda, zastygając i dążąc do połączenia ze stalagmitem. Już istniejące stalagnaty tworzą kolumienki. W okresowych jeziorkach gromadzą się perły jaskiniowe. Zdumiewająca jest świadomość, że to wszystko tworzy się bardzo powoli i dzieje się tak już tyle tysięcy lat!


Otwór, którym wlatują nietoperze



Im niżej, tym zimniej



W takich niszach mogły spać zwierzęta



Jaskiniowe komnaty



Stalagmity jak tysiące igiełek



Formy naciekowe są takie różnorodne



Przez jaskinię prowadzi wygodna ścieżka



Iluminacja świetlna w jaskini



Czyżby zawieszony piskorz lub węgorz? Wszak kiedyś były tu wody :)



Kalafiory jak meduzy giganty


Jaskinię zwiedza się w małych grupach z przewodnikiem, który ciekawie opowiada o wszystkim co widzi nasze oko, a także o tym… co podsuwa nam nasza wyobraźnia. Formy skalne i naciekowe przyjmują różne kształty, naturalnym więc, jest, by nadawać im nazwy.


Zwiewna firanka, eteryczny motyl? Któż to wie...



Perły jaskiniowe, tworzące obręcze wokół stożków



Cudowności jaskiniowe



Istnieje hipoteza, że jest to bomba niewypał, skamieniała w jaskini



Człowiek współczesny, nie jaskiniowiec... chociaż, któż to może przewidzieć ile mamy z Neandertalczyka ;)



Okresowe jeziorka jaskiniowe


Czas w jaskini dobiega końca, czuję, że zmarzły mi już ręce. Na szczęście wychodzimy na ciepłe powietrze. Każdy ma jakieś przemyślenia na temat obejrzanych przed chwilą cudowności.
Przede mną znów powrót żółtym szlakiem, ostro pod górę aż do Przełęczy Śnieżnickiej. Krok za krokiem idę mozolnie w górę, uważając, by nie poślizgnąć się na mokrych kamieniach czy nie pojechać na błotku.


I znów pod górkę ;)



Szlak żółty wiedzie szerokim wąwozem, ale kamienie uciekają spod nóg



Dłuższe przejście takim szlakiem powoduje zmęczenie


Znów siadam przy ławie pod kapliczką i wcinam kanapkę. Delektuję się ciepłą herbatą. I wtedy właśnie czuję, kolejne tego dnia, krople wody. Przez chwilę chcę wierzyć, że to muchy siusiają… ale niestety to zbyt duży sik… Nakładam na siebie początkowo tylko kurtkę przeciwdeszczową i idę zielonym szlakiem, by urozmaicić sobie powrót na kwaterę. Szlak wiedzie trawersem Smrekowca (1123 m n.p.m.). Na krótko tracę szlak z oczu na rozstajach – oczywiście mamroczę zaklęcia w kierunku znakarzy. No tak, jestem przecież w Sudetach… 



Szlak zielony tym razem



Niby blisko, a daleko...



Przełęcz pod Smrekowcem (1076 m n.p.m.)



Przełęcz pod Smrekowcem, to zalesiona polana w środku lasu


Deszcz jednak przybiera na sile, więc zakładam na siebie i plecak pelerynę. Aparat wędruje do plecaka. Idę jakby zrezygnowana, powoli zaczynają mnie już boleć nogi. Jak na pierwszy dzień to dałam czadu 😉 Ale sama tego chciałam.


No pada no...



Stare drzewo, a w zasadzie jego pień to jak żywy posąg


I kiedy myślę sobie, że chyba nic mnie już ciekawego nie spotka, mój wzrok ślizga się miedzy konarami drzew i zderza się… ze wzrokiem ślicznej łani schowanej za drzewem. Stoi daleko, a ja mam tylko możliwość cyknięcia jej foteczki komórką. Macham jej na do widzenia i podążam w kierunku tajemniczej nazwy Góra Parkowa. Okazuje się nią rozdroże szlaków. Ja dalej podążam zielonym szlakiem, który w tym odcinku dłuży mi się niemiłosiernie. 


Łania za drzewem, stojąca w deszczu



Szlak zielony za Górą Parkową


Na szczęście przestaje padać.
Schodzę do Międzygórza i siadam w pizzerii na obiad. To był fantastyczny dzień, a ja cieszę się, że udało mi się dotrzymać danego sobie przyrzeczenia. Wróciłam po latach do Międzygórza i odwiedziłam Jaskinię Niedźwiedzią. To był początek cudownego tygodnia, ale o tym przekonałam się sześć dni później 😊

Hej!