O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi.Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...

wtorek, 13 listopada 2018

Norwegia - Lofoty cz. II

Norwegia po raz trzeci,
czyli mojej ochoty na Lofoty 
część druga

Termin: 14-15 sierpnia 2018 r.

Uczestnicy (w kolejności alfabetycznej): Alicja, Anna, Jacek, Marta, Martyna, Sylwester i ja

Trasa opisana w poście: Gråkallen – Mo i Rana – The Arctic Circle Center – Skutvik – promem do Svolvær - Ørsvågvær

Nocleg: Ørsvågvær  Camping niedaleko Kabelvåg

Pokonana trasa 14 sierpnia: 899 km z przystankami przy bramie Koła Podbiegunowego, w The Arctic Circle Center, Skutvik i na promie



Norwegia słynie z przepięknych spektakli na niebie jakim jest taniec zorzy polarnej. Tym razem jednak nie byliśmy o dobrej porze roku, by to zaobserwować.


Poprzedni post skończył się na Gråkallen, z którego spoglądaliśmy na Trondheim. Pogoda jak marzenie pozwoliła nam na suchą zaprawę przed kolejnym dniem, ale przed nami było jeszcze do pokonania mnóstwo kilometrów.


Na Gråkallen


Mimo wszystko w dobrych nastrojach zapakowaliśmy się w samochód i ruszyliśmy w kierunku miejscowości Mo i Rana, która to miejscowość wyznacza początek rejonu koła podbiegunowego, a którego koniec przypada na miejscowość Fauske. Tak mniej więcej.
Samej Mo i Rana nie oglądaliśmy, gdyż naszym celem było jak najszybciej dostać się do promu płynącego na archipelag Lofotów. Ale po drodze grzechem byłoby nie stanąć przy bramie informującej dobitnie, iż właśnie wkraczamy w krąg polarny. To jak przekraczanie magicznej krainy, z której co prawda nie wyskoczy nam królik z kapelusza, ale jakiś renifer na szosę tu już całkiem możliwe. Obowiązkowo wszyscy wyszliśmy z auta na sesję foto.


Witamy w hrabstwie Nordland. Właśnie jesteśmy na granicy z kołem podbiegunowym



Brama do regionu geograficznego w północnej Norwegii



Krainę północy Norwegii zamieszkują Norwegowie, Lapończycy, Kwenowie, czyli norwescy Finowie oraz Rosjanie



Duśka pod bramą dalekiej północy świata :)


Kiedy już wszyscy obfotografowali bramę, zebraliśmy się na króciutki postój, by zjeść obiad, tzn. suchy prowiant i napełnić żołądki czymś ciepłym. Poszła w ruch kawa i herbata a także konserwy. A potem znów pomknęliśmy bliżej koła polarnego.


"Obiad" na kole podbiegunowym :) Stoją od lewej: Marta, Martyna, Alicja, Anna i ja. Foto: Alicja


Pogoda nie zwiastowała niczego dobrego, ale na szczęście tylko nas straszyła chmurami. Chwilowo było zimno i wietrznie. Mimo to przemierzaliśmy kolejne kilometry.


Góry Saltfjellet



Góry Saltfjellet i jakby coś na wzór naszego Kościelca :)



Góry Saltfjellet. A ja patrząc na to zdjęcie wciąż widzę Kościelec :)



Rzeka, a może dopływ jakiejś innej o nazwie Gubbeltædno



Rzeka Gubbeltædno wiła się wzdłuż naszej drogi



A tuż nad nami utworzyła się gigantyczna chmura



W drodze do kręgu polarnego - wzgórza Saltfjellet



Ogródek pod oknem ;)


I wreszcie zatrzymaliśmy się przy budynku po środku pustkowia, a właściwie w górach Saltfjellet, a dokładniej w Saltfjellet – Svartisen National Park. Tu zostało oficjalnie otwarte  13 lipca 1990 r., The Arctic Circle Center. Placówka ta kryje w sobie restaurację serwującą dania, z których słynie północ Norwegii, kino, sale wystawowe oraz duży sklep z pamiątkami. The Arctic Circle Center znajduje się ok. 680 m n.p.m. tuż przy drodze E6, dlatego nikogo nie dziwi fakt zatrzymujących się tu turystów. Jednak wszystko tu czynne jest tylko w sezonie, tj. od 1 maja do 5 października.


Budynek The Arctic Circle Center



Zorzy polarnej na kole polarnym nie było, za to zobaczyłam tęczę :)



Góry Saltfjellet w pobliżu koła polarnego



Silne wiatry poszarpały norweskie flagi



Otoczenie The Arctic Circle Center



Jedyna okazja, by zobaczyć Duśkę Kos robiącą jaskółkę na kole polarnym ;) Takie rzeczy tylko w Cudownym Świecie ;) :)



Krąg polarny w Norwegii, inaczej koło podbiegunowe i jego środek


Nie zdążyłam wejść do sklepu z pamiątkami, ponieważ przy dużym, uśmiechniętym trollu, pilnującym wejścia, zatrzymał mnie pracownik, który usilnie zabiegał, by pobawić się moim aparatem. No cóż, skoro chciał i tak ładnie się przymilał, pozwoliłam mu zrobić zdjęcie. Radośnie dołączyły do mnie Ania z Martyną. Niestety to, co potem zobaczyłam w kadrze pozostawiam bez komentarza. No jak można uciąć takiego sympatycznego trolla???  Grunt, że we trzy złapałyśmy tzw. głupawkę i bez słów zapozowałyśmy wszystkie z trollem, przyprawiając mu rogi J.


Ja i troll. I kto ma tu większą zacieszkę?



Zdjęcie z trollem ;) A tu taki psikus nam ten troll zrobił...

Na zewnątrz wszyscy spacerowali wśród ułożonych kamiennych kopczyków. Znów powróciło mi wspomnienie o zamienianych w kamień trollach, które nie zdążyły schować się przed promieniami słońca. Tym razem na niebie pojawiła się tęcza.


Kopczyki z kamieni na kole polarnym



Duśka pod tęczą na kole polarnym! Radość...



Krąg polarny w Norwegii


Koło podbiegunowe czy też krąg polarny to równoleżnik ziemski o szerokości geograficznej 66˚33'39"N (to ten na półkuli północnej). Koło podbiegunowe jest w ciągłym ruchu i zmienia swoje położenie. Na szczęście te różnice są niewielkie i odbywają się na przestrzeni wielu lat. W dniach przesilenia letniego (czerwiec) lub zimowego (grudzień) słońce przez całą dobę znajduje się pod horyzontem. Występuje tam wówczas noc polarna. Słońce przez ponad 24 godziny jest poniżej linii horyzontu, ale jego promienie nadal trafiają do wyższych warstw atmosfery, gdzie ulegają rozproszeniu, tworząc zmierzch. To dlatego noc polarna nie jest tak ciemna jak zwykła noc, którą znamy. W odwrocie do nocy polarnej jest dzień polarny. Wtedy słońce przez co najmniej 24 godziny nie chowa się za linią horyzontu. Na biegunach noc i dzień polarny trwają do 6 miesięcy. Taka ciekawa zależność.


Góry Saltfjellet w kierunku skąd przyjechaliśmy



Otoczenie The Arctic Circle Center - widok ze wzniesienia z kamiennymi kopczykami



Widok w kierunku Szwecji


W okolicy The Arctic Circle Center można odnaleźć dwa pomniki wojenne: Rosji i Jugosławii z okresu II wojny światowej. Niestety nie mam pojęcia dlaczego akurat te dwa państwa (dziś już jedno nie istnieje na mapie świata) ma tam swoje pomniki. Rosję tłumaczy może bliska odległość?


Pomnik z okresu II wojny światowej



Napis na pomniku jest po norwesku i po (chyba) serbsku, a głosi mniej więcej, iż pomnik został wzniesiony dla towarzyszy z obozu na kole podbiegunowym przez przyjaciół z Mo i Rana 24 czerwca 1945 r.



Krąg polarny


Spacerowałam pomiędzy kopczykami z kamieni i myślałam, że jeszcze rok wcześniej nie przypuszczałam, że Duśka znajdzie się na krańcu świata, czyli na kole polarnym. Choć z polarnikami zaznajomiłam się przy okazji mojej wizyty w fantastycznym muzeum Fram (Link tu), to przez myśl mi nie przeszło, że moje nogi będą spacerować po kole podbiegunowym! Fajne uczucie.


Przy Arctic Circle Center


Czas nas gonił, więc znów znaleźliśmy się w samochodzie. Tym razem naszym celem była miejscowość Skutvik, gdzie planowaliśmy dostać się na prom. Zgodnie ustaliliśmy, że darujemy sobie podróż do Bodø, gdzie przeprawa promem na Lofoty trwałaby około 5 godzin. Trochę szkoda, bo miasto to słynie z kilku rzeczy: po pierwsze miasto to, za swoją siedzibę obrały sobie orły bieliki, które można obserwować bez problemu; po drugie odkryto tu trzecie pod względem wieku ryty skalne; po trzecie mają tu najstarszy odkryty w Norwegii instrument muzyczny, który można zobaczyć w muzeum (choć nie wiem jaki); po czwarte to w Bodø znajduje się najsilniejszy prąd morski na świecie, a po piąte – zimą z molo w porcie można podziwiać zorzę polarną. Jako, że na to ostatnie raczej nie załapalibyśmy się o tej porze roku, dlatego nadłożyliśmy drogi lądem, by krócej płynąć promem. Kiedy to się udało i samochód stanął w luku, było już ciemno.


Niby się zmierzcha, ale nie do końca



Teoretycznie zachód słońca, choć jeszcze przez jakiś czas było jasno



Wjechaliśmy na prom już po ciemku



Na promie



Studiowałam mapę. Gdzieś tu dopłyniemy...


Wykorzystaliśmy prawie 2 godziny rejsu na odpoczynek i przytrenowanie oka. Niestety podróżowanie o tej godzinie wykluczyło ten najważniejszy moment, na który tak bardzo liczyłam. Myślałam, że z pokładu promu zobaczę te mityczne olbrzymy wystające z wody. Po ciemku i przy zmęczeniu nie było mowy o zachwycie.
Zanim dojechaliśmy do campingu zaczynało już świtać. Około trzeciej w nocy rozbijaliśmy namiot. Sprawnie i szybko zapakowaliśmy się w śpiwory.


Nasz wielogwiazdkowy hotel



Camping Ørsvågvær. Brązowy domek za fontanną, po jednej nocy spędzonej pod namiotem, był nasz ;)

To była kolejna krótko przespana noc, podczas której wszyscy zmarzliśmy, a ja po raz kolejny szłam do łazienki na sztywnych z zimna nogach i przez dłuższą chwilę musiałam się najpierw rozgrzać, zanim zaczęłam poranną toaletę. Tym razem spałam we wszystkim w czym spać mogłam, wliczając w to zwykłe spodnie, polar i kurtkę. Wszyscy zgodziliśmy się z dopłatą do domku, w którym spędziliśmy kolejne noce. Przynajmniej było ciepło i jak się później okazało – sucho. Ale póki co, po rozchyleniu płachty naszego wielogwiazdkowego hotelu, naszym oczom ukazało się niebieściutkie niebo i one… strome góry Lofotów. Na razie te z otoczenia campingu w Ørsvågvær.


Pierwszy widok po wyjściu z namiotu



Lofoty z otoczenia campingu Ørsvågvær - tu z widokiem na zatokę Eidosen



Camping Ørsvågvær



Domki na campingu nad samą zatoką Eidosen



Można i camperem - wygodny sposób na nocleg (płaci się za miejsce i możliwość skorzystania z ogólnej kuchni i łazienek)


Dzięki słonecznej pogodzie, decyzja została podjęta błyskawicznie. Dziś dzień trekkingowy! Szybkie śniadanie, formalności z domkiem i już byliśmy gotowi do drogi. A więc, Lofoty – przybyliśmy! A ja myślałam o tym, że spełnia się mój sen o Lofotach. Kurz z marzenia zaczął sfruwać cienką warstwą, która ulotniła się gdzieś na styku gór z niebem.


C.d.n. …

sobota, 10 listopada 2018

100 lat niepodległej Rzeczypospolitej

Niepodległa…

Sto lat temu wielkie święto. Po 123 latach bycia pod zaborami, wreszcie wszelkie bunty, sabotaże, walki i potyczki dyplomatyczne zmieniają się z utopii w coś, co nadawało sens życiu. Dawało NADZIEJĘ na spokojniejsze życie w wolnej Polsce.





Data nie była przypadkowa. 11 listopada 1918 r. podpisano w wagonie kolejowym w lasach Compiègne traktat pokojowy, który stwierdzał ostateczną klęskę Niemiec i koniec I wojny światowej.
Nie trudno domyślić się jak wielką była radość zmęczonych Wielką Wojną (tak wówczas o niej myślano i mówiono) ludzi.




Dziś, dzięki wielu osobom zaangażowanym w odzyskanie niepodległości, także tym, którzy pod kolejną niemiecką i potem radziecką okupacją starali się dodawać otuchy i nie pozwalali zagasić WIARY, mówię duże DZIĘKUJĘ!
Dziękuję, że mogę żyć w wolnej Polsce. I choć przede wszystkim z tymi czasami wiążemy Naczelnika Józefa Piłsudskiego, to myślę też o tych anonimowych uczestnikach wydarzeń, żołnierzy, ludności cywilnej, młodzieży, która pod osłoną nocy pisała hasła niepodległościowe na ścianach budynków.
Dziękuję, że dzięki Nim, mogę dziś podróżować po kraju bez przepustek, w dowolnych godzinach, bez strachu, że nie zdążę dotrzeć do celu podróży przed czasem.




Za co kocham Polskę? Za wszystko.
Za nasze zalety jak otwartość, gościnność, zwykłą, ludzką życzliwość. Za przepiękne położenie geograficzne na mapie świata. Za wywalczony dostęp do morza, za ukochane moje góry, za rzeki, lasy i jeziora. Za grzyby, ryby i kapustę kiszoną. I przede wszystkim za chleb i sól. Za folklor, gwary i ludowe stroje. Za upór i konsekwencję w działaniach, by następnym pokoleniom było lepiej. Kocham Polskę za własny język. Za Chopina i Grechutę, stare, dobre zespoły jak Bajm czy Perfekt i obecne młode muzyczne talenty.
Polskę kocham też za wady. Za zadziorność, kombinowanie i cwaniakowanie, które dziedziczyliśmy od pokoleń. Za kolejne remonty dróg, którymi się poruszam, bo wierzę, że za jakiś czas będę nimi przemieszczać się szybciej i lepiej. Za bezmyślność w działaniu, by zamiast najpierw coś przeanalizować, to rzucamy się "na żywioł". Jest potem wesoło, no bo jak inaczej może być, gdy głupota wychodzi na wierzch. Kocham mój kraj za drogie rzeczy, na które mnie nie stać i dzięki temu tłumaczę sobie, że przecież ich nie potrzebuję.







Można by tak wymieniać długo. Ale jestem dumna z tego, że jestem Polką i gdziekolwiek mnie los rzuca, staram się godnie reprezentować nasz kraj. Przekonuję wszystkich, że nie tylko  ŚWIAT jest CUDOWNY. CUDOWNA  jest też POLSKA.





Apeluję o wspólne świętowanie naszej Niepodległej. Bez podziałów politycznych, rasowych, wyznaniowych czy ideologicznych. Niech chociaż w tym dniu przeważy nasza MIŁOŚĆ do naszej wspólnej Ojczyzny. Bo tylko ci, którzy ją utracili, wiedzą, z jakim trudem przychodzi jej odzyskanie.





Wszystkiego najlepszego Polsko! Wszystkiego najlepszego Rodacy!


                                                      Z miłością...

                                                                                                          Wasza Dusia