Mają Szwedzi rozmach,
czyli rzecz o okręcie wojennym z XVII w.
Kiedyś Szwecja zalała nasze tereny i wywiozła co lepsze za morze. To Szwedom zawdzięczamy mnóstwo zamkowych ruin w Polsce. Minęły wieki i odgryźliśmy się za Potop Szwedzki. Teraz to my zalewamy Szwecję i w ogóle całą Skandynawię, w poszukiwaniu lepszego życia. Żaden Szwed przy zdrowych zmysłach nie wyprowadzi się ze swej bogatej ojczyzny, no chyba, że się zakocha. Z tym trudno dyskutować. (Nawiasem mówiąc zaczęłam pisać ten post, kiedy Król i Królowa Szwecji byli akurat z oficjalną wizytą w Warszawie.) Ale czasem trafiają się takie wyjątki, które nie zamierzają w Szwecji ani pracować, ani mieszkać. Chcą ją tylko odwiedzić i zobaczyć coś fajnego. Dzień dobry, to ja. :)
Panie i Panowie, przedstawiam słynny okręt wojenny Vasa.
Został on zbudowany na polecenie króla Szwecji Gustawa II Adolfa, który osobiście zatwierdził wymiary okrętu. W 1626 roku rozpoczęła się jego budowa, a pracowało przy niej 400 mężczyzn i kobiet. Okręt był wysoki na 52 metry i długi na 69 metrów. Ważył 1200 ton. Ale co się dziwić. Posiadał trzy maszty, dziesięć żagli, 64 armaty. To przecież swoje waży. Miał być szwedzkim produktem flagowym Szwedów do prowadzenia wojny.
Miał wytrzymać i odpierać ataki armat wroga oraz niesprzyjające warunki pogodowe. Ale takie przedsięwzięcie to nie mebel z Ikei, który szybko poskładasz i służy Ci przez lata. To właśnie pogoda stała się katem dla tej jednostki pływającej.
10 sierpnia 1628 roku Vasa wypłynął spod zamku, mając otwarte wszystkie otwory strzelnicze, a nawet oddając salwę honorową. Nikt nie przewidział tego, co stało się chwilę później. W wyniku silnego podmuchu wiatru, statek niebezpiecznie przechylił się na bok. Zdołał się wyprostować, lecz kolejny podmuch wiatru ponownie go przechylił. Do otwartych otworów zaczęła wlewać się woda. Mimo szybkiej interwencji załogi, statek nabierał coraz więcej wody i katastrofy nie dało się uniknąć. Wielki kolos przewrócił się i zatonął podczas swojego pierwszego rejsu. Zginęło co najmniej 30 osób ze 150 znajdujących się na pokładzie. Ci co przeżyli, to tylko dlatego, że większość znajdowała się na górnym pokładzie i również do brzegu nie było daleko. Rozbitkom pomogły także inne łodzie, które pływały w pobliżu kolosa. Dziś wiemy, że okręt był po prostu za ciężki by móc się podnieść z przechyłu. W XVII w. jeszcze tego nie wiedziano. Poza tym był źle zbudowany i źle sterowany. Jego środek ciężkości nie znajdował się w odpowiednim miejscu.
Vasa przewoziła 120 ton kamieni jako balast. To nie wystarczyło, aby statek mógł poradzić sobie nawet z lekkim szkwałem. Przy silniejszych wiatrach potrzeba było znacznie więcej balastu, ale wówczas luki działowe byłyby zbyt blisko linii wodnej. Kadłub powinien być nieco szerszy i głębszy. Przy tak wąskim i płytkim kadłubie, przechył statku spowodował jego zatonięcie.333 lata zalegał na dnie morza w porcie sztokholmskim. Wreszcie miłośnik wraków statków Anders Franzén odnalazł go w 1956 roku. Rok później rozpoczęły się żmudne prace przygotowujące do wyciągnięcia Vasy z morza.
Dopiero w 1961 roku okręt został wyłowiony, odrestaurowany, zakonserwowany i wystawiony ku uciesze gawiedzi tłumnie odwiedzającej, specjalnie dla statku zbudowanego, muzeum. Obecnie okręt Vasa to najlepiej zachowany XVII w. okręt na świecie. Jest bogato zdobiony setkami rzeźb, dawniej złoconych i choć kolory niegdyś intensywne, dziś nieco wyblakły, nadal robią wrażenie. Kolory nie były przypadkowe. Królewska czerwień symbolizowała króla, jego międzynarodową siłę i ambicję. Statek jest w 98% złożony z części oryginalnych.
Rzeźby ludzkie na statku to rzymscy legioniści. Stoją na straży na galeriach. Wojownicy uzbrojeni są w miecze, tarcze, włócznie i łuki.
Nawiązanie do Imperium Rzymskiego wynikało z zamiłowania króla Gustawa II Adolfa do tego okresu. Król stawiał Imperium Rzymskie za wzór dla wszystkich mocarstw i w ten sposób chciał też przedstawić Szwecję jako równą Cesarstwu Rzymskiemu.
Oryginalna rzeźba lwa na dziobie statku, rzucającego się naprzód. Lew trzyma między łapami herb rodu Wazów. Lew - symbol odwagi, siły i władzy królewskiej
Rzeźby przekazywały przesłanie, że statek należy do Gustawa II Adolfa i jest on prawowitym królem Szwecji.
Każda rzeźba głosiła potęgę, majestat i chwałę króla. Pokazywały również, że Bóg był po stronie Szwecji.
Rzeźby były równie ważne jak działa okrętu wojennego. Nie każdy potrafił odczytać symbolikę klasycznych postaci, ale większość rozpoznawała królewski herb, rycerzy, i szwedzki herb narodowy, a także cherubiny i bohaterów biblijnych.
Rzeźba "Wróg Polski, pogardzany pies" - człowiek pod ławką to karykatura upokorzonego polskiego szlachcica. Zgodnie z polską tradycją, oszczerca był zmuszony do wczołgania się pod ławkę, szczekania jak pies trzy razy i błagania o litość. Rzeźba miała przypominać załodze, jak powinni myśleć o wrogu. A pamiętajmy, że Polska była wrogiem dla Szwecji i odwrotnie.
Replika wojownika rzymskiego jako wielkodusznego obrońcy. Rzymski wojownik stoi w pozycji obronnej na głowie lwa, a u jego stóp znajduje się pies. Lew pozwala żyć irytującemu i niegrzecznemu psu. Rzeźba wskazuje, że Gustaw II Adolf, obrońca Szwecji jest tak samo miłosierny wobec swoich wrogów, jak lew wobec psa.Najbardziej zdobiona jest rufa statku. Najlepiej patrzy się na nią z kondygnacji 5,6 i 7 muzeum. Z ostatniego 7 piętra jest zresztą najlepszy widok na cały statek.
Że też ktoś to zbudował, ozdobił i pomimo upływu czasu i działania prądów morskich, nadal zachwyca...Z kolei na 5 kondygnacji można poczuć się jak na pokładzie statku, ponieważ zrekonstruowano tu model górnego pokładu działowego w skali 1:1. Również na tym piętrze zlokalizowano armaty i broń palną uratowane z okrętu Vasa a także życie na morzu i wszystko co się z nim wiąże.
Wokół statku na kilku piętrach znajdują się wystawy opowiadające o historii okrętu Vasa, o samym statku jako jednostce pływającej, wreszcie o ludziach i społeczeństwie szwedzkim z okresu początku XVII w. Wszystko to zebrane i opisane na podstawie znalezisk, źródeł i badań naukowych. Nad rekonstrukcją statku działały sztaby ludzi, od pracowników fizycznych, wyciągających obiekt z morza, przez archeologów, historyków i badaczy poszczególnych specjalności.
Wokół statku na kilku piętrach znajdują się wystawy opowiadające o historii okrętu Vasa, o samym statku jako jednostce pływającej, wreszcie o ludziach i społeczeństwie szwedzkim z okresu początku XVII w. Wszystko to zebrane i opisane na podstawie znalezisk, źródeł i badań naukowych. Nad rekonstrukcją statku działały sztaby ludzi, od pracowników fizycznych, wyciągających obiekt z morza, przez archeologów, historyków i badaczy poszczególnych specjalności.
Również wnętrze kabiny było dekorowane rzeźbami, w tym przypadku grajków, którzy przywodzili na myśl radość życia i beztroski czas wolny
Vasa mogła przenosić do 30 dział na dolnym pokładzie działowym, 14 po stronie burty i 2 na rufie. Pokład ten był także przestrzenią życiową dla ponad połowy marynarzy i żołnierzy okrętu, którzy byli tu także z żonami i dziećmi. Prawdopodobnie ponad 250 osób spało na pokładzie między działami.
Jak duży był to okręt, może świadczyć perspektywa, w której ludzie przy okręcie są niemalże jak mróweczki Życie codzienne na okręcie nie należało do najłatwiejszych. Było trudne i wymagające. W czasie działań wojennych jednocześnie na statku pracowało, spało, jadło i razem mieszkało 450 mężczyzn. 300 z nich było żołnierzami, a 150 marynarzami. Większość z nich mieszkała na górnym i dolnym pokładzie działowym, śpiąc po 7 osób pomiędzy armatami. Jedzono ze wspólnych misek, pito ze wspólnych kufli, natomiast łyżki każdy miał własną, wnoszoną na pokład. Wyżywienie składało się z chleba, owsianki i mięsa, suszonych ryb i grochu. Mięso było mocno solone, w XVII w. była to najbardziej znana metoda konserwowania żywności. Aby wypłukać sól z organizmu, każdy miał do dyspozycji 3 litry piwa. Piwo nie ulegało zepsuciu tak szybko jak beczkowana słodka woda.
Oficerowie jadali osobno, mieli własne jedzenie podane na zastawach stołowych. Zakwaterowani byli w lepszych kajutach, z prawdziwymi łóżkami, meblami i niezbędnymi wygodami.
Oficerowie jadali osobno, mieli własne jedzenie podane na zastawach stołowych. Zakwaterowani byli w lepszych kajutach, z prawdziwymi łóżkami, meblami i niezbędnymi wygodami.
Czas wolny od służby spędzano na cerowaniu ubrań, spaniu, lub też graniu w gry lub gry planszowe, palono także tytoń. Wśród odnalezionych we wraku artefaktów, wydobyto zestaw do starej gry w "tryk-traka". Najprawdopodobniej należała ona do jakiegoś oficera.
W takim kotle gotowano posiłki dla załogi - jest to replika żelaznego garnca, który stawiało się na palenisku
Wyciągnięta z wraku gra planszowa "Tryk-Trak" (obecnie gra ta jest popularna np. w Turcji czy Maroku)Na pokładzie okrętu panował smród. Kwestie higieny nie były stawiane na pierwszym miejscu. W skutek tego wszelkie choroby szybko się rozprzestrzeniały wśród załogi. Najczęściej umierano na statku na skutek silnych przeziębień, wirusów układu pokarmowego, szkorbutu, tyfusu czy czerwonki. Ulżyć w cierpieniu mogła tylko jedna osoba, cyrulik, który miał podstawową wiedzę medyczną, a zajmował się najczęściej goleniem i strzyżeniem.
Wiosną 1628 roku viceadmirał Henryk Fleming i jego eskadra złożona z 10 okrętów, rozpoczęli blokadę wybrzeży Polski. W lipcu choroby zbierały już obfite żniwo. Mężczyźni byli wtedy na pokładzie już od 3 miesięcy. Fleming opisał warunki panujące 27 lipca: "Niektórzy cierpieli na straszne choroby kości, inni na febrę, a jeszcze inni na szkorbut. Niektórym mężczyznom puchną głowy i szyje tak bardzo, że nie mogą nosić, ani mówić. A niektórzy mężczyźni puchną jak kłody. Niektórym nogi kurczą się i kaleczą w kolanach. A szkorbut sprawia, że wypadają im zęby".Miesiąc po katastrofie ruszył proces i domagano się winnych śmierci tylu osób. 7 mężczyzn z Vasy i stoczni zostało wezwanych na ważne śledztwo. W archiwach nie znaleziono żadnego werdyktu. Zarzuty jakoby załoga była pijana, zostały obalone, również fakt, że nikt nie zawinił z powodu zaniedbania. Statek był zbudowany jak większość innych w tamtych czasach. Tylko przyjaciel króla, admirał Fleming zwracał uwagę na niestabilność statku. Ale nie miało to już żadnego znaczenia, gdyż zagłada pływającego galeonu przebiegła bardzo szybko.
Kopia protokołu z rozprawy przeprowadzonej na Zamku Królewskim 16 września 1628 roku w Sztokholmie (Oryginał z Archiwum Państwowego)Dziś, znając już sposoby budowy i wyporności statków, oparte na analizach matematycznych, wiemy jak uniknąć katastrofy, a jednak wciąż zdarzają się one zarówno w stoczniach jak i na morzu.
Kolejność zwiedzania wystaw można wybrać samodzielnie. Wszystkie eksponaty zawierają opisy zarówno w języku szwedzkim jak i angielskim. Dodatkowo w całym muzeum dostępna jest darmowa sieć bezprzewodowa, dzięki czemu można korzystać z audioprzewodnika na telefonie lub tablecie, który można pobrać ze strony muzeum. Oczywiście słucha się na słuchawkach. Audioprzewodnik jest dostępny w różnych językach, w tym także w polskim, co znacznie ułatwia zwiedzanie i rozumienie tego, co się ogląda. Komentarz jest dość obszerny, więc jeśli się chce odwiedzić muzeum i słuchać, należy poświęcić na to znacznie dłuższy czas. Niestety ja, po wysłuchaniu kilku "przystanków" musiałam przerwać, bo nie zobaczyłabym tego, co miałam jeszcze w planie na ten dzień.
Kolejność zwiedzania wystaw można wybrać samodzielnie. Wszystkie eksponaty zawierają opisy zarówno w języku szwedzkim jak i angielskim. Dodatkowo w całym muzeum dostępna jest darmowa sieć bezprzewodowa, dzięki czemu można korzystać z audioprzewodnika na telefonie lub tablecie, który można pobrać ze strony muzeum. Oczywiście słucha się na słuchawkach. Audioprzewodnik jest dostępny w różnych językach, w tym także w polskim, co znacznie ułatwia zwiedzanie i rozumienie tego, co się ogląda. Komentarz jest dość obszerny, więc jeśli się chce odwiedzić muzeum i słuchać, należy poświęcić na to znacznie dłuższy czas. Niestety ja, po wysłuchaniu kilku "przystanków" musiałam przerwać, bo nie zobaczyłabym tego, co miałam jeszcze w planie na ten dzień.
Na pokładzie Vasy znajdowały się także kości ludzkie. Część z ofiar pochowano, a część posłużyła do badań. Tu widoczny szkielet niezidentyfikowanego mężczyzny, którego nazwano Adam.Za to załapałam się na pokaz filmu w języku polskim (ok. 20 min.) na temat okrętu Vasa. Zaskoczyło mnie ile osób przyszło na "polską" godzinę. Część mówiła po polsku, natomiast inni turyści chyba nie bardzo. Ciekawa jestem jaki był ich odbiór, kiedy wiadomo, że polski do najłatwiejszych języków nie należy ;) No ale w końcu przekaz był jasny, chodziło o statek.
Pierwsze wrażenie po wejściu do muzeum to mroczne miejsce, w którym słychać pogłos odwiedzających. I chłód. Ale jest on potrzebny, ponieważ statek musi być przechowywany w stałej temperaturze ok.18⁰ C. Jakiś sweterek na grzbiet może być chwilami potrzebny.
Muzeum zlokalizowane jest na wyspie Djurgården, gdzie są także inne muzea i atrakcje, w tym wesołe miasteczko. Polecam zatem wybrać się tam i spędzić cały dzień odwiedzając kolejne placówki. A te warte są zwiedzania, a przybliżę je w kolejnych postach za jakiś czas.
Muzeum zlokalizowane jest na wyspie Djurgården, gdzie są także inne muzea i atrakcje, w tym wesołe miasteczko. Polecam zatem wybrać się tam i spędzić cały dzień odwiedzając kolejne placówki. A te warte są zwiedzania, a przybliżę je w kolejnych postach za jakiś czas.
Podsumowując: miejsce warte odwiedzenia i absolutnie numer jeden w trakcie wizyty w stolicy Szwecji. Mając do porównania muzeum statku Vasa w Sztokholmie oraz muzeum statku Fram w Oslo, wygrywa ten drugi, gdyż można go zwiedzić od górnego pokładu po maszynownię. Ale... to dwa zupełnie inne światy! Jeden stanowił o potędze floty wojennej Szwecji, drugi o potędze w odkryciach polarnych Norwegii. Dwa różne statki z odmiennym przeznaczeniem, których powstanie dzieliło kilkaset lat. Mimo wszystko Vasa budzi zachwyt i naprawdę jest co tam robić. Z pewnością nie będziecie się nudzić.
Do zobaczenia!


































































