Polanicki
tryptyk,
czyli o szukaniu
czasu minionego
Ten uśmiechnięty Papay (drugi od lewej) to mój szalony i wesoły Tatuś, czyli Wiesiek. Na tej fotografii, zrobionej zapewne podczas wypadu do Polanicy jeszcze nie wie, że zakocha się na zabój w tej drobnej i nieśmiałej blondyneczce Wiesi, siedzącej jako druga osoba z prawej strony. Tak, to moja Mamusia Wiesia, uśmiechnięta i pełna planów na życie...
Ci piękni przedwojenni i powojenni ludzie siedzą na tej samej barierce, która teraz skryta jest w cieniu drzewMoja Mamusia stoi na tej poniższej fotografii bokiem. Żaden z Panów nie potrafił zlokalizować miejsca. Wyraźnie widać spalony duży budynek. Gdzie? No właśnie...pozostanie to zagadką. Myślałam, że na zdjęciu jest dr med. Józef Matuszewski, który jako pierwszy zaczął stosować mleczko pszczele w chorobach wieku podeszłego, a miejscowe wody mineralne wykorzystywał w leczeniu chorób układu pokarmowego, serca i krążenia. Panowie jednak stwierdzili, że to nie jest główny lekarz uzdrowiskowy. No, a poza tym, jaki związek miałaby moja Mamusia z lekarzem, znanym i szanowanym w Polanicy?
Znów wędrowałam po parku zdrojowym. O matuchno, jak tu można odpocząć! Ptaki śpiewały jak oszalałe, po żwirowych alejkach przechadzali się kuracjusze. Czas jakby zatrzymał się w miejscu. Pomyślałam sobie, że warto byłoby wrócić tu na dłużej. Ja przyjechałam tu jedynie na pięć dni, w dodatku z misją poszukiwawczą.
Rzeźba misia polarnego z 1910 roku upamiętniająca hipotetyczną granicę lądolodu w okresie zlodowacenia. Skandynawski lodowiec dotarł aż do Polanicy i się tu zatrzymał.
Fontanna "Dzbany", ale niestety słabo działająca. Samo miejsce bardzo przyjemne, ponieważ wokół jest park różaneczników. Kiedy kwitną, musi być tu pięknie...Park dzieli się na trzy części. Pierwsza typowo zdrojowa z pijalnią wód skupia większość turystów i kuracjuszy. Ale nieco dalej znajduje się Park Leśny i Park Szachowy. Cichy, spokojny, z mniejszą ilością ludzi. Park powstał na pamiątkę zawodów szachowych, Memoriału Akiby Rubinsteina, rozgrywanego od 1963 roku. Arcymistrz szachowy był Polakiem, żydowskiego pochodzenia. Zyskał światową sławę ze względu na swoją grę w szachy i ruchy, które określane są dziś jako warianty Rubinsteina.
Zastanawiałam się, ilu znanych nam ludzi poznali moi Rodzice, kiedy tu się uczyli. To, że uczyli się w Gimnazjum Zdobienia Szkła i jednocześnie przyjaźnili razem z Panią Ireną Santor (wówczas Wiśniewską), to wiem. Zresztą w moim rodzinnym domu piosenki Pani Ireny były słuchane. Dla moich Rodzicieli z pewnością miały inny wydźwięk. Ale do Polanicy przyjeżdżali ludzie kultury i literatury jak Maria Dąbrowska, Mieczysław Jasturn, Julian Przyboś, Miron Białoszewski, Mieczysław Fogg, Mieczysława Ćwiklińska. Aktorka zresztą objęła honorowy patronat nad Teatrem Zdrojowym. Czy poznali się ze sławnymi ludźmi? Czy w ogóle bywali w teatrze zdrojowym? Nie wiem, czy byłoby Ich stać na bilet na wybrany spektakl... Te i inne pytania pozostaną w sferze domysłu. Już nikt mi, na nie, nie odpowie.
Spacerując po polanickich ulicach, odkryłam małe sympatyczne niedźwiadki, które na wzór wrocławskich krasnali, przycupnęły w kilku miejscach miasta. Samo ich szukanie dostarczyło wiele frajdy. Wiem, że w październiku przybyły dwa kolejne, ale już mnie to ominęło niestety ;)
Spacerując po polanickich ulicach, odkryłam małe sympatyczne niedźwiadki, które na wzór wrocławskich krasnali, przycupnęły w kilku miejscach miasta. Samo ich szukanie dostarczyło wiele frajdy. Wiem, że w październiku przybyły dwa kolejne, ale już mnie to ominęło niestety ;)
Nie umiem grać w szachy, ale może właśnie zastosowałam wariant Rubinsteina, skoro miś na mnie patrzy zdziwiony... :)W ramach poznawania różnych polanickich zakątków, weszłam także na Wzgórze Marii (428 m n.p.m.) Przed wojną był to cel wycieczek kuracjuszy, bo oferował ładny widok na miasto. Teraz stok jest zalesiony, zabudowany coraz większą ilością domków jednorodzinnych, ale nadal jest w tej części miasta cicho i spokojnie. Drzewa przyjemnie szumiały, a ja zastanawiałam się, czy Rodzice tu się wspinali, by spojrzeć na miasto z innej perspektywy.
Na Wzgórzu Marii znajduje się kapliczka z obrazem Najświętszej Maryi Panny. Są ławeczki, więc można spokojnie pomodlić się, gdy zachodzi potrzeba. Albo po prostu odpocząć chwilę i posiedzieć w ciszy. W niedalekiej odległości jest też wieża widokowa, jednakże widoki z niej w sumie żadne. Drzewa przesłaniają panoramę. Ale przez chwilę można wtopić się w otaczającą zieleń i stać się częścią natury.
Po takiej uczcie duchowej poszłam do Huty Szkła "Barbara". Kultywuje ona stare tradycje szklarskie. Z przyjemnością posłuchałam małego wykładu i pokazu wytopu małej figurki. Fascynujące, ale bardzo ciężkie zajęcie. Kiedyś w każdym domu można było spotkać kryształowe salaterki, półmiski, kieliszki, patery, a także popularne kolorowe szklane ryby, które dziś nazwalibyśmy "durnostojką". A kiedyś stały na telewizorach lub w regałach i jeszcze w dodatku na dzierganych przez nasze matki czy babcie, serwetach. Dziś w sklepiku działającym na terenie huty, można nabyć szklane cudeńka. Od wymyślnych figurek, po całe zestawy kieliszków, wazonów i innych przedmiotów tak użytkowych jak i dekoracyjnych. Nie przeszłam obojętnie koło tych cudowności i w drodze kupna nabyłam szklanego kwiatka i cukierka. Mam teraz dodatkowe "durnostojki" w domu, ale kiedy na nie patrzę, wspominam Rodziców.
Huta Szkła Artystycznego "Barbara" działała do 2018 roku, kiedy to wygaszono piece i zlikwidowano zakład. Obecnie jest to Manufaktura Szkła "Barbara".
Nie mogłam się zdecydować, którego kwiatka sobie kupić, ostatecznie padło na jeden z tych śliczności :)
Serce każdej huty - piec szklarski. Ten został uruchomiony w latach 90. XX w. i działał do likwidacji huty w 2018 roku. W piecu tym mieściło się aż 5 ton masy szklarskiej (widocznej na zdjęciu), z której można było wyprodukować do 10.000 kieliszków. Przy piecu pracowało się w ruchu ciągłym, nawet na trzy zmiany.
Flagowy produkt Zbigniewa Horbowego (na zdjęciu) - kieliszki Lotos. Zbigniew Horbowy był w latach 70. XX w. dyrektorem artystycznym huty. Prowadził eksperymentalne studio projektowe, w którym pracowano nad nowymi kolorami masy szklanej.
Współczesne piece do wytopu surówki, z której powstają różne kształty. Wciąż jednak płuca hutnika i jego zręczne ręce są niezbędne.To w hucie odbyłam ciekawą rozmowę z Panem, który pokazywał proces tworzenia szklanych kształtów, ich dekoracji i wybarwiania.
Kiedy powiedziałam, że moi Bliscy tu się uczyli, że chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej, Pan uśmiechnął się i smutno stwierdził, że teraz to już nie ma o czym rozmawiać, bo nie ma nic, co by świadczyło o dawnej świetności zakładu i tamtej huty. Mimo to rozmowa jakoś się przeciągała, Pan opowiadał o swoich czasach, kiedy się uczył i odbywał praktyki w hucie "Sudety", zlikwidowanej ostatecznie w 2014 roku, a więc 30 lat po śmierci Rodziców. No ale to były już lata późniejsze. Dowiedziałam się, że internat był nieco dalej położony, nie przy samej szkole, która początkowo mieściła się w pałacu. Kiedy moi Rodzice tam mieszkali, internat był koedukacyjny, do jednej klasy trafiały dzieci różne wiekowo, a wszystko to po to, by wyrównać braki i szanse edukacyjne. Za czasów Pana, który ze mną rozmawiał, internat był już dzielony na część żeńską i męską. I w zasadzie to kolejny okruszek do historii moich Bliskich.
9 grudnia 1955 roku Wiesia i Wiesio wstąpili w związek małżeński i jak te dwa zapatrzone w siebie gołąbki przeżyli ze sobą 29 lat.
9 grudnia 1955 roku Wiesia i Wiesio wstąpili w związek małżeński i jak te dwa zapatrzone w siebie gołąbki przeżyli ze sobą 29 lat.
Długo, długo myślałam, że to jedyne zdjęcie ślubne moich Rodziców. Prawda jest taka, że to było jakieś wesele i dla hecy założyli Mamie welon. Tata chyba się rozmarzył... :)Odeszli w 1984 roku w odstępie dwóch miesięcy. Mamusia w czerwcu, a Tatuś w sierpniu.
Uwielbiam to zdjęcie. Wieśki wyglądają przez okno i patrzą w jednym kierunku. Wierzę, że właśnie tak patrzyli na mnie z góry, gdy chodziłam po Polanicy i Szczytnej...Pozostawili 28 letnią Anię, która miała już swoją rodzinę oraz 9 letnią Dusię, która pisze teraz te słowa. Tworzy swoją własną historię, wciąż myśląc, jakby to było, gdyby Rodzice nie wrócili po szkole do Warszawy, a zostali w Polanicy... Tego również nigdy się już nie dowie.
Koniec












































