Polanicki
tryptyk,
czyli o szukaniu
czasu minionego
Tak wiele pytań pozostanie mi bez odpowiedzi. I choć mieszkańcy Polanicy i Szczytnej bardzo chcieli pomóc, to jednak wciąż tak mało wiem.
Zaczęło się od mojego spaceru po Polanicy-Zdroju. Bardzo chciałam zobaczyć to miasto oczyma moich Rodziców i Chrzestnego, ale przecież nie można tego zrobić. Po tylu latach wiele się zmieniło, choć ja z pomocą dobrych ludzi odnalazłam te miejsca, które mam na, zaledwie kilku, czarno-białych fotografiach, które zostały mi po moich rodzicielach.
Polanica-Zdrój to głównie osiedla willowe, a domy co jedne, to ładniejsze. Nie dziwię się, że mój Chrzestny chciał zakupić tu dom, który skupiałby dawnych kolegów i koleżanki. Szkoda, że nie wyszło...Pierwszą osobą, która uruchomiła serię telefonów "do przyjaciół" w mojej sprawie, była Pani ze sklepu z pamiątkami (przepraszam, nawet nie zapytałam o imię, jak zresztą wszystkich) , do którego weszłam po cukierki krówki. Od słowa do słowa i machina poszukiwawcza ruszyła :) A sklep ten mieści się w ciągu galerii pod najbardziej znanym domem zdrojowym, tzw. Wielką Pieniawą.
Polanica została gminą miejską po II wojnie światowej, w 1946 roku zmieniono jej nazwę z wsi Puszczykowo Zdrój na Polanica-Zdrój.
Rozwój Polanicy zaczął się w XIX w. od nowego właściciela miasta, kupca kłodzkiego Josepha Grolmsa, który ocembrował jedno z pięciu źródeł ("Józef"), które wówczas wybijały w Polanicy i wzniósł dom zdrojowy w postaci drewnianych łazienek (czyli zakładu kąpielowego ze źródlaną wodą). Okoliczne pola zamienił w ogrody. Gotowy przepis na sukces.
Rozwój Polanicy zaczął się w XIX w. od nowego właściciela miasta, kupca kłodzkiego Josepha Grolmsa, który ocembrował jedno z pięciu źródeł ("Józef"), które wówczas wybijały w Polanicy i wzniósł dom zdrojowy w postaci drewnianych łazienek (czyli zakładu kąpielowego ze źródlaną wodą). Okoliczne pola zamienił w ogrody. Gotowy przepis na sukces.
Alejka prowadzi na niewielkie wzniesienie, gdzie usytuowana jest altanka nad ujęciem wody źródlanej "Wielka Pieniawa"
Ujęcie wody "Wielka Pieniawa". Muszę przyznać, że jak nienawidzę tych wszystkich zdrojowych wód, to ta wyjątkowo mi smakowała. Jest po prostu pyszna. W dodatku za darmo, z czego liczni kuracjusze korzystali napełniając swoje butelki. Kolejni właściciele wznieśli łazienki murowane. Już w 1840 roku poszła fama, że Polanica ma wodę skuteczną na "słabości podbrzusza". To wystarczyło, by ruszyła lawina rozwoju kolejnej infrastruktury kąpielowej i zdrojowej. W 1879 roku zaczęto wykorzystywać miejscowe złoża borowiny. Liczba kuracjuszy wzrosła trzykrotnie. Jeszcze bardziej powiększyła się, gdy w 1890 roku uruchomiono linię kolejową z Kłodzka. Na początku XX w. Polanicę nabył radca handlowy Georg Haase. To on przyczynił się do znacznego rozwoju uzdrowiska, budując nową pijalnię wód, zakładając rozległy park otaczający dom zdrojowy oraz teatr. Tym samym Polanica stała się bardziej miejska, choć z zabudową domków w stylu szwajcarskim.
Źródła Charlotty już nie ma. Fontanna została zlikwidowana. Ale towarzystwo stoi przy barierce, która została też uchwycona na zdjęciach mojej Mamy
Przy źródle Charlotty. Ta uśmiechnięta blondyneczka - druga od prawej - to Wiesia, moja Mamusia w towarzystwie swoich koleżanek. Dziś w tym miejscu jest pusty plac...
Oczywiście najbardziej znaną powojenną postacią, która tu się uczyła i z estradą związała swoje życie, była Irena Wiśniewska, dziś znana pod nazwiskiem Santor. Kto wie, może dziś byłaby moją "przyszywaną" ciocią...
Wiesia stoi druga od prawej, obok stoją zapewne koledzy i koleżanka ze szkoły, a w tle te same okna Pijalni, które uchwycono na fotografiiNajbardziej okazałym budynkiem jest sanatorium Wielka Pieniawa, którą otworzono w 1906 roku. I był to wówczas najnowocześniejszy budynek na Śląsku, zarówno jeśli chodzi o wyposażenie, jak i elektryczność. Zresztą w latarnie wyposażono także park zdrojowy. Wraz z rozwojem części leczniczej, rozrosło się miasto pod względem mieszkalnym. W okresie międzywojennym większość budynków użyteczności publicznej zostało zmodernizowanych. Polanica stała się najmodniejszym kurortem w Sudetach.
Podświetlana fontanna - wieczorem efekt świetlny połączony jest z dźwiękami muzyki, choć nie dane mi było to usłyszeć
Ławeczka prof. Zbigniewa Horbowego, znanego artysty plastyka, który w 1959 roku obronił swoją pracę dyplomową w Hucie Szkła "Sudety" (to już czasy po moich Rodzicach) oraz dra Wiesława Malki, naczelnego lekarza uzdrowiska (choć był w wieku moich Rodziców, to jego działalność przypadła już po Ich wyjeździe z Polanicy)W czasie II wojny w miejsce kuracjuszy pojawili się pacjenci szpitali, zlokalizowanych w budynkach sanatoryjnych. I byli to w istocie ranni żołnierze niemieccy. Dlatego też miasto nie ucierpiało bardzo w czasie wojny, gdyż stacjonowali tam naziści.
To tłumaczyłoby dobry stan budynków, w których można było po ustaniu działań wojennych, zorganizować internat dla uczniów Szkoły Zawodowej - Gimnazjum Zdobienia Szkła, do którego, jak już wspomniałam trafili moi Rodzice i mój Chrzestny.
Żeby podążać Ich śladami, wybrałam się przez Szczytnik (589 m n.p.m.), który leży na granicy Gór Stołowych i Gór Bystrzyckich i stanowi spacerowy szlak łączący Polanicę-Zdrój ze Szczytną Śląską.
Żeby podążać Ich śladami, wybrałam się przez Szczytnik (589 m n.p.m.), który leży na granicy Gór Stołowych i Gór Bystrzyckich i stanowi spacerowy szlak łączący Polanicę-Zdrój ze Szczytną Śląską.
I choćbym podążał ciemną...wróć - piekielną doliną... to na Piekielnej Przełęczy zrobię sobie przerwę ;)
Kamienne Krzesła, a w zasadzie bardziej fotele ;) Wciąż towarzyszyła mi tu myśl, czy młode Wieśki siadały na tych kamieniach...Po drodze odbiłam lekko w lewo, by przejść przez leśną Kalwarię. Stan jej pozostawia wiele do życzenia.
Myślę, że w czasie młodości Wiesi, Wieśka i Jurka, szlak ten był przez Nich wielokrotnie przemierzany, zwłaszcza, że na szczycie góry wznosi się malowniczy neogotycki Zamek Leśna. Duży, zbudowany w latach 30. XIX w. służył początkowo jako siedziba mieszkalna hrabiego Leopolda von Hochberga, po jego śmierci zmieniał właścicieli, a po wojnie zorganizowano tu dom pomocy społecznej dla niepełnosprawnych intelektualnie mężczyzn. Dopiero po jego likwidacji udostępniono zamek zwiedzającym, a stało się to w 2020 roku.
Szczytna Śląska - tu wszystko się zaczęło... Na pierwszym planie pozostałości po Hucie Szkła Kryształowego "Sudety"
Po dawnej Hucie Szkła Kryształowego "Sudety" pozostał jedynie jeden komin i fragment kotłowni. Kiedyś tętniło tu życie i powstawały tu cudeńka...
To zdjęcie przedstawia najprawdopodobniej Panią Irenę Santor, wówczas Wiśniewską razem z kolegą Edkiem (?), który zostawił dedykację na odwrocie. Dlaczego to zdjęcie trafiło do mojej Mamusi i czy nie była to jakaś omyłkowa dedykacja - to także pozostanie tajemnicą...
Niby na odwrocie dedykacja dla Wiesi... Od Edzoju czyli Edka? To jakieś przezwisko było? Kolejna zagadka...Nie miałam czasu, żeby zwiedzić zamek, czego ogromnie żałuję, ale Pani bileterka na zamku była drugą osobą, która w mojej sprawie wykonała telefony do znajomych. Szkoda, że nie udało mi się wrócić do Niej i powiedzieć, że drzwi Biblioteki w Szczytnej zamknęły się tuż przed moim przyjściem.
Zeszłam do Szczytnej, pokręciłam się trochę po niej, niestety Bractwo Rycerskie Matki Bożej Królowej Pokoju, które zrzesza ludzi interesujących się historią Szczytnej, było zamknięte. Z przykrością patrzyłam, jak po dawnej Hucie Szkła Kryształowego "Sudety", został jedynie komin i fragment kotłowni. A przecież tu odbywały się praktyki uczniów, zapewne i moi Rodzice tu przychodzili na halę wykonać jakieś szlify. Z dawnej szkoły, która mieściła się na początku w pałacu, teraz trwał remont, więc też nie mogłam wejść i zapytać. Zresztą pałac nadal pełni funkcję szkoły, ale już nie zawodowej. Dawny budynek internatu szkolnego, który dawał schronienie wojennym dzieciom, też już został wyburzony. W głowie miałam same znaki zapytania. Ludzie w Szczytnej, choć życzliwi i chcieli mi bardzo pomóc, to jednak nie potrafili. Coraz mniej wśród żywych tych, którzy pamiętają czasy powojenne.
Zeszłam do Szczytnej, pokręciłam się trochę po niej, niestety Bractwo Rycerskie Matki Bożej Królowej Pokoju, które zrzesza ludzi interesujących się historią Szczytnej, było zamknięte. Z przykrością patrzyłam, jak po dawnej Hucie Szkła Kryształowego "Sudety", został jedynie komin i fragment kotłowni. A przecież tu odbywały się praktyki uczniów, zapewne i moi Rodzice tu przychodzili na halę wykonać jakieś szlify. Z dawnej szkoły, która mieściła się na początku w pałacu, teraz trwał remont, więc też nie mogłam wejść i zapytać. Zresztą pałac nadal pełni funkcję szkoły, ale już nie zawodowej. Dawny budynek internatu szkolnego, który dawał schronienie wojennym dzieciom, też już został wyburzony. W głowie miałam same znaki zapytania. Ludzie w Szczytnej, choć życzliwi i chcieli mi bardzo pomóc, to jednak nie potrafili. Coraz mniej wśród żywych tych, którzy pamiętają czasy powojenne.
Herb Szczytnej Śląskiej: kwiaty pełnika europejskiego oraz kielich i świerk. Herb nawiązuje do przemysłu szklarskiego w samym mieście i okolicach
Niegdyś stał tu stary renesansowy dwór z 1545 roku, który przebudowano w stylu klasycystycznym w XIX w. Na początku wieku XX mieściła się tu szkoła i zdaje się, że także tu mieli zajęcia moi Rodzice, choć pewności nie mam. Do 2008 roku była tu szkoła podstawowa, obecnie obiekt w remoncie i nie wiem, jakie będzie przeznaczenie tego budynku.
Absolwenci Gimnazjum Zdobienia Szkła 1949/1950 na tle Pałacu. Nie mam pewności, czy ten wysoki szczupły chłopak z ciemną czupryną, stojący po prawej stronie, nie jest przypadkiem moim Tatusiem. Myślałam też, że jedna z drobnych blondyneczek to moja Mamusia, ale po zbliżeniu jednak ma inne rysy twarzy. Chłopak pierwszy z lewej to chyba ten Edek "Edzoju". Zdjęcie pochodzi ze strony facebookowej Szczytna po 1946 roku. Źródło: https://www.facebook.com/photo/?fbid=26702437712721934&set=g.807024757538489
Stałam tam i patrzyłam... Kiedyś miejsce, gdzie moi Rodzice kształcili się w zawodzie, gdzie odbywali praktyki, gdzie było życie... Teraz jedynie pozostał komin i fragment kotłowni....
Dla kontrastu: to samo miejsce w marcu 2006 roku. Zdjęcie: Tomasz Bladyniec - Praca własna, CC BY 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=180126806Moje stopy wciąż bolały. Kiedy spojrzałam ponownie na Szczytnik, żeby wrócić przez zamek do Polanicy, miałam wrażenie, że w ogóle mi eksplodują. W związku z tym poczłapałam na stację kolejową, by ten jeden przystanek przejechać koleją. Siedziałam na pustej stacji w poczekalni, która była niegdyś gwarna, tym razem cisza dźwięczała mi w uszach. Zastanawiałam się, ile razy czekali tu moi Bliscy, żeby wybrać się do pobliskiej Polanicy-Zdroju na wycieczkę, na randki, na wodę zdrojową... Zamknęłam oczy. Czułam Ich obecność, jakby chcieli mi coś przekazać, ale nie potrafiłam tego odczytać. Może po prostu tylko cieszyli się, że przyjechałam po latach w miejsce, gdzie czuli się dobrze? A ja myślałam dlaczego, u licha, nie zostali w Sudetach, miałabym bliżej w góry :)
Wsiadłam do pociągu i przejechałam przystanek. Wysiadłam na zmodernizowanej stacji w Polanicy-Zdroju. Musiałam spory kawałek iść piechotą do centrum, gdzie miałam swoją kwaterę. Jeszcze odwiedziłam Panią ze sklepu z pamiątkami i zdałam relację z mojego wypadu do Szczytnej. A potem już tylko zaległam na łóżku. Nogi przypomniały mi, że to miał być leniwy urlop.
To nie koniec moich poszukiwań śladów Rodziców. Kolejny dzień przyniósł następne rozmowy z dobrymi ludźmi. Co ciekawe, rozniosła się wieść o moim pobycie, że nie jestem taką zwykłą turystką. Łażę po mieście z archiwalnymi zdjęciami i szukam. To może można mi pomóc. I sami z siebie mnie odnaleźli. Heh, sława mnie wyprzedza ;) Ale o tym w ostatniej części polanickiego tryptyku.
c.d.n. ...
































































