Zdarzyło się 84 lata temu…
"...Tylko ten kraj, który oddaje cześć i pamięć swoim bohaterom, może liczyć na poświęcenie i ofiarność następnych pokoleń..."
(słowa majora rezerwy Leona Pająka, dowódcy placówki "Prom" na Westerplatte, w dniu otwarcia Izby Pamięci w Wartowni nr 1, 29 czerwca 1974 r.)
Także przyszedł czas, kiedy jako dorosła osoba zaplanowałam w końcu ten punkt na mapie Polski, jako obowiązkowy podczas wakacji. A okazja nadarzyła się we wrześniu 2022 roku, kiedy wracałam z norweskiego Stavanger do Gdańska, gdzie zostałam przez jeszcze dwa dni.
Napis, który wita zaraz po przypłynięciu na półwysep. I żeby nie było wątpliwości, że to polski skrawek ziemi, jest przepasany białą i czerwoną wstęgą, namalowaną na betonie
Co nie co o kapitulacji obrońców Westerplatte i ich dalszych losach. Na wystawie można zobaczyć też przedmioty, jakie wykonywali jeńcy wojenni w obozach, do których trafili po przegranych walkach na Westerplatte.
Wśród pamiątek po majorze H. Sucharskim, zachował się odręczny list, pisany z Westerplatte, do jego siostrzenicy
Rodzina majora H. Sucharskiego (konkretnie jego siostra Anna) przekazała w darze również jego neseser toaletowy
Zazwyczaj pod pomnikiem układane są kwiaty i znicze - światło dla tych, co pozostali na wiecznej warcie
Rejsowi towarzyszą ciekawe opowieści o mijanych statkach, obiektach, budynkach, często historycznych
Także przyszedł czas, kiedy jako dorosła osoba zaplanowałam w końcu ten punkt na mapie Polski, jako obowiązkowy podczas wakacji. A okazja nadarzyła się we wrześniu 2022 roku, kiedy wracałam z norweskiego Stavanger do Gdańska, gdzie zostałam przez jeszcze dwa dni.
1 września 1939 r. Tą datę znamy wszyscy. Co bardziej uświadomieni, zdawali sobie sprawę z nadchodzącej nawałnicy, ale pewnie do końca łudzili się, że jednak Niemcy pójdą po rozum do głowy. Nie poszli i zaatakowali. Z niemieckiego pancernika padły strzały w kierunku Westerplatte, gdzie mieściła się polska jednostka wojskowa. No nic nie nauczyli się hitlerowcy z historii, kiedy ich przodkowie ponieśli klęskę pod Grunwaldem. Nie podnosi się ręki na słabszego, bo może okazać się, że trafi się na biblijnego Dawida, który pokonał Goliata. Harriett Jackson Brown Jr. (albo i sam Napoleon Bonaparte) powiedział kiedyś, że "można przegrać bitwę, by wygrać wojnę". I tak też się stało po 1 września 1939 r. Polska przegrała pierwsze starcie z Goliatem, by ostatecznie, sześć lat później wygrać całość zmagań niemieckich nad przejęciem panowania.

Wersja oficjalna w historii brzmi, że II wojna światowa zaczęła się od wystrzału z pancernika Schlezwig - Holstein w kierunku Westerplatte, ale wiadomo już, że kilka minut wcześniej wojska III Rzeszy wkroczyły bez zaproszenia do Polski, a ich samoloty zbombardowały o świcie, zaspaną ludność Wielunia.
W Polsce zaczął się sześcioletni okres terroru, bestialskiej agresywności, upokarzania, zniewalania i mordowania. Na Westerplatte, 1 września 1939 r., zaczęła się bohaterska obrona skrawka lądu, na której umieszczona była Wojskowa Składnica Tranzytowa (WST), a w niej amunicja i sprzęt, który pozwolił na obronę przez siedem dni. W obronie uczestniczyło około 205 żołnierzy, załogi WST.
Działaniami obronnymi dowodził ówczesny komendant Składnicy, major Henryk Sucharski. Mówi się, że w obliczu klęski przeszedł załamanie nerwowe i odsunięty przez żołnierzy, funkcje dowódcy przejął jego zastępca, kapitan piechoty, Franciszek Dąbrowski. Jak tam było naprawdę, to tylko wiedzą ci, co uczestniczyli w obronie. Wiadomo, że po wojnie historia była zmieniana i fałszowana, dlatego nie należy się do niej odnosić jak do absolutnego faktu. Sucharski chciał skapitulować już drugiego dnia, nie widząc szans na zwycięstwo, zaś Dąbrowski chciał walczyć do ostatniego tchu. Być może zadziałało tu pochodzenie obu Panów lub też doświadczenie wojskowe. Prawdziwe jest to, że 7 września 1939 r. major H. Sucharski skapitulował wobec coraz cięższych ran i wycieńczenia swoich żołnierzy i braku pomocy z zewnątrz. Miał posłuch u swoich ludzi, więc poszli za swoim dowódcą. Jeszcze na początku wojny, Niemcy zachowywali się honorowo i wszyscy obrońcy, którzy przeżyli walki, trafili do obozów jenieckich. Sucharskiemu okazano szacunek i pozwolono zachować pas oraz szablę. Zresztą Niemcy nie dowierzali, że ta garstka obrońców przy tak słabym wyposażeniu, mogła bronić się tak długo.
Dziś na Westerplatte znajduje się miejsce pamięci zarówno ofiar, jak i bohaterskiej obrony tego skrawka Polski. W planie jest budowa muzeum, będącego filią Muzeum Wojny w Gdańsku, powstał już cmentarz dla Westerplatczyków, gdzie sprowadzono z Włoch, prochy majora H. Sucharskiego.
Z całą pewnością, miejscem wartym zobaczenia, jest niewielki budynek Wartowni nr 1.
Ten punkt oporu o wymiarach 7 x 7 m i grubości murów 35 cm był miejscem zaciętych walk z nacierającymi od lądu Niemcami. Jest też symbolem waleczności żołnierzy, ich nieugiętej postawy w obronie Westerplatte.
W Wartowni nr 1 znajduje się Izba Pamięci. Jest kilka przedmiotów osobistych, karabiny a także mundur i szabla majora H. Sucharskiego. Nagrania z magnetofonów i multimedialna forma muzealna, pomagają zrozumieć i poczuć to, co wówczas rozegrało się w ciągu jednego tygodnia.



Nazwa Westerplatte (dawniej West Platte) pochodzi z języka niemieckiego i oznacza zachodnią wyspę (od słów west-zachód i platte-płyta, czyli wyspa). Jeszcze w XIX w. Westerplatte było wyspą, później już jako półwysep został włączony do Wolnego Miasta Gdańsk. Nazwę niemiecko brzmiącą zachowano jako symbol walki z okupantem.
Choć miejsce to kojarzy się jednoznacznie z walką z najeźdźcą niemieckim, to jednak wcześniej toczyło się tu życie prostego żołnierza. Na nieszczęście służba wypadła w podłym okresie. Ale w jednostce odbywały się zawody sportowe, inscenizacje teatralne czy też wycieczki do miasta. I chciało się pewnie powiedzieć "jeszcze chwila i do cywila". A tu przyszedł 1 września 1939 roku...
9 października 1966 r. odsłonięto monument mierzący 25 m, czyli Pomnik Obrońców Wybrzeża. Autorem pomnika jest prof. Adam Haupt, polski architekt. Postawiono go na 20 m kopcu i ma on kształt wyszczerbionego bagnetu wbitego w ziemię.
Cały pomnik ozdobiony jest płaskorzeźbami oraz wykutymi napisami, teksty których informują zwiedzających o obronie polskiego Wybrzeża w 1939 roku. Napisy dotyczą także akwenów wodnych i miejsc bitew morskich z okresu II wojny światowej, w których mieli swój udział polscy marynarze, ale także są tam upamiętnione inne ważne starcia z siłami wroga, jak np. bitwa pod Lenino czy bitwa pod Studziankami. Ponieważ pomnik wznoszono w latach "przyjaźni" polsko-radzieckiej, nie mogło zabraknąć na nim odniesień ku chwale naszych "wyzwolicieli". I tak na szczycie monumentu można zobaczyć, wyrytych w granicie, polskiego marynarza i rosyjskiego żołnierza z popularną "pepeszą" czyli bronią, jaką dysponowała wówczas Armia Czerwona.

Od tragicznych wydarzeń na Westerplatte mijają 84 lata. I zdało by się powtórzyć za ustawionym tam napisem: "Nigdy więcej wojny!". W kontekście toczącej się obok nas wojny na Ukrainie, napis ten wciąż jest aktualny i powinien nam brzmieć w uszach na przyszłość.
Na Westerplatte dostałam się zabytkowym statkiem "Lew", który ma swoje regularne rejsy na półwysep. Przy okazji można dowiedzieć się sporo ciekawych rzeczy od przewodnika na statku, a także... pośpiewać z nim szanty. Polecam gorąco. Powiem tyle, że w czasie rejsu, głowa latała mi w obie strony, tyle opowieści było do zobaczenia po obu stronach burty.

Na Westerplatte można się także wybrać autobusem miejskim. Pętla autobusowa jest praktycznie przy bramie prowadzącej na zabytkowy teren.
Jeśli więc, jak ja, nigdy nie było Was na Westerplatte, nadróbcie zaległości. Ja zrobiłam to na początku września, czym dodatkowo podkreśliłam rocznicę zmagań polskiej załogi z Westerplatte.
Chwała Bohaterom!
I nigdy więcej wojny!
W takich miejscach czas się zatrzymuje i człowiek też. Podoba mi się sposób w jaki przedstawiłaś to miejsce. Dawno nie byłem w Gdańsku i coraz więcej powodów pojawia się aby znowu tam wrócić. Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńJa też jakoś omijałam Gdańsk, bo częściej jeżdżę na południe kraju, czyli góry i pagóry. Ale wylot do Norwegii spowodował, że właśnie miałam powód, by się zatrzymać. A jutro znów jadę do Gdańska, by lecieć... do Norwegii oczywiście ;) Pozdrawiam serdecznie :)
UsuńUdanej norweskiej wyprawy :)
OdpowiedzUsuń