O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi.Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...

środa, 18 września 2013

Niemcy - Bawaria cz.3: Füssen, zamki Ludwika II Bawarskiego: Neuschwanstein i Hochenschwangau



B A W A R S K I E   O P O W I E Ś C I,

CZYLI O SZUKANIU FIOLETOWEJ KRÓWKI

13.07.- 19.07. 2013r


P A R Ę   S Ł Ó W   N A   W S T Ę P I E…


W zeszłym roku nie udał się wyjazd do Bawarii, była za to wspaniała wyprawa na Ukrainę. W tym roku uparłam się, a raczej byłam konsekwentna, że zrealizuję zeszłoroczne postanowienie i obejrzę sobie pomysły króla Ludwika II Bawarskiego. Król ten nazywany był „Szalonym” z racji swoich wizji, które wcielał w życie. W pewnym sensie jestem do niego podobna. Bo czy wyjazd z gorączką, bolącym gardłem i wyrywającym kaszlem można nazwać normalnym? Albo jazda do kraju, którego land słynie z piwa, kiedy się go nie lubi i nie pija? Nie, to zupełne szaleństwo. I co gorsza zamierzałam go właśnie urzeczywistnić. I poszukać milusiej fioletowej krówki na alpejskiej łące. Zatem witaj Bawario!



DZIEŃ 4:


Wstajemy dziś znowu o 7.00. Śniadanko także w takim samym zestawie. Radośnie idziemy do autokaru i kierujemy się w stronę bajkowych zamków króla Ludwika II Bawarskiego.

Kiedy przyjeżdżamy na miejsce, pierwsze, co rzuca się w oczy to tłum ludzi. Oooo… To dopiero szaleństwo stać w tym długim ogonku. My jednak mamy uzgodnioną godzinę wejścia jako grupa. Żeby nie powiedzieć: spodziewają się nas na zamkach dopiero popołudniową porą J Wobec tego pakujemy się znów w autokar i jedziemy do Füssen.

Miasteczko to całkowicie mnie zauracza. Chodzę po wąskich uliczkach i podziwiam kamienice.


Uliczka Füssen




 Kolejka turystyczna



 Kamienica na głównym deptaku



 Kolejna kamienica z głównego deptaka



 Urocze domki Füssen



 Domki Füssen



 Piekarnia i cukiernia Thomasa Schinagl



 Füssen



 Füssen



 Na jednym z uroczych placyków


Na głównym deptaku - Reichenstrasse - dokonuję szybkiej wypłaty z bankomatu i spokojnie dokonuję zakupu pocztówek. Chłonę atmosferę miasteczka.


Fontanna z wodą niezdatną do picia



 Fontanna z ruchomymi kamieniami



 Fontanna ze scenką rodzajową



 Jedna z rzeźb na placyku Füssen



 Budynek dawnej straży pożarnej



 Zabudowania ratusza



 Ratusz widziany z głównej spacerowej ulicy




Wejście do ratusza




 Na deptaku Füssen


Wchodzę na dziedziniec klasztoru – cisza i spokój, prawie nikogo tu nie ma. To barokowy zespół klasztorny św. Magnusa, wzniesiony w miejscu pochówku świętego.


Fontanna z pomnikiem św. Magnusa


Dawny klasztor benedyktyński swe początki ma ok. 750r i wiąże się z czasem działalności św. Magnusa. Dziś jest centrum duchowym, ekonomicznym i kulturowym a zabytkowe budynki są pod ochroną konserwatora.


Wejście do opactwa



 Klasztor oo. Benedyktynów



 Wejście do muzeum w klasztorze



 Zabudowania klasztorne



 Klasztor oo. Benedyktynów


Można zwiedzać wnętrza, ja jednak nie mam zbyt wiele czasu by zgłębiać tajniki klasztorne. Idę do kaplicy przyszpitalnej, pięknie dekorowanej.

Kaplica przyszpitalna


Kaplica ta zbudowana w 1748-49 jest w stylu rokokowym. W 1733r późnogotycki Szpital Przykościelny został zniszczony w pożarze. Odbudował go Franz Karl Fischer.
Wchodzę do środka. Otacza mnie cisza i błogostan. Wewnątrz kaplica jest równie piękna, co i na zewnątrz. Przyjemny chłód każe mi jeszcze chwilkę pobyć sam na sam z Najwyższym i moimi myślami.


Ołtarz kaplicy



 Wnętrze kaplicy

Potem jednak wychodzę na skwar. Idę na most Teresy. Tabliczka na nim głosi mniej więcej, iż „w 1818r nakazano władzom stanu rozebrać stary most Lecha, który przerwał się po powodzi. Nowy most otwarto rano 15 października 1826r. „Zakończony stoi jako pomnik narodowy otrzymawszy królewskie wsparcie i wzniosłą nazwę Teresy” Therese von Sachsen - Hildburghausen (1792-1854) była małżonką króla Ludwika I a od 1825r królową Bawarii. W 1971r nowy most żelbetonowy został otworzony dla ruchu.”


Tabliczka na moście

Tyle tabliczka, choć most historyczny, wygląda zwyczajnie. Za to z drugiego końca mostu pięknie widać klasztor oraz zabudowania starego zamku i murów miasta. W dole płynie rzeka Lech, nieprawdopodobnie zielona, jakby ktoś dolał do niej farby w odcieniu pastelowej mięty. Taki kolor to ponoć zasługa wapienia. Jest pięknie.


Zabudowa Füssen po drugiej stronie mostu



 Opactwo oo. Benedyktynów widziane  z mostu Teresy



 Rzeka Lech



 Stary zamek nad rzeką Lech



 Miętowa rzeka ;)

Wracam znów na deptak i boczne uliczki. Jestem całkowicie zakochana w tym miasteczku.


Jedna z uliczek Füssen



 Jeden z najstarszych budynków miasteczka, dawniej należących do szpitala



 Kolorowe kamieniczki



 Baszta zamkowa



 Mur starego zamku



 Mur zamkowy


Przychodzi jednak pora, iż muszę przemieścić się dalej.

Na pierwszy ogień idzie zamek Ludwika II, który jest tak bajkowy, że posłużył za wzór do Disnay’owskich kreskówek.


Zamek Neuschwanstein - widok z parkingu. Słońce było tak ostre, że zamek zlewał się ze zboczem góry.



Kolejka do kasy biletowej




Drzewko majowe


Zanim jednak dotrzemy do celu, swoje musimy odstać w kolejce do miejscowego autobusu, który wywiezie nas nieco w górę. Pakujemy się na dwa razy.


Autobus, którym dojeżdża się do mostu Marii


Potem idziemy do mostu Marienbrücke, skąd rozpościera się piękny widok na zamek Neuschwanstein. A na moście, zawieszonym nad przepaścią, mnóstwo ludzi tłoczy się przy wejściu na most. Głównie Azjatów, którzy jak wiemy, są wszędzie, nawet na Twoich zdjęciach.


Początek mostu


Wymijam zręcznie tłum, by okazało się, że od środka i pod koniec mostu jest prawie pusto. Robię zdjęcia sobie i komuś, ktoś robi zdjęcia sobie i mnie. Taka zasada. Nie może być inaczej, bo każdy chce mieć taki ładny landszafcik w swoim albumie.


Zamek Neuschwanstein - widok z mostu



 Na moście



Pod mostem huczy wodospad, nad mostem śpiewają ptaki.


Wodospad, do dołu daleko...



Marienbrücke widziany z zamku Neuschwanstein



 Z zamku widać jak wysoko zawieszony jest most


 Zamek z tej perspektywy wydaje się masywny, niemalże jak obronna twierdza. I w niczym nie przypomina tego filmowego. Raczej takiego, który pojawia się w dziewczęcych marzeniach i snach o księżniczkach i księciach. Takiego trudnego do zdobycia.



Zamek Neuschwanstein



 Zamek Neuschwanstein



Miasteczko widziane z mostu Marii

Idziemy zatem zmierzyć się z wizją szalonego króla. Na umówioną godzinę wchodzimy na zamek. Tu również nie można robić zdjęć wewnątrz, więc robię notatki.


Pierwszy widok na zamek z drogi dochodzącej do budowli



Zamek od frontu




Przed wejściem do baśniowego zamku



Wejście do zamku



 Jedyne miejsce gdzie można robić zdjęcia w środku, to dziedziniec zamkowy



 Zwieńczenie bramy wejściowej


Zamek Neuschwanstein oznacza Zamek Łabędzi. Należy uważać z wymową nazwy, bowiem „schwan” po niemiecku znaczy łabędź, natomiast „schwein” to świnia. Przy wymowie jest różnica zaledwie jednej literki a nazwa ulega przeobrażeniu J


Zamek Łabędzi jak z bajki

Budowla jest jedną z najbardziej znanych na świecie. Prace nad nią trwały między 1869-1886 i do tej pory pozostała nieukończona. Dla Ludwika II zamek był pomnikiem kultu życia średniowiecznego. Pierwowzorem był gotycki zamek w Wartburgu.

Zamek w jesiennej szacie



Zamek Neuschwanstein i jego masywne mury



 Pod murami zamku



 Mury zamku Neuschwanstein

Przechodzimy wzdłuż korytarza, gdzie mieściły się pokoje służby. Schodami spiralnymi wchodzi się na górę. Również po tych schodach wchodził król. Wchodzimy do dość ciemnej sali z malowidłami. Potem wchodzimy do Sali Tronowej, dzieła Ludwika II. Wzorem była Hagia Sophia z Istambułu. Tron miał stać na kamiennym podwyższeniu. Naprzeciwko siebie mieszczą się naturalnych rozmiarów obrazy, a właściwie malowidła, św. Krzysztofa i Archanioła. W kopule mamy niebo, na podłodze mozaikę z antycznymi wzorami. Boczne ściany otoczone są kolumnami, z czego te w górnej części są niebieskie a więc, w ulubionym kolorze króla.


Sala Tronowa

Przechodzimy teraz do części osobistej króla, w której mieściły się jego pokoje. Ta część była ogrzewana. Najpierw przechodzimy przez pokój kamerdynera. Wokół pełno kobiercy i tkanin, do których król Ludwik przywiązywał dużą wagę.

Sama sypialnia królewska jest dość ciemna, zaprojektowana w stylu gotyckim. Łóżko jest jak ołtarz, wszędzie widać drewniane detale. Na ścianach malowidła z Tristiana i Izoldy, którymi król był oczarowany. Jako hojny mecenas Wagnera, Ludwik II lubował się w romantycznych historiach. Również w jego sypialni można zobaczyć fotel z pulpitem do czytania. Król Bawarii lubił tak spędzać wolne chwile.


Sypialnia królewska

Garderoba jest w malowidłach. Na stole stoi szkatuła na klejnoty. Drzwi są pięknie rzeźbione.

Salon króla również mroczny. Sufit jest w pięknej boazerii. Ściany poświęcone są rycerzowi św. Graala – Loengrinowi. Pod sufitem są herby bohaterów. Powtarza się motyw łabędzia. To w niego został zamieniony młodzieniec, który towarzyszył Loengrinowi. Na koniec sztuki zostaje odczarowany.

Na zamku jest mała sztuczna grota. Była to nowość techniczna, bo grota była podświetlana. Była to Grota Wenus. Z niej można było podziwiać ogród zimowy.

Podążamy dalej do gabinetu Ludwika II Bawarskiego. Tu centralne miejsce zajmuje biurko, przy którym czytał akta i pisał listy.

Korytarzem, w którym na uwagę zasługują żyrandole, bowiem są w kształcie koron, przemieszczamy się do Sali Śpiewaków. Sufit tej sali nawiązuje do sali na zamku Wartburg. To właśnie ta sala była hołdem dla kultury rycerstwa średniowiecznego. Nigdy jednak nie była wykorzystywana jako sala na przedstawienia. Szczytem szaleństwa był fakt, że była ona oświetlana świecami tylko dla króla.

Nieoczekiwanie wchodzę do małej sali i mam oddać słuchawkę. Jak to? To już? Taki wielki zamek i tylko tyle zobaczyłam? Czuję niedosyt. I małe rozczarowanie. Schodzę więc w kierunku wyjścia. Po drodze przechodzę jeszcze przez zamkową kuchnię, która jednak jest tak porządnie wyczyszczona i lśniąca, jakby tu nikt nigdy nie gotował.


Zamkowa kuchnia

Dziś dzień schodów. Jakieś 300 prowadzi mnie na dół do wąwozu Poellat. Dopiero stąd widać jak wysoko jest zawieszony mostek.


Zejście do wąwozu Poellat



 Połowa drogi do dna wąwozu


Moczę ręce w zimnym potoku i czas wracać na górę.


Przy potoku płynącym dnem wąwozu Poellat


Znowu ok. 300 schodów. A miało być jakieś 100… Docieram na górę, by spokojnie asfaltową drogą zejść w dół. Jeszcze kilka zdjęć.


Widok spod zamku



 Wieża zamku z pięknym elementem zdobniczym przedstawiającym św. Jerzego zabijającego smoka


Jeszcze jedno spojrzenie na zamek i już jestem na parkingu.


Zamek widziany z parkingu



Parking

Przed nami drugi zamek, który należał do ojca. W nim wychowywał się Ludwik II.


W drodze do Hochenschwangau



 Zamek Hochenschwangau

To Hohenschwangau. Wydaje się o wiele mniejszy, jakby nowszy. W istocie jest mniejszy, ale dużo bardziej mi się podoba.






 
















Zamek widziany z parkingu


Pierwszy widok z drogi dochodzącej do zamku




Na zamku



 Zamek Hochenschwangau



 Dekoracje zdobiące zamkowe mury



 Zamek Hochenschwangau


Znów nie można robić zdjęć. Ale tu wnętrza są jasne. W nich czułabym się o wiele lepiej. Jakoś tak niedepresyjnie. Spróbuję więc, choć w kilku słowach przybliżyć poszczególne komnaty zamku.

Zamek Hohenschwangau był początkową twierdzą rycerską. W 1830r Maxymilian Bawarski (ojciec Ludwiczka II) odkrył ruiny i kazał je przebudować. Powstał w ten sposób uroczy zameczek w górzystym terenie.


Zamek widziany z drogi do Neuschwanstein



 Żółty zamek Hochenschwangau w otoczeniu zieleni



 Góry, zielone zbocza, jezioro i zameczek



 Zamek Hochenschwangau

Wchodzimy do środka.


 Wejście do zamku


Po spiralnych schodach dochodzimy do sali bilardowej. Zarówno stół jak i wszystkie meble są w stylu neogotyckim i stanowią oryginalne wyposażenie zamku. Zamek uchodził za letnią rezydencję królewską. W sali tej oddawano się relaksowi, grano w bilard i rozmawiano.

Obok znajduje się jadalnia rodziny. Sufit w niej jest rozgwieżdżony, wykończony pozłacanymi stiukami w gotyckie elementy. Po środku herb, na którym widoczny jest lew bawarski i orzeł pruski. Wiązały one ślub Maksymiliana Bawarskiego i Marii Pruskiej. Malowidła ścienne przedstawiają legendę o młodzieńcu zamienionym w łabędzia.


Korytarz będący jadalnią

Przechodzimy do komnaty królowej Marii, w której można zobaczyć jej popiersie z brązu i obok fotografie jej synów Ottona i Ludwika.

Sypialnia królowej jest kolorze niebiesko-czerwonym, wyposażona w piec i kryształowe lustro.

Tuż obok znajduje się pokój królowej przeznaczony do czytania. Wypełniają go malowidła, w tym Marcina Lutra, który tu znalazł schronienie. W wykuszu znajduje się ołtarzyk polowy.

W gabinecie królowej, jasnym, żółtym pokoju, znajduje się puchar złocony z emaliowanymi herbami rodowymi rycerzy, którzy złożyli się na ten dar. Malowidła ścienne zostały namalowane na tynku i pokryto je pokostem. Są piękne.

Wreszcie jesteśmy w salonie królowej. Tu dominuje żyrandol z łabędziami ze srebra. Obrazy na ścianach namalowane zostały na płótnie. Na stoliku stoi kopia studni Ludwika. Ona jest również ze srebra.

Wychodzimy z części poświęconej królowej i kierujemy się do męskiej części zamku. Król Maksymilian zlecił elektryfikację zamku oraz polecił wbudować windę w zamkowej klatce, która teraz nie jest używana. (Hohenschwangau nadal pozostaje w rodzinie Wittelsbachów, choć jest udostępniony turystom do zwiedzania).

Wchodzimy do sali bankietowej. Jest to największa sala na zamku. Malowidła w niej przedstawiają zwycięstwa rycerza celtyckiego. W takich wnętrzach ucztowano, świętowano ważne wydarzenia, bawiono się.

Kolejnym pomieszczeniem jest garderoba króla. Ludwik II wykorzystywał tą komnatę jako pokój muzyczny. Tu stoją organy w formie pianina, przy którym ponoć grywał sam Richard Wagner, który zresztą miał na zamku swój pokój. Salonik muzyczny utrzymany jest w tonacji niebieskiej. W wykuszu również mieści się ołtarz polowy.

Pokój muzyczny króla z pianinem Wagnera


Sypialnia króla jest nieco ciemna, ponieważ król Maksymilian kochał noc. Dlatego między innymi sufit ma nocne malowidła. Również z pięknie malowanych ścian obrazy„wchodzą” na sufit. Zaciera się tu granica między ścianami a sufitem. Oklejone tapetą drzwi – jedne prowadziły do toalety, gdzie „król chadzał piechotą” J, drugie natomiast do pokoju królowej. Niestety nie zdradzono nam jak często Maksio używał tych drugich.


Sypialnia królewska

Przechodzimy więc, do pokoju króla, który był przeznaczony do czytania. Malowidła w tej komnacie przedstawiają dzieje dynastii Löwe. W wykuszu widoczny fotel do czytania z pulpitem na książkę. To, co może budzić zdziwienie czy zaskoczenie, to to, co widzimy na stole. A jest tym oryginalny chleb z solą z 1891r (!) Witano nim delegacje na zamku. Co ważniejsze chleba nie pokrywa pleśń ani żaden nalot. Obrazek ten wywołuje sporą dyskusję, co jadamy w tej chwili, że czasem samo chce wyjść z lodówki… Chemia, chemia, chemia. Dawniej jadano zdrowiej. Niestety nie wiem czy chleb zachował swą świeżość i zapach J bowiem jest ukryty pod szklaną gablotką. I tak jesteśmy pod wrażeniem żywności z przed tylu lat.

We wszystkich pokojach sypialnych łóżka mają ok. 1,90cm oraz piece kaflowe bardzo niskie. Tego dowiadujemy się w pokoju, który jest ponoć pokojem Wagnera. Skromne pomieszczenie, przez które przechodzimy do pokoju mieszkalnego króla, gdzie w wykuszu znajduje się sekretarzyk i fotel. W pokoju tym na stole stoi wielka szkatuła, dar od rycerstwa, z kości słoniowej z emaliowanymi dekoracjami. Malowidła naścienne przedstawiają życie rycerskie. W kącie pokoju stoi dar 155 rodzin bawarskich z okazji ślubu Ludwika II (do którego jednak nie doszło) i jest nim tarcza, miecz i buzdygan, wykonane ze srebra.

Schodzimy krętymi schodami, przeznaczonymi dla służby, na dół. Znów jesteśmy na dziedzińcu.


Fontanna w ogrodzie zamku Hochenschwangau



 Kolejna fontanna oczywiście z dominującym elementem, czyli łabędziem



 W ogrodzie zamkowym



Królewska Łaźnia




 Zamek Neuschwanstein widziany z tarasu zamku Hochenschwangau


Wchodzę do sklepiku z pamiątkami w zabudowaniach zamkowych. I okazuje się, że to dawna kuchnia. Na dodatek fragment jej został odtworzony, jakby życie w zamkowej kuchni właśnie się toczyło. Stoją też kucharz i kucharka w uniformach, wokół leżą warzywa, z których najpewniej powstanie smaczna zupka J Biegnę za grupą żałując, że nie zrobiłam zdjęcia tej kuchni. Jakże inaczej wyglądała od tej „wyczyszczonej” z zamku Neuschwanstein.


Wyjście z zamku



 Detale nad wyjściem




I jeszcze ostatnie spojrzenie na zamkowe mury



Sufit pod bramą wyjściową



Wychodzimy z zamku


Schodzimy uroczym zielonym wąwozem nad jezioro Alpsee. Tu robimy krótki postój, by podelektować się widokami. Przyszła pora na rozstanie z tym miejscem.


Schodzimy wąwozem w dół...



 ...prosto nad urocze jezioro



 Jezioro Alpsee



Bawarskie królewskie muzeum


Niby wydawało się, że dziś do zwiedzenia są tylko dwa zamki, ale czas tak szybko biegł, że nawet nie zauważyłam, że to już 17.00. Znów w autokarze dzielenie się wrażeniami, potem przysypianie i ok. 19.00 docieramy do naszego hotelu.


Przed drogą dojazdową do naszego pensjonatu

Górskie powietrze swoje robi, kolacja pochłonięta z każdego talerza. Pucharki – po smacznym deserku, w postaci witaminowej sałatki owocowej – puste. Dzięki temu, że koleżanka Ania, która siedzi przy stole obok, nie jada takich rzeczy, załapuję się na drugą porcję. (Pozdrowienia dla Ani i jej Mamy) Jeszcze tylko herbatka, przygotowanie się na jutro i sen. Jutro pośpimy dłużej, bo do 7.30 J Słyszę dzwonki u krówek pasących się na łąkach. Fioletowej wciąż nie znalazłam. Ale będę szukać dalej. Z tym mocnym postanowieniem zapadam w sen.


C.d.n....


6 komentarzy:

  1. Super reportaż. Byłem tam w br. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Mam nadzieję, że nasze wspomnienia są takie same - cudowne :)
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Dzien dobry ;) Czy moglabym prosic o kontakt e-mailowy?
    Chcialabym zapytac o kilka kwestii zwiazanych z wycieczka, ktore niestety nie sa dostepne w sieci.
    ewelina.michalec@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry, proszę bardzo: dusia175@gmail.com Jeśli będę umiała pomóc, to z chęcią odpowiem na dodatkowe pytania. Serdeczności :)

      Usuń
  3. Ładne fotki z wnętrza, tylko że tam jest zakaz robienia zdjęć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Dlatego, jak parę razy zaznaczyłam w tekście, zdjęcia wnętrz pochodzą z zakupionych przeze mnie pocztówek. W każdym zamku jest zakaz i z każdego zamku wracałam z pocztówkami. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń