O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi.Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...

wtorek, 24 września 2013

Niemcy-Bawaria cz.4: Meersburg i wyspa Mainau


B A W A R S K I E   O P O W I E Ś C I,

CZYLI O SZUKANIU FIOLETOWEJ KRÓWKI

13.07.- 19.07. 2013r

P A R Ę    S Ł Ó W    N A    W S T Ę P I E…

W zeszłym roku nie udał się wyjazd do Bawarii, była za to wspaniała wyprawa na Ukrainę. W tym roku uparłam się, a raczej byłam konsekwentna, że zrealizuję zeszłoroczne postanowienie i obejrzę sobie pomysły króla Ludwika II Bawarskiego. Król ten nazywany był „Szalonym” z racji swoich wizji, które wcielał w życie. W pewnym sensie jestem do niego podobna. Bo czy wyjazd z gorączką, bolącym gardłem i wyrywającym kaszlem można nazwać normalnym? Albo jazda do kraju, którego land słynie z piwa, kiedy się go nie lubi i nie pija? Nie, to zupełne szaleństwo. I co gorsza zamierzałam go właśnie urzeczywistnić. I poszukać milusiej fioletowej krówki na alpejskiej łące. Zatem witaj Bawario!


DZIEŃ 5:


Dzień wita nas słońcem. Już płynę, a jeszcze nie wstałam. Dziś ma być jakieś 30˚C. Po śniadaniu, znowu takim samym, spacerkiem idziemy do autokaru. Dziś ma być relaksacyjny dzień.

Przemieszczamy się po Badenii – Wirtembergii. Po drodze mijamy spore winnice, gdzie krzaczki winorośli rosną równiutko. Obok wysokie tyczki zdradzają, że rośnie tu też chmiel. Wszystkie uprawy są zabezpieczone siatkami przeciwgradowymi. Czasami winnice są rodzinnymi majątkami, czasem to całe plantacje na skalę przemysłową.



Krzaczki zabezpieczone siatkami



 Siatki zabezpieczające winorośle



 Winnica



 Będzie winko...



 Winnica
 

Mijamy miejscowość Friedrichshafen, w której w 1900r wybudowano pierwszy sterowiec. Zaprojektował go hrabia Ferdynand Adolf Heinrich August Graf von Zeppelin. Od 1909r popularne zeppeliny były używane w Niemczech jako środek transportu zarówno wojskowego jak i cywilnego. Bieg historii sprawił, że zaprzestano ich produkcji. Obecnie powraca się do przeszłości i w fabryce powstają nowe sterowce. Lot popularnym cygarem jest dziś możliwy, choć dosyć drogi.


 Zakłady Zeppelina



 Zakłady Zeppelina



 Zakłady Zeppelina
 

Dwie godziny później jesteśmy w Meersburgu. Oczywiście pierwszy i najbardziej pożądany obiekt to WC J Kolejka sprawnie się przesuwa, bowiem ktoś mądry przewidział, że kobitki zwykle potrzebują więcej czasu, więc zrobił dwie kabiny w kontenerze. Kiedy mężczyzn nie ma w ich części, również atakujemy toaletę dla panów. No, teraz można zacząć zwiedzanie.


 Plan miasta Meersburga
 

Dostajemy bilety na prom oraz na wyspę Mainau. To właśnie na tej wyspie jest jeden wielki ogród botaniczny, po którym się spaceruje. Jeszcze nie wiem, czy będę się zachwycać, czy raczej nudzić.

Najpierw jednak idziemy na przystań i czekamy na nasz prom.


 Przystań



 Jeden z promów kursujących po Jeziorze Bodeńskim



 Pomnik na nadbrzeżu



Po Jeziorze Bodeńskim pływają floty trzech państw: Niemiec, Austrii i Szwajcarii, bowiem jezioro jest graniczne. Jest też sporych rozmiarów. Niektórzy mówią, że przypomina swym kształtem pumę. Mi bardziej przypomina biegnącego zająca, a jeśli go obrócić, to raczej delfina. Cóż, każdy widzi to, co chce J.


 Jezioro Bodeńskie na pocztówce


 Jezioro Bodeńskie: puma, zając, delfin czy może inne zwierzątko?
 

Kiedy podpływa prom, idę na samą górę. Słońce pali, więc wyciągam czapeczkę.
 

 Na górnym pokładzie promu
 
 
Po wyruszeniu wiatr przyjemnie chłodzi. Czuć w powietrzu morską sól. Płyniemy leniwie. Siedzę sobie i na wprost mam linię brzegową Szwajcarii oraz góry, które przy takim nasłonecznieniu, zlewają się nieco z horyzontem. Mewy krążą wokół w nadziei, że im się trafi jakiś smaczny kąsek.
 
 
Meersburg - widok z pokładu statku na stary zamek i portowe domki
 
 
 
 Meersburg - widok z nadbrzeża na nowy zamek i przystań
 
 
Nasz cel: wyspa Mainau
 

Dopływamy na wyspę Mainau.


 Serdecznie witamy na wyspie Mainau


Tu dostajemy blisko trzy godziny wolnego czasu. Wyspę zwiedzamy samemu, indywidualnie z mapką, którą dostajemy od naszego pilota. Zastanawiam się przez chwilę co ja sama przez trzy godziny będę robić na wyspie.


 Na wyspie. W tle Jezioro Bodeńskie


Wyruszam więc, alejkami, i chwilę później zmieniam zdanie – na wyspie nie jestem sama, jest tu tabun ludzi. Co więcej, nie ma zmiłuj, co chwila przystaję przy jakimś kwiatku. Wkrótce moje oczy sycą się kolorami. Ta rabatka piękna, ta jeszcze piękniejsza.


 lilie lub kwiaty liliowate




 magnolia i duża fuksja



 W alejce ogrodu


Po niebie, nade mną sunie wolno zeppelin. Przeniosłam się w czasie, jak nic…


 Sterowiec, czyli popularne cygaro
 

Za małym zakrętem przystaję, bowiem widzę nasadzenia w kształcie Jeziora Bodeńskiego. Zaraz potem mam gęstwinę kwiatów i krzaczków ozdobnych. Przy jednym drzewku tłoczy się sporo ludzi, ponieważ to drzewko szczęścia, gdzie można na jedwabnej wstążeczce zapisać życzenie i powiesić na gałązkach, których już nie widać pod wstążkami.


 Klomb w kształcie Jeziora Bodeńskiego



 Mapka jeziora dla ułatwienia :)



 Osty...




... i drzewko japońskie (Japanische Sicheltanne Cryptomeria japonica "Bandai Sugi" Rodzina: Toxodiaceae)


 
Kąciki wyspy Mainau...



 Tarasy kwiatowe



 Drewniana rzeźba



 Trawiasto-mechowa rzeźba w ogrodzie



Przechodzę koło mebelków małych i wielkich, potem przez „las bambusowy”, zaglądam w oczy karpiom, patrzę na przepiękne lilie wodne i od razu widzę Toliboskiego w białym garniturku, jak zrywał Baśce kwiatki w wodzie. W tych rolach niezapomniani Jadwiga Barańska i Karol Strasburger.


 Mebelki duże




 Mebelki małe
 
 

 Nie wiem co to za roślinka, ale wygląda jak czapeczki krasnali :)
 
 
 
 Las bambusowy



 
 Karpie w stawie



 Staw na wyspie
 

Wreszcie dochodzę do zwierzątek. Są tu kózki, które można nakarmić za bodajże 40 centów, i które są wiecznie głodne, są osiołki, koniki, na których można się przejechać, kurki i króliki, a także alpaki. Dzieci są wniebowzięte. Rodzice mają je z głowy na dobry kawał czasu J. Stoję przez chwilę i obserwuję kózki. Są śliczne i cwane. Wiedzą co robić, żeby dostać troszkę przysmaków.


 Wiecznie głodne kózki




 Kózki


Idę do woliery z królikami. Jest gorąco, dlatego króliczki leżą razem obok siebie w cieniu. Praktycznie śpią i nie zważają na piski i zachwyty gawiedzi. Z uśmiechem obserwuję jednego, który postanawia posilić się trawką. Śmiesznie rusza noskiem.


 Króliczki



 Domki królicze


Z zadumy wyrywa mnie głośne użalanie się osiołka. Być może chciał być pogłaskany, a być może miał już dość pogody. Ciężko wyczuć. Lubię osiołki, są cudowne.


 Osiołki
 

Robię sobie zdjęcie przy pięknej rabacie w kształcie pawia. To chyba znak rozpoznawczy tej wyspy.


 Rabatka kwiatowa w kształcie pawia



 Paw w zależności od nasadzeń zmienia co jakiś czas kolory


Tuż obok mam kaczuszki, które również mi się podobają. Jak do tej pory cały czas mam uśmiech na twarzy i zupełnie nie przeszkadza mi to, że mogę wyglądać głupkowato z przyklejonym bananem na ustach. To zaraźliwe i chyba wszyscy tak wyglądają, więc niczym nie wyróżniam się w tłumie.


 Kaczuszki
 

Poprzez kolorowe rabaty przechodzę do wielkiej makiety z kolejką. To istny raj dla panów, bo który z nich nie chciał mieć choćby małej kolejki w domu. Ja też obchodzę makietę wokół i mam sporą uciechę. Ktoś właśnie wrzucił kilka centów i pociągi ruszyły w swój bieg. Są tu pociągi towarowe, przewożące zwierzątka, ale też nowoczesny ICE, są kapliczki, dworce, mosty, tunele oraz kolejka wysokogórska. Gdzieniegdzie stoją ludziki. Czyli wszystko to, co powinna mieć makieta. Naprawdę fantastyczna sprawa, przy której czas mija szybko. Wszyscy są wniebowzięci. Nie wiem, czy dzieci bardziej, czy ojcowie J.


 Kolejka ze zwierzątkami



 Makieta



 Super nowowczesny ICE



 Kapliczka z młodą parą przed frontem



 Kolejka - czyżby wagoniki na Zugspitze?


Tuż obok znajduje się wielki plac zabaw dla najmłodszych. Słychać z tej części piski i głośny śmiech.


 Plac zabaw


Obchodzę placyk lekkim łukiem i wkraczam w świat gastronomii. Postanawiam kupić sobie talerz frytek i zapchać nimi aż do kolacji. Siedzę nad jeziorem i spędzam miło czas w towarzystwie pary dwojga emerytowanych Niemców, którzy dosiadają się do mojego stolika. Jest ciepło, przyjemnie i nieprzyzwoicie leniwie. No, ale pora ruszać dalej.

Znów przechodzę koło kaczuszek i pawia, ale kieruję się w przeciwną stronę.


 Wielkie ławki - odpoczynek w ładnym otoczeniu



 Skalne murki na kolorowej łące



 Kolorowy relaks w zieleni



 Ogrodowa altanka



 Jedna z fontann na wyspie


Mijam szklarnie z nasadzeniami oraz całe donice kwiatów.


 W ogrodzie


 Szklarnie



 Czerwone drzewo, pojęcia nie mam co to za gatunek



 Fontanna z rybkami



 Kwiat juki


I nagle docieram w absolutnie fantastyczne miejsce. Trafiam bowiem do motylarni.
 
 
 Motylarnia - z boku wejście poprzez wielką zieloną gąsienicę

Poprzez gigantyczną gąsienicę wkraczam do lasu tropikalnego, gdzie luzem latają różne gatunki motyli. Mój banan na ustach teraz przypomina chyba melona. Jestem zachwycona.


 Las tropikalny


Dwa niebieskie motylki wciąż koło mnie latają i wygląda to tak, jakby jeden drugiego gonił. Bezskutecznie próbuję zrobić im zdjęcie. Są zbyt szybkie.


 Niebieskie motyle


Przechadzam się alejkami, pocąc niemożliwie. Wilgotność powietrza jest tu taka, jak w dżungli . Co chwila latają motylki.


 Tropikalna roślinność



 W motylarni



 Motyle



 Wisząca stołówka


W różnych miejscach rozstawione są talerzyki z owocami, z których motyle skubią sobie słodycz.


 Jedzące motylki :)



 Dziś w stołówce pomarańcze i banany :)



 Mniami...
 

Pod nogami właśnie przebiegają dwa ptaszki, jakby kurki. Śmiesznie wyglądają. Jakby chciały powiedzieć: ludzie łażą i nie patrzą pod nogi, a przecież my tu chodzimy! Są śliczne.


 To my, kurki


Patrzę z mostku na żółwie wodne, jak całą gromadą wylegują się na małej wysepce.


 Żółwie i żółwiki
 

Znów chodzę wokół roślinności.


 W motylarni



 Kolejne motylki



 Biel i czerń jest zwykle elegancka :)



 Czerń i biel dla odmiany także :)



 Motylek

 
 
 Z tej gąsieniczki będzie niebawem motylek


Robię zdjęcia motylom, które przysiadły na ścieżce. Kiedy wstaję, omal nie zderzam się z mnichem buddyjskim. Uśmiechamy się do siebie. Na skrzydłach motylka przeleciałam z lasu tropikalnego do Tybetu. Hahaha. I kiedy tak chodzę jak zaczarowana, przychodzi olśnienie. Patrzę na zegarek. I momentalnie dostaję speeda. Zostało tak niewiele czasu, a patrząc na mapkę, jeszcze tyle jest do zobaczenia.

Prawie biegiem przelatuję część arboretum, gdzie dosłownie rzucam okiem na stare i egzotyczne drzewa. Tylko na sekundę przystaję przy sekwoi. Jest piękna. I nie sposób jej pominąć ot tak.


Sequoiadendron giganteum. Rodzina: Taxodiaceae. Pochodzenie: USA, Kalifornia


 Sekwoja. Rok zasadzenia: 1875! :)
 

Wpadam na teren pałacu. Na środku budowli powiewa flaga… szwedzka? Tak, bo jest to własność królewskiej rodziny szwedzkiej. Mieszkał tu hrabia Lennart Bernadotte, który tu znalazł schronienie i odskocznię od swego życia. Nieposłuszeństwo wobec króla szwedzkiego w sprawie małżeństwa z miłości w latach 30. XX w., przypłacił utratą korony i wygnaniem. Jako zapalony botanik i przyrodnik, na wyspie Mainau znalazł swój kawałek do życia i stworzył na niej ten przepiękny park. Zmarł w 2004r.


 Pałac na wyspie Mainau



 Pałac na wyspie Mainau - tylko tu można podejść i zrobić zdjęcie, wstęp do środka wzbroniony.



 Zespół pałacowy wraz z kościołem



Pałac z lotu ptaka

 
Pałacu nie można zwiedzać, to teren będący własnością prywatną. Ale można wejść do kościoła obok oraz do palmiarni.
Kościół jest barokowy, pełno w nim detali. Tu znajdują się doczesne szczątki matki hrabiego, wielkiej księżnej Rosji – Marii Pawłownej Romanowej oraz jej brata Dimitra. Należy w tym miejscu dodać, że małżeństwa niegdyś były aranżowane i niezbyt szczęśliwe, bowiem łączono w pary młodych ludzi z różnych światków arystokracji czy rodzin królewskich. Warto podkreślić, że obecny król Szwecji jest spowinowacony z wszystkimi panującymi na świecie rodami. To się nazywa mieć odpowiednie korzenie J. W kościele panuje miły chłód. Zewsząd patrzą na mnie aniołki, więc wychodzę na dalsze poznawanie okolicy.


Kościółek na wyspie ma wejście nietypowo, bo z boku, od strony pałacu.



 Kościół jest mały, ale miły dla oka



 Wnętrze barokowego kościoła


Idę do palmiarni. Tu okazuje się, że liczy ona sobie dwie palmy, raczej funkcjonuje jako kafejka.


 Palmiarnia


Za to przyjemny widok stanowi piękny ogród różany. Kwitną w nim różne gatunki i odcienie róż.


 Widok z tarasu przy palmiarni



 Róże - tu jeden z gatunków



 Ogród różany - widok sprzed palmiarni



Ogród różany - widok na palmiarnię i kościół


Kręcę się po zabudowaniach, potem między barwnymi rabatami.


 Na terenie pałacowym - widok sprzed pałacu



 Kolorowe rabatki



 kwiaty, kwiaty



 Każdy kwiatek na wyspie jest ciekawy


Zdjęcie tu i tam i znów spoglądam na zegarek. Rety, za moment zbiórka, bo odpływa prom powrotny, na który mam bilet. Muszę okrążyć pałac, biegnę do wyjścia. Oczywiście gubię się w alejkach. Moment paniki, ale intuicja mnie nie zawodzi. Stawiam się przy przystani chyba jako ostatnia.


Po drodze mijam bambusy



 Las bambusowy



 Drzewko iglaste - co to, nie wiem.



 Ławeczka w ogrodzie, nazwana przeze mnie "Pan i Pani" :)
 

Siedzę znów na promie i odpoczywam po trzygodzinnej bieganinie. I pomyśleć, że zastanawiałam się co ja tu będę robić…


Pora wracać na stały ląd...


W ogóle nie odczułam, że tyle czasu minęło. Z przyjemnością zostałabym jeszcze ze dwie godziny na Mainau. Patrzę za oddalającą się wyspą i żegnam się z nią wzrokiem.


 Wyspa Mainau z pokładu promu



 Na Jeziorze Bodeńskim


Na promie znów wymieniamy się spostrzeżeniami, co widzieliśmy, gdzie dotarliśmy i jakie towarzyszyły nam odczucia. Zdecydowanie ten punkt programu podoba mi się. Siedzę i patrzę znów w kierunku Szwajcarii. Tam mnie jeszcze nie było…


Meersburg - widok z jeziora. Z prawej widoczny Nowy Zamek



 Meersburg - widok z jeziora. Po środku widoczny Stary Zamek
 

W Meersburgu dostajemy czas wolny. Idę więc, pozwiedzać stare miasteczko.


 Na Stare Miasto dostać się można poprzez liczne bramy



 Brama miasta



 I kolejna brama: z jednej strony...



 I ta sama z drugiej strony...


Domy są urocze, czyste, zadbane, w oknach doniczki z kwiatami. Mało ludzi, nie ma pokrzykiwań ani przepychania się między turystami.



 Domy Meersburga



 Domy na Starym Mieście



 Czy na placyku małym, czy dużym, domki są urocze
 



 Miasteczko kryje w sobie ciche zakątki



 Dom na Starym Mieście ...


... i domy nad Jeziorem Bodeńskim 




Budynek z napisem ''Malutki klub" oraz napis pod oknami


innego budynku, oznaczający dom dla gości



 Okna :)



 I kolejne okno :)


Na większym placu znajduje się Nowy Zamek, będący pałacem biskupim. Zbudowany został w XVIIIw przez księcia biskupa, teraz mieści się w nim miejskie centrum kultury oraz muzeum historii regionu. Budowę tego pałacu ukończono w 1750r.


Pałac Biskupi czyli Nowy Zamek


Zamiast do tego muzeum, wchodzę do kaplicy, która jest obok. Założona przez biskupa, księcia Damiana Hugo Grafa von Schönborn (rezydenta 1740-1743). Od 1864r funkcjonuje jako ewangelicki kościół parafialny. Z tabliczki obok wejścia dowiaduję się, że architektem był Balthasar Neumann, stiuki i figury wykonał Joseph Anton Feuchtmayer, a freski sufitowe są autorstwa Gottfrieda Bernharda Götza.


Wnętrze kaplicy



 Organy i chór w kaplicy


I znów jestem sam na sam z Bogiem. Dziwne uczucie, więc robię szybko zdjęcie i wychodzę na gorący plac. Przez chwilę towarzyszy mi psisko tak cudowne i śliczne, że nie mogę się oprzeć i robię mu zdjęcie. Czyż nie jest cudny? J


 Mój chwilowy towarzysz :)
 

Zaglądam na teren Nowego Zamku, gdzie nikogo nie ma. Cisza i spokój są tu dominujące. I żółty kolor budynków, w których kiedyś, dawniej mieściły się chyba ujeżdżalnie koni dla kobiet i mężczyzn. Tyle zorientowałam się z tabliczki na jednej ze ścian. Do końca nie jestem pewna.


 Dawne ujeżdżalnie?
 

Przechodzę obok Ratusza, który wymieniany był już w XV w. Rozległe zmiany nastąpiły w XVI, a zwłaszcza w XVIII w., kiedy salom nadano barokowy styl. W budynku Ratusza z inicjatywy biskupa, księcia Maximiliana Christopha von Rodt, w 1784r wyposażono salę teatralną i aż do 1912r odbywały się tu przedstawienia.


 Wejście do ratusza
 

Idę pod starą twierdzę, czyli pod zamek wybudowany już w VII w. Uchodzi on za najstarszy zamieszkały zamek w Niemczech. Zwany jest Starym Zamkiem. Nowy Zamek wybudowano tuż obok w XVIII w. Nie mam jednak ani pieniędzy ani czasu na wejście. Szkoda, ale wszystkiego nie da się zobaczyć w ciągu krótkiego czasu wolnego. Z tego też powodu nie wchodzę do Muzeum Zeppelina.



 Droga spod zamku w stronę Starego Miasta


 Stary Zamek


 Stary Zamek



 Fontanna pod Starym Zamkiem



 Stary Zamek - widok z Jeziora Bodeńskiego



 Pod murami Starego Zamku



 Wejście do warowni
 

Pod murami zamkowymi znajduje się młyn z wielkim kołem.


 Młyn u stóp zamku



 Za młynem widać masywne wejście do zamku, wsparte na słupach. Dawniej tędy płynęła woda.


Patrzę sobie na niego i nagle dostrzegam to, co stanowi ukryty cel tego wyjazdu. Oto na oknie budynku przy młyńskim kole odnajduję… fioletową krówkę! A jednak! Jest! Występuje nie tylko w reklamie ;) Ta malutka figurka stanowi dowód, że fioletowa krówka istnieje. Budzi to mój uśmiech. Nawet ogromny.


 Znalazłam Milkę! :) :) :)
 

Spaceruję uliczkami Meersburga. Wciąż jednak Füssen zwycięża w moim rankingu bawarskich miasteczek.


 Ulica Meersburga



 Główny deptak



 W uliczce



 Każda z uliczek Starego Miasta jest kolorowa i przede wszystkim czysta.



Chłopiec grający na flecie



 Przy grającym chłopcu...



Nad brzegiem Jeziora Bodeńskiego

 
Dzień dobiega końca. Znów odwiedzamy toaletę i zgodnie pakujemy się do autokaru. Po drodze mijamy Hagnau, miejscowość typowo wypoczynkową, gdzie nad Jeziorem Bodeńskim wypoczywają kamperowcy i namiotowcy. I znów winnice i rozmowy o winie.


Pole namiotowe i winnice obok



 Do widzenia w Hagnau!



W czasie jazdy wymieniamy się wrażeniami. Bezsprzecznie numerem jeden są tego dnia motyle.


 Powrót do Oberreute
 

Docieramy do naszego pensjonatu na obiadokolację. Smakuje wybornie. Świeże powietrze z domieszką bryzy z Jeziora Bodeńskiego wzmaga apetyt. Dokładki są co chwila serwowane.

Po posiłku szykuję się na następny dzień. Nawet nie wiem kiedy zapada ciemna noc. Pora na sen.

 
C.d.n....

 

1 komentarz:

  1. mówiła lilia do motyla niech pan nie czeka niech pan zapyla.napisał jacek

    OdpowiedzUsuń