O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi.Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...

wtorek, 25 czerwca 2013

Kotlina Kłodzka


G D Z I E  H I S T O R I A  M I E S Z A   S I Ę
Z   C O D Z I E N N O Ś C I Ą …

C Z Y L I  S Z A L O N Y M   P O M Y Ś L E
P O J E C H A N I A  W   K Ą T   P O L S K I

4 DNI W KOTLINIE KŁODZKIEJ I OKOLICACH

Maj 2003r


O atrakcjach Kotliny Kłodzkiej dowiedziałam się od mojego wychowanka na koloniach w Wiśle w 1997r. Szliśmy wtedy szlakiem wzdłuż Białej Wisełki. Chłopak tak ciekawie opowiadał, że poprosiłam go o spisanie mi tych miejsc, które odwiedził. Karteczkę z jego „listą” włożyłam do portfela i tak przez kilka lat nosiłam. Wreszcie udało się znaleźć czas, by wyskoczyć na kilka dni z Warszawy. Wybór był prosty, jak tylko sięgnęłam po portfel. Klamka zapadła. Zaczęłam przyglądać się bliżej temu pięknemu rejonowi i układać jakiś plan zwiedzania.
Z całą stanowczością mogę dziś powiedzieć, że cztery dni to zbyt mało, by zanurzyć się w:
1) przyrodę regionu, 2) zabytki, 3) jego historię. Ale - jak zawsze twierdzę – jest powód, by tam wrócić. Powodem są także zdjęcia, ponieważ mam ich stamtąd mało i jakość też nie ta… No, ale nie zawsze miało się sprzęt i możliwości ;)


Kotlina Kłodzka to największy w Sudetach teren atrakcyjny turystycznie. Słynie z wielu rzeczy, m.in. z pięknych krajobrazów, bujnej roślinności, malutkich miasteczek z dużą historią, świeżego, górskiego powietrza oraz gładkich, krętych dróg gminnych, czego można pozazdrościć (stan na 2003r, teraz może się coś popsuło, albo jeszcze bardziej polepszyło J ).

Kwateruję w ośrodku w Paczkowie. Paczków zwany jest polskim Carcassonne, ze względu na otaczające je bardzo dobrze zachowane średniowieczne mury obronne. To bardzo dobry punkt do noclegów. Stąd blisko jest do granicy z Czechami oraz do Jeziora Otmuchowskiego, gdzie można się poopalać nad jego wodą.

Pierwszego dnia jadę do Złotego Stoku. Miejsce to położone u stóp Gór Złotych, we wschodniej części Ziemi Kłodzkiej, jest znany przede wszystkim z zabytkowej kopalni złota, udostępnionej dla turystów.

W XVI w., miasto było europejską potęgą w wydobyciu tego kruszcu. Złoto wydobywano tu do czasów współczesnych, bo aż do 1962r.
W Złotym Stoku osiedlił się Hans Schärffenberg – alchemik, który przeprowadzał eksperymenty i wreszcie udało mu się pozyskać arszenik z rud arsenowych. Wtedy też miasteczko stało się na ponad 100 lat głównym, światowym dostawcą arszeniku. Niestety jak to czasem w życiu bywa, potomkowie alchemika doprowadzili do upadku kopalni oraz huty. Dziś stara kopalnia jest jedną z atrakcji miasta.

Na terenie kopalni złota w Złotym Stoku

I właśnie tam podążam. Obowiązkowo biorę ciepły sweter, bowiem pod ziemią jest stała temperatura, jak zawsze dla mnie odrobinę za zimna J.

Zwiedzam sztolnię Gertruda. Drążenie sztolni rozpoczęto w 1913r. To właśnie nią, aż do końca wojny, czyli 1945r, kolejką elektryczną, dostarczany był na powierzchnię urobek górniczy.

Tu widzę mini laboratorium chemiczne i dowiaduję się, że tylko duże dawki arszeniku mogą zabić. Nie będę sprawdzać małych dawek. Chcę jeszcze pozwiedzać.

U wylotu sztolni Gertruda

Wracam do Paczkowa, by w mieście skręcić na drogę, prowadzącą do przejścia granicznego z Czechami. Przejście to graniczy z miejscowością Bily Potok. Polskie samochody przejeżdżają tylko parę metrów, do pobliskich sklepów, głównie po zapas piwa, lentylek (ach ten smak, który zostawał na języku…), czy czekolady.

Ja jednak jadę dalej, by dotrzeć do miejscowości Jawornik. Chcę tam zwiedzić zamek, zwany Jansky Vrch (czyli Jański Pagórek).

Javornik to miasteczko w Czechach, położone u stóp Gór Złotych, zwanych po czeskiej stronie Górami Rychlebskimi. Oddalone jest od granicy z Polską zaledwie o ok. 5 km.

Na początku XIV w., powstał we wsi gród, który w latach późniejszych odegrał ważną rolę w czasie wojen husyckich. W marcu 1428r miasto wraz z grodem zostało zdobyte, ale w rękach Husytów pozostało zaledwie przez cztery lata. Już w 1432r Javornik został wykupiony przez biskupów wrocławskich a w 1507r odbudowano zamek. Wtedy też otrzymał obecną nazwę. W końcu XV w., zamek był niezamieszkały. W wieku XVII został odbudowany w stylu renesansowym i służył biskupom jako ich letnia rezydencja. Do końca II wojny światowej zamek pozostawał w rękach wrocławskich biskupów. Obecnie służy jako galeria obrazów i muzeum.

Wdrapuję się na wzgórze, by dowiedzieć się, że… przyjmują w kasie tylko korony. Znów trzeba zejść na dół, wymienić kilka złotówek i wejść ponownie. No miłe powitanie.

Wreszcie kupuję bilet na wybraną trasę i idę zwiedzać. Oczywiście z przewodnikiem.

Sam zameczek jest malutki i bardzo zniszczony (stan na 2003r, mam nadzieję, że obecnie jest już po jakimś remoncie). Na ścianach zabytkowe tapety odklejają się, czuć wilgoć w powietrzu, mimo, że zainstalowane są czujniki. To, co absolutnie mnie urzeka to największa w Czechach kolekcja fajek. Niektóre to prawdziwe cudeńka. Są przeróżne: ceramiczne, ręcznie malowane, drewniane, fantazyjnie rzeźbione.
Zamek w Jaworniku


Z zamku wychodzę zadowolona, że tak blisko nas jest takie miłe miejsce.

Wracam do Paczkowa, bowiem przyszła pora odpoczynku. Jeszcze tylko spacerek po miasteczku i witaj słodka nocy J


Kolejnego dnia wybieram się w straszne miejsce. Jadę do Kudowy Czermnej. Odwiedzam tam słynną Kaplicę Czaszek. Stoję grzecznie w kolejce i czekam na wejście. Koło mnie międzynarodowy tłum ludzi. Języki mieszają się, słychać gwar i śmiechy. Wszystko cichnie, kiedy przychodzi moment wejścia do kaplicy, która wprawdzie jest niewielka, ale fakt, że siostra zakonna zamyka całą masę ludzi ściśniętych w pomieszczeniu, wyłożonym w całości kośćmi ludzkimi, sprawia, że czuję się nieswojo.
 
Przed wejściem do Kaplicy Czaszek


Czaszki i kości to pozostałości wojen religijnych i pomorów XVII i XVIII w. Kaplica jest wymysłem miejscowego proboszcza. Ściany wypełniają trzy tysiące czaszek, sufit dekorują piszczele, a piwnicy spoczywa jeszcze 21 tysięcy czaszek, które stopniowo przeobrażają się w popiół. Na poparcie tego siostra otwiera drewniane drzwi w podłodze i pokazuje nam wnętrze. Przerażające…


Wnętrze Kaplicy Czaszek


Stoję pod ścianą i mimowolnie staram się nie dotykać plecami tego, co jeszcze wieki temu było żywym organizmem. Kaplica znana jest w świecie, choć zbiór proboszcza dość makabryczny. Z ulgą wychodzę na powietrze.

Na zewnątrz, obok kaplicy jest wieża przykościelna wyremontowana z niemieckich środków.

Wieża w Czermnej

Jadę do miejscowości Pstrążna. Tam odwiedzam skansen, gdzie można zobaczyć przykłady drewnianego budownictwa ludowego oraz kuźnię.
Skansen w Pstrążnej - wieża pożarnicza
Idę zobaczyć też dzieła mieszkańca Franciszka Stephana. Duży uśmiech na twarzy budzi szopka. Cudowny powrót do dzieciństwa. Patrzę na szopkę, którą Franciszek Stephan robił z drewna przez 20 lat. Składa się ona z 250 elektrycznie poruszanych figurek i przedstawia miasto i okolice z zapracowanymi ludźmi.


Miasteczko w ruchomej szopce



Fragment szopki w zbliżeniu


Obok szopki stoją stare organy, również wykonane przez tego pana. Te z kolei robił przez 13 lat i działają one do dziś.

Organy Franciszka Stephana

Znów jadę do Czech. Ale bliziutko. Tuż za granicą w Kłodzku jest zamek w Nachodzie, którego elewacje pokryte są sgraffitem. Sgraffito – włoskie graffiare – ryć, drapać. Jest to technika dekoracyjna naścienna, polegająca na dokładaniu kolejnych warstw tynku lub gliny i zeskrobywaniu fragmentów warstw wierzchnich w momencie, kiedy te nie zaschły lub nie utwardziły się. „Wydrapane” warstwy tworzą wzory. Technika ta była bardzo popularna w epoce Renesansu, choć znano ją już w Starożytności.
Zamek w Nachodzie


Wróćmy jednak do zamku. Nazwa Nachod ma pochodzić od tego, że przez Nachod „chodzi się” do Kłodzka i Polski (a do 1945r do Niemiec). Do zamku prowadzą długie schody, które ma się wrażenie, że nigdy się nie kończą.


Przed wejściem do zamku w Nachodzie


W miejscu tym znajdował się gród gotycki, założony w połowie XIII w. jako obiekt fortyfikacyjny, broniący przełęczy z Czech do Kłodzka. Do XVIII w., zamek był poddawany wielu przebudowom. Obecny stan zamku to pozostałość po rodzie Picolominich, którzy przerobili siedzibę na barokową. Zamek jest potężny, ma aż pięć dziedzińców wewnętrznych, a chlubą jego jest ekspozycja cennych tapicerii z poł. XVIIw. i zbiór martwej natury z kwiatami.
Zamkowe sgraffiti z bliska


Wnętrza zamkowe prezentują rozwój sztuki europejskiej w XVII – XVIII w. oraz wielkie gobeliny z czasów hrabiego Franciszka Oktawiusza Piccolominiego. To dzięki hrabiemu umocniono fortyfikacje i ani zamek, ani miasto nie zostały zdobyte przez Szwedów. Pozostałe wyposażenie komnat tworzą meble, obrazy, porcelana i inne akcesoria.

Zamek Nachod

Krótko po wizycie na zamku wpadam do Twierdzy Kłodzkiej. Jest to dobrze zachowana, duża twierdza, będąca systemem obronnym z okresu XVII i XVIIIw.

Największą atrakcją są kłodzkie labirynty. Są to minerskie korytarze, z których odkrytych jest ponad 44km. Idę przekonać się, czy w tych korytarzach straszy. Podążam ciemnymi, wąskimi i zimnymi tunelami. Sympatyczny przewodnik uprzedza, że czasami może zgasnąć światło, bowiem są „przerwy w dostawie”. W tunelu o wysokości 120cm, gdzie każdy idzie w kucki, akurat wtedy następuje ta przerwa. Oczywiście każdy łapie odruchowo tego, kogo ma przed sobą. Zapadają egipskie ciemności. Tu na pewno nic nie straszy, bowiem słychać tylko salwy śmiechu. Wyczołgujemy się z tego tunelu, na końcu którego, stoi nasz przewodnik przy wyłączniku światła J Trasa ta na pewno nie nadaje się dla ludzi starszych i z problemami z kolanami. Ci, którzy nie mogli się czołgać, poszli korytarzem normalnym. Ale ominęła ich ta przyjemność „przerwy w dostawie prądu”.
Niestety nie dysponuję żadnymi zdjęciami z tego miejsca, a szkoda, bo atrakcja super i bardzo ją polecam.

Po wizycie w Kłodzku, jadę do Wambierzyc. Wambierzyce to wieś w Polsce. Tym, co ją wyróżnia od innych, położonych na ziemi kłodzkiej jest to, że nazywa się ją śląskim Jeruzalem. Tu mieści się ważny ośrodek pielgrzymkowy i turystyczny. Skupia się on wokół barokowego kościoła Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny.
Sanktuarium w Wambierzycach


Powstanie sanktuarium wiąże się z podaniem, jakoby niewidomy Jan z Rotna miał w tym miejscu odzyskać wzrok i ujrzeć postać Matki Bożej.

W 1936r kościół stał się bazyliką mniejszą. Do świątyni prowadzi 57 schodów: 9 to liczba chórów anielskich, 33 to liczba lat Chrystusa w chwili ukrzyżowania i 15 to wiek Maryi, kiedy poczęła Chrystusa. Nie tylko schody mają swoją symbolikę. Wokół sanktuarium mieści się Kalwaria z ok. 100 kaplicami, powstała z inicjatywy Daniela von Osterberga, ówczesnego właściciela Wambierzyc.

Strumień, który przepływa przez tę miejscowość nosi nazwę Cedron, nazwy okolicznych wzgórz, zaczerpnięte są z nazewnictwa biblijnego. I tak mamy Tabor, Syjon i Horeb.

Chodzę chwilę między kaplicami i wyruszam w dalszą drogę.

Popołudnie spędzam w Górach Stołowych. Wspinam się na najwyższy ich szczyt, czyli Szczeliniec Wielki (919 m n.p.m), który imponuje różnorodnością rzeźby skalnej. Spaceruję wąskimi kładkami i jeszcze węższymi przejściami i mam super zabawę.
Góry Stołowe - widok z dołu na formę skalną zwaną "dach" lub "okap"



Na "dachu" czy też "okapie" w Szczelińcu Wielkim



Formy skalne w rezerwacie



Wejście do jednej ze szczelin...



... i wyjście, czyli druga strona tej samej szczeliny



Szczeliniec tworzy płaski masyw z licznymi, wąskimi szczelinami i głębokimi wąwozami (do 18m), na dnie których do lata leży śnieg. Temperatura czasami wynosi ok. 0˚C, a czasem nawet mniej.

Na trasie Szczelińca



Chociaż maj, to śnieg w głębszych szczelinach zalega


Szczeliniec Wielki to raj dla wspinaczy. Na ścianach pełno jest starych obręczy, klamer itp. Prawie pionowe ściany są idealne do ćwiczenia wspinaczki.
Jeszcze jedno spojrzenie na "dach" lub też "okap"



Wspinaczka na ścianie w rezerwacie


Spędzam w tym skalnym labiryncie nieco czasu i chłonę widoki na okolice. Cieszę oczy panoramą ziemi kłodzkiej.
 

Widok ze Szczelińca
 

Ziemia kłodzka

Następny dzień przynosi lekkie załamanie pogody. Co chwila siąpi deszczyk. Mimo to ruszam w trasę do Międzygórza. W miejscowości tej domy utrzymane są w stylu szwajcarskim i norweskim. Ale nie podziwianie domów jest moim celem. Idę zobaczyć Ogród Bajek. Wspinam się drogą przez las i przenoszę w czasy dzieciństwa.


Czyżby dwie Baby Jagi? Tylko gdzie moja miotła? :)



Nie wiem, czy przyniosło mi to jakieś szczęście, ale nie zaszkodziło się przekonać :)


Ogród założył leśnik Izydor Kriesten w hołdzie baśniom i duchowi gór –Liczyrzepie. Można tam zobaczyć kopię schroniska na Śnieżniku czy zamku z filmów Walta Disneya oraz masę postaci z dobranocek, wyciosanych w drewnie.
Zamek Disneya



Domek Gargamela


Chodzę sobie między kolorowymi eksponatami i wspominam bajki. Tylko ten deszcz psuje całą zabawę.

W Międzygórzu jest też wodospad Wilczki, który po powodzi w 1997r zmalał do ok. 20m. I tak jest imponujący.

Wodospad Wilczki

Wciąż niebo zasnute chmurami, więc jadę na czeską stronę. Moim celem jest średniowieczne miasteczko Broumov, położone u stóp Gór Stołowych.
Historia tego miasta sięga połowy XII w., kiedy to zostaje ośrodkiem handlu, zarządzanym przez opactwo benedyktynów.
Dziś najbardziej okazałym zabytkiem miasta jest zespól klasztorny złożony z kościoła pw. św. Wojciecha, a w nim refektarz z prawdziwą gratką: kopią Całunu Turyńskiego z 1651r oraz biblioteka z zabytkowymi woluminami.
Sam klasztor powstał w XIV w. w wyniku przebudowy starego gotyckiego zamku. Jego obecny wygląd to wynik barokowej przebudowy z XVIII w.
Klasztor w Broumovie


Czekam chwilę na przewodnika, który będzie mnie oprowadzał po opuszczonym już przez mnichów klasztorze oo. Benedyktynów.

W samym klasztorze imponujące wnętrza prezentują się od podłogi, aż po sufit. Malowidła sufitowe robią ogromne wrażenie, a kamienna podłoga przywołuje na myśl szelest habitów i stukot mnisich sandałów. Zakonnicy opuszczając klasztor, nie zdążyli zabrać swego księgozbioru. Biblioteka jest naprawdę spora. Prezentowane księgi ukazują ręcznie malowane strony. Tu znajduje się jeszcze jedna ciekawostka: globus z 1712r bez zaznaczonej na nim Australii. Po prostu jeszcze wtedy nie znano tego lądu.
W bibliotece należy uważać. Cała jest pokryta siecią niewidzialnych wiązek laserowych i jeśli tylko wychyli się ktoś poza sznurek, włącza się głośny alarm.
Tym, co bezsprzecznie budzi uczucia religijne, jest kopia Całunu Turyńskiego. Płotno ma 4,36m dł. x 1,10m szer. oraz czytelny napis „Extractum ab originali”, co tłumaczy się jako „wierna kopia oryginału”. Na świecie są ponoć 33 takie kopie, czyli tyle, ile miał Chrystus w chwili śmierci, według przyjętej powszechnie tradycji. Reszta to tylko kopie robione z kopii.
Stoję w ciszy i patrzę na ślady człowieka odciśnięte na płótnie. Żeby zobaczyć ten oryginalny całun w Turynie, trzeba wystać się w kilometrowej kolejce i do tego nie można stać przed nim długo. Tu mogę postać, podumać i nikt się nie przepycha. Kontempluję w ciszy widok.


Fragment kopii Całunu Turyńskiego

Wychodzę z kościoła i idę na rynek. Tu zabudowa typowo średniowieczna, sam ryneczek czysty i przyjemny. Tylko pogoda nie ładna…
Na średniowiecznym rynku Broumova



Broumov


Wracam do Paczkowa nieco odpocząć i przygotować się do drogi powrotnej do domu.

Ostatniego dnia wyjeżdżam z Paczkowa w stronę Kamieńca Ząbkowickiego. Tu, zupełnie przypadkiem odkrywam ruiny największego w Europie neogotyckiego pałacu, zbudowanego w formie warownego zamku. Nie miałam tego miejsca w planach, ale młody człowiek, któremu oddawałam klucz od pokoju w Paczkowie powiedział, że jak tu przyjadę, będę oczarowana. I nie zawiodłam się.

Kamieniec Ząbkowicki - widok pałacu z drogi
 

Kamieniec Ząbkowicki - widok pałacu od strony ogrodu i parku

Naprawdę z miejscem tym związana jest ciekawa historia. W 1838r właścicielką dóbr kamienieckich stała się królewna niderlandzka Marianna Orańska, która w tym samym roku zleciła wykonanie projektu Karlowi Friedrichowi Schinklowi. Po dziesięciu latach prace przerwano z powodu rozwodu księżnej z Albrechtem Hohenzollernem, księciem pruskim. Napiszę o tej kobiecie za moment, bo też jest to ciekawa postać. Prace wznowiono dopiero w 1853r. Założenia tarasowo – ogrodowe, które niestety nie przetrwały w dobrym stanie do naszych czasów, zaprojektowane zostały w 1858r,a rok później rozpoczęto budowę tarasów wiodących do pałacu. W 1873r z okazji ślubu syna Albrechta, Marianna przekazała mu zarząd nad całością dóbr śląsko-kłodzkich, w tym również nad pałacem.

Pod murami zamku
 

Cegła po dzień dzisiejszy błyszczy się w słońcu

Słowo o Mariannie Orańskiej. Naprawdę nazywała się Marianne Wilhelmine Friederike Luise Charlotte Prinzessin von Niderlande. Urodziła się w 1810r w Berlinie. Od dziecka cechowała się energicznym temperamentem.
Marianna Orańska Źródło: www.ladekzdroj.w.interia.pl
W wieku 20 lat poślubiła księcia pruskiego Albrechta IV Hochenzollerna. Od początku nie potrafiła dopasować się do sztywnego ceremoniału pruskiego. Górowała też nad mężem intelektem i obyciem, co prowadziło do częstych awantur.
Marianna Orańska Źródło:www.muzeum.klodzko.pl
Albrecht IV Hochenzollern Źródło: www.wikipedia.org
Książę zdradzał swą żonę, o czym Marianna dowiadywała się od osób „trzecich”. Nie pozostawała jednak dłużna i również znalazła pocieszenie w ramionach… koniuszego, z którym ośmieliła się zajść w ciążę. Oczywiście wybuchł wielki skandal. Wściekłość męża była tak wielka, że nakazał on żonie opuszczenie kraju w ciągu doby. Proces rozwodowy przebiegł szybko, Marianna została uznana za persona non grata z zakazem pobytu na terytorium Prus dłużej niż jeden dzień, w dodatku z obowiązkiem meldowania się na policji przy każdym wjeździe i wyjeździe. Taka sytuacja była nie dość, że upokarzająca dla niej, ale również męcząca, bowiem zostawiła w Prusach liczne majątki. Nie mogła ich kontrolować.
Marianna Orańska Źródło: www.wikipedia.org
Większość z tych dóbr położona była przy granicy austriackiej, więc księżna wyszukała niewielką posiadłość w Bilej Wodzie koło Złotego Stoku, zaledwie 10 km od Kamieńca i tam osiadła, zamieszkując w XVII w. zameczku myśliwskim. Tam też zmarła wiosną 1883r.


Marianna Orańska u schyłku życia Źródło: www.wikipedia.org

Wróćmy jednak na zamek. Dziedziniec wewnętrzny, odnowiony, zawiera puste okna, w których kiedyś prawdopodobnie były piękne witraże. Stopniowo są zarastane przez bluszcz, który rośnie z dwóch korzeni od XIXw.
Bluszcz okalający okna na dziedzińcu wewnętrznym. Ciemne kawałki w oknach to pozostałości po stelażach, w których były osadzone witraże
Wewnątrz zamku
Po obiekcie oprowadza mnie człowiek, który wygląda jak dozorca a nie jak przewodnik. Ale ma taką wiedzę i tak potrafi zainteresować tematem, że po powrocie do domu, studiuję dzieje zamku w Kamieńcu Ząbkowickim.
Na tarasie ząbkowickiego pałacu


Podczas II wojny światowej Niemcy urządzili tutaj magazyn przejściowy dla zwożonych z całego Śląska dzieł sztuki. Po 1945r wyposażenie pałacu zostało wywiezione bądź zdewastowane. W lutym 1946r cały kompleks spłonął, prawdopodobnie podpalony przez żołnierzy radzieckich. Najbardziej budzi grozę poziom zniszczeń w sali reprezentacyjnej. Była ona zbudowana na wzór Wielkiego Refektarza w Malborku, z granitowymi, ręcznie toczonymi kolumnami. Widzę przed sobą zrujnowaną, ziejącą pustką salę.
Sala kolumnowa i zdewastowany sufit


A tak wyglądała ta sala w czasach swej świetności:


Wnętrze Sali Kolumnowej Źródło: www.zamkipolskie.com


Wnętrza kamienieckiego pałacu Źródło: www.zamkipolskie.com

Część zagrabionych marmurów zdobi dziś Salę Kongresową w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Od końca lat 80. Obiekt był rekonstruowany przez prywatnego dzierżawcę i pasjonata Włodzimierza Sobiecha. Niestety w sierpniu 2010r zmarł, więc prace stanęły w miejscu. Od 2012r grunty stały się ponownie własnością gminy, która rozpoczęła ponoć remont obiektu i planuje jego udostępnienie wiosną 2013r. Mamy już wiosnę, ale czy terminy zostały dotrzymane– nie wiem…


Jadę dalej, tym razem do ruin zamku piastowskiego, wzniesionego w XIV w., a położonego w Ząbkowicach Śląskich. Zamek wzniesiony między 1522r a 1532r na miejscu gotyckiego zamku obronnego, przez koleje swego losu był ciągle zdobywany, niszczony, potem znów odbudowywany i przebudowywany. Wreszcie nadano mu wygląd renesansowy. Zamek został ostatecznie opuszczony w 1728r. Obecnie to malownicze ruiny.
Niegdyś nosiły nazwę Frankenstein, ale nie wiadomo skąd ta nazwa. Przyjmuje się, że Frankenstein to dawna nazwa miejscowości, widniejąca na mapie obecnie pod nazwą Ząbkowice Śląskie. Ponoć tu ujęto szajkę grabarzy, którzy zostali ujęci i skazani za bezczeszczenie zwłok i roznoszenie zarazy. Być może to zdarzenie stało się kanwą do napisania powieści przez Mary Shelley pod tytułem „Frankenstein”. Nie są to jednak potwierdzone fakty.
Przed zamkiem Frankenstein
Ząbkowice Śląskie kryją w sobie jeszcze jedną budowlę, której zdjęcia niestety nie mam. To Krzywa Wieża. Nie trzeba pojechać do Włoch, by w Pizie oglądać krzywości, wystarczy udać się na Dolny Śląsk J

Chciałoby się zwiedzić również zamek Książ, ale już z daleka widać niekończący się korek samochodów na parking. A gdzie jeszcze czas na kolejkę do wejścia, potem zwiedzanie… nie, nie, ten piękny zamek zobaczę kiedy indziej. Wobec tego ostatnim miejscem jakie zwiedzam jest Walim.
 
Ostatnia atrakcja wyjazdu kryje w sobie niewyjaśnioną po dzień dzisiejszy zagadkę. W czasie II wojny światowej, a konkretnie od 1943r w rejonie Gór Sowich, Niemcy prowadzili prace pod kryptonimem „Riese” czyli „Olbrzym”. Skupiały się one do wykucia podziemnych tuneli, schronów i sieci korytarzy, których przeznaczenia nie udało się poznać aż do dziś.

Przed wejściem do sztolni w Walimiu
 
Jednym z najciekawszych i najbardziej tajemniczym obiektem jest Kompleks Rzeczka, który mam przyjemność zwiedzić. Korytarze wykute w litej skale pochłonęły tysiące istnień ludzkich. Siłą roboczą byli więźniowie z obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, mieszczącego się w Rogoźnicy.

Funkcje poszczególnych pomieszczeń były różne: jedne służyły za podziemne magazyny, schowki, warsztaty, inne miały być prawdopodobnie przygotowane na pomieszczenia mieszkalne. Niestety projektu nie udało się ukończyć do końca wojny. Obiekty zostały częściowo zniszczone. Badania, zdjęcia archiwalne, dokumenty czy zeznania świadków nie wskazują jednoznacznie na przeznaczenie sztolni. Jedni uważają, że Hitler przygotowywał tu podziemne stanowiska dowodzenia Kwatery Głównej, inni, że miały tu być zakłady chemiczne, przemysłowe lub wręcz doświadczalne.

Wewnątrz kompleksu Rzeczka panuje stała temperatura w roku i waha się między 5-7˚C. Dziś można tu zobaczyć wartownię oraz hale z wydrążonymi tunelami. Na zewnątrz, w części naziemnej, widoczne są tory od kolejki wąskotorowej, służące zapewne do wywożenia urobku górniczego.

Wewnątrz kompleksu Rzeczka
Wychodzę ze sztolni z myślami o ludziach, którzy tu skończyli swe życie. Smutna prawda niestety, warto o tym pamiętać przechadzając się tunelami.

Wracam znów do warszawskiej rzeczywistości. Dobrze było wybrać się w daleki kąt Polski. Chętnie wrócę w ten rejon, bo jest mnóstwo rzeczy do zobaczenia, których z braku czasu nie mogłam odwiedzić. Słynna Jaskinia Niedźwiedzia w Kletnie chociażby, czy parki zdrojowe uzdrowisk śląskich. Ale to za jakiś czas…


K O N I E C

8 komentarzy:

  1. bardzo ładne i ciekawe okolice,byłem też tam,dodałbym jeszcze Jaskinie Niedzwiedzią,warta obejrzenia, jest też tam sporo tras rowerowych przy okazji można trochę zobaczyć ale nie wiem czy są tam jakieś wypożyczalnie,Region warty zwiedzania dla osób o średniej kondycji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, rzeczywiście to piękny rejon. Do jaskini trzeba było mieć wcześniejszą rezerwację, a i ja spędziłam tam tylko cztery dni, więc nie miałam możliwości zobaczenia wszystkiego, co by się chciało. Ale jest powód do powrotu :) Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  2. Dzień dobry, Ziemia Kłodzka obfituje w atrakcje, poza tym warto tu przyjechać bo stąd jest wszędzie daleko, daleko do zgiełku i hałasu i blisko zarazem.
    Bogdan Kondracki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam :) Dla mnie jest też daleko od domu, ale w niczym to nie przeszkadza, bo jak ktoś chce, to znajdzie sposób, by pojechać gdzie chce. A Kotlina Kłodzka, no cóż, zauroczyła mnie i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś powrócę w te rejony. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  3. To piękne rzeczy pokazałaś! Tyle pałaców ;) Ponoć na Kotlinie Kłodzkiej właśnie pałace przyciągają ludzi.
    Chociaż My chętnie zajrzelibyśmy do kopalni złota. Oczywiście nie w poszukiwaniu kruszcu ;)

    Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można powiedzieć, że Dolny Śląsk pałacami i zamkami stoi i nie będzie to dalekie od prawdy :)A Kotlina Kłodzka to rejon fantastyczny i moje cztery tam dni, to zdecydowanie za mało, by odkryć wszystkie jej atuty. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  4. Piekny region. Wybieram sie tam w czerwcu. Bylam tam wiele lat temu jako mloda dziewczyna i juz wtedy bylam zachwycona historia miasteczek Kotliny Klodzkiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj :) To prawda, region ten to same tajemnice, które warto po troszku odkrywać. A miasteczka niby małe i senne a kryją w sobie wiele uroczych miejsc i bogatej historii. Życzę Ci więc, udanego wypadu do Kotliny Kłodzkiej ze słońcem i radością. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń