O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi.Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...

piątek, 9 grudnia 2016

Na styku Mazowsza z Podlasiem - Pałac w Korczewie

Listopadowy wypad za miasto,
czyli o walce jesieni z zimą

W połowie listopada tego roku zima przyszła niespodziewanie. Sypnęło śniegiem. Zrobiło się zimno, buro i mało przyjemnie. No po prostu gotowa recepta na chandrę, na deprechę i na kłótnie ze wszystkimi o wszystko. Nie… tak być nie może. Trzeba zacząć działać. Najlepiej od razu. I dlatego wybrałam się za miasto, by popatrzeć na świat, którego już nie ma, choć zostały po nim ślady. Dziś Drogi Gościu zapraszam na styk Mazowsza z Podlasiem. Zawitamy do Korczewa.
Korczew – niewielka wieś, administracyjnie należąca do województwa mazowieckiego, geograficznie zaś – już do Podlasia. Od Warszawy dzieli ją jakieś 130 km. Głównym i docelowym miejscem, do którego zmierzałam, był pałac w Korczewie, zwany „Perłą Podlasia”, położony nad Bugiem. 


Pałac w Korczewie - elewacja frontowa



Kuźnia - w budynku tym przed II wojną światową mieściły się biura majątku. Teraz jest tu sala weselna i pokoje gościnne



Baszta - dawna kordegarda, służyła jako stróżówka. Obecnie jest to w pełni wyposażony apartament dla 4 osób z przeznaczeniem na wynajem.

Takich perełek Podlasie ma sporo, nie zawsze zachowanych w należytym stanie. Im bardziej na wschodnie nasze rubieże, tym więcej było dawnych, ziemiańskich majątków. Rodziny wżeniały się między sobą, łączyły posiadłości i przepisywały z pokolenia na pokolenie. I żyli by sobie tak dalej, gdyby nie dzieje historii, która niejednej familii wywróciła życie do góry nogami.
Historia Korczewa zaczyna się na początku XV w.  Książę Mazowiecki i Ruski - Jan, w 1401 r. przekazał akt nadania Korczewa, Pretorowi z Brzezi. Tenże Pretor zapoczątkował rody, które władały korczewskimi dobrami przez kolejne trzysta lat.


Początki majątku rodzinnego




Tablica z informacjami o przodkach



Przodkowie zamieszkujący Korczew


W 1712 r. majątek nabył kasztelan podlaski i poseł na Sejm Grodzieński – Wiktoryn Kuczyński. Była to osoba bardzo przedsiębiorcza, majętna, która zarabiała na handlu zbożem oraz drewnem. W 1734 r. Kuczyński sprowadził architekta Konciniego Bueni, który zaprojektował barokowy pałac, który funkcjonował przez prawie 100 lat. Na początku XIX w. zmieniła się moda i pałac przeżył przebudowę. Kuczyński postanowił go przerobić w duchu neogotyku z pomocą planów Franciszka Jaszczodła. Także wtedy zaprojektowano około 35 ha park, okalający pałac. (Dziś już zostało go tylko około 12 ha).
Okres Romantyzmu, pełen uniesień i wzdychania, został brutalnie stłumiony przez I wojnę światową. Wycofujące się wojska rosyjskie zdewastowały pałac. 


Archiwalne zdjęcia pałacu i otoczenia z początków wieku XX


Wówczas należał on do hrabiostwa Krystyna i Wandy Ostrowskich. Po wojnie zlecili oni odbudowę i jednocześnie przebudowę pałacu. I w takiej formie, możemy teraz ten pałac podziwiać. Hrabina Wanda Ostrowska była malarką. Swoje malarskie szlify doskonaliła pod kierunkiem Stanisława Noakowskiego, który przygotował plan odbudowy pałacu razem z Marianem Walentynowiczem (tak, tym samym od Koziołka Matołka i Małpki Fiki Miki). Całość remontu trwała do 1939r. Niestety rodzina nie mogła długo cieszyć się pałacem w nowej formie. Zniszczenia z okresu I wojny światowej były niczym wobec tych, które miały dopiero nastąpić. Po wybuchu II wojny światowej Ostrowscy zmuszeni byli wyemigrować, jak większość arystokracji tamtych czasów. Do końca wojny wierzyli, że wrócą do Korczewa. Niestety z chwilą zakończenia działań wojennych i niemieckiej okupacji, zaczęła się  ta druga, radziecka. Na wieść o komunizmie w Polsce, zarówno Krystyn jak i Wanda osiedli całkowicie na obczyźnie, tęskniąc do końca życia za Polską.


Życiorys malarki hr. Wandy Ostrowskiej



Pamiątkowe fotografie rodzinne, pochodzące ze zbiorów prywatnych Beaty Ostrowskiej-Harris. Młoda hrabina była piękną kobietą...


W latach 60. i 70. XX w. w pałacu mieścił się GS, czyli Gminna Spółdzielnia, zwana potocznie „Samopomoc Chłopska”. Pałac stał się sklepem, magazynem nawozów sztucznych, a pałacowe pomieszczenia przerobiono na mieszkania. Nic, co rodzina Ostrowskich pozostawiła po sobie, nie przetrwało. Grabież tego, co się dało wynieść, była na porządku dziennym.  A niszczenie tego, czego wynieść nie zdołano, przybrało fatalne skutki. Dziś w pałacowych komnatach można obejrzeć archiwalne zdjęcia, które ukazują zniszczenia. Chyba na wszystkich zwiedzających, największe wrażenie zrobiła fotografia wjeżdżającej konno do pałacu osoby.


Pałac w okresie komunizmu



Najbardziej poruszające zdjęcie to to, w prawym, górnym rogu... zero poszanowania, zero wyczucia i taktu. Przykre...ale niestety tak się działo w dobie komunizmu w Polsce.



Zniszczona klatka schodowa, której na szczęście wandale nie zdołali pociąć i spalić



Wygląd pałacu i otoczenia w roku 1989


Na całe szczęście przyszła zmiana ustroju, a z nią nowy rozdział w historii korczewskiej posiadłości. Krystyn i Wanda doczekali się dwóch córek, Renaty i Beaty, które w latach 90. XX w. powróciły z emigracji i odzyskały pałac, a właściwie ruinę. I przystąpiły do odbudowy i wyposażania swego dawnego domostwa, co nie przychodziło z małym trudem.


W tympanonie widoczny jest herb Rawicz, należący do właściciela Korczewa - hrabiego Tadeusza Ostrowskiego, którego syn - Aleksander ożenił się z 16-letnią Heleną Tyszkiewiczówną, z tych Tyszkiewiczów, co posiadali liczne majątki na Litwie.



Portret młodej i obecnej właścicielki Korczewa - Beaty Ostrowskiej-Harris



Rodzinne pamiątki, z prawej strony portret Heleny Ostrowskiej z d. Tyszkiewicz, w mundurze Czerwonego Krzyża z lat 40 XX w. 



Widok pałacu od strony wjazdowej


W 2000 r. starsza z sióstr – Renata złamała kończynę. W wyniku osłabienia organizmu, po tym jak trafiła do szpitala ze złamaniem, wdało się zapalenie płuc, z którego ta spadkobierczyni dóbr korczewskich już nie wyszła. Zmarła, pozostawiając z dziedzictwem młodszą siostrę – Beatę. Okazuje się, że kobieta ta jest bardzo przedsiębiorcza i ma żyłkę bizneswoman. Dba o majątek i stara się przywrócić mu dawną świetność. Starania jej można zobaczyć dziś spacerując po pałacu czy też parku. Jak wiadomo na wszystko potrzeba pieniędzy, więc fundusze pozyskane, wkładane są tam, gdzie jest to najbardziej potrzebne. A to nie następuje szybko. Ale są marzenia, jest zapał, jest wsparcie wielu ludzi.


Ja na tle pałacu :)



Pozostałe budynki wokół pałacu czekają jeszcze na swoje remonty



Westybul, czyli hol wejściowy



Ta sama klatka schodowa, którą wyremontowano. Schody są dębowe



To, co zachwyca tu najbardziej, to dekoracyjna, rzeźbiona boazeria z czarnego dębu, moczonego przez kilkanaście lat w Bugu



Sufit w ośmiokątnej Sali Balowej - tak dawniej, jak i dziś, pokryty dekoracyjnymi, złotymi stiukami



Mały Salonik, za którym znajdowały się pokoje mieszkalne a także te dla gości



Widok przez pałacowe okno na park, Bug oraz za rzeką na położony niżej Drohiczyn



"Salonik pompejański", choć chyba lepiej jakby nazywał się salonikiem chińskim :) Odrestaurowano w nim freski



Salon dzienny. Choć meble są współczesne, to jednak swoimi kształtami nawiązują do swej epoki.



Dawniej podłogi pokrywały tureckie dywany, na komodach eksponowano porcelanę nie tylko użytkową ale i dekoracyjną, a na ścianach wisiały liczne portrety przodków



Jeden z żyrandoli pałacowych



Niekwestionowany gospodarz pałacu w Sali Balowej - pilnował porządku i wszystkich witał radośnie jak przyjaciół. Jego kumpel przez całą wizytę w pałacu, biegał po podwórku z wielką kością w pysku i tylko machający radośnie ogon sygnalizował jego szczęście bez granic :) 



Tunel. Dawniej w pałacach takimi przejściami służba przenosiła jedzenie z kuchni na salony. Niepisanym prawem była zasada, że kuchenne zapachy, nie mogły zdradzić przed zaproszonymi gośćmi, jaka potrawa zostanie podana na obiad. Miało to być niespodzianką.



W jednym z pomieszczeń pałacowych mieści się dziś Sala Konferencyjna, w której organizowane są też okolicznościowe przyjęcia



I znów powrót do holu głównego z dębową antresolą



Nad Salą Balową mieściła się Biblioteka, w której oprócz bogatego księgozbioru, przechowywano oryginalne listy pisane przez poetę Cypriana Kamila Norwida do Joanny Kuczyńskiej - "Pani na Korczewie". Książki zostały spalone w czasie II wojny światowej. Dziś w dawnej bibliotece mieści się wystawa zdjęć polskich dworów na Podlasiu. Po obu stronach antresoli ulokowane były pokoje sypialne, dla gości oraz pokoje dla dzieci.



Widok z antresoli na dębowe schody



Miejsce, które zachwyciło mnie najbardziej :)



Westybul ogrzewany był wielkim kominkiem



Pałac w Korczewie - widok od strony parku



Pałac od strony parku czeka na swoją kolej do wyremontowania



Widok na położony po drugiej stronie Bugu - Drohiczyn


Przy czym właścicielka nie chce zamknąć się w pałacu i rozpamiętywać przeszłości, chce dalej udostępniać go przyjeżdżającym do Korczewa. Sama mieszka w dawnej oficynie, którą najszybciej można było wyremontować i przeznaczyć do życia, ale w przyszłości chciałaby zamieszkać w dawnym pawilonie, zwanym Sybirem. Dziś to całkowicie zrujnowana budowla, kiedyś funkcjonująca jako pałacyk letni. Powstała na fundamentach średniowiecznego zamku obronnego. Nazwa tego pawilonu wiąże się z dwoma podaniami: po pierwsze służba pałacowa, która nosiła tam jedzenie zimą, mówiła, że jest tam tak zimno, jak na Syberii, a po drugie: pod budynkiem znajdują się lochy, w których ukrywano Sybiraków. W okresie komunizmu znajdował się w Sybirze Urząd Gminy. W akcie zemsty ktoś podpalił budynek, który dziś straszy i czeka na swoją kolej do remontu.


Sybir - dawny pałacyk letni przeznaczony głównie dla gości - widok od frontu



Ruina Sybiru - widok bocznej części



Wnętrze Sybiru, czyli to, co udało mi się sfotografować przez zakratowane okno



Wnętrze Sybiru, czyli to, co udało mi się sfotografować przez zakratowane okno



Oczami wyobraźni widzę tu wysoki,biały, wiklinowy fotel z kocem na oparciu i biały ażurowy stolik, na którym leży książka i filiżanka z dobrą herbatą, kolorowe kwiaty, latające motyle... Niestety obecnie weranda jak i cały pawilon są w opłakanym stanie.


Także park jest rewitalizowany. W nim można odnaleźć piękne okazy drzew. A także tajemniczy kamień. MENHIR. To kamień kultowy z czasów przedchrześcijańskich. Prasłowianie byli wyznawcami animizmu, czyli w zjawiskach przyrody dopatrywali się pewnej formy uduchowienia. Czcili zwierzęta, rośliny, a także ziemię i kamienie. Kult bóstw polegał na modlitwach, ofiarach, wspólnym ucztowaniu i wróżeniu. Kamień ma ponoć taką moc, że jak się pomyśli o jednym marzeniu i dotknie głazu to marzenie się spełni. Pomyślałam marzenie, dotknęłam kamienia i czekam… Zobaczymy. Co prawda kamień nie powiedział kiedy spełni się marzenie, ale zawsze trzeba mieć nadzieję.


Aleja w parku korczewskim



Oś widokowa w parku



W parku wiele jest egzotycznych drzew, które przybrane w jesienne szaty, tego dnia, toczyły walkę z zimową aurą



W parku...



Kaplica - budynek zaprojektowany dla Joanny Kuczyńskiej w I poł. XIX w. Pierwotnie był oranżerią, w której Joanna spędzała czas malując i haftując. W połowie lat 20. hr. Krystyn Ostrowski użyczył oranżerię na kaplicę dla Korczewa. 



Kultowy kamień Menhir.


Z Korczewem wiąże się taka ciekawostka: w latach 1906-1914, administratorem dóbr korczewskich był Kazimierz Sołonowicz, syn powstańca styczniowego, mąż, ojciec i… dziadek polskiego aktora Daniela Olbrychskiego po kądzieli, czyli ze strony mamy.


Tablica wspominkowa związku aktora z Korczewem :) Na archiwalnym zdjęciu pokazani są dziadkowie oraz przyszła mama aktora


Kolejną ciekawostką Korczewa jest fakt, że pałac był zamieszkany przez Joannę z Wulfersów Kuczyńską (1812-1888), praprababcię Renaty Ostrowskiej i Beaty Ostrowskiej-Harris. Była ona zwana „Panią na Korczewie”, a tytułowana była Panią Marszałkową. Jest znana m.in. z tego, że zaprzyjaźniła się z poetą Cyprianem Kamilem Norwidem. Oryginalną korespondencję Norwida i Joanny Kuczyńskiej przechowywano w pałacu w Korczewie aż do wybuchu wojny. W 1958 r. bez zgody prawowitych właścicieli, została ona sprzedana przewodniczącemu PAX Bolesławowi Piaseckiemu. Obecnie jest ona oddana do Biblioteki Narodowej w Warszawie. Beata Ostrowska-Harris zabiega o kopie tych listów, by móc otworzyć w pałacu w Korczewie wystawę poświęconą Norwidowi. Historia znajomości „Pani na Korczewie” oraz poety doby Romantyzmu jest osobną, bardzo ciekawą historią. Warto się jej poddać, spacerując po pałacowych korytarzach.


Z prawej portret Joanny Kuczyńskiej, z lewej faksymila wiersza "Do Pani na Korczewie"



Postać Cypriana Kamila (imię przyjęte na Bierzmowaniu) Norwida w czapce tzw. konfederatce



Faksymile listów C.K. Norwida pisane do Korczewa do Joanny Kuczyńskiej i jej córek. Część listów poeta ozdabiał odręcznymi rysunkami


Dzień w listopadzie jest krótki, a ja miałam jeszcze do odwiedzenia kilka miejsc w okolicy. Opowiem o nich w przyszłości. Trzeba było zebrać się i podążyć dalej. Po drodze obserwowałam jak zima powoli lecz skutecznie wdziera się na Podlasie. Na polach toczyła się walka jesieni z zimową damą. Cóż, taka kolej rzeczy.


Walka jesieni z zimą 



Ja jesień, ty zima, ja zima, ty jesień...



Do widzenia jesień, witaj zimo...



Zatem do zobaczenia wkrótce!

8 komentarzy:

  1. Pierwotnie chciałem zobaczyć ten pałacyk, ale wracając z Podlasia dłużej niż planowaliśmy zabawiliśmy w Drohiczynie. Ale może kiedyś jeszcze go odwiedzę realizując dolną część "Ściany Wschodniej". Bardzo ciekawy post, jak zawsze u Ciebie dużo faktów historycznych i piękne zdjęcia, w tym odnowione wnętrza. Fajnie, że po latach pałac znów jest w rodzinie, szkoda tylko, że zwykle takie zwroty dotyczą mocno zdewastowanych obiektów. Tak myślę, gdzie to się tak spieszyliście, może właśnie do Drohiczyna ?
    Pozdrawiam, miłej niedzieli :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda. Akurat w tym przypadku rodzina stara się odnowić pałac a wiele z takich obiektów to wciąż ruina, mimo prywatnych właścicieli. Tego dnia odwiedziłam jeszcze trzy dawne majątki, ale nie Drohiczyn😀. Spokojnej niedzieli.

    OdpowiedzUsuń
  3. wypada trzymać kciuki za odnowicieli, a dla Ciebie brawa za świetny opis!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję.Myślę, że na dalsze remonty i odnawianie brakuje pieniędzy. Ale upór i konsekwencja sprawią, że za jakiś czas pałac będzie wyglądał inaczej. Będę trzymać za to kciuki. Ściskam niedzielnie😀

      Usuń
  4. Ja również trzymam kciuki za przywróceniem posiadłości dawnego splendoru. Nikt lepiej o to nie zadba, jak osoby z nią związane, więc życzę im wszelkiego powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby tak się stało, bo zarówno właścicielka jak i pałac, zasłużyli na dobro. Na pewno ciężko jest patrzeć na dawny swój dom rodzinny, kiedy ten jest ruiną, ale serce rośnie, gdy uda się go poddźwignąć. Pozdrawiam serdecznie, dobrego poniedziałku :)

      Usuń
  5. Świetny opis, wszystko takie dopracowane. Nad miejscem można się zastanowić i odwiedzić.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam😊 Myślę, że miejsce dobre na rodzinny spacer. Dla mnie to też miejsce z duszą. Zapraszam do lektury innych wpisów. Serdecznie pozdrawiam😀

      Usuń