O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi. Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Rok 2018 - Podsumowanie

ROK WDZIĘCZNOŚCI

Zainspirowana jednym zdaniem z zaprzyjaźnionego bloga Ewy www.lifegoodmorning.pl (polecam), które brzmiało: "Było, minęło, a czy nie zapomniałeś podziękować", postanowiłam przyjrzeć się z bliska na swoją wdzięczność. Rok 2018 r. nazwałam Rokiem Wdzięczności. Pod koniec każdego miesiąca zapisywałam za co, w danym miesiącu, byłam wdzięczna. Tak skrótowo. Polecam Wam taki mały eksperyment. Sami zobaczycie, jak wiele jest rzeczy, za które możemy podziękować. Począwszy od zdrowia, posiadania wszystkich zmysłów, poprzez ludzi, którzy nam pomagają nawet, kiedy byśmy się tego nie spodziewali, aż do małych zdarzeń, które z pozoru mogą wydać się mało istotne, a potem okazuje się, że miały na nas duży wpływ. Zapraszam do mojego bardzo prywatnego świata...




1.    STYCZEŃ

1. Nowy Rok powitany z entuzjazmem i optymizmem oraz z postanowieniami noworocznymi:
a. wymienić okna w mieszkaniu,
b. zrobić porządek z zębami, które od sześciu lat nie widziały dentysty,
c. być szczęśliwą J.
2. Jem noworoczny lunch z Siostrą, co nie zdarza się często, a wręcz w ogóle się nie zdarza… Cóż za miła chwila, choć tofu nie jest moją ulubioną potrawą ;) Alu, całuję!







3. Spotykam się po wielu latach niewidzenia się, z kobietą, na część której mam imię…  Łzy wzruszenia, opowieści, ogólnie radość i dobre samopoczucie po spotkaniu odkładanym „na później”.  Trudno mi przestawić się na mówienie sobie po imieniu, kiedy na zdjęciach widać młodą kobietę, trzymającą małe dziecię. Tak to Wanda i Wanda J Mega pozytywna energia ze spotkania z tak cudowną osobą. Jestem przekonana, że teraz kontakt będzie częstszy. Wandziu, bardzo na to liczę i ściskam Cię mocno!




4. Zamówienie okien w pierwszych dniach Nowego Roku, zaliczka wpłacona, czekam na nowe okna na świat.
5. Trzeci tydzień stycznia i pierwsza od lat wizyta u stomatologa. Nie będę przecież czekać do grudnia, żeby spełnić noworoczne postanowienie. Wizyty będą rozłożone na cały rok, jak przypuszczam, choć słyszę, że tragedii nie ma ;).
6. Dzień Babci – jeszcze mogę go świętować, więc jestem wielką szczęściarą! Moja Babunia, choć przybrana, to jednak bardzo kochana. I cóż – nie ma takiej drugiej na całym świecie!




7. Mój Siostrzeniec obchodzi 8 urodziny, które upływają pod znakiem piłki nożnej, która zdecydowanie zdominowała świat młodego człowieka. Brawo Szymon!

2.    LUTY

1.  Mam kolejne urodziny. Swoje i mojego bloga. W obu przypadkach jestem wdzięczna za ludzi wokół mnie. I za ich życzenia, które płynęły do mnie różnymi drogami. I za moich wiernych Czytelników, także z innych, zaprzyjaźnionych blogów. Z Wami świat jest piękniejszy!




2. Walentynki i niesamowity prezent w postaci telefonu od Barbarossy z bloga „Iść w stronę słońca”. Przegadane prawie dwie godziny i jeszcze mało. Ale nie da się wszystkiego opowiedzieć przez telefon, więc reszta będzie przy spotkaniu, jak już do niego dojdzie. A że dojdzie, jestem pewna. Basiu kochana, pozdrawiam Cię serdecznie!
3. Spokojny dzień czwartkowy. Do herbaty zaglądam na bloga Vilejki „Zaplątana w historię”. Kilka lat wcześniej dałam się zaplątać w historię Jej Rodziny. I z pozoru nic nas nie łączyło, ani miejsce zamieszkania, ani rodzinne historie czy współczesne przygody. Aż do tego czwartku, kiedy to przeczytałam o Jej wpisie na blogu, jak to 70 lat temu wpisywano się do pamiętnika. I odnalazłam wpisy mojego Tatusia oraz Ojca Chrzestnego. Okazało się też, że nasze Mamy przyjaźniły się ze sobą w czasie nauki w Gimnazjum Zdobienia Szkła w Polanicy, do którego wszyscy trafili po wojnie. Spotkanie z Violą było spontaniczne i pełne wzruszeń. Obie jesteśmy przekonane, że nasi Bliscy doprowadzili do spotkania swoich dwóch córek, które choć mieszkają daleko od siebie, teraz będą już blisko duchowo J. Tak, jestem wdzięczna za to spotkanie i cudowną osobę – Violę (Vilejkę), która się pojawiła w moim życiu. Violuś, całuję!




4. Luty to miesiąc imprez rodzinnych, za które jestem wdzięczna, bo mogę je wciąż celebrować. Fajnie jak się ma z kim obchodzić radosne dni.

3.    MARZEC

1. Skończyłam leczenie kanałowe jednego zęba, mam też już dwie nowe plomby w zębach. Do końca marca będą w sumie zrobione cztery zęby. Brawo ja!
2. Dostaję telefon od dawno niesłyszanego kolegi, z propozycją rejsu po Mazurach. Jestem mocno zaskoczona i jednocześnie wprawiona w dobry nastrój, bo ja i żagle to chyba nienajlepszy pomysł, ale jednakowoż mnie zaczyna mocno zastanawiać. Kto wie, może za rok się uda przezwyciężyć mój strach przed wodą i popłynę na żagle. W tym roku muszę odmówić, bo w tym czasie mam inne plany. Robert, najmocniej przepraszam, ale i tak wiem, że będziesz miał udane wakacje beze mnie ;)
3. Planuję wyjazd na Lofoty i to jest bardzo optymistyczna myśl, że marzenie może się spełnić już w tym roku. Z tego powodu nie przyjmuję do wiadomości złych i podłych rzeczy, jakie chcą się dziać obok mnie. Bo tak J.
4. Pierwsze ciepłe dni przedwiośnia. Jadę na ukochane Podlasie. Odwiedzam Kodeń, do którego obiecałam sobie kiedyś, że jeszcze powrócę. Potem jadę na Świętą Górę Grabarkę, gdzie uświadamiam sobie, że byłam tu jakieś blisko 20 lat wcześniej. Kiedy te 20 lat minęło??? Koniec dnia to wizyta w Drohiczynie, do którego zawsze chciałam się wybrać. Wracam do domu naładowana pozytywną energią. Zmęczona ale szczęśliwa.










5. Odbieram na messengerze wiadomość od przewodnika po kowarskiej sztolni, który był moim przewodnikiem w czasie wizyty w Kopalni Podgórze. Dzięki Jego wiedzy i podsuniętym podpowiedziom, mogę zweryfikować wiadomości w poście, zamieszczonym w listopadzie zeszłego roku. Jestem za to ogromnie wdzięczna, bo zależy mi na prawdzie w moich tekstach. Emil – ogromne dziękuję! J
  
4.    KWIECIEŃ

1.  Wielkanoc. Dla mnie ogromne szczęście, że mogę zjeść z rodziną świąteczne śniadanie. Symboliczne dzielenie się jajkiem to zawsze masa wdzięczności, za to, że obok mnie ktoś jest.
2. Piątek 13-ego J I pierwsza wiosenna burza wieczorem…
3. Wdzięczność za tanie loty w Ryanair, dzięki którym rezerwuję lot do Norwegii i z powrotem. Jestem o krok bliżej do spełnienia marzenia o Lofotach J





4. Mam nowe okna. Postanowienie noworoczne spełnione. A do tego namiary na innych, jakże potrzebnych „specjalistów”.
5. Odwiedzam pierwszy raz w życiu Jaskinię Raj. Jestem szczęśliwa, że wreszcie tu dotarłam. I do dębu Bartek, by pokłonić się temu, co szumi tu od ponad 700 lat. Do tego odwiedzam po raz kolejny Tokarnię ze skansenem i zamek w Chęcinach. Dzień długi i nieco na biegu, ale jakże wspaniały!






  
5.    MAJ

1.  Majówka.  W tym roku wyjątkowo długa i wyjątkowo słoneczna. Czyż nie jest to powód do wdzięczności? Jadę pociągiem na jednodniowy wypad do Kielc. W bezprzedziałowym wagonie spotykam młodych ludzi, z którymi przyszło mi siedzieć przy stoliku. Jest śmiesznie i wesoło od samego rana. Kielce – to był naprawdę świetny pomysł.




2. 3 maja świętuję w Teatrze Stanisławowskim w Starej Oranżerii w warszawskich Łazienkach. Pomimo tylu wizyt w moim ukochanym parku, jestem pierwszy raz w teatrze. Czuję wdzięczność za tę możliwość i klimat, jaki stworzyło Towarzystwo Stanisławowskie.




3. 19 maja, w sobotę, odpracowuję dzień wolny za 4 maja. Jestem wdzięczna Księżnej Sussex, Meghan Markle i Księciu Sussex, Henrykowi Mountbatten-Windsor, że dzięki ich ślubowi, czas w pracy szybciej mi zlatuje ;).
4. Spotykam się po 14 latach z koleżanką z mojej pierwszej pracy. Doświadczam zatrzymania czasu. Agnieszko, nic się nie zmieniłaś, w zasadzie trudno uwierzyć, że jesteśmy o 14 lat starsze J

6.    CZERWIEC

1.  Dostaję na facebooku zaproszenie od kolegi, któremu kilka lat temu na Kozim Wierchu w Tatrach, oddałam przysługę i zrobiłam kilka pamiątkowych fotografii, które po urlopie przesłałam mu na maila. Kuba, sam widzisz, że ścieżki ludzkie mogą się schodzić i rozchodzić, ale tylko od nas samych zależy, czy będą one tuż obok… Fajnie J





2. Po raz kolejny spotykam się z ludźmi z klasy z technikum. Jest cudownie, pełno śmiechu i choć następne pokolenie biega wokół, to czas jakby się zatrzymał. Wspomnienia sprawiają piękny nastrój. Jestem wdzięczna, że ci ludzie stanęli na mojej drodze życia.
3. Spotkania rodzinne są zawsze pozytywnym zastrzykiem energii. A liczne imieniny i urodziny w tym miesiącu to świetna okazja do plotkowania i pośmiania się.
  
7.    LIPIEC

1.  Początek miesiąca to wspólny wyjazd z moją Siostrzenicą Martą. Tym razem jesteśmy w Korbielowie i chodzimy po szlakach Beskidu  Żywieckiego. Dla mnie to cudowny czas i jestem wdzięczna za to, że mogę go spędzić w towarzystwie kochanej nastolatki.




2. W Korbielowie poznaję dobrych ludzi. Myślę tu o cudownych gospodarzach pensjonatu, w którym mieszkamy. Jestem wdzięczna za Ich życzliwość, dobre serce i okazywaną pomoc. Za to w Żywcu jestem wdzięczna za Panią z kiosku, która pozwoliła przechować nam bagaż, abyśmy bez walizek mogły zwiedzić trochę miasta. Niestety PKP nie posiada na dworcu przechowalni bagażu ani żadnych zamykanych szafek. Po raz kolejny przekonuję się, że warto być miłym dla ludzi i uśmiechać się, bo dobro zawsze wraca.
  
8.    SIERPIEŃ

1.  Znów jestem (i to dwukrotnie) we Wrocławiu i choć w przelocie, ale spotykam się z cudowną kobietą, moją przyjaciółką Alą, z którą znamy się już trochę. Jestem wdzięczna za to, że jesteś! I choć widujemy się sporadycznie, zawsze z radością czekam na spotkanie, czy telefoniczne pogaduchy. A poza tym Wrocław to miasto, które mi się podoba i fajnie, że jest J Dodatkowo idę spełnić swoje małe marzenie z dzieciństwa i odwiedzam wrocławskie zoo. A potem spaceruję po Ogrodzie Japońskim, o którym tyle słyszałam. Tak, Wrocław to miasto, w którym dobrze się czuję.









2. Spełniam swoje duże marzenie, które siedziało we mnie od dawna. Jadę na Lofoty, pojawiam się za kołem polarnym i widzę renifera w naturalnym środowisku. I choć wyjazd był pełen także tych złych emocji, to jestem wdzięczna Znajomemu za to, że mogłam zobaczyć jeden z cudów tego świata. I poznać, czym skutkuje zbytnie zaufanie do drugiego człowieka. To cenna lekcja! Mimo tego, że coś się skończyło, jestem wdzięczna.







3. Jestem pod Tatrami, gdzie zawsze czuję się jak w domu. Mam tam przyjaciół, do których stale przyjeżdżam i nie ważne kiedy chcę się tam pojawić, zawsze czeka na mnie pokoik pod schodami. Elu, Tadziu – jestem wdzięczna, że kiedyś do Was trafiłam! I zostałam już tyle lat… A poza tym Tatry me ukochane… Jak mogłabym nie być Bogu wdzięczna, że je stworzył?




4. Poznaję Sokołowsko. I to,  jakie góry czyhają na mnie w Górach Suchych w masywie Gór Kamiennych. A wszystko to dzięki moim przyjaciołom, którzy pewnego dnia postanowili rzucić życie w Warszawie i zamieszkać w tym czarującym miejscu. Judith, Tom – dziękuję za możliwość tych przeżyć, które stały się dzięki Wam. Każde mnie ukształtowały. No i kolejny szczyt w Koronie Gór Polskich zdobyty dzięki temu, że u Was się zatrzymałam.




5. W Sokołowsku poznaję Radka, który prowadzi knajpkę Palmiarnia. Dla mnie to człowiek renesansu, bardzo uzdolniony. Dzięki niemu, po 30 latach znów dotknęłam klawiszy pianina… Niesamowite uczucie, które wybuchło z taką siłą, o jaką się nie podejrzewałam. Myślę coraz intensywniej o lekcjach gry na tym instrumencie. Radku, poruszyłeś jakąś uśpioną strunę we mnie…:)  Zazdroszczę pozytywnie talentów muzycznych, którzy mają inni. A Wam polecam miejsce magiczne – Palmiarnię w Sokołowsku.


Foto by Judith


6. Dzięki koleżance Ewelinie mam okazję zrealizować małe marzenie i zobaczyć zamek w Książu. Za zawiezienie mnie tam, za akcję ratunkową w poprzednim dniu, mogę jedynie odwdzięczyć się fotkami, które z przyjemnością robię, bo jestem świadkiem wielkiej miłości Ewel do swej psinki Tosi i to z wzajemnością. Jeszcze raz wielkie dzięki!









Foto by Judith



9.    WRZESIEŃ

1.  Jadę znów w Góry Świętokrzyskie. Udaje mi się zobaczyć dwie miejscowości: Święty Krzyż z klasztorem oraz Świętą Katarzynę. W pierwszym przypadku spełniam małe marzenie z lat szkolnych – widzę wreszcie słynne gołoborza, w drugim – odbywam interesującą pogawędkę z siostrą z zamkniętego klasztoru, przez okienko klauzuralne, czyli przez takie zakratowane okienko. Jestem wdzięczna, że nie wybrałam życia zakonnika ani pustelnika. Teraz wiem, że pomimo iż, lubię czasem swoją samotność, to nie jestem do tego stworzona J












2. Odbywam wycieczkę po swoim mieście, kultowym, starym jelczem, zwanym Ogórkiem. Podróż sentymentalna do czasów dzieciństwa, ciężkiego, ale przecież w naszych oczach beztroskiego, to zawsze cudowny moment. Jestem wdzięczna, że mogłam kiedyś tego doświadczyć, a teraz to sobie powspominać. Dziękuję koleżance z pracy Basi, która mi w tym szaleństwie towarzyszyła.





10. PAŹDZIERNIK

1.  Zawsze w pierwszą niedzielę po św. Franciszku jestem na cmentarzu dla zwierząt w Koniku Nowym koło Warszawy. Dzień Pamięci o Zwierzętach jest zawsze dniem wspominania naszych pupili. Jestem pełna wdzięczności, że przez długie lata i te szczęśliwe i te trudne, zawsze były ze mną moje kotki, za którymi bardzo tęsknię. Ale też i inne zwierzęta, które przewinęły się przez mój dom rodzinny. Fajnie, że w tym dniu jest tak dużo ludzi na cmentarzu, który jest chyba jedynym, jaki znam, gdzie nie kradnie się kwiatów.
2. Musiałam zmienić telewizor i podłączyć inny Internet w domu. Na całe szczęście trafiłam na dobrych sprzedawców, którzy podpowiedzieli mi co kupić oraz na dobrych monterów od kablówki, którzy podłączyli mi TV oraz przeciągnęli do mnie kable, aby mogła spokojnie pracować, także na korzyść czytających bloga ;) Wdzięczność moja zawsze będzie z Wami ;)
3. Przy okazji pięknej, październikowej pogody, grzechem byłoby siedzieć w domu. Wpadłam więc, na pomysł wybrania się na małą wycieczkę do Tomaszowa Mazowieckiego. Jestem wdzięczna za:
a. pogodę w tym dniu, która napawała mnie radością,
b. za panów kierowców autobusów, którzy nakierowywali mnie przy przesiadkach, bym mogła dojechać do celu,
c. za zobaczenie Niebieskich Źródeł, miłą pogawędkę z panem karmiącym łabędzie na szlaku, za puste muzeum hr. Ostrowskiego, które miałam tylko dla siebie i wiele innych ciekawych momentów tego dnia. To był wspaniały dzień!







4. Miesiąc ten niespodziewanie się ozłocił, zaczerwienił i zażółcił. Pogoda wspaniała i nagle dostaję od koleżanki propozycję wyjazdu na cztery dni w… Bieszczady! A ja myślałam już, że sezon górski mam zamknięty. Szybka zamiana dyżurów sobotnich z koleżanką z pracy i potwierdzam termin. Marta, dziękuję Ci za ten pomysł i za to, że o mnie pomyślałaś! Basiu, dziękuję za możliwość zamiany dyżurów, bym mogła doświadczyć magicznych Biesów. A w nich, poznania Jadzi i Janusza, fajnych ludzi, którzy przesuwają granicę młodości. Będę brać z Was przykład ;)









5. W Bieszczadach udaje się spotkać z kolegą Mariuszem i Jego ekipą. Niesamowite uczucie, kiedy wirtualna znajomość przeradza się w tą jak najbardziej realną J Mariusz, jestem wdzięczna, że kiedyś skomentowałeś moje zdjęcie na facebooku. Dzięki temu teraz miewam chwile z uśmiechem.
6. Nowo poznanym kolegom w Biesach – Piotrowi i Tomkowi jestem wdzięczna za poradzenie mi w jaki termos się wyposażyć na górskie eskapady. Będzie to dla mnie prezent na urodziny ode mnie samej. Udam, że to prezent-niespodzianka i ucieszę się jak przyjdzie paczka ;)

11. LISTOPAD

1.  Początek miesiąca to zawsze ciężki czas. Wspominam mych Bliskich, których nie ma. Ale też jestem wdzięczna za tych, co są i dzięki temu wizyty w Legionowie z początkiem listopada na stałe wpisały się w mój kalendarz. Mojej Siostrze i Chrzestnej zarazem jestem wdzięczna za obiady w tym dniu, kiedy przybywam. Boniu, to zawsze są super chwile!
2. W zasadzie co miesiąc spotykam się z moją fryzjerką, która najlepiej potrafi ujarzmić moje włosy, które od zawsze żyją własnym życiem. Kasiu, dziękuję za to, że jesteś i cierpliwie dbasz o moją fryzurę. I za wspólne pogaduchy i śmiechy w czasie spotkań.


                  







                        



3. Spotykam się po raz kolejny z moją szkolną przyjaciółką Moniką. Czas spędzony przy wspólnym posiłku to czas spokoju i radości mojej wewnętrznej. Jestem wdzięczna, że wróciłyśmy do rozmów o życiu…





4. Listopad to miesiąc urodzin mojej Babuni. W tym roku mogłam je obchodzić i jestem wdzięczna Bogu, że pomimo Jej 95 lat, nadal możemy się razem pośmiać i porozmawiać.

12. GRUDZIEŃ

1.  Od stycznia chodzę co miesiąc do mojej dentystki. Jestem Jej bardzo wdzięczna za dobrą atmosferę, ciągły uśmiech i sprawianie, że mój uśmiech jest coraz szerszy J I za to, że na fotel siadam już bez strachu.




2. Choć wielu może wydać się to dziwne, ale jestem wdzięczna za moją byłą Teściową (jakoś nigdy mi to słowo nie pasowało). To wspaniała kobieta, która ma w tym miesiącu imieniny. Mimo, że z Jej synem nie było mi po drodze, pozostała niezmienna w odnoszeniu się do mnie. I wciąż możemy się śmiać i serdecznie rozmawiać. Dziękuję Mamo za to, że jesteś. Adasiu, Ciebie, jak zawsze pozdrawiam ciepło J
3. Jestem wdzięczna za to, że koleżanka z pracy pomyślała o mnie i przywiozła mi z Czech piękny i praktyczny prezent. Przyjechał z bożonarodzeniowego jarmarku w Pradze. Dziękuję!




4. Kiedy rzucam hasło, by spotkać się w knajpce i posłuchać prelekcji o drodze do bazy pod Everest, tylko jedna osoba reaguje z entuzjazmem i nie jest dla niej przeszkodą posiadanie trójki dzieci i święta za pasem. Beatka, dziękuję Ci za cudowny wieczór, za śmiech, piekielnie smaczną herbatę i odwiezienie mnie potem do domu. I cóż, Orla Perć wciąż na nas czeka. J
5.  Wigilia to magiczny czas. Choć to bardzo trudny dla mnie moment, to jestem wdzięczna, że wciąż mam z kim świętować narodziny Dzieciątka. Każda kolejna Gwiazdka kształtuje mnie bardziej, choć nie przypomina tej idealnej. I przy okazji jestem wdzięczna sąsiadowi, że pomaga mi przytargać dużą choinkę do domu ;)
6. Dostaję prezent od mojego Starszego Brata. To pamiątki przywiezione z wyprawy pod Everest. Mam nadzieję, że opiekuńcze duchy himalajskie będą mnie chronić wszędzie, gdzie się pojawię. A nepalska herbata okazuje się wyborna, zwłaszcza jeśli mogę ją wypić w towarzystwie życzliwych mi ludzi.




7. Tuż przed końcem roku spotykam się z Judith, z którą wciąż i wciąż mi mało rozmów, śmiechów, po prostu pobycia razem. Jakże jestem wdzięczna, że mogłam z siebie wyrzucić emocje, które się nagromadziły we mnie od dłuższego czasu. Dzięki temu wejdę w Nowy Rok nieco bardziej „oczyszczona”.
8. Kiedy w lutym poznałam Violę, wiedziałam, że to nie przypadek. Nasze Mamy zadziałały z zaświatów i skierowały nas ku sobie. I w ostatni piątek roku, wybrałyśmy się razem na spacer do Wilanowa, by podziwiać królewskie ogrody rozświetlone milionem światełek. Violu, jestem Ci ogromnie wdzięczna za Twoją dobroć, za przyszłe wspólne plany wakacyjne i za to, że po prostu jesteś. Masz rację – nasza znajomość jest magiczna!


Foto by Viola





Wreszcie jestem wdzięczna za wszystkich, którzy w tym roku stanęli na mojej drodze życia, a których nie wymieniam z imienia. Za Bliskich, którzy zawsze są ze mną, niezależnie od tego co się w moim życiu dzieje. Dziękuję.

W tym roku doświadczyłam wielu emocji. Od radości ze spotkań, zwykłych rzeczy, spełniania małych i dużych marzeń, po te, które przyniosły dużo nerwów, rozczarowań, zawodów i łez. Ale za wszystkie jestem wdzięczna, bo mnie ukształtują na dalsze lata. I nawet jeśli teraz czuję się słaba, wiem, że potem będę silniejsza. Nauczyłam się, że koniec to czasem początek, bo tam, gdzie ktoś stawia kropkę, ja dostawiam dwie kolejne. I tego będę się trzymać.

Wszystkim Wam życzę, by ten Nowy Rok przyniósł Wam mnóstwo radości i pozytywnych zaskoczeń. Mi udało się spełnić dwa postanowienia z tego roku: zrobiłam porządek z zębami i wymieniłam okna (choć reklamowany parapet pozostał nieruszony od maja). Jeśli chodzi o trzecie życzenie… cóż, muszę jeszcze nad nim popracować. Ale i tak jestem wdzięczna za to, co już mam. Pamiętajcie, by też takimi być zawsze. 

                                        Pozostając wdzięczną za Was, 

                                                                                z miłością, Dusia







niedziela, 23 grudnia 2018

Boże Narodzenie 2018 r.


Boże Narodzenie 2018r.

Tej nocy narodzi się Miłość. Ta wielka Miłość, która od tylu tysięcy lat, podzielona na wiele malutkich atomów, dociera do nas w małych gestach i dużych czynach. Ta Miłość, którą św. Józef wraz z Maryją, Matką Bożą, na osiołku przewieźli przez pustyni żar…
Życzę Wam, byście w ten piękny czas świąteczny, a także i po nim, trzymali się tej Miłości, mieli nadzieję, która rozjaśni Wam to, co zmąciło się w życiu oraz byście mogli spędzić Wigilię i Święta z tymi, którzy dla Was coś znaczą. Bo być może, właśnie wtedy, dostaniecie od Nich kawałek nowo narodzonej Miłości…



Źródło: www.rgbstock.pl


„Tej nocy Anioł przyszedł do Józefa:
„Zbudźcie dzieciątko, co tak słodko śpi.
Judea dziś to niebezpieczna strefa
I policzone małych chłopców dni”.
Namiestnik Herod ciągle drży w obawie,
Że chociaż władzę dzierży jego dłoń,
I rzymski cesarz patrzy nań łaskawie,
To w rączkach dzieci może kryć się broń.

Uciekali, uciekali, uciekali.
Na osiołku przez pustyni żar.
Jak najdalej, jak najdalej, jak najdalej.
Ukryć Dziecię, bezcenny ich skarb.

(…)

Jeszcze nie wiemy, co nam przeznaczone.
I choć przeczucia czasem dręczą złe,
Ojciec Niebieski weźmie nas w obronę,
I znowu Anioł zjawi się we śnie.
Piasek przysypał ślady do Betlejem.
Zabłądzić łatwo, trudny każdy krok.
Tak mało mamy, tylko tę nadzieję,
Która rozjaśnia nam codzienny mrok.

Uciekali, uciekali, uciekali.
Na osiołku przez pustyni żar.
Jak najdalej, jak najdalej, jak najdalej.
Ukryć Dziecię, bezcenny ich skarb.”

Kolęda z musicalu „Metro” (J. Józefowicz, J. Stokłosa). Słowa: A. Miklaszewska, M. Miklaszewska



Źródło: www.cantaloup.fm



Wesołych Świąt Kochani!

Z miłością,  Wasza Dusia

niedziela, 16 grudnia 2018

Korbielów - najnowsza atrakcja beskidzkiej wsi


Mikroświat w skali makro,
czyli o bliskich spotkaniach
z tym co lata, kąsa
i szeleści w zaroślach


Tegoroczne wakacje w Korbielowie to był zdecydowanie świetnie spędzony czas. Pogoda dopisała, humory też, kondycja nawet za nami nadążała. Było ok. Jednakże samo miejsce latem, jakby przyczajone, zionęło ciszą, pustką i spokojem. Oczywiście miało to swoje plusy, bo jak zauważyła Tuśka, im mniej straganów z pamiątkami, tym mniej wydanej forsy. Racja. Dodatkowo mała ilość turystów dawała odpoczynek od hałasu. 


Spacer po Korbielowie w poszukiwaniu punktu aptecznego, w celu zakupu maści na ugryzienie przez owada nieznanego pochodzenia ;)



Przy tablicy wsi przy Przełęczy Glinne



Duśka na końcu Korbielowa, a dla jadących ze Słowacji jakby na początku ;)


Korbielów to wieś położona w województwie śląskim, na Żywietczyźnie, na stokach Pilska. Jest to miejscowość typowo turystyczna, która największe zainteresowanie budzi zimą, ze względu na ośrodki narciarskie u stóp Pilska. Są tu i orczyki i wyciągi krzesełkowe , także jest to dobre miejsce dla wielbicieli białego szaleństwa. W samej miejscowości nie ma praktycznie żadnych atrakcji, za wyjątkiem jednej, o której za chwilę. 


Główna ulica Korbielowa


W Korbielowie znajduje się sanktuarium poświęcone Matce Bożej Pani Korbielowskiej. Jest to kościół i parafia pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny Królowej Aniołów. Opiekują się nią oo. Dominikanie. Myśl o wybudowaniu kościoła pojawiła się już przed I wojną światową. Dopiero w 1926 r., gdy warunki materialne zaczęły się poprawiać, a do Korbielowa zaczęli ściągać turyści, sprawa świątyni powróciła. W 1931 r. rozpoczęto prace. A pięć lat później nastąpiło poświęcenie kościoła pod wezwaniem NMP Królowej Aniołów. Co niedzielę przyjeżdżali księża z Jeleśni, by odprawić mszę. W 1953 r. rozpoczęto budowę plebanii. A w 1958 r. przybyli oo. Dominikanie, którzy zamieszkali w niewykończonej jeszcze plebanii. I choć władze komunistyczne były nieprzychylne, zakon sprawuje pieczę nad terenem i kościołem do dziś. Dom zakonny powstał tu w 1979 r. a klasztor w latach 1988 - 1994.


Kościół p.w. NMP Królowej Aniołów i zabudowania klasztorne z tyłu



Wnętrze kościoła - wrażenie robi drewniany sufit świątyni



Zabytkowa drewniana kaplica przy głównej drodze



Kapliczka przy głównej drodze, jadąc na Przełęcz Glinne



Dziki zakątek Korbielowa


A kiedy przyszedł czas, że chciałyśmy nieco odpocząć po wędrówkach górskich, postanowiłyśmy podejść na pobliską granicę, by dokonać niezbędnych zakupów po stronie słowackiej. W tym celu przeszłyśmy ponad godzinę asfaltem, by znaleźć się na Przełęczy Glinne. 


Idąc asfaltem, szłyśmy równocześnie czarnym szlakiem i jakby nie było wchodziłyśmy poniekąd w Żywiecki Park Krajobrazowy



Przełęcz Glinne (809 m n.p.m.) Tędy przebiega też Główny Szlak Beskidzki im. Kazimierza Sosnowskiego


Przełęcz Glinne, zwana też Przełęczą Korbielowską, położona jest 809 m n.p.m. Oddziela masyw Pilska na zachodzie od pasma Babiej Góry na wschodzie. Grzbietem jej biegnie Wielki Europejski Dział Wodny, a także granica polsko – słowacka. Po polskich stokach przełęczy spływają źródłowe cieki potoku Glinna, od którego nazwa przełęczy wzięła nazwę. Jej druga nazwa, Przełęcz Korbielowska wiąże się z wsią Korbielów, pod którą podlega pod względem administracyjnym. Jeszcze do połowy XIX w. przełęcz nie była używana jako przejście graniczne, gdyż dostęp do niej był utrudniony. Bity trakt położono w 1865 r. II wojna światowa to zamknięcie ruchu w tej części Beskidu Żywieckiego. Na przełęczy stanął szlaban i posterunek WOP. Dopiero od początku lat 70 XX w. aż do stanu wojennego w 1981 r. znajdowało się tu przejście graniczne. W latach 90. XX w. było tu więcej ruchu, gdyż działało międzynarodowe, drogowe przejście graniczne, przystanek autobusowy dla kursów z Żywca, budynki prowadzące sprzedaż produktów regionalnych czy kantory wymiany walut. Po wejściu Polski do strefy Schengen, zlikwidowano przejście graniczne w 2007 r.


Przełęcz Glinne to równocześnie niefunkcjonujące już przejście graniczne, o czym przypomina budynek dawnej granicy



Duśka po stronie polskiej



Tuśka jeszcze po stronie polskiej, ale już pod słowacką tablicą


Szybciutko przeszłyśmy na stronę Słowacji, by w pierwszym sklepiku na ziemi żylińskiej dokonać absolutnie smacznych pamiątek J.


Pamiątki z wypadu na Słowację - no kto im się oprze? :)


A co można zrobić w Korbielowie, kiedy już przejdzie się wzdłuż i wszerz całą wieś? No właśnie… Gdyby nie fakt, że dzień wcześniej, schodząc ze szlaku, napotkałyśmy baner z napisem, to pewnie nie wiedziałybyśmy o nowej atrakcji w Korbielowie. A mowa tu o Parku Owadów Gigantów. To największy w kraju park owadów. Zlokalizowany jest przy Hotelu Harnaś. Szkoda, że przy głównej drodze we wsi, nie było żadnego kierunkowskazu, bo to fantastyczne miejsce dla rodzin z dziećmi. Otwarcie parku nastąpiło 1 maja 2018 r. Można obejrzeć tu około trzydziestu okazów, monstrualnych rozmiarów.


Tuśka przy JELONKU ROGACZU. To jeden z największych chrząszczy w Polsce. Osiąga 6 cm długości. Żuwaczki samca przypominają poroże jelenia i stąd nazwa tego chrząszcza.



ROHATYNIEC NOSOROŻEC. Zazwyczaj takie rogi mają samce. Ciekawostką jest, że ten chrząszcz może podnieść ciężary 380 (!) razy większe od niego.



Park Owadów Gigantów



Ta sympatyczna gąsienica to WIDŁOGONKA SIWICA. Ale kiedy zwierzątko jest czymś wystraszone lub zaniepokojone, gwałtownie zwraca głowę w stronę wroga i wypuszcza kilka strumieni kwasu mrówkowego z gruczołka nad pyskiem oraz trzęsące się czerwone wici z widełek.



Ścieżka w parku tematycznym



ŚWIERSZCZ POLNY. W Polsce jest powszechny na terenie całego kraju, choć prawie wcale nie występuje w Kotlinie Nowotarskiej i Tatrach. Samce i samice nie różnią się zbyt wiele długością ciała i osiągają od 17 do 23 mm długości.



MODLISZKA ZWYCZAJNA. O, to jest aparatka w świecie owadów! Samce są zwykle mniejsze od samic. Samice zaniepokojone uciekają pieszo, za to samce próbują poderwać się do lotu. Pierwsza para odnóży przekształcona jest u modliszek w narząd chwytny, tak silny, że nawet koniki polne nie mają szans. Owady te nie polują, siedzą nieruchomo i czekają aż ofiary same podejdą na tyle blisko, że mogą je chwycić odnóżami. Los ofiar jest straszny - modliszki zjadają ją żywcem, zaczynając od głowy. Bryyy...


Żyją obok nas. Spotykamy je ciągle. Gryzą nas, opędzamy się od nich, czasem obserwujemy z zachwytem. Żyją w lasach, na łąkach, w naszych domach…  Są piękne i odrażające jednocześnie. Owady. Po coś je Bóg stworzył, więc taki park tematyczny to dobra lekcja dla wszystkich i także mądre przesłanie, by nie krzywdzić tych małych żyjątek, które współistnieją w naszym świecie. Wśród nich są wojownicy, łagodne istoty, drapieżniki i piękności. I wszystkie starają się przeżyć. Oczywiście najbardziej odpychającym owadem w parku okazał się kleszcz oraz komar, bo wiadomo co oznacza takie spotkanie dla człowieka. Ale dobrze jest wiedzieć, że to, co podziwiają nasze oczy, wcale nie musi być miłe, a to, co odraża, wcale nie musi oznaczać drapieżnego zwierza. Świat mikro naprawdę potrafi być fascynujący!



Duśka, zgrana kolorystycznie przy PRZEKRASKU MRÓWECZCE. Bardzo pożyteczny, bo odżywia się szkodnikami, m.in. kornikami. Spotkać go można w całej Polsce, w lasach iglastych. Ale trzeba uważnie się przyglądać, bo jego długość waha się od 7 do 10 mm. 



JĘTKA KARPACKA. Występuje niemal w całej Europie. Dorosłe jętki roją się od maja do sierpnia, mają silnie uwstecznione narządy gębowe i nie pobierają pokarmu. Ciekawostką jest fakt, że larwy mogą rozwijać się od roku do trzech lat.



ŻAGNICA BŁĘKITNA. Gatunek ważki, która przebywa w gęstych zaroślach, blisko wody stojącej, jaką są np. oczka wodne. Samce mają ubarwienie niebieskie, samice zielone. W swoich polowaniach na inne owady, mogą pokonywać spore dystanse.



ZAŻARTKA DRZEWNA to gatunek owada z rzędu pluskwiaków. To drapieżnik polujący np. na mszyce lub inne bezkręgowce, które po zabiciu... wysysa. Sam osiąga 1 cm.  



KRZYŻAK ŁĄKOWY plecie okrągłe pajęczyny, w które łapie inne owady. Ma kulisty kształt, a na nim cztery białe plamki, czasem zlewające się w krzyż, stąd jego nazwa. Pająk ten żyje na obrzeżach lasów, w parkach i w zaroślach.



SMUKLENIEC  wygląda jak patyczak, jest taki szaro - bury, a to jest pluskwiak! Ciało jego jest wydłużone i smukłe, cienkie są jego nóżki i czułki. Za to ma dobrze rozwinięte skrzydła. Prawda, że całkiem dobrze mu z pyska patrzy?



Ten ładny chrząszcz to BIEGOWIEC OSOWATY. Zamieszkuje południową i środkową część Europy. Głównie buszuje w lasach liściastych na terenach nizinnych i górzystych.



Okazy w Parku Owadów Gigantów



A to owad o zabawnej nazwie. Oto BĄK ŚLEPAK :) Bąk czyli potocznie nazwany trzmiel. Czemu ślepak, skoro ma duże, błyszczące i do tego kolorowe oczy? Z reguły owady te mają krępą budowę ciała, a skrzydła szerokie.



Kolejny owad też ma fajną nazwę. To SŁONIK ORZECHOWIEC. Ma charakterystyczny ryjek i często spotkać go można w lasach liściastych. Owad ten preferuje ogrody, a miejsca, gdzie rośnie leszczyna wprost ubóstwia. Postrzegany jest jako szkodnik upraw orzechów laskowych, ponieważ w kilka sekund potrafi przebić się przez skorupę niedojrzałego orzecha.



Nie mogło zabraknąć zdjęcia z PSZCZOŁĄ MIODNĄ. O jej pożyteczności nie trzeba nikomu przypominać. Wiecie, że pszczoły widzą promieniowanie ultrafioletowe? Żyją w dobrze zorganizowanych społecznościach, budują z wosku plastry, służące do przechowywania czerwi i gromadzenia pokarmu. Zarówno osobniki dorosłe jak i larwy odżywiają się nektarem, pyłkiem kwiatowym i spadzią. Ratujmy pszczoły, bo dają nam miodek!



Ten owad jest okropny. To PADLINÓWKA CESARSKA. Żeruje na padlinie, kale i gnijącym mięsie. Jedna samica może znieść do 600 jaj w padlinie, mięsie i w ropiejących ranach żywych zwierząt! I może to też zrobić na człowieku!!! I w dodatku potrafi złożyć jaja z powietrza. Lepiej unikać takiej muchy, jeśli mamy do czynienia z mięsem.



BIEDRONKA OCZATKA wygląda niewinnie, ale w rzeczywistości to drapieżnik polujący na mszyce. Największa z występujących w Polsce biedronek ma 9 mm.  Oczatka przemieszcza się po całym świecie, nie obowiązują jej wizy, paszporty i odprawa bagażowa ;)



ZAGŁĘBIEC TRZPIENIKOWATY to kolejny owad rodem z horroru. Samica, po odnalezieniu pod korą larwy trzpiennika, przebija korę i drewno i następnie składa jajo w larwie, tym samym larwa zgłębca pasożytuje w larwie trzpiennika. I początkowo odżywia się tkankami mniej ważnymi dla ofiary, a pod koniec stadium larwalnego zjada go doszczętnie. Przepoczwarza się wewnątrz pustej powłoki żywiciela. Ble...



WIERZCHOŁÓWKA to drapieżna muchówka. Rozmiarami dorównuje szerszeniowi. 



A tu i sam SZERSZEŃ. Uzbrojony w żądło, którym w czasie walki próbuje zabić przeciwnika. Wbrew przekonaniom i kłamliwym plotkom, to bardzo łagodne stworzenia. Atakują wtedy, gdy ktoś zakłóci ich mir domowy, chce zniszczyć gniazdo lub wchodzi w tor lotu. Użądlenie człowieka daje piekący ból dla homo sapiens i może być dla człowieka niebezpieczne dla życia. Lepiej omijać te owady.



Żyjątko to, o szyderczym spojrzeniu, to KLESZCZ POSPOLITY.  Tu w wersji opitej. To pajęczak z rodziny kleszczowatych. Żyje w lasach, na paprociach i innych roślinach. Przesiaduje czekając na swoją ofiarę. Potem chwyta się go i hyc pod skórę...



A tu KLESZCZ POSPOLITY  w wersji normalnej, czyli jeszcze nie najedzony i nie opity. Kleszcze przenoszą takie choroby jak borelioza, wirusowe zapalenie płuc, anaplazmoza oraz kleszczowe zapalenie mózgu, rzadziej babeszjoza, tularemia (ostra bakteryjna choroba zakaźna) i riketsje (bakterie). Sprawdzajcie się dobrze po każdej wizycie na łące czy lesie, zwłaszcza zagłębienia w ciele!!!



Znalazłam swojego rycerzyka! :) I to pod kolor :) A dokładniej pluskwiaka o nazwie ZWINIEC RYCERZYK. Jego ciało dochodzi najczęściej do 12 mm i jest czerwono - czarne.



PODKRZEWIN SZARY to gatunek ciepłolubnego owada z rodziny pasikonikowatych. Powszechnie występuje wśród przydrożnych zarośli, na łąkach i polanach od lipca do października. Samica składa jaja na jesień, najczęściej do ziemi, ale zdarza się, że i na łodygach, w liściach czy zbutwiałym drewnie. Embrion rozwija się do maja, a w lato mamy już dorosłe osobniki. 



Prawda niezaprzeczalna - TURKUĆ PODJADEK istnieje naprawdę! To właśnie on. To jeden z największych owadów w Polsce. Większość czasu spędza pod ziemią. Samica opiekuje się jajami i potem młodymi. Owady te żyją od dwóch do czterech lat. Postrzegane są jako szkodniki, bowiem jako żyjątka wszystkożerne, podjadają rośliny na polach uprawnych a także w przydomowych ogródkach. A ja myślałam, że to mama mnie tak nazywała, kiedy podjadałam w kuchni smakołyki...



To włochate coś to PCHŁA LUDZKA. Może też pasożytować na psie, kocie, borsuku, lisie a nawet kurze i kaczce, wliczając w to także szczura wędrownego. W czasie ukłucia pchła wsącza do ranki drażniącą wydzielinę w ślinie, która powoduje podrażnienie skóry. I jak wiadomo pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł, bo żyjątko to przemieszcza się niemalże z prędkością światła...



Z pewną dozą nieśmiałości Tuśka stanęła przy PLUSKWIAKU MIRIS STRIATUS. Owad ten ma ładne umaszczenie, żeruje głównie na krzewach. Ciekawostką jest jego przemiana w dorosłego osobnika. Larwa kilka razy linieje, a z każdą zrzucaną warstwą coraz bardziej upodabnia się do formy ostatecznej. Chociaż owad ten posiada skrzydełka, raczej nie są one zdolne do lotu, gdyż są słabo wykształcone.



Najbardziej upier....y owad na świecie. To oczywiście KOMAR POSPOLITY. Te jego słynne "śpppiiszzz...?" gdy tylko zgasisz światło... Albo gdy chcesz mieć romantyczną randkę nad jeziorem w środku lata, a jedyne o czym myślisz, to jak ubić dziada... Przenosi różne choroby, żywi się krwią. Podobno takie wredne są samice, ale ja tam i samcom nie wierzę.



OGNICZEK choć ma ognisty kolor tułowia to jest na tyle spłaszczony, że może przeciskać się pod korą, w szczelinach i spękaniach drewna. Ma silne żuwaczki, dzięki którym chwyta swój główny pokarm, jakim są larwy innych owadów.



W dzieciństwie zawsze bałam się SKORKA POSPOLITEGO potocznie zwanego SZCZYPAWKĄ. Teraz też mnie trzęsie na jej widok. Ale to w sumie pożyteczne zwierzątko. Zjada mszyce i małe gąsienice. Jest naturalnym wrogiem rybika cukrowego. Może też zapolować na muszkę owocówkę (ale tylko ten z hodowli). Lubi siedzieć w ciemnych i lekko wilgotnych miejscach, czasem melduje się w budkach lęgowych czy gniazdach ptaków.


Park Owadów Gigantów zwiedziłyśmy z Tuśką same. Specjalnie dla nas otworzono park, nie było żadnych innych turystów. Być może winą jest brak reklamy przy bardziej uczęszczanych trasach. A szkoda, bo warto zapoznać się z tym miejscem. Choć park funkcjonował od raptem dwóch miesięcy, to można było dostrzec zniszczenia okazów, pourywane czułki czy naderwane skrzydełka. Niechlujnie i z błędami przygotowano też tablice informacyjne o owadach. Myślę, że jest to do dogrania, poprawienia, by dalej cieszyło oczy. Mimo to polecam gorąco!

W Korbielowie stołowałyśmy się w pewnej karczmie, w której zazwyczaj wychodziłyśmy bardzo najedzone. I po takim spacerku również zawitałyśmy na góralską wyżerkę. Dotoczyłyśmy się na kwaterę i popołudniowy wieczór spędziłyśmy na różnych grach, typu statki czy memory. A wieczorem podziwiałyśmy zachodzące słońce, które różem i pomarańczem rozlało się po niebie. 


W oczekiwaniu na jedzonko ;)



Koniec dnia



Dobranoc się z Państwem :)


Kolejny dzień znów spędziłyśmy na szlaku, ale o tym, kiedy indziej. Zatem do zobaczenia!