O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi.Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...

środa, 6 maja 2020

Tatry - Z Kuźnic do Kuźnic przez Jaworzynkę, Halę Gąsienicową, Kasprowy Wierch


Tatrzańska walka zimy z jesienią,
czyli o tym jak strach ma wielkie oczy

W zeszłym roku dwutygodniowy urlop w Tatrach udał się połowicznie. O ile w pierwszym tygodniu spędzonym po słowackiej stronie było słońce i można było wyjść wysoko w góry, chodzić w krótkim rękawku we wrześniu i cieszyć niebieskim niebem, o tyle drugi tydzień w Tatrach po stronie polskiej, przyniósł deszcz, chłód i… pierwszy śnieg. Jak się potem okazało, w zasadzie to był jedyny śnieg tego roku, jaki widziałam. Ale tego jeszcze nie wiedziałam.
Pewnego dnia, kiedy wydawało się, że już dość siedzenia na kwaterze, że chcę znów pójść na górski spacer nieco wyżej, niż przysłowiowe Krupówki, postanowiłam odbyć wędrówkę. Ponieważ pogoda nie szykowała się zbytnio na moje przyjście, pomyślałam, że wybiorę się tylko na Przełęcz Świnicką i dalej zejdę w kierunku Kasprowego Wierchu. Oczywiście po drodze zamiotło tak, że skończyło się na spacerze, który odbyłam kilka lat wcześniej, tyle, że pięknym latem. Cóż… tym razem to pogoda dyktowała warunki, a ja nie zamierzałam narażać swoich kończyn.


No to ruszamy ;)


Przebyta trasa: z Kuźnic żółtym szlakiem Doliną Jaworzynki do Przełęczy między Kopami, potem niebieskim szlakiem do Doliny Gąsienicowej, potem znów żółtym szlakiem do Suchej Przełęczy i dalej na Kasprowy Wierch, następnie zejście zielonym szlakiem do Kuźnic.

Dolinę Jaworzynki, którą tyle razy przemierzałam, darzę sympatią. Zwłaszcza stare pasterskie koliby, które przywołują przed oczy obrazki górali pasących tu owce i zajmujący się obróbką owczego mleka. Gdyby nie liczni turyści to w wyobraźni może można by jeszcze usłyszeć, poprzez wiatr, szczekanie bacusiów 😉 W dolinie tej miałam już przyjemność obserwować sarenki na porannym wypasie i witać się po drodze z górskimi czarnymi wiewiórkami.


Szałasy pasterskie w Dolinie Jaworzynki



Fragment żółtego szlaku


Najtrudniejszym momentem we wchodzeniu na Przełęcz między Kopami jest miejsce, gdzie szlak zakręca w prawo po stromym i często śliskim, szerokim podłożu. Ale jednocześnie jest to świetny punkt widokowy na Dolinę Jaworzynki.


Dolina Jaworzynki widziana z najbardziej stromego podejścia na przełęcz



Pierwszy śnieg na szlaku


Jak zawsze na Przełęczy między Kopami 1499 m n.p.m.(między Małą (1577 m n.p.m.) a Wielką Kopą Królowej (1531 m n.p.m.) – tak, tak, to nie błąd, mała jest wyższa od wielkiej 😉 i w sumie poprawna nazwa powinna brzmieć Kopa Króla, bo nazwa jest od nazwiska górala, właściciela tych terenów) zjadłam kanapkę. Tutaj też łączy się szlak ze szlakiem niebieskim przez Boczań, więc zazwyczaj jest to przystanek na odsapnięcie dla wielu turystów.


Skupniów Upłaz



Przełęcz między Kopami



Widok z Przełęczy między Kopami w stronę Żółtej Turni (za choinką ;)) i Wołoszynów


A potem… potem otwiera się jedna z najładniejszych dróg widokowych na Dolinę Gąsienicową. Tym razem wierzchołki gór pokryte były małą warstewką śniegu. I nie było już wierzbówki kiprzycy w fioletowym kwitnieniu. Nad doliną rozpostarł się cień od licznych ciemnych i złowrogich chmur.


Jedna z najładniejszych dróg w Tatrach - słynne zejście w Dolinę Gąsienicową



Betlejemka w Dolinie Gąsienicowej



Uwielbiam tę dolinę...



Kościelce na tle zaśnieżonych już szczytów - w chmurach zniknęła Świnica, za to z lewej strony widać charakterystyczne wcięcie Zawratu 



Widok w kierunku Kasprowego Wierchu



Dolina Gąsienicowa



Ocho, idzie zło... Chmury nad Orlą Percią



Hala Gąsienicowa, w tle Świnica, Pośrednia Turnia i Przełęcz Liliowe


I kiedy usiadłam na chwilę na łyk ciepłej herbaty, kiedy myślałam o wejściu na Świnicką Przełęcz, z nieba huknęło zawieją śnieżną. Z miejsca zrezygnowałam z pójścia tam, gdzie ciemno, ślisko i zapewne mocno wiejąco. Nie chciałam też wracać, więc poczłapałam powoli w stronę Kasprowego Wierchu.


No i pada...



Na żółtym szlaku połączonym  z czarnym



A za plecami jesień jeszcze...



A przede mną zima... i zadymka śnieżna



Z lewej dumny Kościelec (2155 m.n.p.), Świnica w chmurach, ależ musiało się tam wtedy dziać...



W stronę Kasprowego Wierchu



Pierwotny plan zakładał podążanie szlakiem czarnym na Świnicką Przełęcz. Ale zrezygnowałam i poszłam dalej żółtym na Suchą Przełęcz


Co chwilę stawałam i patrzyłam na Świnicę, Żółtą Turnię, kawałek Granatów i oczywiście królujący nad okolicą, majestatyczny Kościelec, a w zasadzie dwa Kościelce – ten właściwy i Zadni. Obrazki zmieniały się jak w kalejdoskopie. Raz było je widać, a po sekundzie niknęły w chmurach.
Ostrożnie stawiałam kroki, bo im wyżej, tym robiło się mało stabilnie. Nie miałam nawet raczków na butach, więc oblodzone kamienie wciąż zapraszały mnie do tańca. No jakoś nie miałam na to wówczas ochoty.


Kościelce, Świnica, Skrajna Turnia



Żółta Turnia nad Doliną Gąsienicową



Cienka kreseczka Zielonego Stawu



Od lewej: Żółta Turnia, Granaty, Kościelce, Świnica



Chwila potem zmiana kolorów - dolina bez niebieskości... Z prawej Zielony Staw



Im wyżej, tym więcej śniegu i lodu



I znów Świnica skryta za chmurami, za to Kościelec dumnie wyprostowany - tu najlepiej widać, że nie jest to szlak prosty i łatwy aby znaleźć się na czubku góry



Od lewej: Świnica, Pośrednia Turnia, Przełęcz Liliowe i Beskid



Szlak żółty biegnie pod wyciągiem narciarskim na Kasprowy Wierch



Naprawdę trudno jest oderwać wzrok od tego widoku...



Dolina Gąsienicowa jeszcze gra z jesienią w zielone...



Powoli włączam tryb gejszy... małymi kroczkami do góry



Turnie Nalepki



Masyw Gładkie Stawiańskie



Dolina Gąsienicowa i lód na szlaku



Obserwatorium meteorologiczne na Kasprowym Wierchu już dobrze widoczne


Cała i w jednym kawałku doszłam do Suchej Przełęczy (1949 m n.p.m.), drobiąc niczym gejsza. Czapka powędrowała na głowę już dawno, a rękawiczki na dłoniach przyjemnie je grzały. Nad Kasprowy Wierch nadciągał armagedon. Stałam jak zahipnotyzowana. Lubię widok z Kasprowego Wierchu, spod kolejki linowej, z przełęczy czy z pobliskiego Beskidu. Ale tym razem chmury zagęściły się bardzo w Dolinie Cichej, a od Tatr Zachodnich szła wielka granatowa chmura. No, ta to mnie zawsze wyczuje, skubana jedna…


Stara znajoma... ona zawsze pójdzie gdzie ja, taka towarzyska ta chmura



Armagedon nad Kasprowym Wierchem



Górna stacja kolejki na Kasprowym Wierchu widziana z Suchej Przełęczy



Nawet Krywań się schował - widok na słowacką Dolinę Cichą



Dolina Tichá


Postanowiłam podejść do górnej stacji kolejki linowej i nieco się ogrzać, zjeść kanapkę, wypić herbatę. Usiadłam w kąciku i obserwowałam „zdobywców” Kasprusia. Jedni cisi i spokojni, studiowali mapę, rozmawiali, inni głośni, napychali się frytkami i kotletem. Norma. Nic nowego.


I wątpliwości nie ma ;)



Tablica poświęcona księdzu Walentemu Gadowskiemu, twórcy Orlej Perci



Tablica pamiątkowa - jak mawiał Ojciec Święty: "Pilnujcie mi tych szlaków"



Pod górną stacją kolejki, a śnieg sobie prószy...


Pora była wracać. Wyszłam przed stację kolejki. A tam… ciemno i niewiele widać. Żeby dostać się na szlak, który miał mnie zanieść na kwaterę, muszę przecież wejść wyżej pod stację meteorologiczną. I to jest ten właściwy wierzchołek Kasprowego Wierchu. Wchodziłam schodkami nieco „na pamięć”. Na czubku góry gęsto i ciemnawo.


Szlakowskaz na kopule szczytowej Kasprowego Wierchu



Powalające widoki ze szczytu. Normalnie panorama z wierzchołka jest praktycznie dookoła głowy i jest to jeden z najlepszych punktów widokowych na granicy naszego państwa



Granica państwa w chmurach



I ten sam widok, gdy chmury na chwilę się podnoszą...



Szlak z Kasprowego Wierchu w stronę Czerwonych Wierchów jest jednym z moich ulubionych. Powstały o nim co najmniej dwa posty na blogu, zapraszam, poczytajcie, warto tam się przejść



Kurzawa na stokach Kasprowego


Zaczęłam się zastanawiać, czy nie cofnąć się do kolejki i nie kupić biletu na zjazd. Ale coś w środku mnie, zapewne jakiś diabełek, mówiło: nie bój się głupia! Przecież każda chmura kiedyś musi się rozwiać. I stałam tak, chłostana wiatrem (no za co? Ja się pytam…)


Prawie nic nie widać...



I sekundę później...



A tu po dwóch sekundach :) Granica państwa



Tego dnia chmury kotłowały się w górze cały czas...



Im niżej, tym bardziej jesiennie



Jeszcze raz na stoku Kasprowego


I pomalutku, krok za krokiem zaczęłam schodzenie w dół. Szlak zielony w kopule szczytowej jest dość niebezpieczny o tyle, że po prawej stronie (przy schodzeniu) lub po lewej stronie (przy wchodzeniu) jest strome urwisko i odsłaniają się skały Kasprowego Wierchu. A tuż przy nim wiedzie szlak. We mgle czy śnieżnej kurniawie może być niewesoło… Tu też należy zachować daleko idącą ostrożność. Potem jest już spokojnie, wygodnie i przyjemnie aż do środkowej stacji kolejki na Myślenickich Turniach.


Wagonik kolejki na Kasprowy to taki mały punkcik na tle gór, w tle Zawrat Kasprowy



Wagonik w przybliżeniu



Niebezpieczne, we mgle czy śnieżnej zawiei, miejsce na szlaku zielonym, wiedzie tuż obok urwiska



Ściana Kasprowego za mną...



I jeszcze z widokiem na granicę państwa



Jesień, zima, zima, jesień... Odwieczna walka pór roku



Zawrat Kasprowy widziany z zielonego szlaku



Zawrat Kasprowy i widok na Polanę Kalatówki



Schodzenie po oblodzonych kamieniach nie należy do najprzyjemniejszych, za to widoki rekompensują wszystkie trudy



Widok na Suchą Czubę (1696 m n.p.m.)


Schodziłam więc, powoli, znów w trybie gejszy. Oblodzone kamienie sprawy nie ułatwiały. Zima zdecydowanie chciała się rozpanoszyć w górach. Zaledwie kilkadziesiąt kroków dzieliło mnie od powrotu do jesieni. Wreszcie udało się. Zeszłam niżej i otworzył się przede mną widok na Dolinę Goryczkową i częściowo Kondratową. Śpiący Rycerz spał niewzruszony…


Polana Kalatówki



Polana Kalatówki i stacja kolejki na Myślenickich Turniach



Kotlina Nowotarska



Dolina Goryczkowa z widocznym budynkiem Goryczkowa Bufet po lewej stronie



Giewont i zaśnieżony czerwony Grzbiet biegnący na Małołączniak



Giewont w jesiennej szacie



Goryczkowa Czuba, Kopa Kondracka i dalej reszta Czerwonych Wierchów



W stronę Myślenickich Turni


I tak sobie szłam sama na szlaku, kiedy usłyszałam donośny dźwięk… Moje rozbiegane myśli stanęły jak wryte, a ja zaraz za nimi, wpadając na nie z siłą rozpędzonego pociągu. C.O  T.O  B.Y.Ł.O.??? Pierwsza myśl, najbardziej śmiała wysnuła przypuszczenie, że to ziewnął niedźwiedź. No tak, miśki mają gawrę w okolicach Kasprowego, więc to bardzo możliwe, że sobie gdzieś tu chodzi. Ale może zaraz sobie pójdzie? Może nie wejdzie mi na ścieżkę, może… może… o jeju… I znowu ryk, który niósł się po całej dolinie. Czułam, że nagle pojawił się towarzysz wędrówki, czyli lekki strach. Schodziłam jednak w dół. I kolejne ryknięcie… Myśli grzecznie skuliły się w kłębek, a ja wreszcie odzyskałam swobodę myślenia. Ok. Mamy ryk na całą dolinę, a przecież niedźwiedzie są raczej cichutkie, jedzą te swoje korzonki, jagódki ale nie robią przy tym tyle hałasu. I nagle olśnienie! Przecież mamy wrzesień! No tak… ten niesamowity dźwięk wydają… jelenie na rykowisku. O matko, strach jakby się nieco wyprostował, bo lepiej nie wchodzić im wtedy w drogę. Kiedy zwierzęta żyją miłością, rywalizują z samcami o samice, to wcale nie są takie milusie jakby się mogło wydawać. Schodziłam dalej z nadzieją, że umizgi nie będą na mojej ścieżce.


Kto odnajdzie zwierzęta na zdjęciu? :)


Dotarłam do Myślenickich Turni i z duszą na ramieniu szłam w stronę Kuźnic przez las. Wciąż słyszałam ten niesamowity ryk. Jelenie darły japki, jakby grały w sztuce rodem z antycznego teatru.  I nagle wyszłam na otwartą nieco drogę i spotkałam jakiegoś pana, który zapytał mnie czy też T.O słyszę. No jak mam nie słyszeć, jak niosę ze sobą myśli spięte na agrafkę, strach i duszę w plecaku. Po czym zapytał, czy chcę zobaczyć jelenie. ??? Uciekać! Uciekać! A uprzejmy pan wyjął lornetkę i mi ją podał z tekstem – tam są! W tamtym momencie poczułam jak strach zeskakuje mi z pleców a dusza wraca na właściwe miejsce. Rzuciłam okiem w kierunku zwierząt. Daleko, na wzgórzu, na polance stały dwa jelenie. Majestatyczne, piękne z dużymi porożami. Chyba się już dogadały co do samicy, bo mniejszy rudy skubał coś odwrócony zadkiem, natomiast większy szary, nagle odwrócił się w moją stronę. Jakby wiedział, że na niego patrzę. Stał nieporuszony, jak władca tych terenów i miałam wrażenie, że patrzy prosto na mnie. Jego piękne, wielkie poroże zrobiło na mnie wrażenie. Już się nie bałam, były daleko i zajęte swoimi sprawami. Mogłabym tak stać i patrzeć na nie, ale wypadało oddać lornetkę właścicielowi.


Jelenie stały daleko, dlatego zdjęcie nieostre, ale i tak są piękne...



Ich donośny ryk robi wrażenie


Podziękowałam i poszłam dalej do Kuźnic. Chyba na ten dzień atrakcji mi starczyło. Kolejne dni przyniosły znów opady deszczu, więc siedziałam na kwaterze i nadrabiałam lekturę książek. Czasem i tak dobrze jest spędzić urlop.
Zatem do następnego razu!
Hej!