W starym dworze,
czyli historia o świecie,
który przeminął z wiatrem…
Listopad zeszłego roku sypnął lekkim śniegiem. Przemierzając
wielkie połacie graniczne Mazowsza z Podlasiem, widząc walkę jesieni z zimą,
nastrajało mnie to nieco nostalgicznie. Całkiem jak XIX w. kobietę, która w
obliczu nadciągającego zimna, wspomina ciepłe i przyjemne chwile, które miały
miejsce latem. Mój nastrój spotęgował się jeszcze bardziej, kiedy dotarłam do
miejscowości Dąbrowa. Dziś Drogi Gościu zapraszam Cię do minionej belle epoque.
Do świata, który przeminął z wiatrem…
Dąbrowa –
cicha i mała wieś w Polsce, w województwie mazowieckim, choć już na pograniczu
ze środkowym Podlasiem. W dawnej ziemi drohickiej do 1930 r. funkcjonowała jako
Duplewice, gdyż miejscowość dzieliła się w świadomości mieszkańców na „małą” i
„dużą” wieś.
Do lat 50. XIX w. Duplewice należały do dóbr łysowskich. Ich właścicielami byli Jakub
Dobrzyński i jego żona Rozalia z Kłopotowskich. Dla nich to właśnie powstał
dworek wzniesiony w 1852 r. Gospodarzyli tu do 1909 r.
W sąsiednim dworze, w
Łysowie, w 1890 r. pracował jako guwerner Stefan Żeromski (1864-1925), polski
pisarz. Zapewne kontakty z dworem w Duplewicach były utrzymywane.
Potem
właścicielami majątku zostali Bujalscy i Fayettowie. Ale na bardzo krótko,
bowiem w 1911 r. Duplewice nabyli Ignacy Fonberg z żoną Zofią z Łuniewskich.
Wówczas majątek liczył sobie 400 ha gruntów ornych i 100 ha lasów. Posiadał
stajnię dla 20 koni. W gospodarstwie pomagał traktor i młockarnia a dwór
oświetlono energią elektryczną z siłowni wiatrowej. W majątku hodowano też
krowy a staw zarybiono. I życie kwitło. Dwór przetrwał też I wojnę światową.
W czasie II
wojny światowej ukrywali się tu żołnierze AK. Majątek zaopatrywał w żywność
oddziały partyzanckie. W 1944 r. NKWD aresztowało Ignacego Fonberga i przez
półtora roku przetrzymywało go w siedleckim więzieniu.
Po II wojnie
światowej dwór pełnił funkcję szkoły i przedszkola a sam majątek został
rozparcelowany. Od 2011 r. gmina przekazała zespół dworsko-parkowy dla
województwa mazowieckiego z przeznaczeniem na cele statutowe Muzeum
Regionalnemu w Siedlcach.
Dziś możemy
podziwiać odnowione obiekty. Budynki są klasycystyczne, murowane, stanowiące
typowy przykład architektury dworskiej. Dawniej budynek domostwa był parterowy,
teraz, po podniesieniu dachu, na poddaszu mieści pokoje gościnne. W oficynie,
zbudowanej w 1852 r., znajdują się pomieszczenia administracyjne i sale
konferencyjne. Całość otacza 150-letni park oraz 100-letni sad, a także stawy,
które dawniej pełniły nie tylko funkcje estetyczne, służące wypoczynkowi ale
także użytkowe.
Obecnie
ekspozycja wewnątrz dworu przedstawia wygląd siedziby średnio zamożnego
ziemianina z końca XIX w i I połowy XX w. Obrazy na ścianach to własność Muzeum
w Siedlcach ale też prezenty od różnych darczyńców. Muzeum Ziemiaństwa działa
przy wsparciu Zamku Królewskiego w Warszawie, Muzeum Warszawy i Muzeum
Narodowego w Warszawie.
W Dworskiej Sieni:
„ – Zimno dziś, choć dopiero co świętowaliśmy
dożynki. Niebo spochmurniało. Janie, wystaw proszę stojak na parasolki. I niech
Józia zagotuje herbaty dla Zofii. A dla mnie niech przygotuje poncz.”
W większości
dworów sień była takim przedpokojem, usytuowanym na osi budynku. To tu
następował podział na część reprezentacyjną i gospodarczą. To w sieni
zdejmowano wierzchnie ubranie, wobec czego często spotkać tu można meble na
ubrania czy kufry podróżne. Dla ozdoby wieszano tu herby rodowe lub myśliwskie
trofea w myśl zasady, że sień jest wizytówką całego domu, więc powinna robić
dobre wrażenie. W sieni często stawiano wieńce dożynkowe jako symbol urodzaju i
dostatku zaraz po tym, jak święciło się je w kościele. Potem przechowywano je w
stodole do kolejnego roku, do nowego siewu. To święto ludowe było tradycyjnie
obchodzone w pierwszy dzień jesieni i oznaczało zakończenie żniw i prac
polowych.
„ – Jakiś Pan przyszedł. Czeka w kancelarii.
Mówi, że o te indyki mu się rozchodzi.
- Już
idę. Gdzie herbata dla Pani?
- Robi
się Jaśnie Wielmożny Panie, zaraz podamy.”
Zazwyczaj
herbatę przygotowywano w Kredensie,
czyli pomocniczym pomieszczeniu, który sąsiadował z pokojem stołowym. Tu mieściły się meble kryjące dodatkową
zastawę stołową. Na stołach układano półmiski i przystrajano je przed podaniem
na stół. Doprawiano potrawy przed ostatecznym podaniem gościom. To w tym
pomieszczeniu nastawiano samowar a także czyszczono lampy naftowe zanim przenoszono
je do pozostałych pomieszczeń.






Tymczasem w
pokoju dalej, chwilę wytchnienia znajdowała gospodyni.
„ – Panowie rozprawiają o majątku a mnie te
gospodarskie zajęcia prawie wcale nie interesują. Moja droga Różo, czy
dostaliście już zaproszenie od naszych sąsiadów na coroczny bal dobroczynny?
- Kochana Zofio, jeszcze nie. Ale lada moment
spodziewamy się, bowiem nasza panna na wydaniu, a sąsiadów kawaler całkiem
przystojny i majętny. Ach, byłaby to taka świetna partia dla mojej Heleny…
- Ach, co to byłby za ślub… Młodość, uroda,
suknia! I wesele huczne… Może posłuchajmy muzyki z patefonu?.”
Pokój Pani był pomieszczeniem prywatnym i całkowicie
urządzonym wedle obowiązującej mody bądź też wedle gustów jego właścicielki.
Służył do odpoczynku, chwili relaksu, ustalania ze służbą spraw typowo
gospodarczych, codziennych a także do spotkań z zaprzyjaźnionymi gośćmi domu.
To tu ploteczki żyły własnym życiem, świat książkowych romansów miał się całkiem
nieźle a wszelkie dąsy i humory ugłaskane bywały przez mężów swoich żon.




„ – Maryś, choć no na stronę! Na momencik!
- Pani Zofia weźmie zaraz kąpiel. Muszę
przygotować jej garderobę. Nie mam teraz czasu.
- Znajdź chwilę i wyjdź do ogrodu, chcę ci coś
powiedzieć.
- Stefanku, powiedz teraz, widzisz, żem zajęta.
Niosę dzban z misą i zaraz wody zagrzać trzeba…”
Łazienka. Już w XVIII w. osobne pokoje służące
do kąpieli stały się modne w pałacach. W pomniejszych dworach także
przygotowywano dla tego celu specjalne pomieszczenia. Zazwyczaj wstawiano tam
przenośne wanny na ozdobnych nóżkach, które wcześniej służba ogrzewała. W
dalszym ciągu jednak, we dworach, zwłaszcza w okresie międzywojennym, w
sypialniach za parawanem, urządzane były kąciki toaletowe, gdzie miejsce swe znajdowały
tzw. krzesła sedesowe czy misy z dzbanami z wodą do mycia.


Pomieszczeniem
najbardziej prywatnym, gdzie i służba miała ograniczony dostęp była Sypialnia Gospodarzy.
„ – Czy mi się wydaje, czy pościel taka zimna…
-
Ignacy, tobie zawsze zimno, mimo ciepłej pierzyny.
- Droga
Zosiu, wszak sam widziałem, że nie zagrzała nam Marysia naczynia. Ona to chyba
buja w obłokach. A i Stefan wodzi za nią oczyma.
- Nasz
ogrodnik? Do naszej Marysi?
- A jakże, sam widziałem.”
W
sypialniach oczywiście dominowało wielkie łoże małżeńskie. W miarę możliwości
pokój wyposażany był w tzw. garnitur mebli z ciemnego drewna. Do tego
dochodziły także komody, szafki bieliźniarki i toaletki a także wspomniane
wcześniej kąciki toaletowe za ozdobnymi parawanami.
W
sypialniach znajdowało się najwięcej elementów religijnych czy to w postaci
dewocjonaliów stojących czy wiszących. To wreszcie w pokoju takim gospodarze
szeptali sobie o największych tajemnicach czy sekretnych marzeniach. Resztę
przemilczmy i pójdźmy dalej…

Dalej, to
znaczy do Salonu. To było najbardziej
reprezentacyjne pomieszczenie w domu, zwykle położone na osi budynku, które od
sieni dworskiej dzieliły duże rozsuwane drzwi.
„ – Julio, zagraj nam coś. Tak ku pokrzepieniu,
bo dziś jakoś tak szaro na zewnątrz.
- Dobrze mamo.”
W salonie
zwykle stał fortepian, na którym młode adeptki sztuki muzycznej uczyły się
wygrywać mazurki i polonezy, a gdzie często można było usłyszeć Chopina. Tu
zbierała się cała rodzina w czasie wolnym od innych zajęć. Przyjmowani tu
goście pili herbatę, relaksowali się, rozmawiali, słuchali muzyki.
Salony najczęściej
wyposażane były w najnowsze meble, ozdabiane dekoracyjnymi tkaninami, z
kompletem obrazów pędzli słynnych malarzy. Pokój, z którego było wyjście na
ogród, był ogrzewany reprezentacyjnym kominkiem, na którym ustawiano efektowne
ozdoby jak mosiężne figurki czy porcelanowe bibeloty.



Tuż obok
salonu mieściła się jadalnia, czyli Pokój Stołowy.
Miejsce, gdzie wszyscy mieszkańcy a także zaproszeni goście jadali posiłki.
„ – Gdzie wszyscy się podziali Józiu? Obiad
przecież.
- Pan
Ignacy przyjmuje jeszcze interesanta w kancelarii, panienka Julcia przebiera
się a panicz Władzio pojechał do majątku tych państwa, co to byli tu
przedwczoraj.
- A ten
tam po co?
- Ja tam
nie wiem, ale mi się zdaje, że jemu to panna Helenka bliska sercu.
- A cóż
to za rzeczy opowiadasz moja Józiu? Obiad lepiej podaj.”
W pokoju
stołowym głównym meblem był duży stół, który w miarę potrzeby mógł być
rozłożony. Wokół znajdowały się ozdobne krzesła. Na białych, wykrochmalonych
obrusach błyszczała zastawa stołowa, biała porcelana i srebrne sztućce.


W
pomieszczeniu tym, ogrzewanym piecem kaflowym, znajdowały się także małe kredensiki,
czy serwantki, które na co dzień mieściły zastawę, a które też były pomocne
służbie do serwowania posiłków. W jadalni miejsce swe miał także zegar
podłogowy a także liczne portrety członków rodziny.


A skąd
pochodziły wszystkie przysmaki serwowane na stół? Oczywiście z Kuchni.
„ – Józiu, Pani prosi o herbatę.
- Kiedy mnie teraz zupy trzeba pilnować!
Skaranie boskie, rano herbata, w południe herbata, po obiedzie herbata i
wieczorem też herbata! A kiedy obiad mam ugotować? Janie, znajdź szybko
Marysię, niech pomoże tu w kuchni!
- Józiu,
Marysia zdaje się, ogródka pilnuje.
-
Ogródka… Chyba pod okiem Stefana. No idźże już, herbatę mam robić.
- Idę już, idę.”
Mówi się, że
kuchnia jest sercem domu. Dawniej kuchnie umiejscawiane były z dala od głównego
budynku, tak, by zapachy z niej nie dochodziły do nozdrzy domowników i gości.
Potem, by potrawy nie stygły zbyt szybko, łączono je tunelami z domem lub sytuowano
w bocznych skrzydłach lub przybudówkach. Być może w Dąbrowie, z początku,
wybudowana dwa lata później, oficyna, pełniła taką funkcję. Wiadomym jest, że w
XX już wieku, kuchnia była w drewnianej przybudówce, znajdującej się od strony
wschodniej, a którą to przybudówkę rozebrano w okresie powojennym.
Niezaprzeczalnym
faktem jest, że wówczas jadano zdrowo, smacznie, czasem zbyt tłusto, ale
potrawy przygotowywane na kuchennych piecach miały zupełnie inny,
niepowtarzalny smak. No i dobra kucharka była na wagę złota, bo niejednokrotnie
od jej dobrego smaku, zależała dobra opinia o całym dworze.



Aby móc przygotować
wykwintny obiad, gdzieś trzeba było umieszczać na niego składniki. Wówczas mało
kto miał lodówkę. Aby żywność nie psuła się zbyt szybko, składowano ją w
ziemiankach, piwnicach, czy beczkach wstawianych do zimnego strumienia, czy
rzeki. W naszym dworze była Spiżarnia z
piwnicą.
„ – Janie, te nalewki są pyszne!
- Stefan, jak nas Jaśnie Pan przyłapie, dopiero
z nami potańcuje!
- Przecież my tylko próbujemy, co by
gospodarzom siarki nie polać.
- Z naszych owoców robione, to przednie być
muszą. No, zakorkuj już.”
Spiżarnia
należała do ważnych pomieszczeń gospodarczych. Zazwyczaj była bez okna, lub z
małym, zakratowanym okienkiem, z kamienną posadzką. Pod ścianami znajdowały się
regały na przetwory, u sufitu zwieszały się mięsiwa, suszone zioła i grzyby. Z
całą pewnością piwniczka pełna była zapachów. Dworskie spiżarnie słynęły z
doskonałego zaopatrzenia w różne gatunki kasz, warzyw i owoców pozyskiwanych z
własnych sadów. Powodzeniem cieszyły się też kiszonki, marynaty, susz czy
konfitury. Jarzyny trzymano w rzecznym, białym piasku.

Owoce także
kandyzowano. Do aromatyzowania potraw używano smażonych w cukrze płatków róż,
całych fiołków czy kwiatów pomarańczy.
W
piwniczkach składowano także napoje. Z owoców i ziół robiono nalewki, które
miały spełniać funkcje lecznicze a także z owoców wyrabiano wina owocowe,
służące do deserów. Wina z Węgier, Francji czy Niemiec kupowano w beczkach lub
butelkach. Bo choć każdy dwór chciał być samowystarczalny, to jednak pewne
produkty kupowano w sklepach, w miastach lub od wędrownych handlarzy a także
sprowadzano je z zagranicy.

Od nadmiaru
tych wspaniałości człowiek robi się głodny. Zapraszam więc, na jakiś obiad, a
po nim zaserwuję Wam coś na deser w następnym poście. Zatem nie odchodźcie za
daleko.
C.d.n. …
Droga Dusiu, faktycznie przeniosłem się w czasie do lat dwudziestych. Podziwiam Cie za pracę, jaką wykonałaś przy tym poście. Myślę, że włodarze tego muzeum powinni odkupić od ciebie prawa autorskie i wydrukować folder, jak to dawniej w tym dworze się mieszkało. I jeszcze natrudziłaś się nad dobraniem właściwych cytatów. Czyta się pięknie i ogląda wspaniale. Naprawdę "Cudowny Świat" pokazujesz.
OdpowiedzUsuńDziękuje za piękną wycieczkę i pozdrawiam serdecznie :)
Ślicznie dziękuję :) To cała przyjemność móc się natrudzić, by potem komuś było milej. Nie mam pewności czy wszelkie realia historyczno-obyczajowe zawarte w wymyślonych przeze mnie cytatach są zgodne z epoką, ale co tam :) Moja wyobraźnia mocno pracowała, liczę, że wyobraźnia czytelników też nie pozostanie bierna :) Ściskam mocno, a w zasadzie powinnam napisać, zgodnie z obyczajem tamtych lat - zasyłam moc pozdrowień :)
UsuńJeszcze brakuje zdjęć gospodarzy z "Małej Ziemiańskiej" ;)
OdpowiedzUsuńSmuci skala utraty dorobku Polaków w wyniku II WŚ i okupacji komunistycznej...
To prawda. Do "naszych" czasów mogło się tego zachować więcej. Ale dobrze, że jest teraz tendencja do wyeksponowania i zabezpieczania takich perełek, zbierania ich w jednym miejscu. W następnym poście pokażę coś, co w Dąbrowie najbardziej mi się podobało ;) Zdjęcia też będą, obiecuję. Pozostając we wdzięcznej pamięci, kłaniam się nisko ;)
UsuńOOO , te kapcie są najlepsze :) Myślałem że już takich nie dają w muzeach :)
OdpowiedzUsuńA jednak :) Nie znosiłam ich, ale że był to dzień nostalgii to posłusznie w nich sunęłam przez muzealne wnętrza. Uściski zasyłam :)
Usuń