Rejs statkiem po trawie,
czyli o frajdzie na Kanale Elbląskim
Jakież to wspaniałe uczucie móc spełniać swoje marzenia. Nawet te najmniejsze. Od wielu lat myślałam intensywnie o popłynięciu statkiem po trawie. O tej atrakcji słyszałam nie raz, widziałam też masę zdjęć zadowolonych znajomych i obcych mi ludzi z frajdy takiej przejażdżki. Ale to nie to samo, co samemu to przeżyć. W zeszłym roku postanowiłam sama sprawdzić jak to jest płynąć po trawie. Maj i wiosna w rozkwicie wydała mi się porą idealną. Nie wzięłam jednak poprawki, że ostatnio maj nie grzeszy pogodą. Kurtka i puchowa kamizelka były w użyciu. Ale nic to, najważniejsze to wyjść przygodzie na przeciw. W 2007 roku Kanał Elbląski uznano za jeden z siedmiu nowych cudów Polski, a w 2011 r. uznano go za pomnik historii. No to, ahoj przygodo!
Kanał Elbląski (z niem. Oberländischer Kanal) to droga wodna przeznaczona do żeglugi mająca ponad 84 km. Przy jej budowie wykorzystano znajdujące się po trasie jeziora leżące na różnych wysokościach pomiędzy Ostródą a Zalewem Wiślanym. Różnica poziomów pomiędzy jeziorami wynosi 100 m.
A dlaczego wybudowano ten cud techniki? Ano w dobie rozwoju przemysłu i pozyskiwania sosny taborskiej w przemyśle (o sośnie taborskiej pisałam na blogu) chciano połączyć Prusy z Bałtykiem. Do drogi wodnej chciano włączyć jeziora w pobliżu Elbląga, który już od dawna stanowił drogę żeglowną dla jednostek handlowych. Przeszkodą była tu wspomniana różnica poziomów. Wymagało to wybudowania śluz i pochylni. W 1837 r. zaczęto pracować nad projektem, a kilka lat później rozpoczęto budowę. Pierwsze cztery pochylnie, które miałam okazję zobaczyć, zostały oddane do użytku w 1860 r. Ich pomysłodawcą i wykonawcą był Georg Jacob Steenke (1801-1884), pruski inżynier i konstruktor, który przyjął zlecenie króla Prus Fryderyka Wilhelma IV. W zasadzie połączenie istniejących szlaków wodnych z Bałtykiem, to był pomysł króla. I choć wydawało się to niemożliwe, Steenke temu podołał. Mechanizm napędowy pochylni działa dzięki energii wody przepływającej z wyższego poziomu na niższy. Wprawia ona w ruch koło wodne, które z kolei napędza liny ciągnące wózki, na których umieszcza się jednostki pływające. Wózki te poruszają się na dwóch równoległych torach szyn, które łączą poszczególne odcinki kanału.
Rejsy pasażerskie na kanale wprowadzono w 1927 r. Ja swój odbyłam w 2022r., czyli blisko 100 lat później ;)
Rejs rozpoczynam na przystani w Buczyńcu na Kanale Elbląskim. Mam do przepłynięcia ok. 8 km przez cztery pochylnie, które stanowią największy wyrzut endorfin. Niby nic wielkiego, duży statek przetacza się po szynach na drugą stronę wzniesienia. Ale jednak wrażenie jest.
Pochylnia Buczyniec, jak większość, napędzana jest kołem wodnym. Tuż obok niej znajduje się Muzeum Kanału Elbląskiego, w którym można dowiedzieć się co nie co o historii powstania pochylni, a także o samym Kanale Elbląskim. Jednakowoż ja do tego muzeum nie dotarłam, być może dlatego, że na pokład statku wsiadłam nieco wcześniej. Było to około 1 km przed tym, zanim przepłynęłam przez bramę bezpieczeństwa, która wprowadziła statek do basenu pochylni w Buczyńcu.
Głównym jej zadaniem jest umożliwienie przemieszczania się statków z dołu kanału na stanowiska górne. Różnica poziomów wody wynosi około 21 m i ma lekko ponad 490 m długości. I niewątpliwie jest pierwszą, która robi największe wrażenie na wszystkich uczestnikach rejsu. To tu błyska najwięcej fleszy, wszyscy biegają po pokładzie i próbują znaleźć jak najlepszą miejscówkę do zrobienia super zdjęć. Z każdą następną pochylnią ten trend się zmniejsza, za to wkracza pełen relaks i większa cisza na statku. Tym bardziej, że wokół kanału ciągną się pola, na wiosnę pełne życia. Drzewka kwitną na biało, trawa się zieleni, co jakiś czas ptak poderwie się do lotu. Jest po prostu pełnia szczęścia i zdecydowanie człowiek spowalnia.
Po 2 km kanału czeka nas kolejna pochylnia - Kąty. Tu różnica poziomu wody wynosi 18,88 m a długość torowiska to 404 m. To rzeczywiście nietypowa sytuacja, kiedy statek opuszcza wodę i za pomocą specjalnych szyn i lin mknie po trawiastym zboczu. Hop w górę i hop w dół. Pracownicy na statku mają pełne ręce roboty. Co i rusz wskakują na pochylnie, do których mocują bryłę statku. Zachwyt turystów to także dla nich zapłata. Przy tym ciekawie opowiadają o historii powstania kanału, o tym co widać. Nie ma nudy. Jestem zachwycona.

Statek płynie znowu jakieś 3 km, by na swej drodze napotkać najwyższą pochylnię Kanału Elbląskiego - Oleśnicę, która mierzy aż 24,2 m. Statek wyciągany jest na strome wzniesienie, choć torowisko ma tylko 479 m. Przyjemny widok. Wciąż w głowie kotłują mi się myśli, jakie mózgi to wymyśliły. Swego czasu był to przecież cud techniki. I w pewnym sensie nadal jest.
Znów sunę ponad 2 km i widzę kolejną pochylnię. Ostatnią na mojej trasie. To pochylnia Jelenie. Różnica poziomów wody wynosi tutaj prawie 22 m na 433 m torowiska. Wzrok przyzwyczaił się już do tego widoku statku ciągniętego po trawie i do tych kół wodnych mijanych na tak zwany włos. Niesamowite uczucie. Przeżycie nieziemskie spotęgowane świadomością, że właśnie spełniłam kolejne ze swych małych marzeń. Tuż za pochylnią Jelenie kończę ten wspaniały rejs. Jest jeszcze pochylnia Całuny Nowe, ale tam nie dopływam. Czeka na mnie autokar, który zawiezie mnie do Fromborka, gdzie mam nocleg.
Czy warto wybrać się w taki rejs statkiem po trawie? Moja odpowiedź jest jednoznaczna - warto! Nie jest to bardzo tania atrakcja, zwłaszcza jeśli chce się wybrać całą rodziną, ale zdecydowanie taka, która zapada w pamięć. Poza tym jakby nie było, to atrakcja unikalna. Nie znajdzie się jej w innej części kraju. A jeśli połączyć rejs ze zwiedzaniem okolic, to nagle okaże się, że to kraina z taką masą perełek, że weekendu zabraknie. Czyż Polska nie jest najpiękniejsza?
Do zobaczenia!
Płynęliśmy i też mieliśmy z tego niezłą frajdę. Cieszyliśmy się jak dzieci a atrakcja jest naprawdę unikalna nie tylko na skalę krajową. Czynne pochylnie są tylko u nas. I jak z tym deszczem obyło się na sucho? Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńLubię cieszyć się jak dziecko. Jakże często o tym się zapomina... A deszcz, no cóż, stara znajoma, chmura znaczy się, rozpętała piekiełko jak dojechaliśmy na nocleg do Fromborka. Dorzuciła jeszcze w pakiecie wiatr, który wyrwał mi parasolkę. Sama radość! :) Serdeczności :)
UsuńYour pictures are so amazing 🤩🤩🤩
OdpowiedzUsuńភ្នាល់ប្រដាល់ថៃ អនឡាញ
Thank You :)
Usuń