O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi. Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...

niedziela, 10 sierpnia 2014

Babia Góra, czyli rzecz o diabelnej górze


BABY NA BABIEJ

 CZYLI O PORACHUNKACH Z DIABLAKIEM


Od prawie tygodnia jesteśmy z Martą w jednej z najdłuższych wsi w Polsce, czyli w Zawoi. Tu maszerujemy przez Beskid Żywiecki, racząc się jego urokami. Dziś przedstawię przewrotnie naszą ostatnią wędrówkę.
Poranek przywitał nas chmurkami. Nie zważając na to, zebrałyśmy się z Tusią, by wyruszyć na spotkanie z najwyższą górą Beskidów – Babią Górą.

Babia Góra (słow. Babia Hora, węg. Babia-Gura, niem. Teufelspitze, czyli Góra Diabła) – masyw górski w Paśmie Babiogórskim, należącym do Beskidu Żywieckiego. Najwyższym szczytem jest Diablak (1725m np.p.m.) To najwyższy szczyt całych Beskidów Zachodnich, a poza Tatrami, również najwyższy szczyt w Polsce i drugi co do wybitności (po Śnieżce). Góra ta zaliczana jest do Korony Gór Polski.
Pochodzenie nazwy Babia Góra związane jest z podaniami ludowymi. Według jednej, to wysypane kamienie przez babę-olbrzymkę, według drugiej to kochanka zbójnika ( a tych było tu sporo), która przemieniła się w kupkę kamieni z żalu, widząc swego zabitego ukochanego. Inne legendy mówią, że w jaskiniach pod tą górą zbójnicy ukrywali swoje branki. Tak, czy siak, góra związana jest z babami, a teraz dwie z nich wybierają się właśnie na jej szczyt.


 Uchwycona przyroda. Foto: Marta

Humory dopisywały, nawet niebo stało się przychylniejsze, ukazując nam nieco niebieskiego odcienia.
Swą wędrówkę rozpoczęłyśmy na Przełęczy Lipnickiej, popularnie zwanej Krowiarkami. Krowiarki znajdują się na 1012m n.p.m. Oddzielają masyw Babiej Góry od Pasma Policy. Krowiarki dawniej oznaczały pasterki wypasające krowy.


Przełęcz Krowiarki


Wyruszyłyśmy czerwonym szlakiem, tzw. Szlakiem Papieskim w kierunku Babiej Góry. Czemu to Szlak Papieski? Nie dlatego, że Ojciec Święty ukochał sobie górskie ścieżki. Dlatego, że w 1938r pracował tu jako student, przy budowie drogi na przełęcz. Przypomina o tym obelisk przy wejściu na parking.

 Obelisk poświęcony Karolowi Wojtyle na Krowiarkach

Pora wejść na szlak. Zaczyna się on dość szeroko, stopniowo nabierając wysokości. Po kamiennych schodkach wchodzi się bardzo łatwo, dlatego co i rusz wymijamy całe rodziny z dziećmi.


Szlakowskaz na Przełęczy Lipnickiej


 Początek szlaku na Babią Górę


Szlak jest tu raczej mało widokowy, bowiem cały czas prowadzi przez las. Jest ciepło i przyjemnie. Szlak przeradza się teraz w ubitą, kamienną drogę.


Szlak czerwony na Babią Górę przed pierwszym szczytem



 Mosorny Groń w chmurach



 Zbocze Mosornego Gronia



 Marta na szlaku

Na horyzoncie pojawiają się chmury. O, nie! Cały czas modlimy się, żeby sobie poszły.  Jeszcze śmiejemy się, że możemy złapać chmurę do kieszeni. Idziemy coraz wyżej.


Okno w chmurach, w dole zabudowania Zawoi

Po jakiejś godzinie osiągamy pierwszy szczyt leżący w babiogórskim paśmie – Sokolicę, mającą 1367m n.p.m. Tu na tarasie widokowym, widzimy jedynie… chmury. I ludzi, którzy zrobili tu sobie przerwę. Jest ich sporo. Robi się też chłodniej, więc ubieramy cieplejsze ubrania.


Pierwszy szczyt masywu Babiej Góry - Sokolica


 Na tarasie widokowym Sokolicy



 Sokolica - dość stromo




 Kapliczka na Sokolicy. Foto: Marta


Wchodzimy w las, by podążyć na kolejne wzniesienie. Po drodze mijamy kopce z tyczkami w kolorze czerwonym. Są one drogowskazami dla wędrujących tu zimową porą, kiedy śnieg przykrywa szlaki, wymalowane na kamieniach. Również we mgle dają one punkt odniesienia, w którą stronę należy się kierować.



Szlakowskaz za Sokolicą



 Szlak na drodze do kolejnego wzniesienia - Kępy



 Tyczki - dzięki nim nie zabłądzi się we mgle czy zimową porą

Miło gawędząc, dochodzimy do kolejnej wypukłości. A jest nią Kępa (1521m n.p.m.). Tu trochę widać zabudowania Zawoi w dole. Ale niewiele. Zaczyna się tu także piętro kosodrzewiny. Wciąż chmury nachodzą i nie dają za wygraną. Zaczyna nieźle wiać, więc by chronić uszy i gardła zakładamy czapki i szaliki.


Kolejny szczyt - Kępa


 Widoki z Kępy - Orawa



 Piętro kosodrzewiny na Kępie, widoki przesłaniają chmury



 Chmury nad Zawoją



 Za Kępą


Szlak jest tu cały czas kamienny, ale dość szeroki i wygodny.


W drodze na Gówniak. Foto: Marta



W drodze na Gówniak



 Gówniak majaczący we mgle



 Orawa - za chmurami ukryte Tatry



 Widok ze szlaku w kierunku Orawy



 Przed Gówniakiem



 Zbliżenie na Jezioro Orawskie. Z widoku Taterek, dzisiaj nici.



Przed Gówniakiem. Foto: Marta


Prowadzi wprost na kolejny szczyt, czyli Gówniak (1617m n.p.m.). Dookoła jak okiem sięgnąć mgła. Żadnych widoków. Przykro nam, ale idziemy dalej, do głównego celu. W końcu pogoda zmienną jest i może stanie się cud i chmury się rozejdą?


Na Gówniaku, szczycie tuż przed Diablakiem



 Skały Gówniaka z wszędobylską mgłą

Wchodzimy w Wołowe Skałki (czyli inaczej Gówniak właśnie) i po wielkich głazach mozolnie wspinamy się na Babią Górę.


Tak robią zwycięzcy :)


 Skały na Gówniaku


W końcu, walcząc z wiatrem chronimy się za wiatrochronem na samym szczycie Diablaka. Jesteśmy na 1725m n.p.m. Nie jest to może jakaś spektakularna wysokość, ale góra ta już nie raz pokazała swe drapieżne oblicze. Z łagodnej góry w piękny, słoneczny dzień, przeradza się w niebezpieczną i nieobliczalną górę. Nie na darmo zwie się Diablakiem. Iście diabelska góra. Nazywa się ją też Matką Niepogód lub Kapryśnicą, właśnie ze względu na zmienną pogodę. Wysokość i wybitność masywu Babiej Góry była przyczyną, że w XIXw. nadano jej nazwę Królowej Beskidów.


Szlakowskaz na Babiej Górze



 Na samym szczycie przy wiatrochronie




 Po drugiej stronie wiatrochronu - na zdjęciu nie widać wiatru, który o mało mnie nie zwiał ze szczytu ;)

I dziś królowa ta – jakby nie było – baba – ma piekielnie zły humorek. Na jej czubku wieje, lecz my schronione za kamiennym murkiem pijemy ciepłą herbatkę z termosu i wcinamy kanapki.
Oto Tusia i Dusia zdobyły najwyższy szczyt Beskidów. Dla Marty to podwójna radość. Właśnie zdobyła (choć jeszcze nie oficjalnie) swoją pierwszą górską odznakę GOT. Jestem z niej prawdziwie dumna! J

Na szczycie znajdują się dwa obeliski. Jeden pochodzi z 1876r. Stoi w miejscu, w którym dawniej stał schron z 1806r dla arcyksięcia Józefa Habsburga, palatyna Węgier. Zniszczyła go wichura.

Obelisk z 1876r.


Drugi poświęcony jest Papieżowi – Janowi Pawłowi II.


 Ołtarz polowy i obelisk poświęcony Janowi Pawłowi II



 Tablica pamiątkowa na obelisku po stronie polskiej



 Tablica pamiątkowa na obelisku po stronie słowackiej



 Widok na ołtarz polowy od strony Słowacji

Kiedy tak siedzimy i odpoczywamy, Diablak znów ukazuje swe groźne oblicze. Tym razem oprócz chmur i mgły, dorzuca deszcz i większy wiatr. Robimy szybko pamiątkową fotkę i zmykamy w dół. Choć zmykamy to ładnie powiedziane. Mamy tu prawdziwą szkołę przetrwania. Babia Góra tak łatwo nie odpuszcza. Kiedy wychodzimy na otwartą przestrzeń atakuje niemiłosiernie silnym wiatrem i deszczem, który siecze nam policzki. Ciężko schodzi się po głazach, ale powoli opuszczamy szczyt i kierujemy się dalej, czerwonym szlakiem, przez Pośredni Grzbiet. Mijamy Kościółki (1616m n.p.m.) i wchodzimy w piętro kosodrzewiny. Jest już nieco lepiej, ale wciąż mocno wieje. Chyba Babia Góra ma dziś diabelnie zły dzień. Cały czas pada deszcz. Szlak jest śliski, uważamy by nie zjechać na czterech literach. Mijamy się z wędrowcami, którzy podejmują ryzyko wejścia na górę.

Baby na Babiej Górze :)


Mniej więcej, po jakiejś godzinie docieramy do Przełęczy Brona (1408m n.p.m.) Deszcz wciąż pada, jest mokro wszędzie, nawet na nogawkach, choć mamy na sobie stuptuty. W butach już nieźle nam chlupie, ale dziarsko maszerujemy dalej. Zagłębiamy się w las, więc mamy nieco oddechu. Deszcz też jakby nieco zelżał. Z Przełęczy Brona mamy ok. pół godziny do schroniska PTTK na Markowych Szczawinach.


Szlakowskaz na Przełęczy Brona



 Przełęcz Brona - dookoła mgła


Na razie mgła zasłania dalsze widoki. Skupiamy się więc, na drodze, którą mamy do pokonania. Wreszcie z mgły wyłaniają się pierwsze zabudowania, wchodzące w skład schroniska. Jest wreszcie i sam budynek, w którym chętnie zjemy ciepłą zupę.

Marta przed schroniskiem PTTK na Markowych Szczawinach


Wewnątrz jest mnóstwo ludzi. Z trudem udaje się nam zdobyć stolik, przy którym spędzimy kolejną godzinkę z okładem, by nieco się podsuszyć.
 Schronisko górskie na Markowych Szczawinach znajduje się na wysokości  1180 m n.p.m. Zostało wybudowane z inicjatywy Hugo Zapałowicza, prezesa Oddziału Babiogórskiego Towarzystwa Tatrzańskiego. Otwarcie nastąpiło 15 września 1906r. Było niejako odpowiedzią strony polskiej na schronisko należące do Niemiec – Beskidenverein (obecnie już nie istniejące).
Wewnątrz można zobaczyć na ścianach historię obiektu. Tu również zostały zamieszczone fotografie kolejnych jej dyrektorów.


 Wewnątrz schroniska



 Tablice poświęcone Hugo Zapałowiczowi



 Tablica poświęcona Hugo Zapałowiczowi
 

Kiedy wychodzimy ze schroniska, dokonując oczywiście pamiątkowych pieczątek w książeczkach GOT, mgła jest już nieco wyżej i dopiero teraz możemy zobaczyć bryłę budynku.


Schronisko PTTK na Markowych Szczawinach

Teraz wchodzimy na czarny szlak, by przez las, w ciągu jakiejś pół godziny, dojść do niebieskiego szlaku przy Sulowej Cyhrli. Szlak czarny jest również szeroki, częściowo kamienisty, częściowo z ubitej ziemi, teraz śliskiej i błotnistej po opadach deszczu. Na szlaku pustka. Nikogo nie ma. Deszcz przestał padać.


Teraz to już z górki :)



 Czarny szlak wiodący przez las



 Na szlaku - widok na Mosorny Groń, na którym kłada się chmury oraz na Policę w tle



 Dość śliski i stromy odcinek czarnego szlaku



 Na czarnym szlaku

Dochodzimy do szlaku niebieskiego i skręcamy na prawo. Lasem dochodzimy do drogi, którą przemieszczają się raczej tylko pracownicy leśniczówki, ukrytej w głębi Babiogórskiego Parku Narodowego. Zanim jednak do niej dochodzimy, musimy sprostać kolejnemu zadaniu. Oto przed nami potok z mostkiem, którego … nie ma. Ot i niespodzianka. Delikatnie przemieszczamy się po wystających kamieniach. Mówię Marcie, by uważała, żeby nie spaść do wody, na co odpowiada mi, że i tak ma mokro w butach. W sumie logiczne. Pokonujemy jednak potok bez większych przygód i wkraczamy na szeroką drogę. Kawałek szlak prowadzi nas po niej, by znów skręcić w lewo w Las Norczak.

Rozwidlenie szlaków, od teraz będzie nas wiódł szlak niebieski


 Leśniczówka przy polanie - to się nazywa mieć święty spokój :)



 Miejsce na odpoczynek - cała trasa opatrzona jest tablicami dotyczącymi Babiogórskiego Parku Narodowego, który jest obszarem ochrony ścisłej



 Szlak prowadzi nas do potoku...



 Tyle, co zostało z mostku...



 Już tylko godzinka drogi



 Szeroka szutrowa droga



 Po zimie wezbrane wody potoku rzeźbią otaczające je ściany ziemi


Idziemy obok łąki, przecinką lasu, by znów na chwilkę się w niego zagłębić. Słyszymy już przejeżdżające drogą samochody. Znak to nieomylny, że zbliżamy się do końca naszej wędrówki.


Skręt w Las Norczak



 Przecinka lasu


Od rozwidlenia szlaków czarnego z niebieskim, w jakąś godzinkę docieramy do potoku Jaworzyna, przekraczamy mostek i… słyszymy grzmot. Acha, pogoda sobie przypomniała, że dziś jeszcze nie zesłała nam burzy. Dobrze, że teraz, a nie jak byłyśmy na szlaku.



Na mostku na koniec trasy - znów jesteśmy w Zawoi Policzne


Chwilę potem jesteśmy z Martą w Karczmie Zbójnickiej, by w nagrodę za dzisiejsze trudy, zjeść ciepłą szarlotkę z lodami. Kiedy przekraczamy próg karczmy, z nieba leje się porządna ulewa, a niebo co i rusz przecinają błyskawice. My nad szarlotką wspominamy dzisiejsze wyjście w góry. Jest nam miło i dobrze.



Ulewa i burza nad Zawoją - my na szczęście już pod dachem karczmy



 Ciociu, ta szarlotka jest pychaaaa!!! :)

Jednak wychodzimy z karczmy, by przejść przez ulicę na jej drugą stronę, gdzie mamy naszą kwaterę. Wpadamy do niej, bierzemy ciepłą kąpiel i wskakujemy w nasze nowe koszulki, zakupione w schronisku, w nagrodę za zdobycie najwyższej góry Beskidów. Mamy z Babią porachunki do wyrównania. Następnym razem…


Nasze nowe koszulki - interpretacja miny Miśki: one mają nowe, a ja znów w tej samej, z białym kołnierzem...

Już pod kocem oglądamy kolejny odcinek „Wakacji z Duchami”. Emocje buzują, rodzą się nowe plany. Ale to już na kolejne wypady górskie, bowiem to był nasz ostatni dzień w Beskidzie. Ale przecież jest jeszcze „..tyle gór do zdobycia…” jak śpiewał zespół Kombi.

No to „…słodkiego, miłego życia!...”


HEJ!

sobota, 2 sierpnia 2014

Warszawa - Kopiec Powstania Warszawskiego na Czerniakowie

Pamiętam...

1 sierpnia to data szczególna dla Warszawy. Co roku o godzinie  17.00, o godzinie "W", ruch w mieście zamiera na minutę. Każdy staje, gdy wyją syreny. Jest coś w tym momencie takiego, że myślę, iż wtedy patrzą na nas z góry powstańcy, chcący wolności, którą teraz my możemy się cieszyć.

Gazetka rozdawana o 17.00



 W drodze na kopiec



 W drodze na kopiec


Czy zryw Warszawiaków był potrzebny, czy też nie, nie mnie oceniać. Wiem jedno - należy się szacunek tym, dla których słowa Wolność, Równość, Braterstwo a także Bóg, Honor i Ojczyzna, to nie były tylko czcze frazesy. Mija 70 lat od pamiętnych wydarzeń w stolicy... Moje miasto. W 1944r. tak bardzo poranione, szare od dymu i pełne łez. Dziś słoneczne, radosne i kolorowe...


Kopiec Powstania Warszawskiego widziany z mojego balkonu w dużym zbliżeniu


Wiele uroczystości związanych z Powstaniem Warszawskim odbywa się co roku w całym mieście. Dziś chciałabym Wam pokazać moje magiczne miejsce w Warszawie, a jest ono związane właśnie z powstaniem.


Kierunkowskaz na kopiec



 Kamień upamiętniający nadanie nowej nazwy


1 sierpnia kończy się uroczystościami na Kopcu Powstania Warszawskiego na warszawskim Mokotowie. Dawniej kopiec ten zwany był Kopcem Czerniakowskim, ze względu na swoje położenie na Czerniakowie. Został usypany z gruzów Warszawy, zniszczonej w 1944r. Przez lata zapomniany, od 2004r uporządkowany z okazji 60 rocznicy Powstania Warszawskiego. Wtedy też nadano mu obecną nazwę.
Na samym szczycie zamontowano symbol Polski Podziemnej. Jest to pomnik zaprojektowany przez żołnierza AK płk inż. E. Ajewskiego o pseudonimie "Kotwa".


Pomnik Polski Walczącej



 Przed uroczystością


Po bokach można zobaczyć dwie tablice pamiątkowe. Poświęcone są one: jedna - pamięci żołnierzy AK, powstańcom warszawskim i mieszkańcom Warszawy poległym między 1939-44 a druga - twórcy pomnika, zmarłemu w 2006r.


Tablica pamiątkowa poświęcona żołnierzom AK, Powstańcom Warszawy i jej mieszkańcom



 Tablica poświęcona autorowi pomnika


Tradycją jest, że 1 sierpnia, w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego o godz. 21.00, rozpalany jest ogień, który płonie nieprzerwanie przez 63 dni, dokładnie tyle, ile trwało powstanie, choć nikt tego nie przewidywał. Ogień przyniesiony jest przez "sztafetę pokoleń" z Grobu Nieznanego Żołnierza. W sztafecie biorą udział kombatanci, żołnierze, harcerze i strażnicy miejscy.


Harcerze na tyłach pomnika



 Początek uroczystości



 Kompania Straży Miejskiej



 Wciągnięcie flagi przy hymnie narodowym



 Kompania, baczność!



 Jeszcze Polska nie zginęła...




 Przemówienia zaproszonych gości




 Biało-czerwony symbol Polski Walczącej w oparach dymu z rozpalonego ognia



 Wymarsz pocztów sztandarowych



 Wymarsz pocztów sztandarowych



 Harcerze przy ogniu



 Ogień ze sztafety, będzie palił się nieprzerwanie przez 63 dni



 Warta honorowa




 Warta honorowa



 I jeszcze raz hymn spontanicznie zaśpiewany



 Flaga polska w oparach dymu z czerwonych flar


Na kopiec prowadzą najdłuższe w Warszawie schody. Wzdłuż nich stoją proste, drewniane krzyże z nazwiskami poległych żołnierzy.
Sam kopiec ma 31m, a znajduje się na wysokości 121m n.p.m.


Najdłuższe schody w Warszawie prowadzące na kopiec



 Krzyże przy schodach


Dlaczego jest to moje magiczne miejsce w Warszawie? Bo z Kopca Powstania Warszawskiego można podziwiać panoramę miasta. O zachodzie słońca jest niepowtarzalna. Czy taką chcieli widzieć powstańcy?


Coraz bardziej zasłonięta przez drzewa, panorama stolicy, widziana z kopca Powstania Warszawskiego


Pomyślmy o nich przez chwilę...

www.dobrypasterz.pl