O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi.Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...

wtorek, 8 października 2013

Tatry - Grześ, Rakoń, Wołowiec


Tatry... Moje miejsce na ziemi. Moja największa pasja.
Tu zwalniam, mogę spokojnie myśleć.
Kiedy wychodzę wysoko w góry, zostawiam wszystkie troski w dole.
A dlaczego chodzę po górach?
Odpowiedź jest taka sama jaką dał George Mallory (zm.1924r), kiedy pytano go o sens zdobywania Mount Everestu... Bo góry są.





WOŁAMI NA WOŁOWIEC,

CZYLI O ZDOBYCIU WCZEŚNIEJ NIEZDOBYTEJ GÓRY

17.08.2013r


Pierwszy dzień mojego urlopu został przeze mnie przespany. Zmęczenie dało o sobie znać. Dzień spędziłam na kwaterze, głównie polegując i przysypiając. Nazwijmy to umownie aklimatyzacją J .

Za to drugiego dnia, nie ma zlituj – góry wzywają! Na swą wędrówkę wybrałam trasę długą, choć góry nie za wysokie. Żeby było tak na rozruch. No to wejdźmy na szlak.

Dzisiejszy spacer zaczynamy w Dolinie Chochołowskiej. Nie będę rozpisywać się o jej walorach, grunt, że masę wycieczek z niej wychodzi. Wybieramy się do niej dziś ze względu na jej dalekie położenie, bowiem w Tatrach jest w tym roku zatrzęsienie ludzi. Liczę, że w Tatrach Zachodnich będzie ich nieco mniej.

Jesteśmy na Polanie Huciska. Tu, zaraz po wejściu mamy bacówkę, w której jest wypas kulturowy owiec. Doliną Chochołowską idzie się po ubitej drodze, nieznacznie pod górę.


Początek trasy



 Bacówka


Mijamy Niżnią Bramę Chochołowską, a potem Wyżnią Bramę Chochołowską, za którą tuż obok jest Leśniczówka Chochołowska.


 Niżna Brama Chochołowska



 Leśniczówka


Po kolejnej pół godzinie docieramy do Polany Chochołowskiej, dużej, otwartej przestrzeni, na której stoją pasterskie szałasy. Z oddali widać kaplicę św. Jana Chrzciciela. Zaraz poniżej pasą się owce. Tylko z daleka słychać szczekanie psów, na które już chyba zawsze będę mówić „bacusie”.


 Dolina Chochołowska



 Szałasy w dolinie



 Kaplica św. Jana Chrzciciela

Dolina Chochołowska jest też szlakiem oscypkowym. W bacówkach, ulokowanych wzdłuż niej, można kupić oscypka, czy napić się żyntycy.


 Szlak oscypkowy


Jesteśmy pod schroniskiem PTTK na Polanie Chochołowskiej im. Jana Pawła II. Również od schroniska można wejść na Szlak Papieski, którym nasz Ojciec Święty spacerował w czasie swej pielgrzymki, ale też w czasach, kiedy był zwykłym księdzem.


Schronisko na Polanie Chochołowskiej



 Schronisko na Polanie Chochołowskiej

Przed wejściem do części sypialnej wsi tablica upamiętniająca dramatyczną akcję ratunkową w 1945r. Ile odwagi mieli ludzie w czasie okupacji…


Tablice przed wejściem do schroniska



 Tablica upamiętniająca bohaterską akcję ratunkową z 1945r


W schronisku biorę jedynie pieczątkę do książeczki i już wchodzimy na szlak. Przed nami prawie 3h drogi.


 Początek szlaku


Początkowo idziemy wzdłuż Bobroveckỳ’ego Potoku, który spływa ku naszemu Chochołowskiemu Potokowi ze Słowacji. Idziemy przez Bobrowiecki Żleb częściowo lasem, częściowo przez małe przepierzenia leśne.


 Szlak na Grzesia



 Na szlaku


Wreszcie droga wiedzie przez las, całkowicie przesłaniając słońce. I tak, aż do rozwidlenia szlaków na Bobrowiecką Przełęcz (1356m n.p.m.) a nawet dalej.


 Droga przez las

Gdzie niegdzie odsłania się widok na Kominiarski Wierch (1829m n.p.m.), wielki, dominujący nad Doliną Chochołowską, szczyt.


 Kominiarski Wierch


Po drodze mijamy kapliczkę w środku lasu z Jezuskiem Frasobliwym, jakich wiele w okolicy. Zapewne mają one chronić przed nieszczęściami.


 Kapliczka na szlaku



 Szlak na Grzesia


Chwilę dalej otwiera nam się okno na Bobrowiec (1663 m n.p.m.). Nie ma na niego poprowadzonego turystycznego szlaku, podobnie jak na Kominiarski Wierch. Tu mogą dotrzeć jedynie taternicy, tylko sobie znanymi ścieżkami.


Bobrowiec



Na tle Kominiarskiego Wierchu


Droga w kierunku Grzesia jest dobra, szeroka, bez wystających korzeni. Ponieważ jest zalesiona, daje miły chłód w słoneczny, wręcz upalny dzień. Wreszcie wychodzimy na otwartą przestrzeń. Stąd można już dostrzec Jarząbczy Regiel, Krowieniec i Kulawiec, poprzecinane dolinami – Chochołowską, Jarząbczą i Trzydniowiańską.


Pierwsze widoki



Widok spod Grzesia



 Widok spod Grzesia


Po przejściu pasma kosodrzewiny, przez którą trzeba się czasem przedzierać, otwiera się nam panorama na Orawę. Zresztą widoki z grzbietu Grzesia wynagradzają trud wędrówki.


Kosodrzewina na szlaku



 Szlak prowadzi przez tunel z kosodrzewiny



Widok na Beskidy



 Panorama w kierunku Beskidu


Teraz jeszcze tylko kilka metrów i już jesteśmy na szczycie Grzesia (1653m n.p.m.).


Stoki Grzesia



 Jeszcze chwilka - szczyt w zasięgu wzroku



Na szczycie Grzesia



 Drewniany krzyż na Grzesiu został ustawiony w 1992r ku upamiętnieniu konspiracyjnych spotkań działaczy opozycyjnych z Polski i Słowacji



 Szlakowskaz na Grzesiu


Grześ to polska nazwa, wywodząca się od góralskiej gwary. Słowo "grześ" oznacza grzbiet lub grzędę, czyli stromo opadające na dwie strony stoki. Nazwa ta funkcjonuje od 1934r. Zaś Słowacy mówią na niego Lúčna, ponieważ szczyt ten jest graniczny. Nazwa u Słowaków pochodzi od grzędy i polanki Łuczna (Lúčna), gdzie w dawnych wiekach stał szałas i wypasano owce.

Z jednej strony widać z niego wspomniany Bobrowiec, potem Kominiarski Wierch, aż wreszcie Trzydniowiański Wierch, Kończysty Wierch, Jarząbczy Wierch i najwyższy w Tatrach Zachodnich – Starorobociański Wierch. Z drugiej strony piętrzy się samotnie słowacka Osobita. Z kolejnej strony widoczny jest Długi Upłaz, prowadzący na Rakoń.


Widok z Grzesia na stronę słowacką



 Bobrowiec



 Dolina Chochołowska z górującym nad nią Kominiarskim Wierchem - widok z Grzesia



 Grześ z prawej i Osobita na drugim planie z lewej



 Słowacka Osobita



 Południowa grań Grzesia wiodąca przez Łuczniańską Przełęcz i Długi Upłaz w kierunku Rakonia



 Rakoń i Wołowiec - widok z Grzesia


Krótki odpoczynek na Grzesiu i obieramy szlak niebieski na Rakoń. Mijamy trawersem Czoło (1639 m n.p.m.). Po drodze mijamy okno na całą Dolinę Chochołowską oraz słowacką Látaną Dolinę. Idziemy grzbietem i granicą państwa jednocześnie.


Dolina Chochołowska z drogi na Rakoń



 Słowacka Látana Dolina



 Słowacka Látana Dolina i Osobita



 Droga na Rakoń - trawers Czoła


Wreszcie docieramy do punktu, gdzie jak na dłoni widać dwa pozostałe cele naszej wędrówki. Szeroka wręcz aleja, prowadzi na Rakoń.


Pasmo Rohaczy



 Z prawej Rakoń, z lewej Wołowiec



 Szczyt Rakonia


Już z tego punktu zaczynają być widoczne Tatry Wysokie. Nieśmiało wygląda czubek masywu Giewontu oraz Czerwone Wierchy. Widoki niesamowite.


 Tatry Wysokie - widok z Rakonia - w centralnym punkcie Świnica


Jest ciepło, przyjemnie, można by zalec w trawie i nigdzie się nie śpieszyć. Ale czas płynie nieubłaganie, a trzeba mieć jeszcze zapas na zejście z gór.

Docieramy na szczyt Rakonia. Według mapy to 1879 m n.p.m., a tabliczka Tanapu, czyli Tatrzańskiego Narodowego Parku głosi, że jest to 1876 m n.p.m. Nie ma to jednak większego znaczenia. Jest cudownie. Wokół mnóstwo ludzi. A jednak i tu dotarli…
Rakoń to północna, boczna grań Wołowca. Przez grań tę przechodzi granica. Dawniej stoki Rakonia były wypasane, ze względu na jego trawiastość.


Na szczycie Rakonia



 Rakoń - widok na Wołowiec

Krótkie spojrzenie na zegarek i już wiadomo, że można pozwolić sobie na małą sjestę. Kanapka w takich okolicznościach przyrody smakuje wybornie.

Z Rakonia widać pięknie słowacką Zadnią Látaną Dolinę. Wokół piętrzą się Rohacze. To jeszcze całkowicie nieznany mi teren.


Zadnia Látana Dolina


Siedząc, dostrzegamy Ostrý Roháč (2088m n.p.m.) i nieco większy Plačlivy Rohač (2125 m n.p.m.). Oba postrzępione, wydające się trudne do zdobycia. Blisko 14 lat temu nie dostrzegałam ich piękna.


Masyw Rohaczy - widok z Rakonia



 Ostrý Roháč i Plačlivy Rohač


Teraz możemy też dostrzec Ťatliakovo pliesko (co za ładne zdrobnienie od słowa jeziorko J ) ze schroniskiem, czyli Ťatliakovą Chatą. Prowadzi do niego asfaltowa droga, niczym nad nasze Morskie Oko.


 Słowackie schronisko - Ťatliakova Chata



 Słowackie Morskie Oko ;)



Szczyt Wołowca - widok z Rakonia


Dalej można zobaczyć Wielkie Rohackie Jezioro (słow. Vel’ke Roháčske Pleso). Żeby się do niego dostać ze schroniska, potrzeba ok. 3h, choć na mapie wygląda to na krótką drogę. Z Rakonia widać drogę z Grzesia. Wygląda tak niewinnie, ale da się odczuć, że nogi się zastały.



Wielkie Rohackie Jezioro


Jeszcze chwila oddechu i czas ruszać dalej. Stąd już tylko pół godzinki na ostatni tego dnia szczyt. I w zasadzie to cel główny. Niezdobyty wcześniej Wołowiec. Nogi już nieco pobolewają, w końcu cały rok przerwy swoje robi, chyba trzeba mnie wciągnąć tam wołami. A że tych nie ma, muszę samemu J.


Szczyt Wołowca


Szlakowskaz na Rakoniu


Mozolnie wspinamy się pod górę. Tu można się troszkę zasapać. Po drodze wyłaniają się rohackie plesa. Dużo osób porównuje je do naszych stawów w Dolinie Piątki. Te są urocze, ale nasze dużo bardziej mi się podobają.


 Rohackie stawy



 Jak w Dolinie Pięciu Stawów Polskich ;)



 Rohackie plesa


Wreszcie docieramy na szczyt Wołowca (2064 m n.p.m.). Wierzchołek jest rozległy. Na każdych formacjach skalnych siedzą ludzie, ale i tak jest sporo miejsca. Można nawet leżeć i się opalać, co niektórzy skwapliwie czynią.
Wołowiec dawniej był wypasany. Polscy pasterze zwali go Hrubym Wierchem, zaś słowaccy Wołowcem. Ostatecznie przyjęła się nazwa słowacka.


 Na szczycie Wołowca - widok na Jamnicką Dolinę



 Szlakowskaz na Wołowcu


Z Wołowca rozciąga się wokół wspaniała panorama. Widać na wschodzie odległe szczyty Tatr Wysokich. Szczególnie pięknie prezentuje się Świnica. Nieco dalej widać Kozi Wierch. Po przeciwnej stronie czyli na południe i zachód wznoszą się dumnie dwa Rohacze: Ostry i Płaczliwy. Widać tam również tłum ludzi, choć z tej strony wyglądają oba szczyty na trudne i bardzo strome.


Widok z Wołowca w kierunku Tatr Słowackich



 Dolina Chochołowska z Wołowca



Rohacze dwa - Ostry i Płaczliwy



 Widoczne stawki rohackie



 Jeszcze jedno spojrzenie na Rohacze



Czubek Rohacza Ostrego



  Tri Kopy, Hruba Kopa i za nimi Banikov, po prawej stronie na dole widoczne Vel’ke Roháčske Pleso



 Na Wołowcu



 Widok z Wołowca w kierunku Tatr Wysokich



 Tatry Wysokie widziane z Wołowca



 Widok na Tatry Wysokie

Z kolejnej strony ciągnie się spora Jamnicka Dolina, całkowicie po stronie słowackiej.

Także ładnie prezentuje się droga z Rakonia. Stąd widać również Grzesia, a więc całą przebytą dotąd trasę.


Rakoń - widok z Wołowca


Chwila odpoczynku na Wołowcu. Piękno gór kontempluje też piesek. Cudny widok. Jemu od razu przyznałabym Dużą Złotą Odznakę GOT J. Mimo, że wszedł tam na czterech łapkach i chyba nie do końca legalnie.


 Piesek na Wołowcu

Pora jednak schodzić z gór. Schodzimy więc tą samą drogą, którą weszliśmy, ale tylko do momentu, gdzie niebieski szlak spotyka się z zielonym. Stąd jeszcze dwie godziny do Doliny Chochołowskiej.


Widok z Wołowca



Wołowiec z Przełęczy Zawracie, z której wschodnim zboczem schodzi się do Doliny Chochołowskiej


Stopniowo w dół idziemy jak po skalnych schodach. Z prawej strony towarzyszy nam grzbiet górski – Skrzynia. My podążamy Szeroką Ulicą. Śmiesznie to brzmi w Tatrach, ale tak jest.


Szlak w kierunku doliny



 Skrzynia, na jej stoku dostrzec można koziczki



Kamienista ścieżka wciąż schodzi w dół i zaczyna pomału dawać w kość. Nie znika nawet, gdy wchodzimy w piętro lasu.


Szlak w dół



 Kamienna ścieżka wprowadza w piętro lasu



 Szlak przez las


Dopiero, gdy podążamy wzdłuż Wyżniego Chochołowskiego Potoku, ścieżka jest bardziej wyboista i kamienista. Po drodze mijamy formację skalną, z której wyrasta mały świerk.


Świerczek wyrastający ze skały

Szlak z lasu wychodzi znów na szeroką Dolinę Chochołowską. Tym samym kończymy dzisiejszą wędrówkę, zataczając pętlę.


I znów w Dolinie Chochołowskiej

Nogi nieco wysiadają, jutro pewnie ogłosimy „padziochę”. Ale po każdym dniu, jest kolejny, a po każdym odpoczynku, kolejne szlaki do przebycia. Zatem do następnego spotkania.


HEJ!

9 komentarzy:

  1. Trasa ta była moja pierwszą w Tatrach Zachodnich i jak do tej pory najczęściej "przechodzoną", więc zawsze z pewnym sentymentem oglądam relację u innych :) Piękna pogoda i zdjęcia, a Rohacz Ostry to dla mnie najładniejsza góra w tej części Tatr :) Na niedawnej wycieczce również widzieliśmy pieska (dość małych gabarytów), który siedział z właścicielami na Koprowym, a później schodził o własnych łapach... :) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Trasa ta była również jedną z pierwszych w tych rejonach, którą przeszłam. W tym roku wróciłam po tylu latach, by sprawdzić, czy wciąż jest tam pięknie :) Jest! :) :) :)
    Pieski w Bawarii widziałam na każdym kroku, tam, gdzie się dało to ludzie z nimi wchodzili (nawet na Zugspitze). Bezpańskich psów jest też dużo w rumuńskich górach, ale u nas to wciąż niecodzienne zjawisko. Psiak mnie rozczulił, zwłaszcza, że mordkę miał siwą, więc chyba był wiekowy.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak to była moja pierwsza wyprawa w Tatry w Tatry Zachodnie było to dokładnie w 1961 roku miałem wtedy 14 lat brat 11 a Andrzej 16 lat pozostało parę zdję czarno-buałych i dzisiaj gdy oglądam te tereny w kolorze a chodzę już o kuli to po prostu płaczę.Spaliśmy na Chochołowskiej w schronisku na sali 30 osobowej bo było najtaniej nocleg na znizkę PTTK 10 zł i trasa nr 1 to właśnie przełęcz Bobrowiecka Grześ, Rakoń,Wołowiec,Widoczność fantastyczna widzielismy smugi dymów z Huty w Skawinie tak prosto idaco do nieba było zero wiatru.Ach gdzie te czasy teraz wszędzie jezdze autokarem i pozostały mi niziny muzea i ksościoły,Proszę przeczytać wspomnienie o moim bracie Asku.Pozdrawiam jacek przewodnik świętokrzyski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czarno-białe fotografie mają swój niepowtarzalny klimat. Bardzo lubię takie oglądać. Tereny nizinne też mają swoje piękne miejsca, które warto zwiedzać. Cóż, czas dla nas wszystkich biegnie nieubłaganie i czasem trzeba wybierać co jest lepsze dla naszego organizmu. Na szczęście są różne możliwości, no i świat, który inni nam przedstawiają. Życzę mnóstwa zdrowia!

      Usuń
  4. Dziękuje za Pani Dusi komentarz dobranoc na dzisiaj jacek

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam

    Świetne zdjęcia. Tak z ciekawości jakim aparatem robione?

    Jedno ze zdjęć przedstawia zupełnie co innego niż wskazuje opis.
    Chodzi o zdjęcie z opisem: "Rohacze - widok w kierunku zachodnio - południowym".

    link: http://3.bp.blogspot.com/-Y6I6n7sryOs/UlRgvD3Ek5I/AAAAAAAAE_Y/hgyNmr2QVKI/s1600/widok-z-Wo%25C5%2582owca-na-Rohacze.jpg

    Na zdjęciu nie ma Rohaczy.

    Szczyty widoczne na zdjęciu (kolejno od lewej do prawej):
    1. na ostatnim planie Jalovecký príslop (Jałowiecki Przysłop) - widoczny tylko fragment
    2. na pierwszym planie na środku zdjęcia: Tri kopy + Hrubá kopa (od Trzech Kop odchodzi w naszym kierunku ramię z Zielonym Wierchem Rohackim)
    3. za Hrubą Kopą ledwo widać prawdopodobnie Baníkov (Banówka)
    4. za przełęczą Pachoľa (Pachoł) i odchodząca od niego grań kończąca się na szczycie (poza zdjęciem) o nazwie Spálená (Spalona)

    Doliny widoczne na zdjęciu (od lewej):
    1. Smutná dolina
    2. Spálená dolina

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, choć nie wiem Kogo :)
      Dziękuję. Zdjęcia robione Nikonem D3100. Choć jest nieco ciężki, to jednak go lubię ;)
      Co do opisów, to masz całkowitą rację. Już poprawiam to w tekście. Tym razem posiłkowałam się nową i dokładniejszą mapą, ponieważ w tym roku chciałabym zawitać w ten rejon. Rohacze mam w planach, co z tego wyjdzie, zobaczymy :) Bardzo dziękuję za zwrócenie na to uwagi. Zawsze uczę się topografii od mądrzejszych. W końcu wspólnie tworzymy coś, z czego mogą skorzystać inni. Fajnie, że tu się pojawiłaś/pojawiłeś. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  6. Witam :) Planuję niebawem przejść tą trasę. Znajduje rozbieżne informacje co do całkowitego czasu przejścia (pomijając to, że można mieć różne tempo i odpoczynki :). Ile godzin zajęła Pani ta piękna wyprawa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam :) Teraz trudno mi powiedzieć ile dokładnie to zajęło, ale z tego co pamiętam to ok. 10h. Nie śpieszyłam się, trochę odpoczywałam po drodze, dlatego rozciągnęło się to w czasie. Taką wycieczkę, dokładnie tą trasą, należy potraktować jako całodniową wyprawę, niezależnie od tempa i ilości odpoczynków. No chyba, że się nocuje w schronisku w Dolinie Chochołowskiej. Ja mam kwaterkę zwykle na Skibówkach, więc u mnie musiałam jeszcze doliczyć czas na dojazd.
      Mam nadzieję, że również będziesz mieć wspaniałe widoki po trasie, czego życzę z całego serducha. Serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń