O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi.Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...

czwartek, 9 kwietnia 2015

Tatry - Dolina Kościeliska - Przełęcz Iwanicka - Dolina Chochołowska

Spacer między dolinami, czyli śladami halnego

Otwieram jedno oko. Świat zamazany. Otwieram drugie. Ostrość jakaś taka… nieostra. Zamykam ślipia. Jeszcze chwilę zmarnotrawię, przecież nie stanie się nic złego. O parapet uderzają krople deszczu, które zebrały się na dachu, podczas nocnej ulewy, a teraz próbują mnie obudzić. No dobra, przecież nie śpię. Tylko leżę. Ok. Ponowna próba otwarcia oczu kończy się znów ich zamknięciem. Pod powiekami przesuwają się cudowne obrazy gór. Między senne marzenia wdziera się natrętna myśl: „jesteś w górach i wylegujesz się w łóżku?” Odpowiadam sama sobie, że przecież mam urlop, w dodatku niebo jest zachmurzone itp., itd. Ostatecznie powieki pokonują grawitację i leżę już całkiem przytomna. Patrzę w sufit i ręką próbuję uchwycić walającą się na podłodze, mapę. Na leżąco zerkam na szlaki. Gdzie tu iść, żeby nie za daleko, ale jednak coś poczuć. Pogoda nieprzewidywalna. Chociaż nie, bardzo przewidywalna. Będzie padać, jak nie rano, to po południu.
Decyzja podjęta, zwlekam się z wyrka. Po porannej toalecie schodzę do kuchni. Tyle mojego, że dziś zjem jak „normalny” turysta, bez pośpiechu. Kiedy bunc na kanapkach znika w moich czeluściach jamy gębowej a w kubku zamiast herbaty, widzę dno, postanawiam ruszyć w drogę.
Koniec końców koło 12.00 jestem pod schroniskiem na Hali Ornak.















Schronisko na Hali Ornak


Spacer Doliną Kościeliską traktuję jak zło konieczne. Ludzi całe mrowie. Na szczęście tylko do schroniska. Nie zatrzymując się, podążam dalej. Chcę iść do Doliny Chochołowskiej poprzez Iwanicką Przełęcz. Szlakowskazy pokazują mi, że do przełęczy mam 1h 20 min., a do doliny 2h 30 min. No to dziś spacerek zajmie mi pewnie więcej, bo przecież nigdzie się nie śpieszę.





















Szlakowskaz


Patrzę w górę i widzę, jak stara znajoma, chmura się czai. Ignoruję ją. Mam ją gdzieś. Zamiast tego skupiam się na górującymi nad okolicą Błyszczem i Bystrą. W dole rozpościera się Dolina Pyszniańska.















Hala Ornak, a za nią Dolina Pyszniańska 



 Błyszcz i Bystra nad Doliną Pyszniańską

Szlak żółty zagłębia się nieco w las. Jeśli ktoś chce mieć odrobinę ciszy i spokoju, a jednocześnie zjeść coś po drodze, to ma tu dobre miejsce. Niedaleko od schroniska, ale bardziej przytulnie.















Początek żółtego szlaku

















Kładka nad Iwanowskim Potokiem



  Miejsce na odpoczynek


Ścieżka wije się po kamiennych stopniach. Po drodze już można napotkać efekty halnego. Do moich uszu dociera szmer Iwanowskiego Potoku. Ludzi mało. Tylko ja i przyroda. Jest fajnie.























Szlak na Iwanicką Przełęcz



  Ścieżka na przełęcz




  Pierwszy napotkany efekt halnego

















Martwy las



 Iwanowski Potok






















Kamienna ścieżka




 Szlak wije się po kamiennych stopniach

Powoli za plecami wyłania się nieśmiało siodło Tomanowej Przełęczy (1686 m n.p.m.). Jeszcze parę kroków w górę i będzie ją widać jak na dłoni. Hop, hop, po drodze kilka zdjęć przyrody i już ją widzę. 

















Na szlaku. Za plecami wyłania się Tomanowa Przełęcz


Wyraźnie widać przełęcz, po prawej Tomanowy Wierch Polski (1977 m n.p.m.), po lewej Stoły ( 1956 m n.p.m.), będące już w masywie Ciemniaka (2096 m n.p.m.), będącego częścią Czerwonych Wierchów. Nieoczekiwanie pojawia się słońce. Taka to już kapryśna aura w górach w tym roku.















Tomanowa Przełęcz























Ciąg dalszy małej wspinaczki


Ścieżka wyprowadza mnie po zboczu, dając widok z lewej strony na masyw Ornaku. Za plecami znów mam Tomanowy Wierch Polski z przełęczą. U jej stóp widoczna zielona plama Wyżniej Polany Tomanowej. Dawniej na przełęcz prowadził regularny szlak turystyczny. Słowacy zamknęli dostęp do niej, ze względu na nowe gawry niedźwiedzie i nowe nasadzenia, więc strona polska zrobiła to samo, by chronić przyrodę.














Z lewej masyw Ciemniaka i Stoły, dalej siodło Tomanowej Przełęczy i z prawej Tomanowy Wierch Polski





 Goryczka trojeściowa - kwiaty zamknięte


  Tojad mocny

















Oset i Tojad
















Goryczka trojeściowa - kwiaty otwarte














Omieg górski i pracowite owady




















Wierzbówka Kiprzyca



Nie pozostaje mi nic innego, jak po śliskich niekiedy kamieniach iść dalej pod górę. Po chwili słyszę głosy. I oto jestem na Iwanickiej Przełęczy (1459 m n.p.m.).



 Jeszcze kilka kroków i już Przełęcz Iwanicka






















Na Przełęczy Iwanickiej


To dobre miejsce do odpoczynku, kiedy schodzi się z tego nieco upierdliwego szlaku z Ornaku. Choć tym razem Ornak obchodzę bokiem, to siadam na przełęczy i wcinam kanapkę. Jedzenie na łonie natury smakuje wybornie. Robię tu sobie półgodzinną przerwę. Mam gonitwę myśli. Kiedy tu byłam za pierwszym razem, miałam jakieś 21 lat. Ale choć mi lat przybyło, Iwanicka Przełęcz wygląda tak samo, jak ją zapamiętałam. Za plecami dumnie pręży pierś Kominiarski Wierch (1829 m n.p.m.). Z tej perspektywy nie wydaje się taki dostojny jak z Polany Chochołowskiej.















Kominiarski Wierch - widok z przełęczy


Wreszcie w okolicach 13.30 postanawiam zejść do sąsiedniej doliny. Szlak tym razem jest żwirową aleją.


 



















Początek zejścia z przełęczy


Nie bez przyczyny pojawiają się tabliczki z ostrzeżeniem o zrywce drewna. Halny nie próżnował w Dolinie Iwanickiej. Niebawem miałam się o tym przekonać. Spokojnie schodzę szeroką ścieżynką i wsłuchuję się w odgłosy przyrody. Gdzieś przede mną idą ludzie, więc słyszę i ich rozmowy.



  Tablice ostrzegawcze na szlaku















Na szlaku w dół, w kierunku Doliny Chochołowskiej


I widzę pierwsze ślady orkanu Ksawery, który spustoszył lasy tatrzańskie w 2013r. Drzewa łamał jak zapałki. Kikuty smętnie pozostały na miejscu zdarzenia.



 Efekt halnego



  Zejście z Przełęczy Iwanickiej



 Halny i jego skutki - widok z Doliny Iwanickiej


Po kamiennym szlaku, schodzę ostrożnie w dół. Obok wciąż towarzyszy mi Iwanicki Potok. Jeszcze w tym miejscu idzie się przyjemnie.





















Szlak w kierunku Doliny Iwanickiej


















Skutki halnego



 Dolina Iwanicka



























Kamienny szlak
  Iwanicki Potok
















Dolina Iwanicka




  W Dolinie Iwanickiej

















Efekt halnego























Na szlaku





















To też szlak...















Fantazyjnie powyginany korzeń


Parę minut po 14.00, osiągam miejsce, w którym szlak się urywa. Powalone drzewa tarasują ścieżkę, wiatr przerzucił korzenie i powyrywał kamienie. Woda wypłukała część ziemi, inna jej część się osunęła. Oto rozpościerał się przede mną obraz nędzy i rozpaczy. Nie miałam innego wyjścia, jak to wyminąć. Zręcznie i bez poślizgu.
















Szlak w tym miejscu się urywa















Na szlaku ku Dolinie Chochołowskiej

 
Ok. Złapałam znów dalszą część szlaku. Znów idę po kamiennej ścieżce.






















Wreszcie znalazłam szlak...

 
I oto kolejna niespodzianka. Na Polanie Iwanówka, szlak prowadzi mnie poprzez mokrą trawę. Czy aby na pewno? No, ale przecież nie bez przyczyny ktoś napisał na drewnie, którędy iść. A co mi tam – myślę i ładuję się w mokre grzęzawisko.















Kierunek szlaku na Polanie Iwanówka


Brocząc w trawie, niczym czapla na łące, wychodzę na styk szlaków żółtego z czarnym w Dolinie Starorobociańskiej.





















Miejsce rozstaju szlaków w Dolinie Starorobociańskiej


A tu, jak zawsze: czarne bagienko. To chyba najgorsza dolina w Tatrach. Ale cóż począć. Muszę ją pokonać. Efekty halnego są tu wciąż usuwane, choć podejrzewam, że jak tylko służby uporają się z jednym kawałkiem doliny, to przychodzi halny i niszczy kolejny jej kawałek. I tak w kółko. Jeszcze trochę i będzie można nazwać dolną jej część , „Doliną Stałej Roboty”.



Dolina Starorobociańska




Efekty halnego w Dolinie Starorobociańskiej


Słyszę odgłosy turystów, którzy przemierzają Dolinę Chochołowską. A ja zastanawiam się, jak pokonać ostatni odcinek czarnego błota. Ostrożnie wchodzę na leżące bale i niczym wiewiórka przeskakuję z jednego na drugi. Dość ryzykowne, bo bale się ruszają (złośliwe, nie?) i można wylądować w czarnej brei. Udaje mi się jednak przejść suchą nogą.



Za tymi balami jest już Dolina Chochołowska


I już jestem przy Leśniczówce Chochołowskiej. Przy Wyżniej Bramie Chochołowskiej mijają mnie rowerzyści. Ja jednak idę sobie spacerkiem. Wszak dochodzi dopiero 15.00.



Leśniczówka w Dolinie Chochołowskiej



Dolina Chochołowska


Mijam szałas na Polanie pod Jaworki.


Szałas na Polanie pod Jaworki


Przechodzę obok Skały Kmietowicza z tablicą ku czci księdza Leopolda Kmietowicza, wikarego z Chochołowa, który w 1846r porwał za sobą górali do powstania chochołowskiego przeciwko Austriakom.



Skała Kmietowicza w Dolinie Chochołowskiej



Chochołowski Potok


W miejscu tym Chochołowski Potok już huczy. Jeszcze dwa kroki i jestem na Polanie Huciska.


Polana Huciska


Na stromym zboczu trwa wypas kulturowy owiec. Zwierzęta wspinają się między połamanymi drzewami.


Owce na zboczu


Spokojnie podążam do wylotu Doliny Chochołowskiej. Mijam kolejne jej zabudowania. Koło mnie asfaltem śmigają rowerzyści. Ja delektuję się otwartą przestrzenią.



Pierwsze zabudowania u wylotu Doliny Chochołowskiej



Pasterska zabudowa



Dolina Chochołowska w najszerszym jej punkcie


Ale nade mną znów czai się stara znajoma. Przybiera groźną minę. Wzruszam ramionami i ponownie tego dnia ją ignoruję.
Dochodzę do miejsca, gdzie 23.06.1983r, na Siwej Polanie, wylądował helikopter z Ojcem Świętym Janem Pawłem II, a co upamiętnili krzyżem górale z wsi należących do Wspólnoty Leśnej Uprawnionych 8 Wsi w Witowie.


Krzyż upamiętniający wizytę Ojca Świętego Jana Pawła II


Kilka kroków dalej i koło 16.00 stawiam się na postoju busów.


Parking przy wejściu do Doliny Chochołowskiej



Tak kończy się dzisiejsza przechadzka. Podążam teraz do knajpki na obiadek, a potem znów oddam się lenistwu. Przecież mam urlop.


Do zobaczenia, hej!


14 komentarzy:

  1. Świetna fotorelacja! Ech, jakbym się teraz powłóczyła po takich zielonych Tatrach, choćby i po samych dolinach :) Zejście z Ornaku... Taaak... Pamiętam, jak schodziłam tamtędy po raz pierwszy, moje kolana były średnio zadowolone :D Pozdrowienia i dzięki za porcję pięknych zdjęć :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Iza, jak ja Cię dobrze rozumiem :) Sama bym się teraz powłóczyła, ale zaczęłam nową pracę i w tym roku nie wiem jak to będzie z moimi wędrówkami. Co do zejścia z Ornaku, to moje kolana za pierwszym razem obraziły się na mnie zupełnie :) Ściskam w zupełnie wiosennym nastroju :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Te zdjęcia są aktualne? Wybieram się tam jutro, przeglądałam kilka stron w sieci i na prezentowanych zdjęciach widać sporo śniegu, a na Twoich piękna pogoda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj :) Zdjęcia są z sierpnia ubiegłego roku. Ale poza śniegiem obecnie, na pewno niewiele się tam zmieniło :)
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  4. Pięknie tam! Nigdy nie byłam jeszcze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To oczywiście trzeba nadrobić te braki :) Polecam. Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  5. Bardzo fajny spacerowy szlak. Akurat na taką pogodę, jak piszesz. Kiedyś tam wędrowałem, teraz z przyjemnością powspominałem.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby nie jest to widokowy szlak, ale jak piszesz - taki spacerowy. Czasem i takie są potrzebne, by odpocząć. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  6. Przyjemna wędrówka. Życzę Ci abyś znalazła tego roku jak najwięcej czasu na podróże.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Zobaczymy co przyniesie los. Jeśli góry nie wyjdą w tym roku, to na pewno inne miejsca. Pomysłów nie brakuje. Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  7. Byłam tam nieco ponad rok temu. Wróciłabym wiosną.

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajny pomysł na spędzenie zachmurzonego dnia.

    Górale z Doliny chochołowskiej, to z halnego się cieszą - mają więcej drewna do ścinki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w sumie ciężka praca i trochę taka syzyfowa. Ale konieczna, żeby było bezpiecznie na szlaku. Serdeczności :)

      Usuń