O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi. Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...

niedziela, 15 września 2024

Koniec świata cz. 2A - Wyprawa na północ: Norwegia 2024r.

  NORWEGIA PO RAZ DZIEWIĄTY, 

CZYLI DUŚKA NA KRAŃCU ŚWIATA


Termin: 20 - 28 lipca 2024 r.

Uczestnicy: Mira, Marta, Mirek, Krzysiek, Michał i Duśka

Trasa opisana w poście:

21 lipca:  Sandnes - Alta - Skarsvåg - Nordkapp - Skarsvåg

Nocleg: BaseCamp NorthCape Kirkeporten Camping

Pokonana trasa 21 lipca: 376 km samochodem 


Dziennik z wyprawy, dzień 2:


Nasz poranek zaczyna się około 10.00. Musieliśmy odespać szalony pomysł jazdy "nocą" ;) Trochę brakuje nam dostępu do sanitariatów, ale trudno, w końcu braliśmy pod uwagę noclegi na dziko. I nagle okazuje się, że spotykamy właścicielkę kempingu, która mówi nam, że dostęp do kuchni i łazienek jest 24 na dobę... Braliśmy za klamkę, wydawało się, że jest zamknięte, a to należało mocno nacisnąć. Ot radość...
Jemy śniadanie w normalnych warunkach przy stole w kempingowej kuchni. Jest cudownie, ale nam trzeba jechać dalej. Pakujemy swoje manatki do samochodu, idę zapłacić za nocleg, żegnamy się z miłą właścicielką, która namawia nas na trekking do wodospadu. Niestety mamy inne plany.
Pierwszy punkt programu do wizyta w Tirpitz Museum. Zaczynamy militarnie od dużej historii.


Budynek muzeum Tirpitz


Muzeum wojenne w Kåfjord to mała placówka, nawiązująca do pancernika o tej samej nazwie, zbudowanego dla floty niemieckiej. I jak się okazuje, wcale nie jesteśmy tam sami. 


Największy na świecie model statku Tirpitz. Zrobiony w skali 1:32. Ma 8m długości, 1,12 m szerokości. Model został wykonany przez modelarzy z Tromsø, a w przyszłości Muzeum Tirpitz wykończy go do stanu kompletnego.



Model pancernika Bismarck. Skala 1:50. Jego jednostką siostrzaną był właśnie Tirpitz.



Wesołych Świąt na pancerniku...



Detale z Bismarcka. Dla porównania: Tirpitz był o 2,6 m dłuższy od Bismarcka. W 1943r. na Tirpitz służyło 108 oficerów i 2500 mężczyzn. W 1941r. na Bismarcku było 103 oficerów i 1989 mężczyzn.


Samo muzeum prezentuje kilka sal z wyposażeniem z czasów II wojny światowej, bo jak wiemy Norwegia była także okupowana przez Niemców. Tirpitz stanowił zagrożenie dla konwojów zaopatrzeniowych płynących do Murmańska. Pancernik został zatopiony w 1944r. w wyniku bombardowania.


Będąc na północy, trudno nie wspomnieć o tamtejszej ludności Saamów, którzy w czasie wojny wymieniali się z Niemcami różnymi rzeczami. Tu łupy wojenne w postaci butów oraz czapy ze skóry reniferów. Nie wiem tylko, czy Saamowie robili to, by przeżyć, czy nie mieli innego wyjścia...



Przedmioty Saamów wymienione na towary niemieckie podczas wojny, które w 2020r. Niemcy podarowali placówce.



Coś w rodzaju lapońskich oficerek :)



Ludność cywilna Alty w czasie wojny



Podróżna torba, której używano jesienią 1944 roku w czasie ewakuacji



Niemiecki żołnierz na posterunku



Niemiecki żołnierz w terenie



Przedmioty z czasów wojny



A tu już żołnierz sowiecki...



Pod koniec sierpnia 1941r. powstaje w Alcie pierwszy stalag dla jeńców wojennych, głównie sowieckich, ale i polskich i jugosłowiańskich jeńców



Maszyna z epoki wojennej...



Powiedzenie, że "słoma z butów wystaje" nabiera nowego znaczenia, gdy jest się na dalekiej północy, gdzie przez prawie pół roku trwa noc polarna i temperatury spadają poniżej 30 stopni, albo i jeszcze niżej... A i w takich słomianych butach lepiej się chodziło po śniegu.


Łapiemy się także na pokaz krótkiego filmu o osobach, które przeżyły wojnę a także wybuch na pancerniku. Niektóre pamiątki po żołnierzach, w tym ubrania z plamami krwi, robią wrażenie. Kolejne świadectwo na to, że każda wojna jest bezsensowna.


Pokaz filmu o pancerniku Tirpitz



Wnętrze muzeum



Mundury i pamiątki tych, co przeżyli storpedowanie okrętu wojennego



Obsługa takich urządzeń to dla mnie wyższa szkoła jazdy... Jak sądzę jest tu maszyna do łączności i nasłuchu (?)



Żal patrzeć na zdjęcia młodych ludzi, którzy ginęli w tej bezsensownej wojnie. Tu 22 letni podporucznik Tom John Nelson, który został zabity w Kåfjord w 1943r.



A tu zdjęcie obecnego króla Norwegii Haralda V, w 1943r. jako 6 latka i jeszcze jako księcia. 



W Muzeum, oprócz wielu modeli statków i okrętów wojennych, znajdują się też liczne fotografie oraz dokumenty



Ekspozycja muzealna



Łączność - przenośne telefony



Mundur niemieckiego generała Egona von Ploetza



Mundur niemieckiego marynarza



Odzież sportowa z  okrętu wojennego Tirpitz - niektóre ubrania noszą ślady krwi i zaschniętych plam brudu



Model okrętu wojennego, pancernika Tirpitz. Był on celem wielu ataków z powietrza, miał ich więcej, niż jakikolwiek inny pancernik w historii. Od 1941r. do 1944r. miał czterech kapitanów i był ostatnim statkiem, który kiedykolwiek odwiedził Hitler.



Dokumenty, odznaki, sprzęty codziennego użytku, wydobyte z Tirpitza


Sam budyneczek muzeum to budynek z 1880r., który służył jako dom opieki i został przeniesiony z... Lillehammer. Niewątpliwie jest to gratka dla fanów różnych placówek związanych z II wojną światową, marynarką wojenną i tematyką żołnierską. Warto tu też dodać, że Muzeum Tirpitz jest placówką otwartą sezonowo, najczęściej w wakacje (od 1 czerwca do 1 września). Najlepiej jest więc, zwiedzić go w lipcu, bo choć to miesiąc wakacji dla Norwegów, to tłumów w nim nie ma.


Przed niepozornym budynkiem Muzeum Tirpitz w Kåfjord



Obelisk przed wejściem, poświęcony Norwegom poległym na wodach przy Kåfjord oraz Tromsø


Po wyjściu z muzeum obieramy kierunek na jedno z większych miast Północy, czyli Altę. Zanim przejedziemy przez to miasto, chcemy zatrzymać się w kolejnym muzeum :) A jest nim... Muzeum Alty. Jest to niesamowicie urokliwe miejsce.


Wody Kåfjorden...



Wejście do Muzeum Alty


Muzeum Alty zostało otwarte w 1991r. i jest to najchętniej odwiedzana letnia placówka. Muzeum Sztuki Naskalnej Światowego Dziedzictwa, wpisane na listę UNESCO w 1985 roku, prezentuje wystawy o lokalnej kulturze a także, co najlepsze, odkryte w 1973r. pierwsze figury naskalne. Obecnie jest ich około sześciu tysięcy w całej gminie, z czego połowa w okolicy samej Alty. Ryty mają około od 2000 do 7000 lat. Zdecydowanie to dobry wybór na przerwę w podróży.


Zatoka Jiepmaluokta, przy której znajdują się rysunki naskalne, znajdująca się u ujścia Kåfjorden



Wytyczony szlak wiedzie kładkami, z których można podziwiać rysunki



Rekonstrukcja gospodarstwa Olufsen, które tu było, zanim hitlerowcy wycofując się z regionu Finnmarku, nie zastosowali polityki spalonej ziemi. 



Wierzbówka Kiprzyca słała fioletowe dywany po obu stronach ścieżki



Na terenie Muzeum Alty



Pierwsze rysunki naskalne i próba odgadnięcia "co autor miał na myśli"



Rysunki przedstawiają zazwyczaj: renifery, łosie, halibuty, ptaki, ludzi, oraz łodzie



Zwiedzanie w takich okolicznościach przyrody jest cudowne

Spacerujemy po kładkach według wyznaczonej trasy, trzymając przewodniki i aparaty w ręku. Próbujemy odnaleźć opisane rysunki. O ile część z nich jest zabarwiona na czerwono i dobrze widoczna, inne pozostają w stanie odkrycia, czyli wyryte w skałach. Mamy niesamowitą radochę, gdy próbujemy doszukiwać się logiki w nazewnictwie i snujemy domysły "co autor miał na myśli" :) Gdy mamy wrażenie, że dany rysunek jest nieskończony, żartujemy, że pewnie mama zawołała na obiad i dziecko nie skończyło swego działa.


Mniej więcej po środku zdjęcia jest wyryty niedźwiedź. Miśki były ważne dla ludzi, którzy żyli w czasach powstania rytów. Rysunki przedstawiają niedźwiedzie w norach, sceny polowania, samice z młodymi a także niedźwiedzie tropy. 



O ile prościej jest pobudzić wyobraźnię, kiedy rysunki pomalowane są na czerwono



Łosie i renifery z bliska - zaskakujące są czasem detale na tych zwierzętach



Sceny z życia pt. jak ludzie i zwierzęta żyli obok siebie, jak wyglądał rok życia, migracja zwierząt w głąb lądu zimą i wypas ich nad wybrzeżem latem. To najstarsze rysunki mające około 6000-7000 lat. 



Nie mogliśmy oprzeć się wrażeniu, że rysunki wyglądają trochę tak, jakby jakieś dziecko nie skończyło ich malować...



Warunki atmosferyczne zacierają niektóre rysunki i trudno je czasem dostrzec. Nie bez znaczenia jest tu też praca kustoszy, którzy oczyszczają skały, aby rysunki naskalne było jak najdłużej widać.



Figury w kształcie kropli z frędzlami u dołu są bardzo rzadkie i jest ich w Alcie około 17. Nie do końca wiadomo, co przedstawiają. Do tej pory myślano, że są to może symbole słońca lub księżyca, pułapki na ryby, spiczaste namioty, jakieś ozdoby z zębów lub pazurów niedźwiedzia. Ale część z nich powiązana jest z postaciami ludzkimi, więc poprzednie hipotezy są w ten sposób obalone. Niektórzy archeolodzy twierdzą, że jest to kreatywna forma przedstawienia ludzi w klejnotach na szyi, a niektórzy, że są to wizerunki bogów słońca z aureolą wokół głowy. Jeszcze inni twierdzą, że to są szamani.



Stado reniferów i łosi



Scena polowania na zwierzęta, zastawiania sideł. Po środku na dole zdjęcia prawdopodobnie kije z łosiej głowy. Był to taki rodzaj przedmiotów, które znajdowano już w epoce kamiennej w Norwegii, Szwecji, Finlandii i Rosji. Wiadomo to z rysunków naskalnych, a także badań archeologicznych. Najprawdopodobniej kije te używano do rytuałów.



Rysunek łosia, który nas rozbawił, ponieważ skojarzenia mieliśmy podobne: otóż łosie także mają swoje potrzeby fizjologiczne ;)



Tu pojawiają się już łodzie, z których polowano, pojawiają się także halibuty. Na dole wizerunek być może szamana z kijami z głową łosia, który ma na sobie nakrycie głowy ze zwierzęcymi uszami lub porożem. Fragment rysunku pod łosiem, może przedstawiać pułapkę na zwierzęta.



Tym razem mamy królestwo ptaków. Rysunki naskalne przedstawiają łabędzia, gęsi i kormorana z rozpostartymi skrzydłami. Na górze malunków postać osoby polującej na ptaka, którego złapała gołymi rękoma. Ptak trzepocze skrzydłami, aby uciec. Być może jest to duża gęś, albo duży okaz nielota alki olbrzymiej, ptaka, który wymarł w połowie XIX w.



Okrutna scena: myśliwi zapędzali renifery do wody. Inni byli ukryci w łodziach. Gdy zwierzęta podpływały dostatecznie blisko łodzi, myśliwi zabijali je włóczniami lub ranili metalowymi hakami, by w ten sposób wyciągnąć je na brzeg i tam dobić. Ta metoda polowania była stosowana w Norwegii do XVII-XVIII w.



Chwila ochłody podczas spaceru



Marta, Krzysztof i Michał na kładce


Samo miejsce muzeum jest naprawdę super. Niby przy szosie, ale jest cisza i spokój. No chyba, że wpadnie autokar z rodakami ;) Acha, w poprzednim muzeum kupiliśmy sobie bilet łączony na te dwie placówki. Polecam, bo jest ciut taniej.


Wody Zatoki Jiepmaluokta



Stara, porzucona łódź, a może to kiedyś był kuter na ryby?



Zatoka Jiepmaluokta



Kolejna łódź i miejsce spotkań z siedziskami ze skór reniferów



Ależ woda kusiła, by się w niej schłodzić...



Niby plaża na terenie muzeum to w zasadzie połowa wyznaczonej trasy



Chwila odpoczynku dla nóg



Scenka, która znów dzieli interpretatorów: jeden renifer jest połączony z kwadratową figurą z frędzlami po trzech bokach. Jedni myślą, że te geometryczne figury przedstawiają zjawy, których szamani są świadkami podczas swoich transów. Inni myślą, że kwadrat ten to peleryna szamana w ten sposób zdobiona. Sam szaman nie jest przedstawiony, gdyż przeniósł się do innego stanu i łączy się z duszą renifera. Jeszcze inni wskazują na bardziej przyziemną interpretację: po prostu renifer zaplątał się w pułapkę. 



Patrząc na skałę, czasem bardzo trudno jest dostrzec rysunki. Tylko wprawne oko może zobaczyć kontury, które zaciera czas...



Z pozoru zwykła skała, a jak się jej dobrze przyjrzeć...



... zawiera na sobie mnóstwo rysunków zwierząt



Ciekawa skała, pełna aktywności, przedstawiająca pełną harmonię życia ludzi i zwierząt. Są tu i dorośli i dzieci, jest nawet bębniarz. Są renifery, łosie, niedźwiedzie a nawet dwa zające, jedyne w Alcie. (Przyznam, że zajęcy to ja tu nie widzę...) Owalny obiekt na długiej lince to coś, co może zastanawiać. Niektórzy widzą w tym kometę na niebie, którą uwieczniono na skale, bo zobaczenie jej z pewnością było dużym przeżyciem.



Na terenie Muzeum Alty



Wydawać by się mogło, że ścieżka prowadzi przez dzikie tereny...



...tymczasem ścieżka wiedzie obok skał z malunkami



Rysunki naskalne z około 3000-4000 lat temu przedstawiają grupę łodzi z myśliwymi na pokładzie 



Ta sama skała z pewnej odległości - trudno dostrzec na niej precyzyjne rysunki



Duża łódź, która mieści 30 postaci na pokładzie. Nie ma tu pewności czy są to jacyś wojownicy, którzy przybyli w celach podboju, czy też ludzie przybijający do brzegu w celach pokojowych.



Z daleka ta czerwona skała przypomina łódź podwodną, ale ma na sobie pełno rytów, które...



... doskonale widać jedynie na zdjęciu na tablicy stojącej obok, (w odbiciu której grupa dokumentuje rysunki)


Chwilę buszujemy jeszcze w sklepiku przy kasach. 


Napisy na termosach w sklepiku: z lewej: Idź na wycieczkę na zewnątrz, a nigdy nie będziesz skwaszony; z prawej: życie jest najlepsze na zewnątrz.



Wyroby ze szkła w sklepiku muzealnym



Wystawa czasowa - coś o robieniu na drutach, czyli narodowej przyjemności Norwegów



Jeśli mówić "tak", to tylko w dzierganym na drutach swetrze



Maski z wełny robione na drutach



W tym miejscu stały dwie panie, które śmieszkowały przed kotarą, za którą...



... no cóż, stał stołeczek z... ;) oczywiście wydzierganym na drutach



Kula ziemska przed wejściem do Muzeum Alty


I gdy już wszyscy mamy co potrzeba, toaleta zaliczona, pora w dalszą podróż. Tym razem lecimy prosto na kamping w Skarsvåg.

                                  Ciąg dalszy nastąpi...

piątek, 6 września 2024

Koniec świata cz. 1 - Wyprawa na północ: Norwegia 2024r.

 NORWEGIA PO RAZ DZIEWIĄTY, 

CZYLI DUŚKA NA KRAŃCU ŚWIATA


Termin: 20 - 28 lipca 2024 r.

Uczestnicy: Mira, Marta, Mirek, Krzysiek, Michał i Duśka

Trasa opisana w poście:

20 lipca:  Warszawa - Gdańsk - Tromsø - Sandnes 

Nocleg: Sandnes Fjord Camping

Pokonana trasa 20 lipca: ok. 29 km autobusem, ok. 324 km pociągiem, 1703 km samolotem, 240 km samochodem (trasa trzech osób z wyprawy dotyczy autobusu i pociągu)

W miarę, jak jeżdżę sobie do Norwegii, zamiast odhaczać kolejne punkty, które były spełnieniem moich marzeń podróżniczych i wykreślać je z listy "zobaczyć przed śmiercią", lista nowych miejsc rośnie w zastraszającym tempie. To oznacza jedno: muszę żyć wiecznie, bo apetyt na odkrywanie kraju Wikingów wciąż jest u mnie bardzo wielki, a pragnienie bycia tam, wciąż nienasycone. Dlatego ledwo co wróciłam z jednej wyprawy, a w głowie już powstał zamysł na kolejny wypad, tym razem daleko na północ tego świata. 

Zaczęłam mozolne przygotowania do programu wyjazdu. I równie mozolne składowanie kompletu ludzi na wyprawę, który ostatecznie uległ zmianie na początku roku. Głównym celem i jednocześnie marzeniem, było spojrzenie na bezkres morza z najdalej na północ wysuniętego skrawka lądu. A ten posiadają Norwegowie. Sprawa wydawała się prosta. Powstał plan podróży, a potem zaczęły się schody. Linia lotnicza zmieniła godziny wylotu i przylotu, więc cały misterny plan w.... tam właśnie. Ok, przerobiłam plan na nowo. Potem w lutym świat mi się na chwilę zatrzymał, gdy odszedł mój drugi Tata. Następnie grupa zgłosiła swoje pragnienia, więc chciał nie chciał po raz trzeci usiadłam do planu wyjazdu. Ale gdyby było tak prosto, nie byłoby co wspominać. Dlatego zapraszam do zagłębienia się w naszą podróż, która być może dla kogoś z Was, stanie się inspiracją do własnego odkrywania świata.

Dziennik z wyprawy, dzień 1:

Zaczynam odliczanie: jeszcze dwa tygodnie, jeszcze tydzień, jeszcze kilka dni, już jutro... Wreszcie w kalendarzu pojawia się upragniona data - sobota, 20 lipca 2024r. Czuję lekkie podniecenie niczym Amundsen, gdy wyprawiał się na Przejście Północno - Zachodnie. Tyle, że ja nie jestem polarnikiem, ale jestem jak On, organizatorem tego wyjazdu. I biorę na siebie odpowiedzialność za dobre wspomnienia wszystkich uczestników, no i techniczne sprawy organizacyjne rzecz jasna. Modlę się, żeby wszystko zagrało, wliczając w to pogodę, zdrowie nas wszystkich, wypożyczony samochód, samolot o czasie, pociąg bez wypadku na torach i wszystko, co mogłoby zagrozić naszej wyprawie. Pakuję dwa plecaki, duży z namiotem i mały na górskie eskapady. 


Bagaż rejestrowany z namiotem, który będzie moim domem przez kolejny tydzień...

Sprawdzam wszystkie rzeczy, o których pisałam grupie pt. co zabieramy ze sobą. Bo głupio by było, gdybym o tym przypominała, a potem sama zapomniała. Wreszcie idę na przystanek autobusowy i jadę bezpośrednio na dworzec Warszawa Centralna. Łapię pociąg do Gdańska. Po drodze na stacji Warszawa Wschodnia dosiadają się Marta i Krzysztof. Pozostała trójka, czyli Mira, Mirek i Michał jadą osobno, własnym samochodem. Wszyscy spotkamy się pod bramką na lotnisku.

W Gdańsku mamy chwilę na szybki obiad i bez zbędnej zwłoki jedziemy autobusem na lotnisko im. Lecha Wałęsy. Ludzi na hali odpraw całe mrowie. Odprawiamy duże plecaki i idziemy w następną kolejkę do bramek bezpieczeństwa. Tu jak zwykle szybko pozbywamy się wszystkich rzeczy potencjalnie trudnych jak paski, bufy, laptopy, sprzęt elektroniczny, płyny itp., które przejeżdżają w plastikowych tackach przez skaner. Zostajemy zeskanowani, tym razem ani nie brzęczę w bramce, ani nie jestem wylosowana do kontroli. 


Połowa grupy (Marta, Krzysztof i ja) na lotnisku w Gdańsku, jeszcze z wszystkimi bagażami

Kiedy otwierają naszą bramkę, spotykamy się z resztą grupy i od tej chwili przez calutki tydzień podróżujemy razem, jak odkrywcy nieznanych terenów. Do Tromsø (czytaj "Trumse") docieramy koło 22.00. Odbieramy bagaże z karuzeli a ja dostaję powiadomienie na telefon, gdzie mamy odebrać samochód, który będzie naszym przyjacielem podczas tej eskapady. Odbieramy go z parkingu bez większych przeszkód. 


Rzut oka na Gdańsk z lotu samolotem - to mieniące się w słońcu małe kółeczko obok skrzydła samolotu, to stadion PGE Arena



Pod nami już Norwegia :)



Górzysty krajobraz za oknem samolotu



Witamy na lotnisku w Tromsø ;)

Ponieważ jesteśmy w północnej Norwegii w lipcu, mamy dzień polarny, co oznacza, że słońce nie zachodzi tu za linię horyzontu. Natomiast Matka Natura na niebie maluje przeróżne obrazy. Postanawiamy jechać bez noclegu najdalej jak się da. Kierunek - Nordkapp. Odległość jest bardzo duża, w dodatku jazda skrótem dwoma promami nie wchodzi w grę, bo promy są o porach, które nam wcale nie pasują, więc jedziemy drogą krajową na około jezior i fiordów. Droga jest tak malownicza, że człowiek stawałby co chwilę, żeby pofocić. Ale w ten sposób nie dotarlibyśmy do celu ;). Szosa wije się wstęgą, z lewej mamy wzgórza, na których nawet udało nam się wypatrzeć orła, z prawej spokojne wody fiordów. Przez drogę przebiegł zając a i ptaki rwały się pod koła, nie wiedzieć czemu. 


Takie ładne widoki towarzyszą nam przez całą drogę do pierwszego noclegu



Tromsø - Norwegowie potrafią budować mosty...



Tromsø - zwiedzanie miasta zostawiamy sobie na deser, na koniec wyprawy



Góry wychodzące wprost z morza - nawet "w nocy" są malownicze



Gdzieś po 23.00...



Tu już dobrze w środku nocy - słońce skryte za górą, ale nie za linią horyzontu



Tak wygląda dzień polarny - taki "niby" zachód słońca ;)

Szczęśliwie dojeżdżamy do kempingu w Sandnes. Odpoczynek przewidziany był nieco dalej, ale zmęczenie już swoje robi. To był dzień pełen wrażeń i każdy marzy już o odpoczynku. Ponieważ nie ma nikogo na recepcji tak zwanej, jako, że dochodzi czwarta nad ranem (choć jasno było jak w dzień), postanawiamy rozbić namioty i iść w kimono bez wieczornej toalety. O jutrzejszym dniu pomyślę jutro... 


Otoczenie pierwszego kempingu z widokiem na Straumfjordbotn



Plac pod nasze namioty i nasze autko :)



Wnętrze wigwamu to idealne miejsce na wieczór integracyjny dla dużej grupy



Budynek usługowy wspólny dla wszystkich mieszkańców kempingu mieści w sobie kuchnię, salon i toalety - nasze poranne odkrycie :) :) :)



Śniadanie zjedliśmy jak normalni ludzie, przy stole :)



Lampka w toalecie dla Pań :)

I tym optymistycznym akcentem kończy się pierwszy dzień naszej eskapady. Wpełzamy do śpiworów i po chwili da się słyszeć pochrapywanie z namiotów obok. Odpływamy w objęcia Morfeusza...

                       Ciąg dalszy nastąpi...


czwartek, 1 sierpnia 2024

W 80. rocznicę Powstania Warszawskiego - Warszawa nie śpi, Warszawa nie płacze, Warszawa śpiewa!

 80 lat temu…

zdarzyło się w Warszawie


Tradycją w Warszawie stało się śpiewanie 1 sierpnia (nie)Zakazanych Piosenek. Odbywa się to zawsze na Placu Piłsudskiego i z roku na rok, gromadzi coraz więcej publiczności, w różnym wieku i o różnym poziomie śpiewu. Przyciąga też uwagę zagranicznych gości.







Niestety z roku na rok jest coraz mniej tych, którzy zasiadali w pierwszym rzędzie, czyli Powstańców Warszawskich. W tym roku mija 80 rocznica wydarzeń w spalonej i krwawiącej stolicy. Warto posłuchać tych, którzy jako dzieci, brali udział w zrywie ludności, nie tylko Warszawiaków, bo jak wiemy w Powstaniu walczyli także ci, którzy pochodzili z innych stron Polski, ba, nawet byli innych narodowości. Słuchajmy ich głosu, bo za chwilę nie będziemy mieli jak. Czas jest nieuchronny i coraz więcej Powstańców Warszawskich odchodzi na wieczną wartę. 



Jak zawsze o 17.00 stanie ruch w Warszawie i zawyją syreny. Miasto odda hołd poległym, ja pewnie jak zwykle będę mieć łzy w oczach. I znów, po cichu powiem, jak Danuta Szaflarska w "Zakazanych Piosenkach": "...ja nie płaczę, ja śpiewam..."A wieczorem pójdę jak co roku na Plac i zaśpiewam te same wojenne pieśni. "Warszawianka", "Marsz Mokotowa", "Chłopaki z AK", "Sanitariuszka Małgorzatka", "O Barbaro" to tylko niektóre z piosenek, które na stałe zagościły w repertuarze tego dnia. I jak zawsze wzruszę się przy pięknej pieśni "Warszawo ma..." A razem ze mną wielu innych. Bo to miasto, które tak bardzo ucierpiało, jest moje i zawsze będzie w moim sercu, gdziekolwiek będę na świecie.

Najbardziej porywającym dla mnie momentem jest sama końcówka koncertu. Kiedy gasną kamery, z setek gardeł da się słyszeć donośny Hymn Państwowy. Uwierzcie mi, kiedy tłum ludzi śpiewa "Mazurka Dąbrowskiego" a cappella... mam ciarki. I w tym momencie zawsze czuję dumę, że jestem Polką, a wdzięczność dla Powstańców, że dzięki Nim mogę tu stać i śpiewać hymn wolnego kraju. 
















Jeśli czujesz to samo, co ja, stań 1 sierpnia o 17.00 na chwilę, wspomnij wydarzenia sprzed 80 lat. Pamiętaj... Ja pamiętam...

* zdjęcia oraz filmy pochodzą z 2022 i 2023r. z obchodów 78 i 79 rocznicy Powstania Warszawskiego. Nawet deszcz w 2023r. nie przeszkodził Warszawiakom w śpiewaniu (nie)Zakazanych Piosenek. W poprzednich edycjach było ładnie i ciepło.