O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi.Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...

piątek, 2 czerwca 2017

Pszczyna - Majówka 2017 r. cz. III

Pszczyna – perła księżnej Daisy,
czyli co jeszcze można odkryć
w tym śląskim mieście

Pszczyna. Nazwa trudna do wymówienia dla obcokrajowca. Ale skoro piękna Angielka, Maria Teresa Cornwallis-West, zwana pieszczotliwie Daisy, poradziła sobie z wymową, to każdy da radę. Co wobec tego przyciąga do tego miejsca oprócz zamku Hochbergów von Pless? Spróbuję odpowiedzieć na to pytanie, zanurzając się po raz trzeci w to urocze śląskie miasto. Zatem zapraszam na ostatnią część mojej majówki.
Przyznać się muszę, że zwiedzanie Pszczyny było w moim wędrowaniu dość chaotyczne i nie do końca w takiej kolejności, jak przedstawiłam je w swoich opisach, ale to na potrzeby tej opowieści. Wszystkie miejsca opisane w trzech częściach, zwiedziłam jednakże i z wielką przyjemnością.


Tym razem kierunek na skansen...


Poprzednią część skończyliśmy w parku zamkowym. Pora przenieść się do parku dworskiego.
Oprócz pięknych okazów dendrologicznych jak dęby, kasztanowce, wiązy, graby, buki czy klony, największą, żeby nie powiedzieć wręcz główną, atrakcją parku jest skansen „Zagroda Wsi Pszczyńskiej”.


Dwa śliczne gołąbki w parku dworskim



Kaczki nad rzeczką Pszczynką. Wśród zwykłych kaczek krzyżówek były też dwie czarne kaczusie i trzymały się razem :)



Już nie ma wątpliwości, gdzie jestem :)


Powstał on w połowie lat 70. XX w. staraniem Towarzystwa Miłośników Ziemi Pszczyńskiej. Skansen wpisany został na listę najcenniejszych i najciekawszych przykładów drewnianej architektury sakralnej i świeckiej Górnego Śląska. Zagroda wpisana jest do rejestru Szlaku Architektury Drewnianej.


Brama wejściowa a za nią budynek z kasą, informacją i sklepikiem z pamiątkami



Mapka skansenu



Śląsko baba... no chopy, mocie przekichane ;) Tak to jest, jak się zbyt długo w karczmie zabawi...


Na blisko 2 ha terenu, zgromadzono kilkanaście obiektów z ziemi pszczyńskiej z XVIII i XIX w. A w środku nich autentyczne sprzęty, m.in. rolnicze i rzemieślnicze narzędzia codziennego użytku, bryczki, sztuka ludowa, młyńskie koło itp. Wyjątkowość skansenu to jego zabytkowe chaty, z których większość jest zbudowana z oryginalnych materiałów. Dlatego jest gratką dla kulturoznawców, historyków, etnografów i takich, jak ja, zwykłych turystów.


Całkiem ładne drzwi do młyna



Budynek wejściowy do skansenu z zrekonstruowanym kołem młyńskim



Na terenie skansenu. W tle widoczna Masztalnia z Wisły Wielkiej, 1799 r. (z lewej) oraz Stodółka z Kobielic, 1811r. (z prawej)



Na terenie skansenu: od lewej: pasieka, Spichlerz dworski z Czechowic-Dziedzic i Altana z pomostem



Młyn wodny z Bojszów, XIX w.



Izba młynarza i jego rodziny



Izba młynarza i jego rodziny



Wystawa magli i sprzętów do prania



Pralki "prawie" automatyczne :)



Magiel Singera



Budynek informacji turystycznej



Na terenie skansenu. Z lewej Spichlerz dworski z Czechowic-Dziedzic, w głębi Wozownia z Warszowic


Zagroda Wsi Pszczyńskiej to również miejsce stałej ekspozycji pszczelarskiej „Pszczyńskie zagrody bartne”. Dzięki niej można zapoznać się z sekretnym życiem pszczół. Zostałam uprzedzona o bytności tych stworzonek na terenie skansenu i nie drażnienia ich w czasie zwiedzania. Nie zamierzałam tego czynić a i pszczoły ruchliwe nie były, gdyż tego dnia troszkę kropił deszcz, więc chyba cicho siedziały w ulach.


Pasieka



Wystawa pszczelarska



Zgromadzone ule w różnych formach i technikach wykonania



Ule plecione ze słomy i oblepione gliną, tzw. "koszki"



Pasieka


Skansen to także miejsce wielu imprez folklorystycznych, jak Wielkanoc czy Boże Narodzenie, gdzie pokazywane są zwyczaje i obrzędy, które tak dawniej, jak i dziś, są kultywowane. Niestety podczas mojej wizyty, choć to była majówka, w skansenie nie działo się nic. Większość imprez zaplanowano na 1 i 3 maja. A ja byłam 2 maja.


Młyn z wiatrakiem z Zebrzydowic z 1904 r. Służył do przygotowywania pasz i kaszy



Spichlerz z Rudołtowic-Dębiny z XVIII w. Służył do magazynowania zboża. Przed wejściem tzw. "ławka" czyli podest z półką do składowania i ładowania worków



Wieniec dożynkowy



Stodółka z Kobielic z 1811 r. Należała do niezbyt zamożnego chłopa. Ciekawostką tu jest ruchoma część daszka, która umożliwiała wjazd wozem z sianem lub zbożem



Półkoliście wykończone drzwi do Masztalni z Wisły Wielkiej z 1799 r. Służyła ona do przechowywania uprzęży i jako pomieszczenie dla koni.



Stodoła z Kryr z XVIII w. to przykład stodoły bogatych gospodarzy. Wnętrze składa się z centralnego klepiska i dwóch pomieszczeń do magazynowania zboża. Nad bramą wjazdową tzw. "żorowie", czyli podnoszona część dachu, by umożliwić wjazd wozu ze zbożem czy sianem



Karawan z Pawłowic w Stodole z Kryr



Bryczki, powozy i wozy drabiniaste w Stodole z Kryr



Sztuka ludowa na terenie skansenu



Widok zza płotu na skansen



Ale był plus tego. W skansenie byłam sama, ponieważ zwiedzałam go w okolicach 17.00, kiedy większość turystów szukała miejsca na obiad. Cisza i spokój, choć nie obyło się bez dziwnego uczucia. I to dwukrotnie!
Otóż, kiedy zwiedzałam sobie spokojnie skansen i przeszłam obok zagrody zwierząt, usłyszałam odgłos kucia żelaza, który dobiegał z pobliskiej kuźni. Pomyślałam sobie – o, fajnie, kowal przy pracy.


Owce rogate



Słodki, mały, biały doopelek ;)



Kuźnia z Goczałkowic z XIX w. - jedyny tego typu obiekt w tym regionie


Zaszłam budynek i zajrzałam do środka. Przywitała mnie cisza i pozostawione bez opieki narzędzia. Ani śladu po kowalu. Dziwne uczucie, ale pomyślałam, że moja wyobraźnia była tego dnia mocno nadwyrężona, a po całym dniu miała prawo płatać mi figla. Zwaliłam to na omamy słuchowe i powędrowałam dalej.


Piec kowalski i inne dawne narzędzia kowalskie



Miech kowalski



Kuźnia z Goczałkowic


W zabytkowej chałupie mieszkalnej z Grzawy, pochodzącej z 1831 r., usłyszałam, jak jakaś kobieta śpiewa sobie jakąś piosenkę. Weszłam do środka i ponownie przywitała mnie cisza. To jakiś żarcik, ale przecież nie byłam tak zmęczona, żeby myśleć, że zaczynam wariować ;)



Chałupa z Grzawy XIX w. - obiekt dwutraktowy z sienią na przestrzał. Po jednej stronie dwie izby mieszkalne: sypialnia i izba tzw. wymowników, po drugiej stronie duża, paradna izba i komórka, służąca za spiżarnię.



Miejsce fajne, choć nieswojo się tu poczułam ;)

I pewnie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdybym, oglądając wnętrze, nie usłyszała, jak kobieta nucąc pod nosem, przestawiała meble i zamiatała podłogę. Normalnie słyszałam szelest miotły po deskach. Tylko kobiety nie widziałam. Zaczęłam czuć się nieco dziwnie. Samej w chałupie było mi nieswojo. Za chwilę usłyszałam jak bucha na kuchni ogień, a kobieta krząta się po kuchni i hałasuje garnkami. Zajrzałam do izby kuchennej, a tam na piecu buchał ogień! No duchy normalnie. Wyszłam z chałupy, bo jakoś tak dostałam gęsiej skórki ;) Jeśli chcecie się przekonać co czułam, koniecznie odwiedźcie skansen pod koniec godzin zwiedzania lub poza sezonem. Emocje gwarantowane ;)


Sypialnia młodych gospodarzy. W rogu łóżko z zapleckiem i kołyska dla dziecka. Wszystkie przedmioty jak np. malowane skrzynie posagowe,  domowy ołtarzyk, figurki sakralne, obrazy świętych oraz sebuwoki, czyli przyrząd do zdejmowania butów, pochodzą z regionu pszczyńskiego.



Izba wymowników, czyli starych gospodarzy. W zasłużonym wieku Starka i Starzyk przechodzili na tzw. wymowne, czyli inaczej wycug. Oznaczało to odejście od prac i przekazanie gospodarstwa młodym. Zawierano umowę, którą dawała bezpieczną starość seniorom, a ci w zamian opiekowali się dziećmi. Izba niebielona ze staromodnymi sprzętami. Widoczne elementy kostiumów z obrzędu ludowego.



Izba paradna, czyli w zasadzie kuchnia i salon w jednym. To najważniejsze miejsce w chałupie. Tu zebrano sprzęty codziennego użytku m.in. dzbany, formy do wyrobu masła, praski do twarogu, skopki na mleko. Widzicie ten ogień na kuchni?? Zaraz za nią stoi malowana skrzynia wianowa, w której trzymało się wartościowe rzeczy.



Chałupa z Grzawy - widok spod dawnej bramy



Chałupa z Grzawy - widok zza płotu


Pora pójść na obiad. Najprościej na rynek, gdzie są ludzie.
Pszczyna posiada rynek, zachowany w swym średniowiecznym kształcie. To tu skupiało się życie gospodarcze i społeczne mieszkańców, tu odbywały się ważne wydarzenia i jarmarki.



Rynek w Pszczynie. Te nagie drzewa to poprzycinane platany.



Rynek pszczyński - widok spod Bramy Wybrańców



Rynek po deszczu



Jeszcze w XVIII w. Pszczyna była w większości drewniana. W 1748 r. w mieście wybuchł pożar. Zaczęło się od domu kowala Johanna Hessa i szybko ogień rozprzestrzenił się na całe miasto. Po tym zdarzeniu powstało miasto murowane. Wokół rynku powstały kamienice murowane, kryte dachówką. Dziś skrywają one na parterach restauracje, banki i sklepiki.


Rynek w Pszczynie. Od lewej: zamek, kościół ewangelicki, ratusz, wieża kościoła pw. Wszystkich Świętych, kamienice przy rynku



Gołąbki na pszczyńskim rynku


Budowlą na rynku, która przyciąga wzrok, jest neobarokowy kościół ewangelicki, który został odbudowany w latach 1905-1906 na miejscu pierwszej świątyni protestanckiej, powstałej w Pszczynie w 1746 r. Portal wejściowy z dwoma kolumnami przywodzi na myśl zamek. Niestety tym razem nie dane mi było zajrzeć do środka, bo czas nieco naglił. Ale trzeba mieć po co wrócić do Pszczyny ;)


Kościół ewangelicki z dekoracyjnym portalem wejściowym



Obok kościoła malutki "przyklejony" budynek ratusza miejskiego



Zamek, Brama Wybrańców, Kościół ewangelicki, studnia, a za nią ławeczka, na której przysiadła Daisy


Tuż obok znajduje się dwupiętrowy ratusz. To chyba pierwsze miasto w Polsce, które mogłam zwiedzić, a gdzie ratusz jest częścią całego ciągu kamienic, a nie osobną, stojącą po środku budowlą. Prawie przeszłabym, nie zauważając go. Dziś mieści się tu siedziba władz miejskich. Dawniej budowla skrywała wartownię i więzienie.


Budynek Ratusza


Podczas majówki nie miałam w planie zwiedzania kościołów, ale nie mogę przemilczeć budynku kościoła pw. Wszystkich Świętych. Choć w bocznym ołtarzu umieszczono czczony obraz Matki Boskiej Pszczyńskiej, to jednak nie weszłam do środka, jedynie obeszłam świątynię dookoła.



Kościół pw. Wszystkich Świętych od frontu nie prezentuje się okazale...



... za to od tyłu jego bryła jest dużo ciekawsza



Chrystus na krzyżu oraz scena modlitwy w Ogrójcu na tyłach kościoła


I tu znalazłam uroczy zakątek. Oprócz parku, to tu poczułam wiosnę w pełni, a uśmiech sam wypłynął na twarz. No bo jak się nie uśmiechnąć, skoro nade mną taki różowy baldachim się rozłożył…


Drzewko migdałowca



Alejka z migdałowcami - na wiosnę wygląda to bajecznie :)



Nie tylko ludzie mają domy z ogrodem ;)


Spacerując uliczkami miasta można dostrzec wiele kamienic zdobionych w fantazyjne dekoracje. Wszystko to stanowi o świetności miasta, jego mieszkańcach i ich upodobaniach. Kamienice są częścią historii Pszczyny.


Kamienica przy rynku



Kamienica przy ulicy Piastowskiej



Dekoracja na jednej z kamienic



Pszczyna = żubr :)



Mapa starówki w Pszczynie na jednej z kamienic



Piękna willa znajdująca się niedaleko dworca. Aż prosi się o jasną, nową elewację.


Najbardziej reprezentacyjną ulicą, odchodzącą od rynku jest ulica Piastowska. Dziś jest popularnym deptakiem. To właśnie przy niej odkryłam jeszcze jedną małą niespodziankę.


 Deptak Pszczyny - ulica Piastowska


A jest nią Muzeum Prasy Śląskiej im. Wojciecha Korfantego. W zasadzie to był pierwszy obiekt, który zwiedziłam, zanim pobiegłam na zamek. Opłaciło się, bo byłam jedyną odwiedzającą.


Malutki budynek Muzeum Prasy Śląskiej



Tablica wejściowa z płaskorzeźbą wizerunku Wojciecha Korfantego



Tablica pamiątkowa pierwszego numeru Tygodnika Polskiego, pierwszej polskiej gazety na Górnym Śląsku


W muzeum tym można pooglądać maszyny i urządzenia drukarskie, a także najstarsze śląskie wydawnictwa prasowe. Znalezione, wyszperane gdzieś na strychach, podarowane, odkupione. Dla mnie zawsze zastanawiające jest, że ktoś, kiedyś wymyślił takie urządzenia, części do nich, wszystko razem dopasował, by w efekcie ktoś inny przy filiżance kawy, mógł potem czytać o najnowszych wydarzeniach w mieście, kraju czy na świecie.


W muzeum, w sali, gdzie wkracza się w tajemny świat druku...



Całe stronice gotowe do odbicia



Jak to było na początku...



Gablota poświęcona W. Korfantemu



Niektóre eksponaty są nie tylko "stare" ale wręcz historyczne



Zestaw czcionek - trzeba pamiętać, że do wyprodukowania słowa należy zrobić lustrzane odbicie, co nie jest sprawą prostą :)



Maszyny drukarskie



Gablota z prasą z czasów powstań śląskich



Odnaleziona na struchu i podarowana przez właściciela, skrzynka wyborcza z okręgu pszczyńskiego - do niej wpadło więcej głosów za przyłączeniem miasta do Polski



Oryginalny... :)



 Heidelberg w całości



Na piętrze mieszczą się, w głównej mierze, gabloty z prasą i nagłówkami z gazet poszczególnych okresów



Część eksponatów



Prasa międzywojenna



A ja narzekam, że mój Nikoś ciężki... :) :) :)



Prasa z czasów okupacji niemieckiej i prasa konspiracyjna 



Prasa z okresu PRL



Prasa z czasów Solidarności na Śląsku


W małym budyneczku muzeum, miejsce swe ma zrekonstruowany gabinet Wojciecha Korfantego. A w nim oryginalne sprzęty, zdjęcia, egzemplarze gazet itp. Na nadanie muzeum imienia tego śląskiego przywódcy narodowego, zgodziły się córki Korfantego, Halżka Kozłowska i Maria Ulmann– niestety obydwie już nieżyjące. Pszczyna była parę razy miejscem, w którym żył i działał Wojciech Korfanty. W dniu 29 czerwca 1922 r. na pszczyńskim rynku przejmował on miasto i całą ziemię pszczyńską z powrotem jako część Polski. Wreszcie to ten śląski przywódca ludu był twórcą najpopularniejszych gazet polskich na Śląsku, więc uczynienie go patronem muzeum było krokiem bardzo naturalnym.


Gabinet Wojciecha Korfantego



Gabinet Wojciecha Korfantego



No zaskoczyli mnie... :) :) :)



Powoli mój czas w Pszczynie dobiegał końca. O 18.00 z minutami miałam powrotny pociąg do Warszawy. Powędrowałam więc, w stronę dworca.


Zrobiłam na Śląsku dobry uczynek: przeprowadziłam kaczki na drugą stronę ulicy :)



Po drodze natknęłam się na żółte śliczności...



... i na fioletową magnolię



I już miałam przed sobą budynek dworca kolejowego


Siedziałam na peronie i wsłuchiwałam się w radosne szczebiotanie ptaków na wieczór. Darły się zwłaszcza kosy. Deszcz już nie padał. Z mojej twarzy uśmiech nie zniknął, nawet, gdy okazało się, że mój pociąg spóźni się jakieś 20 minut. Cóż to jest te paręnaście minut w stosunku do takiego skoku w historii, jaki tego dnia odbyłam w Pszczynie. Wracałam do domu szczęśliwa, a odprowadzał mnie malutki uśmieszek ducha księżnej Daisy. Nazywano ją stokrotką. Chyba kupię te kwiatki do wazonu.



Czekałam na pociąg, a w głowie szumiała mi piosenka zespołu Lasery...



"... Droga zostaje w tyle i światła miasta. Wyłączam się na chwilę, do siebie wracam (...) Wracam do domu..."


Tymczasem za oknem ściemniło się a w niecałe trzy godziny później wysiadałam na dworcu w Warszawie. Spontaniczny wyjazd okazał się strzałem w dziesiątkę. Polecam każdemu!


KONIEC

16 komentarzy:

  1. Widzę mnóstwo cudownych detali. <3 Wszelkiej maści skanseny mnie fascynują. Zawsze się zastanawiam, jak się wtedy ludziom żyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię skanseny i też mam podobne myśli wtedy ;) Ale myślę, że wtedy ludziom czas wypełniala praca, rozmowy, robótki ręczne, polowe itp. Nie było telewizji, że o współczesnych dobrach cywilizacyjnych nie wspomnę, które kradły ten czas. Ludzie byli bliżej siebie. I myślę, że choć to życie było trudniejsze, to jednak w odczucia bogatsze. Ściskam mocno! :)

      Usuń
  2. Pszczyna piękna jest - kolejny raz się zgadzamy. Wyjazd faktycznie dpontaniczny - uznanie za fantazję Ci się należy.
    W skansenach wyobraźnia płata figle, ale... No właśnie, sam też często miewam podobne historie i na racjonalizm silił się nie będę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, no tak, fantazji mi nie brakuje. W tym przypadku mogę powiedzieć, że jestem bogata ;) A wyjazd wciąż mi siedzi w głowie, czyli to był dobry pomysł. Oby takich mieć w życiu jak najwięcej, czego i Tobie życzę. Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
    2. Dokładnie! Pozdrawiam!!!!

      Usuń
  3. Pszczyna, jakoś nigdy nie myślałem, aby tam pojechać, a tu tyle atrakcji. Zaciekawiłaś mnie bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Pszczynie myślałam od dawna, ale nie wiedzieć dlaczego, wbiłam sobie do głowy, że tam to ja się dostanę tylko autem, którego nie posiadam. Kiedy odkryłam (na kilka dni przed majówką), że tam się zatrzymują także ekspresy, wybór kierunku był prosty. I dość szybki :) Nie żałuję decyzji, wyjazd był bardzo udany, mimo wiosennego deszczu. Cieszę się, że wzbudziłam ciekawość, być może za jakiś czas poczytam sobie o Pszczynie u Ciebie ;) Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  4. Bardzo fajne miasto dzięki Twojej relacji dowiedziałem się ile jest tam ciekawych turystycznie miejsc wartych zobaczenia:)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, też mnie zaskoczyło taką ilością atrakcji. Dlatego moja majówka podzielona na trzy części, bo w jednej byłoby za długo :) Wiem, że są jeszcze inne atrakcje w mieście, ale mnie już czasu nie starczyło. Mając do dyzpozycji tylko 8 godz. skupiłam się na tych najbliższych sobie. Ale zawsze będzie po co wrócić ;) Serdecznie Was ściskam :)

      Usuń
    2. Przepraszam, wdała się literówka, miało być "do dyspozycji" :) Tak to jest jak się szybko pisze na klawiaturze i ma za duży paluszek ;)

      Usuń
  5. Piękne miasto i w jeden dzień udało Ci się zobaczyć wszystkie jego atrakcje. W skansenie widzę zmiany. Muzeum prasy zwykle omijałem, ale następnym razem wstąpię do środka.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na koniec dnia okazało się, że jednak to nie wszystkie atrakcje :) Ale zawsze musi być to coś, po co wróci się w dane miejsce. Skansen jest rozbudowywany, więc pewnie za jakiś czas znów będzie inaczej. A Muzeum Prasy sympatyczne, choć to bardziej dla tych, którzy lubią muzea techniki wszelkiej maści. Ściskam :)

      Usuń
  6. O Pszczynie słyszałam już dawno i mam ją zakodowaną z tyłu głowy. Rzeczywiście uroczo tam, a skansen to jak dla mnie milion do szczęścia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto tam pojechać. Dla mnie, wiosenną porą park był jak zaczarowany. Ale myślę, że i w inne pory roku, nie straci na uroku. Skansen niby malutki, ale dla mnie przyjemny. No i zamek, perła Daisy z romantycznym obłoczkiem historii... Małe miasto - dużo możliwości spędzenia fajnie czasu. Serdeczności! ;)

      Usuń
  7. Oj piękna ta nasza Pszczyna i ciekawa. Następnym razem Ci nie odpuszczę i porywam do Rybnika.
    Buziole!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe, dam się porwać! :) Buziaki!

      Usuń