O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi.Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...

sobota, 1 marca 2014

Kłodawa


CO KRYJE SIĘ 600M POD STOPAMI,

CZYLI WYPRAWA DO WNĘTRZA ZIEMI

 

Drugi miesiąc nowego roku to już dobra pora, by zaczęło mnie nosić. Dlatego kilka dni temu wybrałam się w miejsce bardzo ciekawe, mające coś „naj” w Polsce. Celem stała się Kłodawa, a właściwie kopalnia soli w Kłodawie. O ile kopalnia w najbardziej znanej Wieliczce, którą miałam okazję zwiedzić parę lat temu, jest już podziemnym muzeum, o tyle kopalnia w Kłodawie jest wciąż placówką pracującą.
 
 
 Górnicze młotki
 

Kopalnia Soli Kłodawa S.A. to polska spółka akcyjna Skarbu Państwa, znajdująca się w powiecie kolskim, w województwie wielkopolskim. Tak zwanym „rzutem na taśmę” do mojego wyjazdu dołączyła moja mała podróżniczka Tusia, która miała teraz ferie zimowe. Ona także chciała zobaczyć, co kryje się w głębi ziemi. A kryje się sporo. Zapraszam więc, na podróż do wnętrza ziemi…
 

 Brama do kopalni


Wyjazd zaplanowany był o 7.00 rano, co wiązało się z wczesnym wstaniem. Obu nam przyszło to zaskakująco dobrze. Bez zbędnego marudzenia, szybka toaleta, herbata w termos, kanapki do plecaka i już klucz w drzwiach. Potem spacer do autobusu, przejazd i już stanęłyśmy na miejscu zbiórki.
 
 
Przygoda czeka...


Ruszyliśmy z pełną obsadą w autokarze, bardzo punktualnie. Po drodze nadrabiałyśmy z Tusią zaległości w czytaniu, gadaniu, Tuśka obejrzała sobie nawet film. Palacze mieli przerwy na dymka, reszta miała czas na „sikundę”.  I tak o 10.00 z minutami dojechaliśmy do celu.
 
 
 Pierwszy widok kopalni z autokaru
 

Tu powitali nas przewodnicy, którzy mieli nas oprowadzić po obiekcie. Warto tu zaznaczyć, że przewodnikami w kopalni są tylko jej byli pracownicy, zazwyczaj emerytowani górnicy, którzy jednak wciąż są związani z kopalnią. Dostaliśmy jednego przewodnika na „przodek” i jednego, zamykającego grupę i pilnującego, aby nikt się nie zgubił po drodze.
 
 
 Nasi przewodnicy
 

Punkt obowiązkowy dla każdego odwiedzającego kopalnię to zejście do szatni, gdzie dostaje się kask na głowę. To zdecydowanie najsłabszy punkt wycieczki według Tusi, choć grzecznie nosiła go, jak każdy ze względów bezpieczeństwa.
 
 
 Wszystko fajnie, gdyby nie ten kask...
 

Tak oto, uzbrojone w żółte hełmy, wkroczyłyśmy do Kłodawskiej Podziemnej Trasy Turystycznej.
 
 
 
 Kierunek - kopalnia i jej skarby

 

Na terenach tych odkryto złoże wysokogatunkowej soli, więc powstał tu pierwszy szyb, który dziś nosi imię Michał. Szybem tym dostałyśmy się do wnętrza całego podziemnego kompleksu.
 
 
 Szyb Michał
 

Badania przeprowadzone w latach 1937-1939 przez profesora Edwarda Janczewskiego przyniosły odkrycie złoża soli o długości 63km i szerokości 4km. Decyzja o budowie kopalni zapadła jesienią 1949r. Tak powstał wspomniany szyb Michał, na cześć głównego budowniczego Michała Białego, potem drugi – Barbara. Eksploatację soli rozpoczęto w 1956r. Jako siła pociągowa, pracowało wówczas pod ziemią 40 koni. Kto z Was pamięta lekturę Gustawa Morcinka „Łysek z pokładu Idy”? Zwiedzając takie obiekty zawsze mam Łyska przed oczami. Zwierzęta w kłodawskiej kopalni pracowały pod ziemią 10 lat. Dopiero w 1966r uruchomiono trakcję elektryczną i można było wykorzystywać sprzęty przydatne w wydobywaniu soli.


 Teren kopalni


Wiadomo, że sól to bardzo cenna rzecz, dawniej stanowiła też coś w rodzaju gotówki. Jej wartości w różnych dziedzinach trudno odmówić. Każdy zna jej zadanie w gałęzi spożywczej: dodaje się ją do potraw w celach smakowych i konserwowych. Sól w roli przemysłowej trochę bardziej załazi nam za skórę, a można powiedzieć, że wychodzi nam na buty. Zimą posypuje się nią drogi. Sól posiada też wartość leczniczą. Stosowana jest w różnych inhalacjach. Doceniają ją osoby, których męczy uporczywy katar. Powstają tzw. groty solne, które oprócz relaksu, spełniają też funkcje inhalacyjne.  Sól przydatna jest też hodowcom. Zwłaszcza zimą podaje się mikroelementy zawarte w soli, zwierzętom. Także leśnicy wykładają sól zwierzętom leśnym, dzikim (tzw. solne lizawki).

Kłodawska sól wykorzystywana jest w każdej dziedzinie życia. W kopalni wciąż wydobywa się ten pierwiastek na 600m i 750m pod powierzchnią ziemi. Sól kamienna tu wydobywana ma barwę białą oraz niespotykaną nigdzie indziej – różową.

O tym, jak ważna jest sól, dowiedziałyśmy się ze wstępnej prelekcji w sali tzw. Cechowni. To sala, gdzie odbywają się wszystkie uroczystości, takie jak dawanie odznaczeń, świętowanie barbórki itp.
 
 
 Scena w Cechowni
 
 
 
 Namalowane na ścianie górnicze młotki



Bardzo mądre słowa...


 
 Święta prawda...



W Cechowni
 
 

Potem zaczęła się już fascynująca podróż w głąb ziemi.
 
 
 Wagoniki z solą
 
 
 
 Czekamy na sygnał do zjazdu



 Kolejka do windy
 
 
 
Dokonaliśmy tego windą, którą zjechaliśmy z prędkością 6m/s. Już sam zjazd windą dostarczył niesamowitych emocji. Najpierw ściśnięto nas jak sardynki w puszcze na dwupoziomowej windzie. Potem usłyszeliśmy dźwięk dzwonka i poczuliśmy powiew powietrza. Spadaliśmy w ciągu 20 sekund, czując adrenalinę, która zatykała nam uszy. Czuliśmy przysłowiowy żołądek w gardle. Wreszcie winda zatrzymała się i znaleźliśmy się 600m pod ziemią. Przywitali nas na dole górnicy, którzy czekali na wyjazd na powierzchnię.
 
 
 Winda
 
 
 
 Tablica informacyjna - co, kiedy, jak



 Górnicy na dole, czyli "Szczęść Boże"
 
 
Ponieważ dawniej,  pracując na dole, górnicy nie wiedzieli, czy jest dzień, czy noc, nie witali się słowami „dzień dobry”, lecz „Szczęść Boże”. To powitanie funkcjonuje do dziś.
 
 
 Powitanie górników
 

Pierwszy korytarz to sznur wagoników wypełnionych bryłkami soli.
 
 
 Wagoniki z solą
 
 
 
 Sól kamienna



 Chodnik



Kolejny korytarz
 
 
My jednak szybciutko podążyliśmy do pierwszego naszego przystanku, jakim była malutka podziemna kaplica św. Kingi. Górnicy oprócz św. Barbary mają jeszcze jedną patronkę, św. Kingę. Legenda o tym, że żona króla Bolesława Wstydliwego wrzuciła swój pierścień do szybu, by odnaleźć go w pierwszej wykopanej bryle soli, nie jest legendą, z którą związana jest Kłodawa. Św. Kinga jest patronką górników solnych. Toteż i w kłodawskiej kopalni soli, która powstała wieki po śmierci św. Kingi, górnicy modlą się do swojej patronki. Kapliczka jest bardzo mała, wykonana oczywiście z soli, łącznie ze słupkami ogrodzeniowymi.
 
 
Kapliczka św. Kingi
 
 
To, co przywraca do smutnej rzeczywistości to pamiątkowa czarna tablica z nazwiskami górników, którzy stracili życie pod ziemią. To przy kaplicy dowiadujemy się, że w kopalni nie było większych katastrof, w których zawiniła natura. Większość ofiar śmiertelnych to błąd ludzki. Ginęli młodzi, niedoświadczeni, ale też i tacy, którzy całe życie poświęcili dla kopalni.
 
 
 Tablica pamięci o tych, co zginęli pod ziemią
 
 
 
 Kaplica św. Kingi
 

Tuż przy kapliczce zadziwił nas strop pokryty w małych stalaktytach. To wilgoć spływająca z solnych stropów skrapla się i zastyga, tworząc małe sopelki. Wygląda uroczo, ale mamy wyjątkowe szczęście, że zadzierając głowy do góry, żadnym stalaktytem nie dostaliśmy w oko.
 
 
 
 Sufit ze stalaktytami
 
 
 
 Stalaktyty zwisające ze stropu
 

Ciągłe dźwięki z pracujących sąsiednich korytarzy robiły piorunujące wrażenie. Gdzieś czaił się wewnętrzny strach, że może się coś stać i … pójdźmy więc, dalej.
 
 
 Na rozstaju korytarzy
 
 
 
 Gęsiego podążamy w nieznane



 Solny sufit
 

Zatrzymaliśmy się przy korytarzu, który był zasłonięty gumowymi wstęgami, niczym kotara. Tu padło słów kilka o wentylacji kopalni, która jest dzięki szybowi wentylacyjnemu o imieniu Chrobry. W niektórych miejscach czuliśmy przeciągi. Mogliśmy też zajrzeć za kotarę, ale tam zobaczyliśmy jedynie ciemność. To uświadomiło nam, że my na turystycznej trasie mieliśmy oświetlenie, ale cała kopalnia nie tonie w światłach, więc górnicy często pracują przy lampkach. To jeszcze bardziej skłania do szacunku dla ciężkiej pracy górników. I jeszcze bardziej nakazuje nam szacunek do soli, którą posypujemy frytki. Bo teraz wiemy w jakich warunkach górnicy ją pozyskują.
 
 
 
 Telefon do kontaktu między górnikami
 
 
 
 Alarmowy sygnalizator akustyczny



 Iskrobezpieczny aparat telefoniczny górniczy miejscowej baterii. Brzmi dziwnie, a jest to apart łączności lokalnej.



 I kolejny chodnik



 Tak, tak, to ja...i kask :)
 

Kolejnym naszym przystankiem na trasie był tzw. przodek, czyli miejsce gdzie przedłuża się korytarz, by następnie go uprzątnąć i przygotować do wydobycia sól. Tu dowiedzieliśmy się, że do rozkruszenia skał używa się dynamitu ekologicznego, bowiem użycie zwykłego, mogłoby spowodować zanieczyszczenie soli.
 

 Materiały wybuchowe, stosowane w kłodawskiej kopalni
 
 
Wybuchy dzisiaj są robione po zakończonej zmianie, czy też jak mówią górnicy – szychcie, kiedy wszyscy wyjadą na górę. Ładunki odpalane są zdalnie z powierzchni ziemi. Niebezpieczna praca. Kolejna zmiana zjeżdża na dół, by uprzątnąć rumowisko i przygotować kolejne chodniki.
 
 
 Górnicy na przodku :)
 
 
 
 Te otworki to miejsca, gdzie wkłada się dynamit. Z prawej utworzony stalagnat

Wraz ze spacerem podziemnymi korytarzami, zauważyliśmy, że zmienił się kolor tych korytarzy. Już nie były takie szare, lecz przybrały czystszą formę. Dało się zauważyć fantastyczne formy na sufitach, a wszystko to oczywiście z soli. Doszliśmy do punktu, w którym można było zdjąć kurtki, bowiem dalej była trasa, gdzie było w miarę ciepło. Taka podziemna szatnia. Tym samym weszliśmy w miejsce, gdzie dominowała sól różowa.
 
 
 Ponowne spotkanie z górnikami
 
 
 Wkraczamy do królestwa soli różowej
 
 
Wspomniałam wcześniej, że Kłodawa to miejsce unikatowe, jeśli chodzi o występowanie soli o takim zabarwieniu. Jest jeszcze sól błękitna, ale tej jest zdecydowanie najmniej. Każdemu z nas sól kojarzy się z kolorem białym, tym czasem ta nasza biała sól wcale nie jest biała, lecz… szara. Wtedy jest najzdrowsza. I potem w procesie obróbki wygląda jak ta, która znamy z naszych solniczek.
 
 
 Tak oznacza się najczystszą sól
 
 
 
Podświetlany korytarz
 
 
Kopalnia w Kłodawie ma swoją legendę. Związana jest ona właśnie z solą o zabarwieniu niebieskim. Posłuchajcie…

„Dawno temu, na tych terenach szumiały bory,  w których schronienie miały zwierzęta takie jak łosie czy żubry. Nad rzeką, w małej osadzie Kłodawa, żyli ludzie spokojni i wobec siebie zgodni. Odnosili się do siebie z szacunkiem, jako, że znali się tu wszyscy. Uprawiali tu swoje ziemie, od rzeczki trzymając się z daleka. Bano się jej, bo nurt miała wartki i bywała groźna. Pewnego razu porwała bawiące się nad jej brzegiem dziecko. Zrozpaczona matka przeklinała wodę, ale ta jakby uspokoiła swój nurt.
Po jakimś czasie nad brzegiem pojawił się młodzieniec o imieniu Lastek. Był spragniony, więc zaczął pić wodę. I wtedy zobaczył chłopca o niebieskich oczach. W nim rozpoznał Lastek zaginionego syna sąsiadów. Dziecko powiedziało mu, że jest strażnikiem tej wody i powierzy mu sekret tej rzeki. Kto bowiem napije się wody z rzeki, stanie się nieśmiertelny, ale tylko pod tym warunkiem, że nie zdradzi tego sekretu. Wyjawienie tej tajemnicy spowodowałoby, że ludzie wypiliby całą rzekę, a miasto bez niej przestałoby istnieć.
Lastek dochował tajemnicy aż do momentu, kiedy spotkał piękną kobietę, z którą się ożenił. Powiedział jej co go spotkało na brzegu. Sala, bo tak miała na imię kobieta, również napiła się wody z rzeki.
 
 
Lastek i Sala



Mijały lata, młodym ludziom żyło się szczęśliwie. Aż przyszły złe czasy. Ludzie zaczęli się zastanawiać, dlaczego tych dwoje wcale się nie starzeje. Ktoś posądził ich o czary, więc zaczęli uciekać. Trafili na tunel, który wił się w głąb ziemi. Schronili się tam, a Sala zaczęła rzewnie płakać, tak, że utworzył się nurt, który z hukiem wtoczył się w głąb i tam zastygł w twardą bryłę solną, bo jak wiadomo łzy są słone. Gdzie podziali się młodzi, nie wiadomo.
Po latach zaczęto wydobywać w tym miejscu sól. Górnicy powiadają, że jeszcze dziś słychać szloch Sali, której łzy zamieniają się w błękitne kryształki soli.”*
 

*(na podstawie tablicy z legendą w podziemnym korytarzu w Kłodawie)
 

 Ogrodzenie z soli



 Przy domostwie Lastka i Sali


Jest też i inna opowieść. Przy schodach, po których potem ochoczo wchodziliśmy na nieco wyższy poziom, siedzi zamieniony w słup soli górnik. Za to, że przyszedł do pracy „z syndromem dnia poprzedniego”, Skarbnik w obawie o jego życie i zdrowie zamienił go w sól.
Minęliśmy więc, górnika, który do tej pory siedzi z kuflem piwa i czeka na zdjęcie klątwy, a że ciągle go widać z piwem… pewnie jeszcze długo posiedzi.
 
 
 Siedzę i czekam...
 

Po wejściu na schody, dostaliśmy się do korytarza, gdzie już na samym początku przywitał nas solny skrzat, z którym również związana jest legenda, jakoby właśnie gnom mieszkający w skalnej grocie pod ziemią, pokazał górnikom pokłady soli. Dziś należy skrzata, dobrego ducha tych sztolni albo pocałować w usta ( w przypadku kobiet) albo pogłaskać po ramieniu (w przypadku mężczyzn) i oczywiście wypowiedzieć życzenie. My jednak z Martą ze względów higienicznych wolałyśmy skrzata nie całować i ograniczyłyśmy się jedynie do pogłaskania go.
 
 
 Skrzat pogłaskany, życzenie pomyślane
 

W korytarzu tym można było zobaczyć wykute w ścianach herby miast, związanych z wydobywaniem soli.
 
 
 Wykuta w soli kopalnia
 
 
 Kłodawa


 Bochnia


 Inowrocław


 Wieliczka
 
 
Także w wiszących gablotach oglądaliśmy stare archiwalne fotografie, na których również widoczne były pracujące w kopalni konie.
 
 
 Górnicze mundury galowe
 
 
 
Mundur roboczy
 

Podświetlonym na różowo korytarzu doszliśmy do atrakcji przewidzianej dla dzieci.
 
 
 
 Korytarz
 
 
Zostaliśmy przed wejściem pouczeni, by zachowywać się spokojnie i nie drażnić mieszkańca tej groty. Doszliśmy bowiem do Groty Drakuli.
 
 
 Grota Drakuli
 
 
Pan ciemności zachował spokój, widać był już po śniadaniu. Nawet olbrzymi pająk przy wejściu, ani zwisające z sufitu nietoperze, nic nie robiły sobie z turystów.
 
 
W grocie Drakuli
 
 
 
 W grocie Drakuli



 W grocie Drakuli
 

Znów zeszliśmy kilka stopni po schodkach w dół, by dojść do wielkiej komory. Zrobiła ona na nas olbrzymie wrażenie. Akurat wtedy pracowało w niej dwóch górników, którzy raz po raz, musieli mówić „szczęść Boże”. W tej wielkiej komorze zobaczyliśmy jakimi metodami wydobywano sól. Kolejną atrakcją były rozrzucone bryłki soli, które można było ze sobą zabrać. Każdy wyszedł więc, ze swoimi solnymi łupami. Tuśka też znalazła piękne okazy, które teraz zdobią półkę.


Korytarzem podążamy dalej



 Podświetlane na zielono schody prowadzące do wielkiej komory



 Wielka komora, robi wrażenie



 Sól różowa

 
Poprzez zabezpieczony tunel przeszliśmy do kolejnej wielkiej komory, która zwana jest salą widowiskową albo koncertową. Ta wielka wykuta w soli komora zawiera scenę, na której w 2007r odbył się najniżej odbywający się koncert. I to w skali świata! To, że ściany i sufit są w tej hali z soli, to wiadomo, ale dużym zaskoczeniem okazała się dla nas podłoga, bowiem została ona zrobiona z…brykietów solnych. A ja myślałam, że to kafelki… Bardzo się nam to spodobało.
 
 
 Zabezpieczony tunel
 
 
 
 Sala koncertowa - część z maszynami



 Sala koncertowa



 Scena, na której odbył się koncert



 Sufit sali koncertowej



 Podłoga :)



 Brykiet solny, właśnie z czegoś takiego ułożona jest podłoga w podziemnej sali widowiskowej
 

Po drugiej stronie hali, pod ścianą można było zobaczyć sprzęty, głównie maszyny ułatwiające życie na kopalni i służące wydobyciu soli. Po drugiej stronie zobaczyliśmy obrazki solne oraz dwa obrazy przedstawiające naszego Ojca Świętego Jana Pawła II oraz patronkę górników św. Barbarę.
 
 
 Solne obrazki
 
 
 
 Sala widowiskowa - część ze sprzętami górniczymi
 
Dalej znajdowała się makieta kopalni oraz wagonik zrobiony z soli.
 
 
 Makieta kopalni w Kłodawie
 
 
 
 Makieta kopalni w Kłodawie

 
To właśnie tu, w tej ogromnej komorze czaiła się jeszcze jedna niespodzianka. Otóż na ścianie chciał się zamaskować gad kopalniany. Ale w porę go dostrzegłyśmy i okazało się, że jest kompletnie niegroźny.
 
 
 Gad kopalniany :)
 
 
 
 Ugłaskanie dinusia :)
 

Kolejnym korytarzem przeszliśmy do groty, gdzie przedstawiono resztę większych sprzętów potrzebnych do wydobycia soli. To raczej były małe wagoniki i lokomotywki. Cały czas byłyśmy pod ogromnym wrażeniem wielkości otaczających nas solnych ścian.
 
 
 Lokomotywka
 
 
 
 Wóz sanitarny do przewozu osób



 Wysokość ścian solnych robi wrażenie



 Pomoc górnikom nie zaszkodzi :)



 Zsypka - urządzenie pneumatyczne służące do załadunku solą dużych i małych wozów

 

Wreszcie przyszła pora pożegnać się ze skrzatem, który na nas czekał przy wyjściu z dużej komory. Mimo, że skrzaty są bardzo stare, to jednak idą z duchem czasu. Tym razem na do widzenia skrzatowi przybijało się „żółwika”.
 

 Boża pomoc na dole nie szkodzi...
 
 
 
 No to "żółwik" ze skrzatem

Znów znaleźliśmy się w szatni, gdzie ubraliśmy z powrotem kurtki, bowiem ponownie szliśmy drogą ku windzie. I znów zostaliśmy stłoczeni niczym rybki w puszce, a raczej czymś w rodzaju klatki. Adrenalina znów dała o sobie znać, bowiem przeżyliśmy ponowne wystrzelenie windą tym razem ku górze. Kiedy znaleźliśmy się na powierzchni, każdy odetchnął z ulgą, choć szkoda było rozstawać się z tak fantastycznym miejscem.
 
 
Pomieszczenie, gdzie górnicy oddają latarki



 Każda latarka jest sprawdzana przez panie, dzięki temu nie zgaśnie górnikom na dole przy pracy
 
 
Posłusznie udaliśmy się do górniczej szatni, by oddać kaski i wyszliśmy na teren kopalni.
 
 
Jeszcze jedno spojrzenie na kopalnię
 
 
Piękna pogoda, zupełnie nie jak w lutym, skłoniła nas do powolnego spacerku w kierunku sklepiku z pamiątkami. Poszłyśmy z Martą popatrzeć co w nim jest. Oprócz małych drobiazgów, jak długopis, dzwoneczek czy zwykły pamiątkowy bibelocik, można nabyć w nim lampy solne. My jednak tradycyjnie kupiłyśmy jedynie magnes na lodówkę.
 
 
 W sklepiku zakładowym
 

Po wyjściu ze sklepiku każdy uczestnik wycieczki otrzymał kilogram soli kłodawskiej, gotowej do użycia.
 

Sól
 


Tuż po skończonych zakupach, podjechaliśmy jeszcze na górnicze osiedle, gdzie w Domu Górnika zjedliśmy zamówiony obiad.
 
 
 Górnicze osiedle z okien autokaru
 
 
 
 Dom Górnika
 
 
 
 Górnicze osiedle



 Górnicze osiedle
 
 
Po nim pilot i kierowca zrobili nam niespodziankę i przejechali wolno przez centrum Kłodawy, byśmy z okien autokaru mogli zobaczyć to niewielkie miasto oraz pięknie odrestaurowany kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny wybudowany w II połowie XVIIIw, do którego przylega dawny barokowy klasztor Karmelitów Trzewiczkowych z 1623r.
 

 Pomnik na rynku miasta: "Mieszkańcom Kłodawy poległym w walce za Ojczyznę i pomordowanym w okresie terroru hitlerowskiego w latach 1939-1945"
 
 
 
 Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny



 Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny


Potem już czekała nas jedynie droga powrotna, z przerwami na kolejne „sikundy” i „dymki”, przeplatana filmem „Poszukiwany, poszukiwana” oraz szybkim rzutem oka za okno, gdzie akurat odpoczywało stado saren. I tak około 17.30 dotarliśmy znów do Warszawy pełni nowej wiedzy, zadowoleni i niosący w plecakach lub torbach torebkę soli.


Warto tu jeszcze dodać słów kilka o samej organizacji zwiedzania kopalni.

Trasa dostępna jest turystycznie, ale trzeba mieć ukończone minimum 7 lat. Niestety nie jest ona przystosowana dla turystów niepełnosprawnych, zwłaszcza tych, którzy nie mają pełnej sprawności fizycznej. Nie ma tam żadnych platform, czy wind, ani kładek, które umożliwiałyby przejazd grupie na wózkach. Trasa jest oświetlona elektrycznie, więc nie wymaga dodatkowego źródła światła. Każdy bezwzględnie dostaje hełm ochronny, zwany kaskiem i absolutnie zwiedza kopalnię wyłącznie z przewodnikiem o ściśle określonych porach, pamiętając, że jest to nadal zakład pracy czynnej. Czas zwiedzania to ok. 2,5h, których nie czuje się przy tylu atrakcjach pod ziemią.

Niestety z takiej atrakcji muszą zrezygnować osoby, które:

- są niewydolne krążeniowo i oddechowo

- mają nadciśnienie tętnicze

- cierpią na klaustrofobię i epilepsję

- są niepełnosprawni ruchowo

- mają tzw. niewyrównaną cukrzycę

- są po udarach mózgu

- mają kłopoty ze wzrokiem i słuchem

- posiadają inne choroby, których objawy mogą się nasilić przy nagłej zmianie ciśnienia atmosferycznego, związanego z szybkim zjazdem windą.

Jak widać przeciwskazań jest tu sporo, ale nie można ryzykować. Również ta informacja została nam przeczytana w regulaminie, który nasz pilot podpisał zbiorowo.

 

Jak widać znów znalazłyśmy z Tusią w Polsce coś „naj”.
 
 
 Podróżniczki na powierzchni :)
 
 
 
Podsumowując, Kopalnia Soli w Kłodawie, jest  „naj”, bo:

  1. Jest największą czynną kopalnią soli kamiennej w Polsce.
  2. Ma najgłębszą na świecie podziemną trasę turystyczną na poziomie 600m pod ziemią. Dla porównania trasa w Wieliczce ulokowana jest na poziomie 64-135m.
  3. Jest najmłodszą kopalnią soli, bo powstała dopiero w latach 50. XXw.
  4. W jej wnętrzu odbył się najniżej odbywający się koncert muzyczny na świecie. Miało to miejsce w 2007r na poziomie 600m pod ziemią i tym samym pobito rekord Guinessa.
 

Czy potrzeba coś jeszcze dodawać? Sprawdźcie sami! Polecam.

 

KONIEC

10 komentarzy:

  1. Bardzo interesująca i ciekawie opisana relacja z wycieczki do Kłodawy. Zapraszam do Zabrza, tutaj można spotkać podobne klimaty w kopalni węgla kamiennego. Są dwie takie kopalnie udostępnione do zwiedzania. Jedną opisałem na blogu.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Jeśli będę miała taką okazję, by być w Zabrzu, chętnie skorzystam. W samym mieście byłam tylko raz i niewiele pamiętam :( Ale jest powód, by znów tam zawitać przy okazji.
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  2. I find almost all paǥes lifeless and tiresome, but your site
    has lіveliness and personality. You're indeed blessed!



    Look into my blog post; cheap e cig liquid uk ()

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank You for Your kind words. Unfortunately, electronic cigarettes are "not my way." I'm an enemy of smoking :) But I invite You to further explore the corners of my blog.
      Regards :)

      Usuń
  3. Bardzo ciekawa relacja. Niestety nie byłem nigdy w Kłodawie ale widzę, że warto się tu wybrać. Byłem kiedyś w kopalni soli w Wieliczce ale to było tak dawno, że aż strach.
    Polecam odwiedzić kopalnię krzemienia pasiastego w Krzemionkach, którą opisałem na swoim blogu.
    Pozdrawiam,
    Jacek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Wieliczka jest zupełnie inna, choć równie interesująca. W Kłodawie bawiłam się fajnie, a to już oznacza, że obiekt polecę. A Krzemionki wpisałam sobie na listę ;)
      Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  4. WITAM DZIĘKUJĘ ZA PIĘKNĄ RELACJE JAKO PRACOWNIK TEJ KOPALNI. SZKODA, ŻE NIE MOŻECIE ZWIEDZAĆ INNYCH CZĘŚCI KOPALNI,NP POZIOMU 750, GDZIE IDZIE WSZYSTKO PEŁNĄ PARĄ.WASZE WRAŻENIA ZWIĘKSZYŁY BY SIĘ KILKUKROTNIE. NIE PORÓWNUJCIE TEŻ WIELICZKI - 800LAT TRADYCJI, DO KŁODAWY 70LAT, TO SĄ DWIE ROŻNE HISTORIE, RÓŻNE KOPALNIE, KTÓRE POLECAM ZWIEDZIĆ. O KŁODAWIE BĘDZIE JESZCZE GŁOŚNO OBIECUJĘ WAM TO! ZAPRASZAM I POLECAM! POZDRAWIAM!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry :) Kopalnia i to, co tam zobaczyłam wywarła na mnie bardzo duże wrażenie. Do pracy górnika żywię duży szacunek i dlatego polecam odbycie takiej wycieczki do czynnego zakładu pracy jakim jest kopalnia w Kłodawie. Jeśli porównuję tę kopalnię do Wieliczki, to tylko w kontekście tego, że jednak Kłodawa pod wieloma względami przewyższa tę pod Krakowem, choć tamta jest bardziej znana w świecie, być może dlatego, że ma swoje lata ;) Jedna i druga jest atrakcją turystyczną, ale jak dotąd jeszcze nie opisałam tej w Wieliczce. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń