O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi.Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...

piątek, 5 lutego 2016

Katowice

Ślonsko godka
po raz trzeci,
 czyli co jeszcze zobaczyłam 
w Katowicach

Minęło prawie pół roku, odkąd zrealizowałam swój szalony pomysł pojechania na jeden dzień na Śląsk, celem obejrzenia z bliska dwóch zabytkowych osiedli górniczych na Nikiszowcu i Giszowcu. O moich tam perypetiach możecie przeczytać TU i TU J.
Ale, że w sierpniu dzień długi, pociąg powrotny dopiero ok. 18.00, to też zostało mi trochę czasu, by przespacerować się jeszcze po Katowicach, a dokładniej po śródmiejskiej dzielnicy miasta. I oczywiście jak to ja, wprawiłam pytaniem w zakłopotanie mieszkańców. Ale o tym na końcu ;) Chodźmy zatem na spacer po Katowicach.


 Witamy w Katowicach :)



Jest to jedno z największych miast polskich. Początki sięgają XVI w. Wtedy to był obszar rolniczy ale i działały tu kuźnie żelaza. Prawdziwy rozwój nastąpił w połowie XIX w., kiedy rozwinął się przemysł, a do miasta pociągnięto kolej.
Przez trzy lata, tj. pomiędzy 1953 r. a 1956 r. miasto nazywało się Stalinogród. Wiecie, miłość bratnia, wielkiemu wodzowi – rodacy i takie tam… Na całe szczęście obecnie to znów Katowice. Nazwa miasta może wywodzić się od słowa „kąty”, czyli od określenia dawnych chat zagrodników, lub od słowa „kat”, jakim określano pierwszego tu osadnika. Istnieje też przypuszczenie, że być może tak nazwano to miejsce: „Katzendorf”, czyli „Wieś kotów” i pochodzi od kotów właśnie. (Dla mnie jako kociary to całkiem miłe wytłumaczenie J) Niemcy potem przerobili je na Kattowitz. Dziś prawie nie zmieniła się nazwa w brzmieniu, jedynie w pisowni.
Prawa miejskie nabyły Katowice 11 września 1865 r. z rąk króla Prus Wilhelma I Hohenzollerna. Obecnie przyjmuje się, że miasto jest stolicą Górnego Śląska. I to wbrew pozorom, wcale nie taką przemysłową. Jest to bowiem najbardziej zalesione miasto na Śląsku. W jego skład wchodzi mnóstwo parków, lasów, skwerów oraz rezerwatów.


Herb Katowic



Śródmieście miasta ukształtowało się w poł. XIX w. Budynki mają głównie dekorację eklektyczną, a także secesyjną. 


Zabytkowa kamienica przy Alei Korfantego



Kamienica z 1896 r. na skrzyżowaniu ulic Damrota z Warszawską



Niektóre kamienice czekają na mądrego inwestora, który doprowadzi ich do świetnego wyglądu



Balkony w kamienicy na ul. Warszawskiej



Ulica Stawowa: kamienica z 1896 r. projektu Georga Zimmermanna 



Zabytkowa kamienica, która jest siedzibą III Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Mickiewicza



Kamienica przy ul. Mickiewicza



Kamienica z 1900 r. na ul. 3 Maja



Chyba dokładnie te stare kamienice najbardziej mi się w tym mieście podobają, bo… No właśnie, muszę dołożyć łyżkę dzięgciu do tego miodu. Niestety stwierdzam z przykrością, że Katowice mają najbrzydszy rynek, jaki widziałam, bo w zasadzie nie posiadają go wcale. Jest to plac, przez który poprowadzona jest jedna z głównych ulic miasta, w dodatku jeżdżą nią tramwaje, ciągle trwają remonty (to już kolejny raz jak jestem w Katowicach i zawsze widzę prace budowlane w tym miejscu) oraz stoją nowoczesne budynki, które pięknością nie grzeszą. No cóż… Mieszkańcy mają choć ładnie zadbany skwerek z fontanną na tymże rynku. Ale wystarczy pójść kawałek w boczne ulice, by zachwycać się kamienicami i ich pięknymi dekoracjami, choć niektóre z nich aż proszą się o remonty elewacji. Myślę, że to są zdecydowanie skarby Katowic, w dodatku można je pooglądać za darmo, bez biletów wstępu.


Niby Rynek w Katowicach



Teatr Śląski im. Stanisława Wyspiańskiego na Rynku



Rynek: zabytkowa kamienica, w której mieści się Bank PKO SA.



Ta nadmuchana zjeżdżalnia dla dzieci, uroku Rynkowi nie dodaje :(



Mały skwerek z fontanną i widokiem na zabytkową kamienicę - najmilszy jak dla mnie, obrazek Rynku


Szybkie oszacowanie czasu i wiem, że nie zdążę już obejrzeć Muzeum Śląskiego, ani w jego starej siedzibie ani w nowej, powstałej niedawno w nieczynnej już kopalni. Ok, jest powód, by wrócić. 


Kamienica, w której mieści się Muzeum Śląskie


Ale mogę wybrać się do innego muzeum i czynię to z ochotą. Moim celem staje się Muzeum Historii Katowic.


Kierunkowskaz do muzeum, w którym przeniosłam się w czasie :)


Idę tam, by na chwilę przenieść się w czasie. Kamienica, choć niepozorna i ukryta w bocznej, małej uliczce, kryje w sobie przepiękne wnętrza mieszczańskie z przełomu XIX i XX w. 



Kamienica, w której znajduje się Muzeum Historii Katowic, ulica Szafranka 9



To tu, wchodzę! :)


Oto odwiedzamy dwa mieszkania: bogatszego mieszczaństwa i tego średniozamożnego. A wszystko to w oryginalnej kamienicy z 1910 r.
W muzeum jestem tylko ja i dwie panie, które chyba bardziej przyszły do muzeum, by odwiedzić wystawę czasową o Witkacym. Oglądają ją dłużej niż ja, wskutek czego mieszkanka na piętrze mam tylko dla siebie J. Przejdźmy zatem do wnętrz. Najpierw wprosimy się do bogatej rodziny mieszczańskiej.


Klatka schodowa z witrażami  w oknach


Z klatki schodowej wchodzimy do przedpokoju, a właściwie do reprezentacyjnego holu, w którym zazwyczaj zostawiało się odzież wierzchnią, i który dawał przedsmak tego, co możemy zobaczyć dalej. Całe mieszkanie ułożone jest amfiladowo, przy czym z kilku pomieszczeń można było wyjść na korytarz.


Hol w domu bogatszego mieszczaństwa

Potem mamy salon. O jego wytworności decyduje półkolisty wykusz oraz stojąca tu i nieco przytłaczająca wnętrze, żardiniera ogrodowa. Ale cóż, taka była moda. Stwarzało to iluzję pałacowej altany ogrodowej i dawało małe poczucie intymności przy romantycznych pogawędkach. Taka żardiniera (ta akurat jest z Raciborza) służyła wyeksponowaniu doniczkowych kwiatów i była najczęściej robiona na zamówienie. I tu ciekawostka - ta jest jedyną taką w polskim muzealnictwie.  W salonie meble poustawiano pod ścianami, by przybyli goście mieli jak najwięcej miejsca, co sprzyjało tańcom lub wystawnym balom. 


Salon i wielka żardiniera


W jednym kącie ustawiono mały, kobiecy, neorenesansowy sekretarzyk, służący do wypisywania bilecików na takie bale. W drugim kącie znalazł się stolik, nakryty wedle mody „dywanem”, który i ciężko wyglądał i nie pasował do całości, ale taka moda… Za to wyeksponowane na nim albumy z rodzinnymi fotografiami są przepiękne.



Sekretarzyk i secesyjne drobiazgi



Przemilczmy ten "dywan", za to jak zawsze zachwyciły mnie takie albumy na zdjęcia


Dalej mamy kolejne pomieszczenie, a jest nim buduar. Tu odpoczywano w czasie balu, pito kawę, dyskutowano czy też jadano desery po obiadach, na które było się specjalnie zaproszonym. Oba pomieszczenia były połączone ze sobą za pomocą drzwi rozsuwanych, ukrywanych w ścianie. Ten pokój miał wystrój bardziej kobiecy, o czym świadczą i obrazy na ścianach i pejzaże z cyklu sielskie życie w pałacowych ogrodach.



Buduar,...



... w którym także znalazło się zgrabne biureczko



Rozsuwane drzwi, chowane w ścianę, oddzielały część reprezentacyjną od tej mniej oficjalnej


Tuż za buduarem znajduje się jadalnia, czy też inaczej pokój stołowy, gdzie oczywiście najważniejszym meblem jest stół: duży, owalny i rozsuwany tak, że w razie licznych gości, mogło przy nim usiąść nawet do 24 osób. Oczywiście zgodnie z panującą modą, meble miały tu za zadanie nie tylko zdobić wnętrze, ale też spełniać funkcje praktyczne. Najczęściej w okazałym kredensie przechowywano porcelanę, srebra, a także obrusy, bieżniki czy serwetki.


Pokój stołowy czyli jadalnia


Z pewnością duże wrażenie w tym pomieszczeniu robi kaflowy piec. Jest pięknie dekorowany i ma tyle szczegółów, że trudno oderwać od niego wzrok. Mnie zachwycił absolutnie. Nie dość, że stanowił wspaniałe dzieło, to jeszcze dawał przyjemne ciepło w chłodne dni.



Kaflowy, pięknie dekorowany piec



Detal dekoracyjny z pieca


Tuż obok niego stoi stołowy fortepian, przy którym umilano sobie czas. Zapewne ci, którzy zasłuchiwali się w muzyce, siedzieli w kącie na neorenesansowej cassapance, czyli ławie z oparciem, bogato zdobionej zgodnie z dekoracjami epoki kajzerowskiej, a więc stylu niemieckiego z pogranicza wieku XIX i XX (a dokładniej między 1871 r.-1914 r.) u nas znanego jako styl eklektyczny.
Aby posiłki lepiej się jadło, w pokoju stołowym przeważają obrazy z pejzażami i martwą naturą.


Stołowy fortepian



Neorenesansowa cassapanca z epoki kajzerowskiej


Kolejne pomieszczenie u bogatej rodziny to gabinet męski. Da się to wyczuć po trofeach myśliwskich na ścianach, przyborach i sprzętach, które zazwyczaj przydatne były panom domu. Na dużym biurku znalazły się też nowinki techniczne tamtych czasów jak telefon i maszyna do pisania. Taka stara wersja smartfona i komputera J. Całość dopełniał stolik do gry w karty czy też szachy oraz wygodna kanapa z fotelami.



Gabinet męski. Na biurku maszyna do pisania i telefon, który posiadali nieliczni obywatele



Kącik wypoczynkowy w męskim gabinecie



Trofea myśliwskie na ścianie, a przy niej duża, dekoracyjna szafa 


Do tej pory przechodziliśmy przez pomieszczenia dla dorosłych. Teraz pora na pokoik dziecięcy. Ach marzenie mieć taki pokoik. Oczywiście jest on pełen zabawek i miałam nieodparte wrażenie, że należy do małej dziewczynki, której zabawa „w dom” nigdy się nie znudzi. Pokój ten był odizolowany od reszty pomieszczeń i nie można było wejść do niego z korytarza. Dbałość o małe mebelki do zabawy jak i te normalne, przystosowane do potrzeb dziecka sprzęty, wskazują na klasę wyższą rodziców. 



Pokoik dziecięcy



Parawan chroniący przed poparzeniem się wrzątkiem z czajnika, który stał na piecyku, popularnej kozie



Tu chyba przed chwilą leżała lalka :)


Oprócz zabawy zadbano też o stolik do nauki w domu. Zapewne jakaś nauczycielka czy też inaczej guwernantka, wtłaczała do małej główki wiedzę przydatną młodej panience lub uczyła francuskich słówek, by w przyszłości młoda dama mogła zabłysnąć na salonach.


Wśród zabawek, biały stolik z pulpitem do nauki w domu

Ostatnim pomieszczeniem w tym mieszkaniu jest sypialnia właścicieli. Głupio tak zaglądać do małżeńskiej sypialni, ale co tam, wejdźmy na moment. Oczywiście najwięcej miejsca zajmuje tu łóżko, a właściwie dwa złączone ze sobą, zasłane ozdobnie. Nad nim zawieszono dywan, a na nim święte obrazki. Pod oknem  stoi toaletka dla pani domu a na niej przybory toaletowe. Obok stolik przygotowany na śniadanie zaprasza na ciepłą herbatę i rogalika z domową marmoladką. Zwyczaj nakazywał, by małżonkowie razem w sypialni spożywali śniadanie. Po drugiej stronie pokoju stoi umywalka z lustrem i porcelanowym kompletem toaletowym. 


Sypialnia gospodarzy mieszkania


Oprócz misy z dzbanem na uwagę zasługuje tu bidet oraz puf z „naczyniem nocnym”. W czasie intymnych toalet kąt ten był zasłaniany parawanem. Oczywiście w zamożnym domu nie mogło zabraknąć szezlonga, na którym można było w ciągu dnia odpocząć, bez naruszania zasłanego łoża.



Część toaletowa, zasłaniana parawanem



Szezlong


I znów wychodzimy na korytarz. Długi i wąski oddzielał część reprezentacyjną od części dla służby.
Całe to mieszkanie, z powodzeniem mogło by zagrać w nowej wersji „Godziny pąsowej róży”. Aż prosiło się o zajrzenie za róg pokoju, w którym gosposia Genowefcia strofowałaby niepokorną Andę.  


Przedpokój u bogatego mieszczaństwa



Oczami wyobraźni widziałam młodą służącą, ubraną w czarną suknię i biały fartuszek i czepek, podającą parasol właścicielowi domu lub rękawiczki pani domu tuż przed ich wyjściem do teatru na przykład. Heh, ma się tą wyobraźnię :)



Miejsce na listy na górze i gazety na dole. Pod spodem telefon, jaki jeszcze ja pamiętam, jak był w użyciu 


Pora jednak wpaść do sąsiadów, czyli średniozamożnego mieszczaństwa.
Najpierw witają nas w przedpokoju. Niby także wąski i długi i pełniący te same funkcje co u bogatych właścicieli, ale jakby nieco skromniejszy w wystroju.


Przedpokój w mieszkaniu średniozamożnego mieszczaństwa


Z przedpokoju wchodzimy do pokoju stołowego. Wydaje mi się taki swojski. Jadalnia jest oczywiście wyposażona w stół, najważniejszy mebel w tym pokoju. Tuż za drzwiami urządzono kącik pana domu. Tu w spokoju mógł oddać się lekturze, grze w szachy czy też posłuchać radia. Mam wrażenie, że mogłabym zaanektować ten kąt J.


Salon, jadalnia i kąt wypoczynkowy w jednym. Dziś w blokowiskach, funkcje te pełnią duże pokoje.



Kącik pana domu


Zaraz za pokojem stołowym jest salonik pani domu. Jest utrzymany w jasnej kolorystyce. Całość dopełniają meble zrobione w latach 20. XX w. w stylu biedermeierowskim. Zapewne pani domu odpoczywała przy muzyce z gramofonu bądź pisała listy przy zgrabnym biureczku.



Salonik pani domu



Bibeloty w przeszklonej witrynie, gramofon i fotel z kocem - kącik wypoczynkowy pani domu otoczonej muzyką i ulubionymi przedmiotami dawał moment relaksu od codziennych spraw



Miejsce na pisanie listów, zaproszeń, powiadomień


Z pokoju tego można było przejść do sypialni gospodarzy. Znów zaglądamy w najbardziej prywatną część mieszkania. Ale tym razem w pokoju tym możemy dostrzec kilka funkcji. Oprócz sypialnianej, w której i tu główną rolę gra łóżko z lalką na środku, jest też pokój wypoczynkowy, kącik łazienkowy oraz pokój dziecinny. Także i tu nie brakuje szezlonga. Toaletka pani domu wyposażona jest w przybory toaletowe. 


Sypialnia gospodarzy z lalką na łóżku (i denerwujące, wszędobylskie sznury odgradzające ekspozycję)



Kąt wypoczynkowy oraz toaletka właścicielki domu


Nad łóżeczkiem dziecięcym wisi sielski krajobraz, obok leżą zabawki, lalki i misie, zapewne ulubione zabawki dziecięcia. 



Kącik dziecięcy w sypialni gospodarzy



Dziecięca zabawka



Mój wzrok podąża na szczyt szafy, na której leżą podróżne kufry oraz pudła na kapelusze. Zdecydowanie w sypialni tej jest ciaśniej niż u bogatszych sąsiadów.



Pudła na kapelusze na szafie być może posagowej :)



Szafka na przedpokoju


W mieszkaniu średniozamożnego mieszczaństwa, do którego jakoś mi tak bliżej uczuciami, zaglądamy do kuchni. Tu znów tego dnia widzę typową śląską kuchnię. Jest biała z kaflowym piecem, na którym ustawiono żeliwne rondle i brytfany. Pod kuchnią stoi węglarka z węglem i narzędziami do pieca oraz wiadro z zapasem węgla oraz drewna. Prosto z pieca wykładano na stół jedzenie, które być może przygotowywano również na wysuwanej z kredensu kuchennego, stolnicy. 



Śląska kuchnia



Informacja dla młodych czytelników: dawniej tak właśnie mielono mięso - przykręcaną do blatu maszynką (jeszcze mam taką w domu) Mnie spodobał się tu ozdobny młynek na kawę


Całość wystroju uzupełniają tu pojemniki na przyprawy, młynki do kawy, pokrywki i sprzęty kuchenne, wykorzystywane w jak zwykle gwarnej kuchni. Bo przecież życie toczyło się zwykle w kuchni. O tym świadczy też mały stołeczek pod piecem, tzw. ryczka, na którym siadywano i słuchano ploteczek a także zdejmowano buty. Obok blaszana umywalka z lustrem służyła panu domu do golenia. W kuchni wiszą makatki z płótna, haftowane, często posiadające jakieś sentencje typu: „Nie mów nikomu, co się dzieje w domu” lub odnoszące się do religii i wiary jak „Pod Twoją obronę uciekamy się”.



Pojemniki na przyprawy i produkty sypkie



Kaflowy piec i ryczka, mały stołeczek przy nim


No dobrze, pora wyjść już na zewnątrz. Mam mieszane uczucia. Miesiąc wcześniej odwiedziłam podobne wnętrza w Białymstoku i byłam zachwycona. Tym razem owszem, zaspokoiłam głód przenoszenia się w czasie, ale znowu pojawił się tu mały zgrzyt. Po pierwsze tutaj każde pomieszczenie powydzielane było sznurami, co od razu stwarzało strefę komunikacyjną i czysto muzealną. W Białymstoku tego nie było, więc miało się wrażenie, że faktycznie wchodziło się do kogoś w odwiedziny. Ale to jeszcze można przeżyć. Natomiast odniosłam wrażenie, że pan, który otwierał te pomieszczenia nie był tym faktem zadowolony. Stwarzał wrażenie człowieka, któremu trzy kobiety śmiały przeszkodzić w spokojnym dniu. Czułam się nieco poganiana jego wzrokiem i przez to pośpiesznie przechodziłam z jednego pomieszczenia do drugiego. To duży minus, bo jeśli by się troszkę postarał, to mógłby jeszcze coś od siebie dodać a propos tych wnętrz i pytań, jakie niewątpliwie cisną się turyście na usta. W tym wszystkim dziwiłam się, że nie kazano mi założyć filcowych kapci. Pachniało starą epoką. No w końcu przeniosłam się nieco w czasie…
Wychodzę znów na skąpaną w słońcu ulicę. Cieszę się, że mój plan na spędzenie jednego dnia w Katowicach, jak do tej pory układał się po mojej myśli. Uśmiechnięta powędrowałam przed siebie. I chyba ten uśmiech nie znikał mi z twarzy, bo nagle jakiś przechodzień również się uśmiechnął i życzył mi dobrego dnia J
Po drodze wstępuję na ulicę Mariacką, która została przekształcona w deptak. 



Ulica Mariacka, obecnie przerobiona na deptak - widok spod kościoła



Kamienica przy ul. Mariackiej


Prowadzi ona do Kościoła Mariackiego, czyli Kościoła Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny w Katowicach. Jest to najstarszy, zachowany kościół katolicki w śródmieściu Katowic. Zbudowany w 1870 r. według projektu Alexisa Langera z Wrocławia z ciosów piaskowca śląskiego. Główna bryła świątyni to nawa główna, z przylegającą do kruchty kaplicą. Wieża kościelna ma 71 m. Parafię erygowano 14 czerwca 1873 r. 

Kościół Mariacki pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny



Drzwi wejściowe do świątyni



Mozaika nad wejściem do kościoła


Wnętrze kościoła zdobili najwięksi artyści, wśród nich m.in. zięć Jana Matejki – Józef Unierzyski, twórca dużych płócien i uczeń Mehoffera – Adam Bunsch, twórca witraży. Obecny ołtarz wykonany jest z trawertynu. Tkaniny w prezbiterium nawiązują do symboliki maryjnej i do scen z życia Matki Najświętszej. Ich autorką jest Teresa Michałowska-Rauszer z Katowic. Również ona zaprojektowała wystrój Kaplicy Najświętszego Sakramentu, w której stoi kamienna monstrancja, która jest wotum z okazji II Krajowego Kongresu Eucharystycznego i II Wizyty Duszpasterskiej Jana Pawła II w Polsce.



Nawa główna Kościoła Mariackiego



Ołtarz główny



Kościelne organy



Konfesjonał



Kamienna monstrancja w bocznej kaplicy



Chłód świątyni jest bardzo miły, bo choć jest już popołudnie, to słońce praży niemiłosiernie. Wracam więc, na Aleję Korfantego. Od Rynku ulica ta wyprowadza mnie wprost na dwa symbole Katowic. A są to Pomnik Powstańców Śląskich oraz Spodek.


Aleja Korfantego i widoczny kawałek Spodka


Pomnik Powstańców Śląskich to po Śląsku Dynkmal Ślůnsckich Powstańcůw. To największy pomnik w kraju, upamiętnia trzy powstania śląskie, prowadzące do przyłączenia Śląska do Polski. Odsłonięto go 1 września 1967 r. Autorami jego byli prof. Gustaw Zemła (rzeźbiarz) oraz Wojciech Zabłocki (architekt). Te trzy orle skrzydła ufundowało społeczeństwo Warszawy dla społeczeństwa Górnego Śląska. Uśmiecham się, bo przecież jestem w tej chwili, Warszawianką na śląskiej ziemi. 



Pomnik Powstańców Śląskich - w uszach wciąż słyszę śląską nazwę słowa pomnik - dynkmal :)



Trzy skrzydła - trzy powstania i do tego obok bryla katowickiego Spodka


Obok rozpoznawalnego pomnika Katowic, znajduje się park Powstańców Śląskich, w których odnajduję także pomnik generała Jerzego Ziętka, który był politykiem, posłem oraz wojewodą katowickim. Miał zwolenników i przeciwników, jak to w polityce, ale co mu się chwaliło to fakt, że z ludźmi rozmawiał ponoć po śląsku.


Pomnik Jerzego Ziętka


Przy rondzie bezsprzecznie uwagę przyciąga nowoczesna budowla, która każdemu przywodzi na myśl Ufo, a dokładniej latający pojazd kosmiczny, który przypadkiem wylądował w centrum miasta. A jest to tylko hala widowiskowo-sportowa, zwana potocznie Spodkiem. Stowarzyszenie Architektów Polskich w 1959 r. ogłosiło konkurs na wykonanie tejże hali. Zwycięzcami tego konkursu zostali projektanci z… Warszawy J: Maciej Gintowt, Maciej Krasiński i Jerzy Hryniewiecki, a wykonawcą był Andrzej Żórawski. Zespół ten współpracował także przy budowie Supersamu, pawilonu handlowego w Warszawie (z 1962 r.), pierwszego tego typu obiektu w Polsce, a który wspominam z nutą nostalgii, gdyż w 2006 r. został rozebrany. Wracając do Spodka to powstał on w miejscu dawnej hałdy hutniczej. Pierwsze prace ruszyły w 1964 r., a ukończono w 1971 r. Jest to pierwsza, w skali światowej, tak śmiała realizacja projektu. Stalowa konstrukcja kopuły, ważąca 300 ton, połączona jest z zewnętrznym, stalowym pierścieniem za pomocą 120 lin, tworzących kratownicę i na tym nałożone jest pokrycie dachowe. Z zewnątrz hala przypomina latający spodek (stąd nazwa), a w środku łączy funkcje sportowe z widowiskowymi, w zależności od potrzeb. Do niej przylega też lodowisko. W Spodku organizowane są mecze, koncerty, konferencje czy też rewie i imprezy okolicznościowe. W 1987 r. swój pierwszy koncert w Polsce dał tu zespół Metallica, z kolei zespół Modern Talking (moja młodość!!!) wracał tu kilkakrotnie. W katowickim Spodku występowało wielu artystów światowej sławy jak np. Jean Michele Jarre, Leonard Cohen czy Slash (z tą swoją burzą włosów i gitarą niedbale przerzuconą przez tors), wiele zespołów jak: Depeche Mode czy Genesis, ale też naszych rodzimych wykonawców: Perfekt, Lady Punk, Hey czy Dżem (wszystkich przesłuchałam, zapamiętałam, nie rzadko nuciłam na całe gardło).


Katowicki Spodek


No dobrze, nie samą duchowością człowiek żyje. Czasem trzeba wrzucić coś na ruszt. Zgłodniałam, więc postanawiam iść na typowy śląski obiad. Myślę sobie, że w okolicy tak turystycznej, w jakiej znajduje się Spodek, to na pewno coś się trafi. Jak mawia stare porzekadło: „Koniec języka za przewodnika”,  zaczepiam przechodniów i pytam, gdzie tu mogę zjeść typowy śląski zestaw: kluski śląskie, roladę i modrą kapustę. I tym samym wprawiam w zaskoczenie rdzennych mieszkańców Katowic (uprzednio pytam, czy są z tego miasta). Wskazują mi pizzerię, pierogarnię, naleśnikarnię, dania włoskie, meksykańskie i pewnie długo bym mogła wymieniać, gdyby nie fakt, że uparłam się na śląską roladę. A to feler… W końcu idę do knajpy, która jest po środku ronda i przeszkadzam właścicielom w obiedzie J (nie był śląski J). Oni także nie wiedzą, ale wie ich kucharz. Tym samym wkraczam w świat garmażerii od kuchni. Heh, zwiedzam ciekawe miejsca, ale na zapleczu restauracji jeszcze mnie nie było. Budzę zdziwienie innych kucharzy, kiedy mój przewodnik prowadzi mnie przez kuchnię do tylnego wyjścia by łatwiej mi wytłumaczyć gdzie mam iść. I tak trafiam wreszcie do sympatycznej gospody, gdzie bez zastanowienia recytuję kelnerce moje kulinarne marzenie na dziś. Teraz czas na obiadek. Delektuję się chwilą odpoczynku, jednakże nie działa klima, więc nieco płynę, a obiad też gorący.


Dopięłam swego: mój śląski obiad :)


Posilona ruszam z powrotem w kierunku rynku i podjeżdżam tramwajem do dworca. Mam jeszcze chwilkę czasu, więc wchodzę na herbatkę przy samym dworcu. Stąd już prosto na peron. Mój pociąg już stoi. Odnajduję swoją miejscówkę. W przedziale jestem sama. Siedzę i uśmiecham się sama do siebie. Ten dzień spożytkowałam na maxa. I mimo upału nie czuję się zmęczona. Chwilę później wsiada jakiś człowiek do mojego przedziału i od razu zasypia. Na kolejnym przystanku dosiada się kobieta i tak dojeżdżam do stolicy. Wciąż się uśmiecham. I kto powiedział, że marzenia się nie spełniają? Nawet jeśli dotyczą górniczego osiedla w kraju o nazwie Polska. Ja właśnie moje małe podróżnicze marzenie spełniłam. Teraz kolej na następne, ale jakie one będą – nie wiem sama, ale na pewno do zrealizowania. Bo chcieć, to móc, prawda? Zatem do zobaczenia gdzieś w drodze!



Może znajdę księcia? Sympatyczna fontanna miejska w Katowicach





KONIEC

18 komentarzy:

  1. Dzięki za ciekawą wycieczkę! :) Nie dojechałam do Katowic, a wybierałam się kiedyś... trzeba nadrobić.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że Katowice są niesłusznie pomijane jako cel turystyczny sam w sobie, a to naprawdę atrakcyjne miasto. Mam nadzieję, że jeszcze do niego wrócę. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  2. Uważam, że Śląsk (jak i wiele innych miejsc w Polsce) ma dużo do zaoferowania i warto poznawać jego zakamarki na własną rękę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Czasem warto wybrać się poza utarte ścieżki, bo można odkryć coś fajnego, pięknego, wartościowego i niezapomnianego. Osobiście przeprosiłam się z muzeami wszelkiej maści. Może trzeba było do tego dorosnąć? Uściski :)

      Usuń
  3. Ciekawa wycieczka nawet nie wiedziałem że tyle pięknych miejsc jest w Katowicach,muzeum fantastyczne.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że odkryłam malutki skrawek tego, co jeszcze można zobaczyć w tym mieście. Ale i tak jestem zadowolona, że dane mi było zobaczyć choć tyle, a miałam jedynie osiem godzin na śląski "szłapzug". Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Bardzo fajna :)Do dziś uśmiecham się na jej wspomnienie. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  5. Czyli jest problem żeby zjeść w Katowicach prawdziwy śląski obiad? :) trzeba było szukać starego dobrego baru mlecznego , tam by pewno podali kluski ślaskie :) Chciałem jeszcze nawiązać do tego pana pracującego w muzeum... Ja niestety też spotkałem się z takim podejściem do indywidualnych zwiedzających w jednym takim obiekcie...Poczułem się wtedy jak intruz który zakłóca święty spokój pana kustosza :) No cóż , może nie każdy powinien tam pracować a szczególnie jeśli nie lubi swojej pracy :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem dało się rozwiązać ;) A jeśli chodzi o tego pana... no cóż, może miał kiepski dzień, może z powodu upału źle spał w nocy i tu jeszcze przyjeżdża taka mała z plecakiem i mu nie daje odpocząć? :) Mimo wszystko polecam ten obiekt, bo warto. Pozdrowienia ślę :)

      Usuń
  6. Post pokazujący, jak przez umiejętne połączenie opisu i zdjęć (bardzo udanych) można u czytelnika wzbudzić chęć zobaczenia pokazywanego miejsca. Przynajmniej ja takiej ochoty nabrałem, bo chociaż do Katowic mam ok. 20 km, to bywam tam stosunkowo rzadko. Nawet nie widziałem jeszcze dworca kolejowego po przebudowie. Rynek wreszcie skończono remontować, więc może jutro pojadę zobaczyć jak to wszystko teraz wygląda. To muzeum też bym obejrzał, bardzo ciekawe te wnętrza. Tak jak napisałaś, można przenieść się w czasie.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Tak to zwykle bywa, że jak coś mamy najbliżej, to mamy najdalej ;) Ale wszystko da się nadrobić. A muzeum jest na ul. Szafranka 9. Przy wejściu stoi (a przynajmniej wtedy stał) odlany z brązu Witkacy. Za to wewnątrz to już zupełnie inny świat... Ściskam w iście wiosennym duchu :)

      Usuń
  7. Do tej pory Katowice zwiedzałam tylko przejazdem. Jeśli pojadę na Śląs to głównie po to, aby posłuchać gwary:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W centrum Katowic tej gwary to mało słyszałam, za to na Nikiszu dało się jej trochę posłuchać, zwłaszcza, że okna były pootwierane, więc słyszałam jak ludzie do siebie mówili "po swojemu" :) Serdeczności.

      Usuń
  8. Studiowałem w Katowicach jakiś czas. Znam miasto dobrze, ale trzeba przyznać że ostatnio bardzo wyładniało - mniej górnictwa w nim a więcej dobrze rozumianej burżuazji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, myślę, że jak miasto ładnieje to akurat duży plus. Gorzej jakby zbierało tylko negatywne opinie i nikt by z tym nic nie robił. Ja byłam bardzo zadowolona z wycieczki, spacer po mieście zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  9. Hej hej, a ja znam dobrze Katowice - samo śródmieście rzecz jasna, ale gdzie można by zjeść śląski obiad to do tej pory nie mam pojęcia i za dopięcie tego należą Ci się brawa ;)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śląski obiad dopadłam dopiero w restauracji Wiejska Chatka przy Placu Grunwaldzkim. I to też dzięki kucharzowi z innej restauracji. Ale fakt - to zadanie to było wyzwanie ;P Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń