O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi. Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...

niedziela, 19 listopada 2017

Kowary - Kopalnia Podgórze i kowarska starówka

Tam, gdzie kryją się tajemnice z poprzedniej epoki,
czyli gdzie nie wieje nudą…

Deszczowy, lipcowy poniedziałek z założenia miał być dniem zwiedzania Kowar. Razem z koleżanką Asią i Jej Rodziną, wspólnie odkrywaliśmy uroki tej małej miejscowości w Karkonoszach. O tym, że wiele miejsc na Dolnym Śląsku jest tajemnicze i jednocześnie intrygujące, nie trzeba nikomu mówić. Jeśli już raz pojawisz się na tym terenie, przepadasz J
Zwiedzanie Kowar zaczęliśmy od Skansenu Miniatur, o którym pisałam TUTAJ. Potem przyszedł czas na zejście pod ziemię. Naszym celem stała się Kopalnia „Podgórze”. Nie byle jaka to kopalnia, gdyż wydobywano tu uran na potrzeby programu atomowego ZSRR. Kopalnia położona jest w Karkonoszach, na północno – wschodnich zboczach Kowarskiego Grzbietu.


Karkonosze


Już na dzień dobry powstało małe zamieszanie, bo po drodze nakłaniano nas do zaparkowania pod inną kopalnią. Jednak pojechaliśmy dalej i stromą, ubitą drogą dojechaliśmy do darmowego parkingu, który tego dnia częstował wszystkich błotem. 


Mapa wydobycia rud uranu w Polsce


Chwila rozeznania i już dzierżyliśmy w dłoniach bilety wstępu do turystycznej atrakcji, o której nie mieliśmy pojęcia. Nie wiedzieliśmy też, co nas czeka.  Pół godziny oczekiwania na przewodnika umililiśmy sobie jedzeniem, które można zakupić w działającym przy kopalni „Bunkier King”, w którym absolutnym hitem jest Żużel na kwaśnej trawie, czyli po prostu kaszanka. Ale przyznać trzeba, że Świnka na Węglach, Przysmak Karkonoskiego Chłopa czy Dżem ze Świni, też brzmią nieźle. No i do tego dodać trzeba jeszcze psinę, której oczy mówią wszystko: dawno nie jadłam, daj mi proszę kawałek… W rzeczywistości to sprytna sztuka, która w robieniu maślanych oczu, naukę pobierała u kota ze Shreka. Turyści dają się nabrać ;)


Klasyczny wychodek z serduszkiem w dekoracji rodem z PRL-u



Wejście do Kopalni Podgórze


Wybiła nasza godzina i zebrała się grupa chętnych do spenetrowania podziemi. A te liczą sobie 1600 m turystycznej trasy, oczyszczonej, udostępnionej do zwiedzania. Oto byliśmy w drugiej, co do wielkości kopalni uranu w Polsce. Trasa, którą szliśmy powstała w sztolni 19a, utworzonej w latach 50-tych XX w.
Na początek od przewodnika, Pana Emila, dostaliśmy wskazówki, co nam wolno, a czego nie. Dodatkową atrakcją było rozdanie nam latarek górniczych. To już dało do myślenia, że jasno nie będzie. Za to przewodnik jasno dał do zrozumienia, że ze słońcem i niebem żegnamy się na trzy tygodnie. A jeśli ktoś zabłądzi, to na dłużej ;) Z pewną dozą nieśmiałości, weszliśmy w czarną otchłań. I od razu zanurzyliśmy się w inny świat.


Na spotkanie z przygodą - pierwszy przykaz: trzymać się lewej strony

W kopalni zaznajomić się można z historią górnictwa od XII w., po tajną działalność Zakładów Przemysłowych R-1. Te zakłady to kryptonim zakładów przeróbki rud uranu, powstałych w Polsce Ludowej w 1948 r. na mocy umowy między RP a ZSRR.
Specyfikę pracy górników, metody wydobywania uranu a także tajniki tej historii z czasów PRL, która była skrzętnie skrywana – to wiedza jaką dał nam przewodnik. Ale, żeby nie było nudno ani nie wiało grozą, podał nam to w barwnych opisach, okraszając to żartami, anegdotami, nie zapominając przy tym o najmłodszych uczestnikach wycieczki.
W niszach poumieszczano narzędzia górnicze, sposoby łączności, zebrane minerały, które mogliśmy zobaczyć jedynie w świetle czołówek. Podobnie stare mapy i schematy kopalni, które wisiały na ścianach.


Pierwsze pozostałości z poprzedniej epoki



Łopaty, kilofy i inne narzędzia pozostawione przez górników



Ekspozycja minerałów



Oświetlenie używane przez górników



Sprzęty związane z łącznością, aparaty górnicze, centralki polowe, aparaty telefoniczne i sprzęt wojskowy - to, co wykorzystywane było w kopalni



Prezentacja sprzętów górniczych



Plan sztolni, której nie zwiedzaliśmy, ale co ciekawe, w rogu mapy napisano po rosyjsku "sekretno". 



Plan kopalni. Dla porównania na czerwono zaznaczona trasa turystyczna


Eksploatacja złóż uranu trwała tu aż do 1958 r. Nie trzeba dodawać, że pracujący tu górnicy, którzy w tych latach nie mieli odpowiedniego sprzętu, a wystawieni na długotrwałe promieniowanie, zapadali na nowotwory. Skuszeni pracą i dużym wynagrodzeniem, tracili zdrowie i życie. Ale nikt ich nie uprzedził. A utrzymać rodzinę  jakoś musieli. 


Sklepienie sztolni



Lampart - reaktor chemiczny, w którym produkowano koncentrat uranowy po wydobyciu go przez Rosjan. Za tę, a także inne cenne wskazówki, dziękuję Przewodnikowi Emilowi, który się do mnie zwrócił ze sprostowaniem kilku informacji :) 



Sprzęty ochronne (niby) z poprzedniego stulecia



Święta Barbara, patronka górników, patronka dobrej śmierci i trudnej pracy

A żeby było ciekawiej, to w latach 1974-1989, mieściło się w kopalni, jedyne w Polsce i czwarte na świecie inhalatorium radonowe, gdzie leczono dolegliwości gazem – radonem. Przyznać muszę, że pozostałość po tej działalności, w postaci metalowych leżaków, robi przerażające wrażenie. Ale promieniowanie w małych dawkach wspomagało ponoć regenerację organizmu w chorobach układu krążenia, oddechowego, alergii, bezpłodności czy impotencji. Dziś już nie występuje tu promieniowanie radioaktywne.


Pozostałość po inhalatorium radonowym



Zabezpieczona trasa



Wagoniki z urobkiem



Niewątpliwie najfajniejszym punktem na mapie sztolni jest wystawa szkła uranowego. Najlepiej prezentuje się, kiedy zgasi się światło czołówek. Wtedy widać najpełniej jak świeci w ciemności, a właściwie w świetle ultrafioletowym. To takie miejsce, gdzie nawet najmłodsi przestają marudzić ;)


Ekspozycja szkła uranowego



A tak wygląda po zgaszeniu światła


Kopalnia jest też najgłębszym nurkowiskiem w Polsce (244 m głębokości). A dokładniej całościowo ma 520 m głębokości.  244 m jest w szybie skąd nurkowie zaczynają, a na samym dnie jest korytarz, a w nim szyb na 480 m, który znów zanurza się w korytarz i kolejny szyb na 520 m głębokości. Do dnia dzisiejszego, nurkowie penetrują zalane sztolnie i odkrywają kolejne tajemnice. I póki co, tylko oni mają tam dostęp.


Replika radzieckiej bomby atomowej RDS-1 w miejscu, gdzie zanurzają się nurkowie



Kolekcja kufli - z takim jednym z dedykacją dla panów... 



Fotografia z nurkowania, jedna z wielu na podziemnej wystawie



Eksploracja podziemnych, zalanych sztolni na fotografiach


My tu gadu-gadu, a te trzy tygodnie przy ciężkiej pracy w kopalni jakoś tak szybko zleciały. I znów szliśmy w stronę światła. W rzeczywistym czasie zajęło nam to około 1 godziny.
W tym miejscu należy powiedzieć, że zwiedzanie kopalni byłoby strasznie nudne (bo to i trudny temat), gdyby nie przewodnik. Panie Emilu, duże brawa za Pana wiedzę i umiejętne jej przekazywanie!
Na koniec praktyczna wskazówka: Nie ważne o jakiej porze roku się tam wybierzesz, zabierz ciepłą odzież, ponieważ temperatura w kopalni wynosi jakieś 8 stopni przez cały rok. Jest też wilgotno, co zwiększa odczucie zimna. Można też w kasie wypożyczyć poncho z polaru, co niejednemu już się przydało.
Zdecydowanie polecam to miejsce jako niebanalny sposób na spędzenie czasu ze sobą czy z rodziną. Nie będziesz żałować.
Kiedy byliśmy w środku kopalni „Podgórze”, przez góry znów przetoczył się deszcz. Po wyjściu zapakowaliśmy się w samochód i podjechaliśmy obejrzeć sobie z bliska kowarską starówkę.


Kamienna pieczęć na kowarskiej starówce


To w zasadzie ścisłe centrum miasta, na które składa się ulica 1 Maja i ciąg zabytkowych kamienic, powstałych w stylu klasycyzmu na przełomie XVIII i XIX w. Jedne z nich odnowione, inne czekające na renowacje. Całość prezentuje się dość malowniczo, zważywszy, że akurat było w miarę pusto, choć cała ulica 1 Maja została wyłączona z ruchu kołowego i stworzono na niej deptak. Ale to czyniło ją w tym momencie atrakcyjną.


Kowarska starówka, czyli ulica 1-Maja



I moje zamiłowanie do drzwi wszelkiej maści :)



Wąski zaułek w centrum miasta



Wyremontowana kamienica...



...a tu czekająca na renowację



Kowarska starówka


Kowarska starówka ciągnie się od barokowego mostu na Jedlicy z 1725r. z kamienną figurą św. Jana Nepomucena przy placu Franciszkańskim. Jedlica to potok, który po obfitych opadach w 1897 r. przyczynił się do „Wielkiej Powodzi”. Dziś jest spokojnym nurtem.


Jedlica, w tle ulica 1-Maja


Po prawej stronie stoi kościół pod wezwaniem NMP, wzniesiony jako gotycki w XIV w. Obok wieży są dwie barokowe kaplice nagrobne z 2 ćwierci XVIII w., a po obu stronach prezbiterium, kaplice. Strop świątyni zawiera polichromie Johanna Lorenza z 1749 r. Wewnątrz króluje barok. A średniowieczną pozostałością jest tajemnicza głowa mężczyzny.


Kościół pod wezwaniem NMP w Kowarach



Wnętrze kościoła, tyle udało się zobaczyć przez kratę



I kolejne drzwi...



Barokowe kaplice nagrobne



Głowa mężczyzny



Postać św. Franciszka


Po przeciwnej stronie ulicy mieści się okazały budynek plebanii z lat 1779-1783.


Plebania w Kowarach


Koniec starówki to budynek Ratusza. Siedziba władz miejskich, projekt architekta Christiana Schultza, wzniesiona w latach 1786-1789, do dziś pełni swą funkcję zgodnie z przeznaczeniem.


Ratusz w Kowarach



Ratusz w Kowarach



Malowidło na suficie we wnętrzu ratusza

Koniec starówki, ale nie koniec zwiedzania. Jeszcze nie wiedzieliśmy, że trafimy w fajne miejsce.
Dotarliśmy bowiem do Domu Tradycji Miasta Kowary, który znajduje się w siedzibie Stowarzyszenia Miłośników Kowar.


I tradycyjny kamień przy atrakcji turystycznej

Wewnątrz można zapoznać się ze stałą wystawą, dotyczącą historii górnictwa od czasów najdawniejszych po czasy współczesne, a związaną z wydobywaniem żelaza i rud uranu. Ekspozycja dotyczy też takiej dziedziny jak tkactwo czy ogólnie pojętym kowarskim artystom. Na budynku elewacji są malowidła, które przedstawiają alegorię górnika, kowala, tkaczki i piwowara, czyli tych zawodów, które wiążą się z Kowarami i okolicą.


Dom Tradycji w Kowarach



Eksponaty w Domu Tradycji



Historia miasta na fotografiach



Górnicze sprzęty



Nie mogło zabraknąć górnika w galowym stroju



Prezentacja dorobku kowarskich artystów



Och, zjadło by się coś z takiego pieca...



Dorobek kowarskich artystów, tu głównie tkaczy

W czasie, kiedy Asia rozmawiała z kustoszem wystawy a Mąż Asi oglądał z dziećmi eksponaty, ja zagłębiłam się w wystawioną na fortepianie publikację. I odkryłam romans stulecia… a właściwie dwa romanse J Posłuchaj…
Antoni Henryk Radziwiłł, herbu Trąby urodził się w 1775 r. w Wilnie. Kiedy miał 21 lat, ożenił się ze starszą od siebie o pięć lat Fryderyką Dorotą von Hohenzollern. Małżeństwo w 1824 r. nabyło piękną posiadłość w Ciszycy. W pobliżu swoje rezydencje miały liczne arystokratyczne rodziny, w tym pruski król, Fryderyk II Wielki. Towarzystwo często spotykało się na balach, rautach, piknikach, co sprzyjało romantycznym schadzkom i sielankowej atmosferze. I właśnie w takich okolicznościach przyrody doszło do największego romansu tamtych czasów. Antoni i Fryderyka mieli już czworo dzieci, kiedy na świat przyszła ich córka Eliza, urodzona w 1803 r. Już jako małe dziecko była śliczna, subtelna i lubiła piesze wycieczki.


Eliza Radziwiłłówna, źródło: www.wikipedia.pl 


W czasie licznych podróży po Śląsku poznała w zamku Książ, młodego księcia, późniejszego cesarza Wilhelma I. On miał 24 lata, ona 18… Byli spokrewnieni po matce Elizy, więc wspólnie spędzany czas nie wzbudzał żadnych podejrzeń. Ale między młodymi tliło się uczucie. Miłość wyznali sobie w 1820 r. Doszło do zaręczyn i planowano ślub.  Ale, jak to zwykle bywa – rodzinka jest niezastąpiona. Prusacy nie chcieli widzieć Polki na niemieckim tronie. Uważali też, że rodzina Radziwiłłów była zbyt biedna. Wynajdowano różne powody, by dowieść, że to małżeństwo nie będzie szczęśliwe. Dodatkowo matka Wilhelma, królowa Luiza, nie lubiła Antoniego Radziwiłła. Niestety śliczna Eliza nie miała żadnych szans. W 1826 r. zapadła decyzja o odwołaniu ślubu, pomimo głębokiej miłości, jaka połączyła tych dwoje. Wilhelm wybrał koronę, wkrótce ożenił się z weimarską księżną Augustą, wnuczką Pawła I, rosyjskiego cara. Ponoć żałował tego do końca życia. 


Wilhelm I Hohenzollern w późniejszym okresie życia, źródło: www.wikipedia.pl


A młodziutka Eliza? Ciężkie przeżycia i tęsknota za ukochanym, doprowadziły ją do gruźlicy. Zmarła w 1834 r.


Portrety zakochanych w sobie Elizy i Wilhelma


Niespełniona miłość Elizy Radziwiłłówny i późniejszego cesarza Prus, Wilhelma Hohenzollerna, zainspirowała niemieckiego pisarza Bauera Oswaida do opisania jej historii w powieści zatytułowanej „Anioł z Ciszycy”, wydanej w 1889 r. A z kolei na jej podstawie powstał film „Pruska legenda miłosna”.
I znów w Ciszycy, gdzie kręcono zdjęcia, rozegrała się tragedia z romansem w tle…
W postać Elizy Radziwiłłówny wcielała się czeska aktorka, 24 – letnia Lida Baarova. Słynęła ona ze swej urody. 


Lida Baarova, źródło: www.wikipedia.pl


Pod jej urokiem znalazł się  także minister propagandy III Rzeszy, Joseph Goebbels. Zakochał się w niej, mimo, że Lida miała narzeczonego a on sam żonę. Myślał o rozwodzie, chciał opuścić Niemcy i wyjechać z poślubioną aktorką do Ameryki Południowej. Ale na drodze do szczęścia stanęła żona ministra. Jako fanatyczna wielbicielka Hitlera, poskarżyła się wodzowi. A ten przywołał niewiernego męża do porządku, twierdząc, że w obliczu planowanej wojny są ważniejsze sprawy, niż romanse ministra ( z których zresztą słynął). Goebbels dostał polecenie zakończenia związku z aktorką. Podobno rozstał się z nią telefonicznie.


Joseph Goebbels, źródło: www.wikipedia.pl


A Lida? Baarova przeszła załamanie nerwowe, nawet na jakiś czas została zamknięta w szpitalu dla nerwowo chorych. Rozstanie oznaczało także koniec jej kariery zawodowej, jako, że filmy, w których grała, zostały objęte cenzurą. Choć jeszcze próbowała grać w Pradze czy w Wiedniu, nigdy nie zrobiła kariery. A cień jej związku z Goebbelsem ciągnął się za nią do końca życia. Zmarła w 2000 r. w wieku 86 lat.
Takie oto historie kryją się na Dolnym Śląsku. Szkoda, że w tych dwóch przypadkach nie było happy endu i dla obu kobiet skończyło się źle. Może gdyby mężczyźni bardziej się postarali, bieg historii byłby inny. Czy lepszy? Kto to wie…
Nasz czas w Kowarach dobiegł końca, wracaliśmy do Karpacza, by zdążyć przed burzą i kolejną porcją deszczu. Zdecydowanie to nie był dzień, który wiał nudą. No bo jak tu się nudzić w tak bogatym w historię miejscu? No nie da się.


Powrót do Karpacza



Postój nad stawem z rybkami


Asiu, duże dzięki za wspólny czas, dla Ciebie i Twoich Bliskich. Polecam się na przyszłość ;)

Koniec

10 komentarzy:

  1. Żadna pogoda Ci nie straszna. W zależności od sytuacji i tak zaplanujesz atrakcyjną wycieczkę. Moja wizyta w Kowarach była dość podobna, oglądałem te same miejsca, ale nie miałem pojęcia o istnieniu kopalni. Może jeszcze wtedy nie była czynna? Na pewno jest to atrakcja warta zobaczenia, a jak jeszcze dodajesz, przewodnik potrafił zaciekawić grupę podając w przystępny sposób najważniejsze informacje. A przy okazji dowiedziałem się o jeszcze o dwóch ciekawych romansach.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wkraju drogi, czyżby te romanse zainspirowały do następnej wizyty w Kowarach? :) A poważnie to ja też się o nich dowiedziałam tylko dlatego, że sięgnęłam po ten kajecik co leżał na fortepianie... Czasem taki drobny gest a jaki efekt! :) A kopalnia warta zobaczenia, choć temat trudny. Polecam jednak. Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Dusiu, widzę, że byłaś w moich stronach. W Kowarach się urodziłam... Pozdrawiam Ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę! Podobało mi się :)Ściskam cieplutko!

      Usuń
  3. Znam to miejsce. Cudnie przywołałaś moje wspomnienia. :)
    Zdjęcia drzwi super!
    Tysiąc buzioli!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze do usług :) Mam nadzieję, że były to miłe wspomnienia.
      Buźki w liczbie przekraczającej tysiąc :) :) :)

      Usuń
  4. I pięknie.
    Sporo matriałów, miasto urocze, tej kopalni nie znam, a warto by zobaczyć, bo to bardzo moje klimaty.
    Tak to wirówka (ciekawe co robi w kopalni, przetwórstwo odbywało się na powierzchni i całkiem gdzie indziej? No chyba że pochodzi z przykopalnianego labolatorium i słuzyła oznaczaniu zawartości uranu w rudzie?)
    Aparat tlenowy - zmora! Odychało się stale tym samym powietrzem, z którego chemicznie eliminowany był w aparacie dwutlenek węgla a ubytek masy rekompensowano tlenem z butli. Wystarczylo dzień przed uzyciem wypić kilka piw, a po pół godzinie zawarty w oddechu resztkowy alkochol skutecznie eliminował czlowieka z grona trzeźwych ;)
    Romanse ciekawe, ale kopalnia ciekawsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem z tego pokolenia, co to w szkole miało przysposobienie obronne. Na zajęciach, nigdy nie znosiłam zakładania masek przeciwgazowych. Do dziś nie wiem też,kiedy zawyją syreny, to jaka ilość i częstotliwość powtarzania sygnałów co oznacza. Byłam świadoma występowania uranu, ale na tym moja wiedza się kończyła. Po odwiedzinach w kopalni jestem bogatsza w wiedzę. Warto się tam wybrać. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  5. Piękna historia cudowna wycieczka i to dramatyczne zakończenietych miłości czytałem z łezkaw oku a dlaczego to nie powiem i nie napisze to moja słodka tajemnica. Pani Dusiu prosimy o jeszcze. Jacek przewodnik świętokrzyski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry Panie Jacku! Miło znów Pana "widzieć" :) Cały czas pracuję nad tym, by odkrywać ten nasz cudowny świat i dzielić się z wszystkimi jego smaczkami, więc opisy będą, mnóstwo ich czeka w "poczekalni". Ślicznie pozdrawiam! :)

      Usuń