O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi. Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...

czwartek, 12 kwietnia 2018

Kodeń

Mała miejscowość – wielka rzecz,  
 czyli o zuchwałej kradzieży usprawiedliwianej żarliwą wiarą

Kodeń mijałam dwa razy w życiu. Wiedząc, że wschodnie granice naszego kraju, uchodzące za biedne, są bardzo bogate w historię, wiedziałam, że pewnego dnia zawitam i do niego.


Rozlewiska nadbużańskie



Zakola Bugu



Nadbużańskie bagna



Budynek stacyjki kolejowej w Chotyłowie


Stare urokliwe domy w miejscowości Piszczac. "Piszcze" to rodzaj zboża, którym tu handlowano. 


Stare urokliwe domy w miejscowości Piszczac. Sapiehowie, do których te tereny należały dorobili się majątku właśnie na handlu solą i zbożem.


Napotkany w drodze kościółek


Że napotkam jakieś ciekawostki, to było pewne. Ale, że dowiem się o pewnym przekazie niepopartym wprawdzie historycznie, ale za to niesamowicie barwnym w opisie, to było dla mnie nowe. I jakże ciekawe! Zatem dziś zapraszam Cię Drogi Gościu do Kodnia…


Poranek na Podlasiu. Na polu stado jeleni i saren.



Lubię takie spotkania :)



Już niedaleko :)


Kodeń – niegdyś miasto, dziś wieś w województwie lubelskim. Leży niedaleko doliny Bugu. W XVIII w. było to miasto magnackie. Pierwsze zapisy o Kodniu pochodzą z XVI w., choć wiadomo, że już wiek wcześniej istniały tu młyny wodne, będące jak i cała okolica, własnością czterech braci Ruszczyców. Od nich to właśnie pod koniec XV w. Jan Sapieha, wojewoda trocki, nabył Kodeń wraz z przysiółkami wchodzącymi w skład kodeńskiej ziemi. Od króla Zygmunta Starego dostał przywilej założenia miasta na prawie magdeburskim. Jan Sapieha lub jego syn Paweł Sapieha, wybudował otoczony murem i wałem zamek wraz z kaplicą, a między miastem a zamkowym wzgórzem zbudowano port rzeczny.


Figura Jana Sapiehy na ścianie frontowej bazyliki kodeńskiej

W 1518 r. powstała w Kodniu parafia rzymskokatolicka i równocześnie z nią budowano pierwszą cerkiew prawosławną, ufundowaną już przez Pawła Sapiehę. W latach 30. XVII w. Mikołaj Sapieha wybudował w mieście renesansowy kościół św. Anny. I to właśnie on, stał się najsławniejszą postacią nie tylko Kodnia, ale także całej Polski i zagranicy. O nim za moment słów kilka, bo i on będzie bohaterem tego postu.


Figura Mikołaja Sapiehy na ścianie frontowej bazyliki kodeńskiej

W czasie zaborów właścicielami Kodnia byli kolejno: Braniccy, Flemingowie i Czartoryscy. Kres świetności miasta przyszedł wraz z wojnami napoleońskimi. A kiedy większość mieszkańców Kodnia wzięła udział w Powstaniu Styczniowym, miasto straciło prawa miejskie.
W 1941 r. Niemcy utworzyli w Kodniu getto dla żydowskiej społeczności, skąd, po likwidacji rok później, wywieziono ją do getta w Międzyrzecu Podlaskim.


Jedna z uliczek Kodnia



Rynek w Kodniu


Tyle o historii Kodnia. Pora na legendę, która wiąże się z wspomnianym Mikołajem Sapiehą herbu Lis.
Barwna to postać. Urodził się w 1581 r. Zmarł 14 marca 1644 r. w Lublinie. W młodości odbywał liczne podróże po zachodniej Europie, studiował w Wiedniu, Paryżu czy Madrycie. Bywał w Rzymie i na terenie Włoch. Był wojewodą brzesko litewskim i mińskim, marszałkiem Trybunału Głównego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Ze względu na swą gorliwą wiarę i częste modlitwy, a także fundowanie kościołów, zwany był Piusem (Pobożnym). I tak oto, pewnego dnia Mikołaj Sapieha zaniemógł…

I tu posłużę się barwnymi cytatami z książki Zofii Kossak „Błogosławiona wina” (Warszawa, 1989)

„…Wojewoda miński, wyciągnięty w przyciemnionym alkierzu na tapczanie przykrytym suto wilczymi skórami odetchnął (…) Udawał twardo uśpionego, by nie potrzebował mówić, poruszać się, wydawać poleceń, symulować zadowolenia. Przeklęta niemoc, obezwładniające go od blisko dwu lat, wywoływała ów dziwaczny i przykry wstręt do własnego głosu, głosów cudzych oraz do wszelkich przejawów życia…”
W powszechnym mniemaniu, powodem niemocy zwykle były rzucane przez pogan czary.
„…Pan Sapieha chorzał niewątpliwie z uroku czy zazionięcia…”
Jego choroba wydawała się dziwna, ponieważ wszyscy przyzwyczajeni byli do takiego wyglądu swego dobrodzieja:
„…Nie miał więcej nad pięćdziesiątkę, był rosły, do niedawna nad przeciętną miarę krzepki, dzielny, o głowie otwartej i bystrym myśleniu. Brał udział i wyróżniał się męstwem w tylu bitwach, że sam dziś nie potrafiłby ich jednym tchem wyliczyć…”
Niestety niemoc zrobiła swoje i sapieżyński władca zmienił się z dnia na dzień.
„…Obrzydła choroba, która go chwyciła ostatnio, przygarbiła plecy rycerza, zgasiła wzrok, rozluźniła mięśnie, spowodowała drżenie rąk i odebrała sen (…) Wszystko mu było obojętne i niemiłe, zarówno własne sprawy majątkowe, jak powszechne…”
W czasie tego dziwnego letargu, dochodziła do Mikołaja Sapiehy świadomość, że ludzie za jego plecami zaczynali między sobą gadać. Ale nie robił nic.
„… Był niegdyś – jak to mawiają – i do boju, i do znoju, do tańca i do różańca, umiał pić, umiał się bić, obecnie patrzył sam na siebie z obrzydzeniem, jak na zdechłe ścierwo. Boleśnie odczuwał politowanie, które za jego plecami przemawiało się zapewne w pogardliwe lekceważenie…”



Mikołaj Sapieha. Źródło: www.pl.wikipedia.org

Pewnego dnia dał się namówić na zimowe polowanie, które skończyło się atakiem choroby. Zmartwieni współtowarzysze pragnęli złożyć swego pana w cieple i zaczekać na lekarza. Jednakże jedyną chałupą po drodze była chata Pyłypa, podejrzewanego o czynienie czarów. I choć niechętnie, pojechano tam, a zamieć uniemożliwiła dalszą podróż. Zdecydowano, że w tej kurnej chacie Mikołaj Sapieha dojdzie do siebie na tyle, by można było ruszyć w dalszą drogę do zamku. Kiedy odzyskał przytomność, nie mógł uwierzyć w to, co widzi…
„…Wojewoda patrzył znieruchomiały. Zdawało mu się, że leci gdzieś w otchłań. Doznany wstrząs był tak silny, że przywrócił mu świadomość samego siebie, otoczenia i oglądanego widoku. To nie sen. To nie widziadło. To on, Mikołaj Sapieha, wojewoda i senator, fundator kościołów, opiekun klasztorów, patrzył swoimi oczami, jak o parę mil od jego rodowego zamku w pogańskim obrzędzie karmiono węża! Karmiono węża! Jak gdyby ta połać boru nie leżała w biskupim władaniu, jak gdyby nie było kolegiat i dzwonów, jak gdyby Chrystus Pan nie królował w tym kraju od dwustu lat z górą!...”
Zdarzenie to zmusiło Sapiehę do rozmów z księdzem, a te z kolei nasunęły kolejne myśli magnata.
„…- Starego Pyłypa boją się wszyscy (…) Zazionie człowieka, jak zechce… (…) Wiele razy słyszę na spowiedzi wyznania, że za innymi do boru poszedł pogańskie obiaty święcić! (…)
- Czemu tak się dzieje, skoro nie mamy ni jednego sioła, z którego by w dzień drogi do kościoła nie doszedł? (…)
- Tuszę (…), iż przyczyna leży w braku dostatecznie mocnych relikwii…”
Ponieważ choroba dawała się we znaki, co na mój gust dziś nazwalibyśmy po prostu depresją, zaufane i troskliwe grono najbliższych współpracowników zaproponowało Mikołajowi pielgrzymkę.
„… - Na urok też są sposoby mnogie i doświadczone…
- Urok urokowi nierówny. Bywają, które lada baba łatwo odczyni. Inne potrzebują egzorcyzmów, inne zaś, cięższe – znachora. A bywają i takie, na które sposobu nie ma, chyba, żeby Bóg cud zesłał!... (…)
- Musiała wiedźma tatarska naszego pana zawionąć, na co moim zdaniem, jedyne remedium: pąć. Z pielgrzymki wróciłbyś, Wasza Dostojność, jako nowo narodzony… (…) jeśli do Ziemi Świętej jechać nieporęcznie (…) pozostaje Rzym… (…) – A przede wszystkim obecność Namiestnika Chrystusowego! Gdy Ojciec Święty narady trzyma, Duch Święty przewodniczy (…)
- Błogosławieństwo Ojca Świętego ma taką samą władzę jaką miał Chrystus Pan… (…) Jedź Wasza Dostojność do Rzymu! (…)…”
Po początkowej niechęci i próbach wymówek, ruszył z Kodnia korowód z panem na czele.
„…Dwa miesiące i pół mijało, jak wyjechał z Kodnia, ustępując namowom żony i przyjaciół. Żarliwość  ich nalegań zbudziła w nim nieśmiałą wiarę, że zbawczy cel pielgrzymki może być osiągnięty…”
I choć wszystkich zadziwiało postanowienie podróży, cel pozostawał ten sam…
„…W tym stanie zdrowia co go skłoniło do dalekiej podróży? Pytano nieraz o to mniej lub więcej obcesowo. Pan Sapieha odpowiadał wykrętnie, albo nie odpowiadał wcale. Nie byłby się już za nic przyznał komukolwiek, że wyruszył z dalekich okolic nadbużańskich, by tutaj wybłagać – cud…”
W Rzymie spotkał się Sapieha z kardynałami. Szukał odpowiedzi na dręczące go pytania.
„…Szkoda mówić, Eminencjo… (…) To choroba winna, nie ja… (…) Wyznam jak na spowiedzi… Przestałem wierzyć w cuda… (…) Bo gdzie Bóg – gdzie ja? Jakże dalekie światy między Nim a mną! (…)…”
„… - Czemuż Bóg przyświadcza tak rzadko?...
- Przeciwnie, przyświadcza ciągle, niestrudzenie, lecz ludzie nie chcą czekać na odpowiedź lub nie rozumieją jej (…) Zdarzeń często zachodzących ludzie nie uważają za cud, choćby były najbardziej niezwykłe.(…) To umysły ludzkie bywają poruszone cudem wtedy tylko, gdy jest niepowszedni, gdy staje jako znak przeciwieństwa wobec ich oczekiwanie…”
W jednej z rozmów Mikołaj otrzymuje odpowiedź, do kogo ma zwrócić swe prośby, do kogo ma modlić się o cud.
„… - Do którego ze świętych patronów Wasza Eminencja radzi mi zwrócić się o pośrednictwo?...
- Tylko do Maryi! (…)
- Gdzież jest wizerunek Najświętszej Panienki, do którego najsnadniej prośby zwrócić można? – spytał pan Sapieha.
- Madonny Gregoriańskiej, zwanej też di Guadelupe. Przedziwny to konterfekt, któremu równego nie masz. Bo zauważ waść tylko, że gdy najpiękniejsze wielkich naszych mistrzów obrazy, acz pod natchnieniem Bożym malowane, są raczej tworem fantazji – niejednokrotnie wprost z żywego człowieka rysy i postawę biorąc – ów jedyny rytrakt na świecie przedstawia Matkę Bożą taką, jaką była w istocie, jest do Niej z lic podobny…(…) Wizerunek ów jest wierną kopią dzieła rąk Świętego Łukasza Ewangelisty(…)…”
„… - Jakoż być może – zauważył pan Sapieha – że będąc dwakroć w Rzymie, nic o tak znakomitym i cudownym wizerunku nie słyszałem?
- Bo w prywatnym on oratorium papieskim na Watykanie się znajduje, gdzie rzadko kto z obcych ma dostęp.(…) Madonna Gregoriańska specjalną jest patronką papieży i nikt inny, jeno Ojciec Święty mszę przed Nią odprawia…”



Jeden z wizerunków Matki Bożej Kodeńskiej


Tym samym Mikołaj Sapieha trafił na mszę odprawianą przez papieża. To, co stało się po niej, nabrało tempa w całej historii.
„…Cicha msza papieska dawno się skończyła. Ojciec Święty odszedł, udzieliwszy błogosławieństwa obecnym. (…) Chory pan nie ruszał się z miejsca (…). Pan Sapieha nie omdlał przecież, choć działy się w nim dziwne rzeczy. Od chwili, w której (…) podniosła się złocista zasłona odsłaniająca oblicze Bożej Rodzicielki, stracił poczucie czasu, rzeczywistości i samego siebie. Patrzył w ołtarz niby urzeczony, oczu nie mogąc od niego oderwać. (…) Znał wojewoda obraz Jasnogórski, cudowną Matkę Boską Poczajowską (…) i przez cała Litwę uwielbianą Matkę Bożą z Ostrej Bramy. Tak się składało jednak, że – ilekroć znajdował się w tych Maryjnych sanktuariach – czuł się bardziej senatorem niż zwykłym pokornym czcicielem. (…) Dziś było całkiem inaczej. (…) Ogarnęły go żal, wstyd, skrucha i gorące pragnienie jakiegoś zadośćuczynienia. Zapragnął oddać z radością życie, ciało, duszę, by tą daniną pocieszyć Matkę Bolesną, rozścielić się u Jej stóp przebłagalnie…”
Mikołaj Sapieha doznał cudu. Został ozdrowiony przez Matkę Bożą. Jeszcze sobie tego nie uświadomił do końca. Ale i ten moment szybko nadszedł…
„…(…) Sam szybkim, mocnym krokiem ruszył naprzód przez długie krużganki, komnaty, aż wyszedł na dziedziniec, gdzie stali jego ludzie z lektyką. Patrzył na nich nie widząc, olśniony niewiarygodną, a niezbitą świadomością. Zawrócił nagle i pędem pobiegł, skąd przyszedł. (…)
- Wasza Dostojność zapomniał czego w kaplicy? (…)
- Co ostało?!
- Co ostało? – zagrzmiał pełną piersią wojewoda przystając – Choroba ostała!... Do nóg Panience Przenajświętszej chcę paść!... Ja zdrów!...”
Kiedy już dotarło do Sapiehy, że jest całkiem zdrów i w pełni sił, zapalił się w nim pomysł, który tak dawniej, jak i z dzisiejszego punktu widzenia, był nieco szalony. W tym celu udał się ponownie do kardynała.
„… - Właśnie w tej sprawie prosiłem o audiencję Waszej Eminencji – objaśnił pan Sapieha. – Niepokój mam w sercu i rozterkę duszną, na które potrzeba mi rady… (…) Śpieszno mi wracać do domu, do zaniedbanych chorobą obowiązków. (…) Jeno, że równocześnie wyjechać z Rzymu nie mogę i na samą myśl o wyjeździe dusza się we mnie rozdziera. Nie byłbym w stanie żyć bez widoku Matki Bożej i bez opieki jej oczu… (…)
- Tedy zostań – odparł kardynał z prostotą. (…)
- Myślałem, że należy śluby złożyć i w klasztorze pozostać. Jakowyś głos wewnętrzny powiada mi jednak uparcie, że nie. Ja w kraju potrzebny. (…) – Wyznam myśl całą, jak ojcu. Sam dostąpiwszy tak wielkiego dobrodziejstwa, rad bym je podzielić z innymi. Ujrzawszy przenajświętsze oblicze nie zaznam spokoju, póki nie zdołam ukazać go innym (…) Do nóg Jego Świętobliwości chcę paść i póty miłosierdzia żebrać, aż mi okaże swą łaskę i pozwoli zabrać do kraju wizerunek… (…) Madonny Gregoriańskiej z papieskiego oratorium… (…) Nie chcę złotych szat i wotów, które na Niej błyszczą, jeno o sam obraz błagam, jako o fawor najwyższy… (…)
– Świętości i relikwii udzielimy waści najchętniej…
- Ja chcę Madonnę Gregoriańską! Ja proszę! Ja błagam!...”
Trochę przypomniało to żądanie dziecka, któremu nie chce się dać tego, co w tym momencie mu potrzeba najbardziej.
„…- Szaleństwo! Szaleństwo! Zrozum waść, że żądanie to zgoła dziecinne! – syknął kardynał…”
Ale Mikołaj Sapieha nikogo nie słuchał, prócz siebie. I plan swój niecny postanowił wcielić w życie. W tym celu pomocny mu miał być zakrystian papieski.
„…Messer Baptysta Corbino był długoletnim zakrystianem papieskim, a zarazem zapamiętałym graczem. Od lat hołdował demonowi gry. Ten ostatni nie był łaskawy dla swego wyznawcy i za baptystą wlokła się nieustannie zła karta. (…) Był pobożny, ale miał żal do Madonny i świętych za stały brak szczęścia w grze…”
„…Wiadomość, że go wzywa dostojny pan cudzoziemski, który w kaplicy cudownego ozdrowienia doznał (…) spadła na zakrystiana niespodziewanie. (…) W izbie na stoliku palił się mały kaganek słabo oświetlający wnętrze, a przy kaganku leżał pękaty skórzany mieszek. Jakby zaklęta była w nim dziwna moc, ten mieszek zwrócił przede wszystkim uwagę zakrystiana…”
„… - Ty jesteś Baptysta Corbino, zakrystian oratorium Jego Świętobliwości? – przemówił Sapieha na koniec.
- Ja, Wasza Łaskawość.
- Możesz oddać mi wielką przysługę (…) którą wynagrodzę dobrze. (…)
 - Zatem słuchaj, messer Baptysta! – wojewoda zaczerpnął głęboko powietrza. – W ołtarzu jest obraz Madonny… Madonny Gregoriańskiej… wiesz?... rzadko odsłaniany… tylko w święta. Ten obraz jest mi potrzebny. (…) – Słuchaj. Obraz jest na płótnie. Wytniesz go ostrożnie nożem, tuż przy samej ramie…(…) – Suknię zdejmiesz i wota… mnie sam obraz… zwiniesz na wałek… przyniesiesz… sam obraz…
- Na Boga! (…) – Nie, nie, nie mogę… (…)
- Dam ci trzysta dukatów i miejsce na moim dworze. (…)
- Słucham, Wasza Łaskawość… przyniosę…”
Tak oto cel uświęcił środki. Za złote, błyszczące monety można kupić nawet skołowaną duszę. To nic, że Baptysta nie zobaczył tych dukatów, sam przypłacił swój występek życiem, najważniejsze, że cudzoziemski pan był rozgorączkowany w swym podnieceniu. Swoją drogą, to też musiało przypominać chorobę. Niewątpliwie był to jakiś rodzaj szaleństwa. I tylko osobisty kanonik Sapiehy czuł wstyd, rozpacz i rozterki duchowe…
„… Kanonik Boćkowski zgarbił się na krześle (…)
- Boże Wielki! – szepnął po chwili – Mniejsza o tego sprzedawcę… ale co Wasza Dostojność robisz? Toż to grzech! Straszliwy grzech!
- Grzech – powtórzył spokojnie pan Sapieha (…)
- Wasza Dostojność! Na miłosierdzie Boga! Jeszcze czas! Dogonię Włocha! Jeszcze nie spełniona zbrodnia, jeszcze można cofnąć, ja zatrzymam…
- Ja zaś mówię ci, księże, że z tej izby nie wyjdziesz. I powiem ci więcej. Gdyby sam Lucyper w tej chwili stanął przede mną i powiedział, iż za ten postępek potępiony będę, jeszcze bym się od tego nie cofnął.
- Jezus Maryja! – jęknął kanonik, żegnając się z trwogą.
Ale wojewoda nie zwracał już nań uwagi. Otworzył okno i zapatrzył się w gwieździste niebo.
-Ej, Kodniu mój, Kodniu! – zawołał z tęsknotą. – Zali wiesz, jakie szczęście rychło ciebie spotka?! I łzy stanęły mu w oczach…”
Ułożywszy fortel z kradzieżą i po długotrwałej podróży, bocznymi drogami i przez wierzchołki gór, ruszył w stronę Polski i Podlasia, ani przez chwilę nie rozstając się z cudownym obrazem.
„…Pan Sapieha (…) nie czuł żadnej obawy, wyrzutów sumienia też. Był szczęśliwy. Spoglądał na tuleję, uczepioną u łęku, z czułością. Nie rozstawał się z nią ani chwili, na noc składając ją u wezgłowia. (…) Każdy dzień zbliżał jadących do ojczystych granic i wojewoda, myśląc o rychłym końcu podróży, sam nie wiedział, zali ma się z tego cieszyć, czy smucić. Cieszyć, że Kodeń otrzyma Przenajświętszą Panią, żałować, że nie będzie miał Jej wyłącznie dla siebie…”
Kiedy wreszcie dotarli do miasta, Sapieha kazał naciągnąć płótno na ramę i w uroczystej procesji wnieść Matkę Bożą do kościoła.
„…Pochód był uroczysty i wspaniały. Przodem szły chorągwie własne sapieżyńskie, pancerne i lekkie. Proporce chwiały się nad nimi jak kwiaty (…). Szły cechy, każdy ze swoim sztandarem, wyobrażenie patrona rzemiosła noszącym. Szły bractwa różańcowe, pokutne, tercjarskie. Szła kapela zamkowa na srebrnych trąbach grająca. Szli nadworni kozacy, hajducy, strzelcy. Szli sokolnicy, niosąc sokoły w kaptury przybrane. Szedł chór (…), marszałek (…), w końcu dziewczątka w bieli rzucające kwiaty i liście na drogę. Za nimi najgodniejsi i najstarsi wiekiem domownicy kodeńskiego dworu nieśli ogromny feretron złocony, w którym umieszczony był cudowny obraz Madonny Gregoriańskiej, zwanej też di Guadelupe…”
„…W Kodniu dzwony wciąż dzwoniły, bijąc potężnym dźwiękiem spokojne, srebrne powietrze. U wejścia do miasta wznosiła się brama tryumfalna ozdobiona napisem: Ave Maria! – uwitym z zieleni i kwiecia. Pod napisem widniały sapieżyńskie herby…”
„…Na dziedzińcu zamkowym, skupioną przed wejściem do kościoła, czekała od świtu niedołężna ciżba kalek i chorych. Wieść o cudownej mocy obrazu rozbiegła się już szeroko, wiec zeszli się z całego powiatu…”
„… Ponad tą falą ludzką zbitą i skłębioną, bolejącą, dziecinną, szaloną, ponad otchłanią bólu, wiary i nędzy – spoglądały oczy niezgłębione, miłosierne, ogarniające każdego…
Tak oto dnia 15 września roku Pańskiego 1631 Madonna Gregoriańska di Guadelupe, zwana odtąd Matką Boską Kodeńską, obejmowała na długie wieki w miłosierne swe władanie Kodeń, a z nim całą Białoruś, Żmudź, Podlasie, Wołyń, Ziemię Brzeską, Bełzką i Chełmską…”



Kadr z filmu "Błogosławiona wina". Źródło: www.tygodnikpodlaski.pl



Cudowny obraz Matki Bożej i fragment sklepienia bazyliki

Przyznacie, że historia jest niesamowita, choć tak po prawdzie zasługująca na potępienie. I w istocie tak było, ponieważ papież Urban VIII ekskomunikował Mikołaja Sapiehę, co dla człowieka tak pobożnego było ciężkie do zniesienia. Kara została zdjęta po tym, jak senator skutecznie przeciwstawił się planom króla Władysława na poślubienie protestantki – księżniczki Elżbiety Neuburskiej.
Z ciekawostki dodam, że Żołnierze Wyklęci przed egzekucjami wkładali do ust medaliki z wizerunkiem Matki Boskiej Kodeńskiej. Na "Łączce" znaleziono dwa takie medaliki...

Pomnik Madonny Gregoriańskiej di Guadelupe



Od przybycia do Kodnia została Matką Bożą Kodeńską


Sama Bazylika św. Anny to kościół parafialny rzymskokatolicki, podniesiony do godności bazyliki mniejszej (od 1973 r.). Kościół został wzniesiony w latach 1629-1635 w stylu późnego renesansu, w miejscu dawnego, drewnianego kościoła z XVI w. Barokowa fasada pochodzi z 1709 r.


Elewacja frontowa Bazyliki Kodeńskiej



Kościół św. Anny w Kodniu



Wejście do świątyni



Mozaika nad drzwiami wejściowymi



Bazylika Kodeńska


Wewnątrz świątyni znajduje się owalna kopuła z dekoracją stiukową, wyposażenie jest raczej nowe, niewiele pozostało po pożarach i zawierusze dziejowej. W czasie Potopu Szwedzkiego, kościół został okradziony, a w latach 80. XVII w. doszło do pożaru i miasta i świątyni. Zaraz jednak konsekrowano ją ponownie po przebudowie.


Historia Sanktuarium - ściągawka :)



Figura św. Józefa, oblubieńca Najświętszej Maryi Panny. Św. Józef jest patronem: braci zakonnych i Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, dobrej śmierci a także znalezienia dobrej żony i męża.


Szczęśliwie obraz przetrwał. Wprowadzony do kaplicy zamkowej 15 września 1631 r. doczekał się koronacji 15 sierpnia 1723 r. z inicjatywy Jana Fryderyka Sapiehy. Sam ołtarz główny dawniej znajdował się wcześniej w Opiniogórze. W ołtarzu św. Szczepana znajduje się relikwia – czaszka uważana jest za głowę św. Feliksa, papieża.


Ołtarz główny z cudownym wizerunkiem Matki Bożej



Organy w świątyni


6 kwietnia 1875 r. z rozkazu cara kościół św. Anny zamieniono na cerkiew prawosławną, natomiast obraz Matki Bożej w sierpniu 1875 r. wywieziono na Jasną Górę i umieszczono w jednej z bocznych kaplic. Dopiero po odzyskaniu przez Polskę niepodległości można było pomyśleć o powrocie cudownego obrazu do Kodnia. Nie było to takie proste. Najpierw obraz oddano do pracowni konserwatorskiej. W 1927 r. Matka Boska Kodeńska zawitała do Warszawy, najpierw w kaplicy Zamku Królewskiego, potem w Katedrze. Z kolei biskup Przeździecki, ordynariusz diecezji siedleckiej, czyli podlaskiej, przywiózł obraz do Siedlec. I też nie było mu śpieszno, by obraz oddawać. Wreszcie 4 września 1927 r. Matka Boża dotarła w uroczystym pochodzie do Kodnia, gdzie znajduje się po dzień dzisiejszy. I tak, jak wieki temu przychodzili do Niej modlić się ludzie z różnymi prośbami i różnych stanów, tak i dziś ściągają tu pielgrzymki wiernych.
W historię Kodnia zostali włączeni Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej. Biskup Przeździecki powierzył im Sanktuarium Kodeńskie. Zgromadzenie Misjonarzy Oblatów, słynące z działalności misyjnej w różnych częściach świata – Pius XI nazwał oblatów specjalistami od misji trudnych – ze swej nazwy i z intencji należy do Maryi, bo „oblat” znaczy ofiarowany Maryi. Toteż szerzą oni kult Matki Najświętszej i pełnią służbę przy Jej sanktuariach.


Wizerunek Matki Boskiej Kodeńskiej, słynący z wielu łask

Ale Kodeń to nie tylko sama bazylika. To też Kalwaria Kodeńska. To zespół kaplic drogi krzyżowej w miejscu dawnego wzgórza zamkowego Sapiehów. Za projekt Kalwarii Kodeńskiej odpowiadał artysta – prof. Marian Kiersnowski z Warszawy. Jego projektem jest także wystrój bazyliki: ambona, stacje drogi krzyżowej, cztery boczne ołtarze oraz organy.


Bo tak :)



Mapka Kalwarii Kodeńskiej



Rozlewisko "Genezaret"



Stacje różańcowe - Tajemnice Światła



Dawny port rzeczny Pawła Sapiehy i stacje różańcowe - Tajemnice Chwalebne

W latach 70. XX w. odgruzowano i odbudowano dawne piwnice zamkowe, które po przykryciu ich żelbetonową płytą, służą dziś jako ołtarz polowy, gdzie sprawuje się msze święte podczas odpustów. Chciano nawet odbudować zamek, ale to zbyt kosztowna inwestycja.


Tablica z archiwalnymi zdjęciami zamku



Odbudowane piwnice zamkowe, dziś ołtarz polowy

Również w latach 70. XX w. artysta Tadeusz Niewiadomski wyrzeźbił drogę krzyżową. Prawie 100 postaci naturalnej wielkości rozmieszczono w 14 stacjach. Każda kapliczka przykryta była drewnianym daszkiem. W latach 2000-2007 wybudowano murowane kaplice drogi krzyżowej.


Dawna zbrojownia, dziś również jako ołtarz polowy



Figury po bokach to św. Anna - matka Maryi oraz św. Joachim - ojciec Maryi


W nawach bocznych sceny z życia Maryi Panny



W nawach bocznych sceny z życia Maryi Panny


Stacje drogi krzyżowej



Rzeźby autorstwa Tadeusza Niewiadomskiego



Sceny rodzajowe w kapliczkach drogi krzyżowej



Sąd nad Chrystusem



Scena ukrzyżowania Chrystusa w Kalwarii Kodeńskiej



Pieta Kodeńska



Kalwaria Kodeńska


Początek wieku XXI, to także odtworzenie zabytkowej studni w dawnym ogrodzie Sapiehów, odnowienie wałów, postawienie pomnika Jana Pawła II dla upamiętnienia jego pobytu w Kodniu w 1969 r. i 1977 r.
Spacer pomiędzy kaplicami jest bardzo wyjątkowy, jeśli odbędzie się go tak jak ja, w okresie tuż przed Wielkanocą.


Dawny ogród Sapiehów, tzw. Ogród Włoski z odrestaurowaną studnią. W tle Grota Pana Jezusa w Ogrójcu



Pomnik św. Andrzeja Baboli

Na terenie dawnego zamkowego wzgórza zachował się kościół św. Ducha. Wybudowany przez Pawła Sapiehę w latach 1530-1540 w stylu gotyckim. Służył jako kaplica zamkowa na potrzeby rodziny i dworu.


Dawna kaplica zamkowa



Kościół św. Ducha



To tu przechowywany był cudowny obraz, zaraz po wprowadzeniu go do Kodnia

Do najważniejszych elementów wystroju kaplicy należą: nagrobna tablica Jana Sapiehy (najstarszy po cudownym obrazie zabytek w Kodniu), dawna zasłona cudownego obrazu, wykonana w drewnie z umieszczonym na niej wizerunkiem Matki Boskiej Kodeńskiej, zabytkowa kropielnica oraz krzyż w prezbiterium z wizerunkiem Jezusa Uśmiechniętego. Dawniej była to kaplica unicka. Przez kilka lat był w niej przechowywany cudowny obraz. W 1805 r. w świątyni przestano odprawiać nabożeństwa ze względu na zły stan techniczny kaplicy. Połowa XIX w. to zawalone sklepienie, które zrekonstruowano. W chwili obecnej prowadzony był kolejny remont.


I kolejna ściągawka :)



Portal wejściowy do świątyni. Z lewej tarcza z herbem Lis, z prawej tarcza z herbem Lilie - herby używane w rodzinie Sapiehów



Ołtarz główny w kościele św. Ducha



Cudowny Obraz Matki Bożej  Płaczącej z Archikatedry Lubelskiej (kopia), namalowany na wzór Madonny Częstochowskiej. Obraz został ofiarowany jako wotum Lubelskiej Pieszej Pielgrzymki, która przybyła do Kodnia na uroczystość odpustową 02.07.2001 r. Obraz w Lublinie słynie ze zdarzenia z 1949 r. kiedy to zauważono łzy płynące po twarzy Matki Bożej.



Dawna zasłona cudownego obrazu, wykonana z drewna



Jezus Uśmiechnięty



Sklepienie świątyni i nowy witraż


Idąc dalej przechodzi się do Ogrodu Zielnego. Powstał on w 2005 r. jako labirynt zielny, którego kształt to rozwijające się płatki róży, co ma przypominać różaniec i podkreślać charakter miejsca, związany z kultem Maryi.


Ogród Zielny w kształcie płatków róży



Bazylika i Klasztor Ojców Oblatów widziane z Ogrodu Zielnego



W Ogrodzie Zielnym


Brama wejściowa do labiryntu to dwie tablice z 10 przykazaniami. Mają przypominać o harmonii człowieka z Bogiem i naturą. Dalej znajduje się fontanna oczyszczenia, gdzie spływająca woda ma przypominać, że prawdziwe oczyszczenie człowieka pochodzi z góry – od Boga. Kodeński Ogród Zielny jest trzecim takim ogrodem w Europie. Przy labiryncie zielnym ustawiono kapliczki części radosnej różańca. Jak widać nawet ogród może być pełen symboliki, ma działać na wyobraźnię i skłaniać do refleksji.


Brama wejściowa to dwie tablice z 10 przykazaniami



Sklepienie nad fontanną



Za słupkiem granicznym jest rzeka Bug, a za nią już Białoruś

Trudno nie zauważyć rozlewiska, zwanego tu Jeziorem „Genezaret”. Nawiązuje on do starych zapisów, jakoby zamek Sapiehów oblany był jeziorem, przez który przepływa rzeka Kałamanka (dopływ Bugu) oraz do Ewangelii, mówiącej o tym, że Jezus nauczał ludzi z łodzi, po środku jeziora. Toteż na jeziorze są wyspy w kształcie łodzi, połączone mostkami. Autorem całego założenia ogrodowego i otoczenia sanktuarium jest Halina Gołda – Krajewska z Wrocławia.


Bazylika Kodeńska i rozlewisko "Genezaret"



Jezioro "Genezaret"


Kodeń to też Cerkiew św. Ducha. Prawosławna cerkiew parafialna. Została ona zbudowana w latach 2001-2007. Jej uroczystego poświęcenia dokonali zwierzchnicy Polskiego oraz Greckiego Kościoła Prawosławnego. Niestety nie dane mi było wejść do środka.


Cerkiew św. Ducha



Cerkiew św. Ducha


Jest jeszcze coś zastanawiającego w Kodniu. Budowla z czerwonej cegły z sześcioma otworami okiennymi. To dawna Brama Unicka, która pełniła funkcję dzwonnicy. Pochodzi z XIX w. Kiedyś prowadziła na teren kościelny, na którym stała cerkiew unicka pod wezwaniem Michała Archanioła. Sama świątynia została spalona, a jej resztki rozebrane jeszcze w XIX w.


Brama unicka. Źródło: www.polskaniezwykla.pl


W XVIII w. Elżbieta z Branickich Sapieżyna wzniosła na peryferiach miasta pałacyk zwany „Placencją”. Dziś jest to Dom Opieki Społecznej. Pałacyk służył Sapiehom jako letnia rezydencja.
Gdyby tak mocniej wgłębić się w historię, to pewnie jej śladów odkryłoby się jeszcze więcej, wszak Podlasie pełne jest ciekawych historii. Choć Kodeń jest miejscowością przygraniczną, to nie ma w nim przejścia granicznego z Białorusią. Ale po co, skoro w naszych granicach można zagłębić się w fascynujący świat. Gorąco zachęcam, by odkryć go dla siebie…


Smaczna pamiątka z Kodnia :)



I kolejna pamiątka ;)



Uśmiałam się z daty przydatności do spożycia :)



Pudełeczko rozkładało się w kształt krzyża i każda strona była zapisana :) 




10 komentarzy:

  1. Ale wspaniałą, bogatą, przygodę miałaś. Pozazdrościć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kodeń miałam zapisany na liście pt. "Do zobaczenia". Udało się :) Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Jeny, Ty to też masz niesamowitą wiedzę historyczną. Brawo. :) Bardzo fajna wyprawa, wiele ciekawych miejsc, piękne budowle, bardzo klimatyczne.

    Pozdrawiam i życzę udanego weekendu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, wszystko można sprawdzić i doczytać, ale to, co się przeżywa w danym momencie, tego nie opiszą żadne strony czy encyklopedie. Polecam Kodeń na spokojne odwiedziny, by móc w skupieniu obcować z tym, co nam ofiaruje. Dobrego, ciepłego weekendu i dla Ciebie :)

      Usuń
  3. Miejsca, jakie bardzo lubię odwiedzać. Przypomina klimatem miejscowości położone na Suwalszczyźnie. Piękna bazylika i jej otoczenie, zwłaszcza stacje drogi krzyżowej. Ładnie nam je zaprezentowałaś, świetne zdjęcia wnętrz. Dużo detali i ładnych ołtarzy.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie myślę, że lód na jeziorze, cisza i pustka wokół, bardziej sprzyjały refleksjom przed Wielkanocą, niż kiedy są tu odpusty w pełni lata. Choć pewnie i wtedy ma to swój klimat. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  4. Bardzo przyjemne miejsca odwiedzilas... A jaka masz wiedze na ich temat, jestem pelna podziwu :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. Staram się rzetelnie przekazywać informacje o miejscach, które odwiedzam, a jednocześnie zachęcić czytelników do własnego odkrywania cudownego świata :) Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie :)

      Usuń
  5. Bardzo ciekawie to Pani opisała. Dziękuję za miłą lekturę i lekcję historii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję. Po więcej, zapraszam na bloga do innych zakładek. Pozdrawiam serdecznie ☺️

      Usuń