O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi. Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...

czwartek, 25 października 2018

Sudety - Waligóra, Suchawa, Kostrzyna, Włostowa

Czy Góry Suche są suche?
Czyli o tym, gdzie spędziłam koniec urlopu,
który nie był bynajmniej suchą zaprawą


- Gdzie będziesz na koniec wakacji?
- W Górach Suchych.
- A gdzie to?

-… no i końcówka urlopu w Górach Suchych.
- ?

- I mam nadzieję, że zdobędę najwyższą górę w paśmie Gór Suchych.
- To my mamy takie góry???

Mniej więcej z takimi sytuacjami miałam do czynienia, jak mówiłam, gdzie spędzę końcówkę swojego tegorocznego urlopu. Tak, mamy Góry Suche. Dla niewtajemniczonych to rejon niedaleko Wałbrzycha. A dokładniej to najbardziej masywne i najwyższe pasmo Gór Kamiennych. Leży w granicach Sudetów Środkowych, dotykając swym zasięgiem także naszych sąsiadów – Czechów. Park Krajobrazowy Sudetów Wałbrzyskich został utworzony w 1998 r. Zajmuje obszar 6493 ha. Swą powierzchnią obejmuje centralne i wschodnie części Gór Kamiennych: Pasmo Dzikowca i Lesistej Wielkiej (851 m n.p.m.) i Góry Suche z Waligórą (936 m n.p.m. – najwyższym szczytem Parku) oraz wschodnią część Gór Wałbrzyskich, z ich najwyższą górą – Borową (853 m n.p.m.). Skały, które tworzą Góry Suche są twarde, ale spękane. Nie wykształcają one warstw wodonośnych, stąd mała ilość cieków, do czego z kolei, nawiązuje nazwa tych gór. Czyli Góry Suche są suche, no, chyba że popada deszcz J 


Dzień dobry ;)


Spotkać tu można liczne osuwiska skalne. Czerwone Skałki, na zboczach Suchawy (która wraz z Kostrzyną i Włostową oraz najwyższym szczytem – Waligórą, tworzą masyw Gór Suchych) to ściana skalna o długości ok. 100 m, tworząca urwisko mierzące do 40 m wysokości. U jej podnóża znajduje się usypisko skalne. Dzięki swojej barwie, Czerwone Skałki widoczne są z różnych punktów widokowych, m.in. ze szczytu Kostrzyny. Z kolei poniżej tego szczytu, leży na zboczach Małpia Skała, wysoka na ok. 15 m skałka, z której widać piękną panoramę Gór Kamiennych z Kotliną Sokołowską przede wszystkim. Ale o tym za chwilę. Być w tych górach i nie wejść na ich najwyższy szczyt, będący także w rejestrze Korony Gór Polskich? No przecież tak być nie może, dlatego postanowiłam, że zdobędę wszystkie cztery szczyty masywu. I nie bez kozery mówi się o tym rejonie sudeckie Tatry. Różnice wysokości do pokonania są spore a podejścia lub zejścia bardzo strome. Przekonałam się o tym już pierwszego dnia.


Moja trasa tego dnia


Zaczęłam spokojnie leśną drogą, delektując się ciszą na szlaku. Byłam sama. Towarzyszyły mi tylko motyle.


Początek drogi



Stawik po drodze



Szlak wśród buków



Iść przed siebie



Szczyty Waligóry, Suchawy i Kostrzyny - moje cele tego dnia

 Po krótkim spacerku doszłam na Rozdroże pod Krzywuchą, skąd rozchodziło się wiele szlaków i ścieżek. Ja trzymałam się żółtego. Po drodze minęłam Chatkę Marianka z bardzo mądrym przesłaniem – korzystaj i uszanuj – umiesz. 


Rozdroże pod Krzywuchą



Duśka pod Krzywuchą ;)



Rozdroże pod Krzywuchą



Wiata kryta darnią, całkiem jak w Norwegii...



Chatka Marianka


Potem szlak zakręcił mi w lewo, w zarośla. Przedzierałam się przez trawy i krzaczory, by mozolnie wspinać się pod górkę. Moim celem stały się ruiny zamku Radosno.


Skręt szlaku przy dużych liściach lepiężników



Nie ma zmiłuj, trzeba pod górkę, choć zdjęcie mocno spłaszcza teren



A teraz lekko w dół



I znów pod górkę



I już między zaroślami majaczy wieża zamku Radosno


Zamek ten powstał prawdopodobnie w XIV w. Warownia położona na stromym zboczu (770 m n.p.m.), otoczona fosą, na początku służyła księciu świdnicko-jaworskiemu, Bolkowi I. Niewielka strażnica strzegła tzw. wysokiej drogi, czyli szlaku handlowego łączącego Mieroszów z doliną rzeki Bystrzycy. Potem właściciele byli przeróżni. Ostatnimi gospodarzami zamku byli… rozbójnicy. Działalność ich zagrażała nie tylko mieszkańcom okolic, ale i coraz większej ilości ówczesnych turystów, zapuszczających się w leśne ostępy. Dlatego w XV w. zamek został najechany przez wojsko starosty wrocławskiego oraz zniszczony bezpowrotnie. Do dzisiejszych czasów zachowała się jedynie kamienna wieża, która jest jednocześnie najstarszą częścią warowni.


Pozostałości zamku Radosno



Wieża to jedyne, co zostało po zamku



Z tej perspektywy widać jak mozolnie musiała być budowana wieża



Czekam na księcia...


Kiedy już obeszłam prawie dookoła to, co pozostało z zamku, nie spotkałam żadnego księcia ani świdnickiego, ani jaworskiego ani żadnego, zeszłam na dalszy szlak. Uskuteczniając przyjemny spacer, przerywany dźwiękami piły, drwali zajmujących się zwózką drewna, doszłam do drogi prowadzącej na Przełęcz Trzech Dolin. A tam… oddałam się grzechowi obżarstwa w schronisku Andrzejówka.


Mały kanion w lesie, może to pozostałość po fosie, która otaczała zamek?



I ostatnie spojrzenie na zamkową wieżę



Bardzo przyjemny odcinek szlaku



Po wyjściu z zielonego korytarza, skręcić w lewo ;)



Droga na Przełęcz Trzech Dolin



Widoczna z drogi Andrzejówka


Schronisko to powstało w 1933 r. Jego wnętrza zdobią rzeźby autorstwa Hansa Brochenbergera, nawiązujące do sudeckich legend. Do znamienitych gości tego obiektu, zaliczyć trzeba holenderską królową Wilhelminę i jej córkę, księżniczkę Julianę, które przed wojną w 1936 r. odpoczywały tu. A tak przy okazji powiem Wam, że późniejsza królowa Juliana w podróż poślubną wybrała się do… uwaga – Polski! Można? Można J Teraz schronisko może dopisać i Duśkę do tej listy znamienitych gości J Postanowiłam odpocząć nieco i wypić herbatę. Ale jak zobaczyłam, że dostępny jest prażony ser z zieleninką, nie mogłam się oprzeć.

Schronisko Andrzejówka



Tuż obok wejścia do głównej sali



Przed schroniskiem



Liczyrzepa przy barze



Żyrandol w głównej sali jadalnej



Jedna z rzeźb we wnętrzu schroniska



Andrzejówka


Po odpoczynku i wchłonięciu nie tylko sera ale i schroniskowej atmosfery, ruszyłam na najwyższy szczyt Gór Suchych, czyli na Waligórę (936 m n.p.m.). 


Waligóra - widok spod schroniska



Szlakowskaz przy schronisku


Oj, podejście strome, z rumoszem pod stopami, nie ma mowy o suchej zaprawie, pot leje się z czoła. 


Początek szlaku na Waligórę



Bo każdy chce być przytulany...



To naprawdę kiepska droga i bardzo pod górkę, czego nie widać na zdjęciu



Wyszłam z lasu na zboczu Waligóry



Ostre podejście i w zasadzie jedyny widok na okolicę


Wspinaczka nie trwała jednak długo i chwilę potem już byłam na samym szczycie, o czym świadczył kamienny słupek oraz szlakowskaz. Waligóra już w XIX w. była celem wycieczek, nie tylko gości Andrzejówki, ale i kuracjuszy pobliskiego uzdrowiska w Sokołowsku, czy wręcz z samego Wałbrzycha. Kiedyś była bezleśna, więc stanowiła dobry punkt widokowy. Teraz jest porośnięta lasem bukowo-świerkowym. Niestety nie ma z niej spektakularnego widoku, ale za to góra należy do Korony Gór Polskich, Korony Sudetów oraz Korony Sudetów Polskich. Dlatego turyści i górscy wyjadacze mają na niej uśmiech od ucha do ucha. Oczywiście ja też miałam. Mimo kilkorga ludzi w schronisku, wliczając w to Czechów, na samym szczycie byłam sama. Dopiero jak chciałam się ewakuować, na czubek wspięło się jakieś małżeństwo. Standardowo wymieniliśmy się zdjęciami i pogawędką. To lubię w górach najbardziej. Spotkania z pasjonatami gór w różnym wieku i z różnych stron.


Szczyt Waligóry 936 m n.p.m.



Radość nie do opisania :)



Kolejny szczyt w KGP :)



Ja i Waligóra



Pod kamiennym słupkiem



Pod szlakowskazem na szczycie


W bardzo dobrym nastroju powędrowałam dalej. Całkiem miło schodziło mi się do Rozdroża pod Waligórą. Tam chciałam obrać niebieski szlak. 


Zejście z Waligóry - odcinek leśny



Las bukowo - świerkowy na zboczach Waligóry



Leśna droga i znów brak strzałki gdzie iść



Intuicja podpowiedziała, by skręcić w prawo



I iść przed siebie



Gdzieś tam Góry Stołowe



Suchawa z prawej, Kostrzyna z lewej



I już na Rozdrożu pod Waligórą



Na Rozdrożu pod Waligórą



Niegdysiejszy widok pod szczytem Waligóry. Dawny pałacyk myśliwski rodu Hochbergów z Książa, do których należały te ziemie. Na początku XX w. powstał na zboczach Waligóry z inicjatywy księżnej Marii Teresy Hochberg von Pless, zwanej Daisy. Dziś pozostały po nim jedynie ruiny. Zdjęcie z tablicy informacyjnej.



Rozdroże pod Waligórą


I niby szlakowskaz był. Ale były też rozjechane drogi w cztery strony świata. Wtedy po raz pierwszy przekonałam się, że w tej części Sudetów, oznakowanie szlaków jest piekielnie złe! Nie było żadnej strzałki, wskazującej obranie właściwej ścieżki. Na Suchawę (928 m n.p.m.) weszłam nieco intuicyjnie, ponieważ nie miałam żadnej mapy, z wyjątkiem wydruku z komputera. Podobnie inne małżeństwo, które spotkałam na samym szczycie. Też narzekali na fatalne oznakowanie trasy. Cóż, pamiątkowa fotka pod tabliczką i powędrowałam w dalszą drogę. 


Droga na Suchawę



Na szczycie Suchawy 928 m n.p.m.


Do pokonania znów miałam dość strome zejście, ale za to z ładnymi widokami na Góry Kamienne i Góry Suche, a także majaczące na horyzoncie Góry Stołowe. Można się zapatrzeć w bezkres. Tylko rozsądek nakazuje przemieszczać się dalej. 


Jeszcze na szczycie Suchawy



Szlak w dół z Suchawy



Widok na Góry Stołowe



Na szlaku - widok na Góry Stołowe



Na szlaku - widok w kierunku  Gór Stołowych



Ostre zejście z Suchawy



Okno widokowe na Góry Kamienne i Sokołowsko w dole



Kostrzyna przede mną




Na szlaku


A dalej to rozstaj dróg. Wzrokiem odnalazłam szlak. No pięknie, pomyślałam. Przede mną ciągnęła się ścieżka ostro pod górę. Krok, oddech, krok, oddech.


Podejście na Kostrzynę



Za plecami zostawiam Suchawę



Podejście na Kostrzynę - widok za plecami



Widok w kierunku Gór Stołowych


I stanęłam na szczycie Kostrzyny (906 m n.p.m.). To z niej jest najładniejszy widok. Jak wspominałam wcześniej, z Małpiej Skały widać piękną panoramę na Góry Suche i Kamienne, a także na Kotlinę Sokołowską oraz Czerwone Skałki na zboczach Suchawy. Nie ma tu żadnej wiaty, stołów, ławy. Stoisz i patrzysz. Patrzysz i śnisz. Aż wreszcie podążasz dalej do ostatniego wzniesienia masywu.


Kostrzyna  906 m n.p.m.



Szczyt Suchawy i widoczne poniżej Czerwone Skałki



Widok z Kostrzyny na Góry Kamienne



Góry Kamienne - widok na masyw Bukowca


Widok na Stożek Mały i Stożek Wielki koło Sokołowska (nie mylić z tym Stożkiem w Beskidzie Śląskim)



Kotlina Sokołowska i widoczne w dole ruiny dawnego sanatorium dr Brehmera z drugiej połowy XIX w.



Sokołowsko pod Stożkiem



Góry Kamienne



I jeszcze raz Czerwone Skałki na zboczach Suchawy



Na Kostrzynie


Spokojnym szlakiem doszłam do Włostowej (903 m n.p.m.). Wydeptana trawa wokół słupka z nazwą świadczyła o licznych butach, których właściciele tu zrobili sobie zdjęcie. Dołączyłam do nich i ja.


Na szczycie Włostowej 903 m n.p.m.



Włostowa i szlak na niej



Widok na Góry Stołowe z Włostowej

A potem zaczęło się mozolne schodzenie, które tak naprawdę wtedy zmęczyło mnie najbardziej. Bo duże kamienie wzdłuż szlaku, do tego usuwające się spod nóg, to nie jest to, co lubię. Zwiększona ostrożność i fitness dla pośladków. Cieszyłam się, że nie wybrałam drogi na odwrót, planując całodzienną wycieczkę. 



Tak, tak, tędy...



W zielonym tunelu



Kamieniste podłoże szlaku, dla stóp jest fatalne, o skręcenie nogi nie trudno



Podążając w dół do Sokołowska



Trasa wiedzie obok skałek



Jedna ze skałek przypominała mi pewno ciekawe miejsce na Lofotach :)



Tu naprawdę jest strome zejście/podejście



Już w piętrze lasu, a to wzniesienie mam już za sobą

Kiedy już doszłam do linii lasu, droga, choć wciąż w dół, stała się jednak bardzo przyjemna. Na zakończenie wędrówki czekała na mnie jeszcze jedna niespodzianka, świadcząca o dużej popularności tego miejsca, jeszcze na początku XX w.
Otóż kawałeczek od szlaku znajdują się ruiny Zameczku „Friedenstein”, powstałego na przełomie XIX i XX w. Zameczek pełnił rolę schroniska dla pacjentów uzdrowiskowych kurortów, którzy w ramach terapii leczniczej spacerowali po górskich ścieżkach. Zresztą nie tylko kuracjusze. Turystyka rozwijała się przecież na masową skalę. Z obiektu zostało niewiele, choć w środku odnalazłam ślady dawnej posadzki. 


Tak dawniej wyglądał zameczek "Friedenstein".  Źródło: www.geocaching.com



A tak wygląda obecnie - koniec sierpnia 2018 r.



Przy zameczku



"Friedenstein" w środku



Fragment posadzki


Kiedyś miejsce to było chętnie odwiedzane, ponieważ stąd już blisko do Sokołowska, do którego i ja zeszłam. Po drodze zatrzymałam się przy prawosławnej cerkwi, w której odbyłam niesamowicie ciekawą pogawędkę z młodym księdzem, który jako jedyny pełni tu posługę. Ale to już opowieść na inną relację.
I tak zakończyłam swoją wędrówkę tego dnia. Radość wielka. A wspomnienia bynajmniej nie są suche, podobnie jak nie była sucha koszulka po tym dniu. Ale warto było przelać pot.

- No i byłam na koniec w Górach Suchych.
- Fajnie, a gdzie to?

Fajnie jest wiedzieć. Jeszcze fajniej tego doświadczyć. Polecam J.


Hej!


16 komentarzy:

  1. No rewelka! Te podejściai zejścia, to jest nie byle co nawet dla wprawionych w chodzeniu po Tatrach. Szacuneczek, Dusia!!! Bez suchej zaprawy nie ma co wybierać się w Góry Suche. Dzięki za wpis o moich obecnie terenach :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, dzięki :) Post śmiało mogę (i chcę) zadedykować Tobie i Tomowi, bo dzięki Waszej gościnie, mogłam doświadczyć tej suchości w ustach na tych podejściach ;)Wielkie dzięki! Ściskam mocno :)

      Usuń
  2. Oj, nie dla mnie już takie podejścia i zejścia. Ostatnio byłem w Sokołowsku, ale samochodem. Ale kiedyś byłem dwa razy na Waligórze i raz późną jesienią na Lesistej Wielkiej. Odcinek 2,5 godziny szliśmy chyba z 6 godzin. Był już spory opad śniegu. Słońce zmroziło górną warstwę, ale jak się na niej stanęło to nogi zapadały się po kolana. Chyba nigdy nie byłem tak zmęczony po przejściu trasy jak wtedy.
    Dziękuję Ci za te piękne widoki, wróciło mnóstwo wspomnień. Opisujesz wszystko tak lekko, ale wiem, że ta trasa to nie był spacerek.
    Miło pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to prawda! Wchodząc na Waligórę czy Lesistą miałam wrażenie, jakbym wchodziła na piramidę :) Niestety zdjęcia spłaszczają te ostre podejścia, w rzeczywistości było... gorzej :) Ale na koniec dnia radość była wielka. I chyba o to chodzi w tej łaziorce po szczytach. Cieszę się, że wywołałam wspomnienia, choć były związane ze zmęczeniem i w innym klimacie ;) Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  3. Super post i zdjęcia 👌 góry są piękne. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki piękne! Góry jakie by nie były, zawsze są lekiem na całe zło ;) Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  4. Może i szlaki miękkie, a oznakowanie kiepskie, ale za to wędrówka wspaniała!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt. I pogoda dopisała ;) Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  5. Ok, też nie wiedziałam, że są Góry Suche :D Ale liczę na to, że ktoś w okolic Wałbrzycha nie wie, że jest Beskid Wyspowy (a ja wiem! ;))

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj :) Brawo Ty! :):) Mamy w Polsce fajne miejsca, o których nie mamy pojęcia. I nie jesteśmy wyjątkami. Ja też wciąż odkrywam nowe i nieznane. I to jest w tym najfajniejsze, że jest u nas. A Beskid Wyspowy jeszcze przede mną :) Pozdrawiam Cię serdecznie :)

      Usuń
  6. Fajnie, że odwiedzasz nowe dla siebie rejony i poznajesz nowe miejsca :)

    Jak sama piszesz, te góry potrafią bardzo konkretnie zmęczyć, ale trening można niezły zrobić przy okazji oglądania widoków ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się odkrywać za każdym razem coś nowego. To bardzo ekscytujące. A co do oglądania widoków robiąc przy okazji trening to powiedziałam, że raczej tu miałam na odwrót - widoki podziwiałam przy okazji treningu ;) I dzięki za te śliczne obrazki, bo mogłam do tego odsapnąć. Ten masyw jest strasznie stromy :) Ale przecież Ty znasz Sudety... Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  7. Oj Tuptusiu, szacun po raz kolejny.
    Przetuptusiałas szmat drogi, widoki piękne. Ciekawy opis.
    Pozdrawiam Cię mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To rzeczywiście był kawał drogi, ale byłam w tym dniu naprawdę szczęśliwa, że wreszcie mogę sobie potuptać. A i widokowo było nieźle, więc opłacało się spocić i zasapać. Pozdrawiam gorąco :)

      Usuń
  8. Witam. Super wyprawa. Ile godzin zajęła cała trasa z Sokołowska przez Radosno do Andrzejówki i z powrotem przez te wszystkie szczyty??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj! Generalnie cała trasa zajmuje ok. 3-4h dla przeciętnego turysty. Oczywiście licząc tylko przejście bez zatrzymania się w schronisku czy zabawienia pod ruinami zamku. Ja poświeciłam na to prawie cały dzień, bez pośpiechu, z "obiadkiem" i herbatką w Andrzejówce. Na szlak wyszłam po śniadaniu, ale nie o świcie. Do Sokołowska zeszłam wczesnym popołudniem. Jeszcze spędziłam trochę czasu na rozmowie z batiuszką w cerkiewce (jest niedaleko zejścia ze szlaku). Do tego po drodze chwilę spędziłam przy ruinkach Zameczku. Jeśli odliczyć te atrakcje to i czas się skurczy do tych 3-4 h. Polecam jednak całodniowy, spokojny trip. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń