Norwegia po raz pierwszy,
czyli Velkommen
til Oslo!
Część II
c.d. DZIEŃ 5: Czwartek 31 sierpnia 2017r.
Kadłub stateczku,
takiej wodnej taksówki, tnie wody Oslofjordu. Mijam Twierdzę Akershus, ponownie
podziwiam zacumowany pod nią statek pasażerski „Korona Księżniczki”. Patrzę na
położoną niemalże po środku latarnię. Pogoda mi dziś nie sprzyja, niebo jest
zachmurzone i szare.
Dawna stoczniowa dzielnica Aker Brygge
Twierdza Akershus
"Korona Księżniczki" w całej okazałości
Na wodach Oslofjord
Wreszcie
pierwszy przystanek, na którym wysiadają ci, którzy zdecydowali się zwiedzić
muzea po środku półwyspu Bygdøy. Miałam na nie chęć, ale czasu niestety nie potrafię
wydłużyć, choć zdecydowanie byłaby to przydatna umiejętność. Ale nie ma tego
złego, co by na dobre nie wyszło, mam powód, by znów wrócić do Oslo i wcale się
nie nudzić.
Muzeum Morskie (z lewej), Muzeum "Fram" z prawej oraz Muzeum "Kon-Tiki" (w głębi) widziane z pokładu stateczku
Pierwszy przystanek, do muzeów w głębi półwyspu. Całkowicie z prawej strony Oscarshall - letnia rezydencja królewska z poł. XIX w.
Pierwszy przystanek przy półwyspie Bygdøy
Przychodzi
jednak pora na mój przystanek. Wysiadam i najpierw kieruję swoje kroki ku
dużemu monumentowi. To pomnik wojowników, żeglarzy, który upamiętnia ich bohaterskie
działania podczas II wojny światowej. Tablica, nieco wytarta i trudna do
przetłumaczenia, głosi, że w owym czasie ponad tysiąc norweskich statków brało
udział w niezliczonych misjach wojskowych i przetransportowały 145 milionów ton
ładunków, mających znaczenie dla zwycięstwa aliantów.
Pomnik żeglarzy z czasów II wojny światowej
Przy pomniku
Na półwyspie Bygdøy - widok na wyspę Hovedøya
Taka sobie malusia kotwiczka...
Potem idę w
stronę muzeum, które ogłasza się, że jest najlepszym muzeum w Norwegii. Jeszcze
nie wiem, że będę w tym miejscu zachwycona. No ale skoro się tak reklamują…
Idę.
Aż trudno uwierzyć, że stąd wyruszyli w swe polarne wyprawy Nansen i Amundsen...

"
Fram" - najlepsze muzeum w Norwegii... - potwierdzam :)
Statek "Fram" w miniaturze z brązu
To chyba była toaleta w formie latarni morskiej
Najpierw obchodzę postacie z brązu. To ekipa Roalda Amundsena, która
zdobywała biegun południowy. Mam mały przedsmak tego, co zaraz zobaczę.
Polarnicy
Wchodzę do
trójkątnego budynku, który skrywa w sobie wielki statek. Po przejściu bramek i
okazaniu Oslo Pass, wchodzę w zupełnie inny świat. Nie słyszę muzyki, a jedynie
wiatr, który śpiewa na pustkowiu bieguna. Słyszę ruch kry lodowej, kiedy stawia
czemuś opór. Wszystko widzę w niebieskiej poświacie. Frammuseet poświęcone jest
„najsilniejszemu statkowi świata” – „Fram”. Mimowolnie staję się uczestnikiem
wyprawy polarnej…
Moje pierwsze zderzenie ze statkiem "Fram" :)
W części gastronomicznej muzeum - za oknem "żywe obrazy" z życia polarników
Dzięki puszczanym w oknach czarno-białym filmom, nawet spożywanie kanapki czy wypicie kawy, jest bardzo przyjemne :)
Statek można obejść dookoła oraz z góry na dół
Moja polarna ekspedycja :) :) :)
Pisałam
wcześniej, przy okazji relacji z Larvik, że to właśnie tam powstał ten statek. Jego
architektem był, mieszkający w mieście, Colin Archer. Ten nowoczesny statek
robi wrażenie. Jego konstrukcja i wyposażenie wyprzedzały swoją epokę. Ten
norweski szkuner wybudowany został w 1892r. i jego celem miały być od początku,
ekspedycje polarne.
Obchodzę go
wkoło i zupełnie niechcący dochodzę do wyjścia
J Chwila, wracam się, bo przecież muzeum to, nie
składa się jedynie z parteru.
Nie ma wątpliwości, że to "Fram"
Szalupy ratunkowe statku "Fram"
To
niesamowite ile ten statek przeszedł. Najpierw jego gospodarzem był Fridtjof
Nansen, który podróżował nim na biegun północny w latach 1893 – 1896. Dopłynął
nim do Wysp Nowosybirskich, a ponieważ planował dopłynąć do bieguna z prądem
morskim, nie przewidział, że 35 m, dębowy statek, pokryty miedzią, chroniącą go
przed naporem lodu, utknie poniżej linii wody, tuż przy syberyjskim wybrzeżu.
Dlatego Nansen z towarzyszami i zaprzęgiem psów, udał się dalej pieszo. 7 kwietnia
1895 r. osiągnęli najdalej na północ wysunięty punkt, do którego dotarł wówczas
człowiek. Niestety na biegun nie dotarli.
Posąg Fridtjofa Nansena
A tu sam Nansen w swojej kajucie
Tabliczka nad wejściem do kajuty nie pozostawia złudzeń, kto tu był gospodarzem
Ale za to, ten podróżnik, nauczony
sposobów przetrwania w surowym klimacie od Inuitów (Eskimosów), przeprowadził
liczne badania oceanograficzne. W 1896 r. przyszły profesor Uniwersytetu w
Chrystianii, powrócił statkiem „Fram” do Oslo. Po powrocie, kiedy zakończył swą
karierę podróżniczą, zajął się działalnością społeczną i polityczną. Za pomoc
uchodźcom politycznym w opuszczeniu Rosji i wydając im tzw. paszporty
nansenowskie, w 1922 r. został uhonorowany Pokojową Nagrodą Nobla.
Dokumenty F. Nansena, w tym jego słynne paszporty nansenowskie
W latach
1898-1902 „Fram’em” dowodził Otto Sverdrup. Opłynął on od południa i zachodu Grenlandię
i dotarł do wysuniętej daleko na północ kanadyjskiej wyspy Ellesmere.
Żeglarskie życie, dobrze, że tylko na chwilę ;)
Jeśli dziś
myślimy, że jesteśmy mądrzy, bo tak wiele wiemy z geografii czy innych nauk, to
zawdzięczamy to takim odkrywcom jak Nansen, Sverdrup czy Amundsen.
Ten ostatni
podjął się wyzwania zdobycia bieguna południowego. I zamierzał tego dokonać,
właśnie na statku „Fram”.
Postać Roalda Amundsena
W latach 1910 – 1912 dopłynął nim do wybrzeży
Antarktydy, skąd już na piechotę wyruszył w morderczy wyścig z innym
podróżnikiem – Anglikiem, Robertem Scottem. Los chciał, że Amundsen zdobył go
jako pierwszy, 14 grudnia 1911 r., a Scott, zdobywszy go miesiąc później, w
drodze powrotnej zginął. Wcześniej Amundsen zamierzał dokonać pierwszego zdobycia
bieguna północnego, ale uprzedził go Robert Edwin Peary. Dlatego w 1926 r.
zorganizował ekspedycję, której celem był przelot nad biegunem północnym. 11
maja z Ny Ålesund, wyruszył sterowiec „Norge N-1”, by po 42h wylądować na
Alasce. Do dziś wiele osób uznaje to dokonanie za pierwsze, udokumentowane
zdobycie bieguna północnego, unieważniając tym samym, wyczyn Peary’ego. Los
bywa przewrotny. Bywa też okrutny. Raz
pozwala pławić się w glorii chwały, a raz jedną decyzją ucina szczęście. W 1928
r. Amundsen wyruszył z Tromsø na pomoc przyjacielowi, Umberto Nobile, który zorganizował
włoską wyprawę na biegun. Sterowiec uległ awarii i rozbił się o zwały lodu. I
choć Nobile oraz siedmiu członków załogi ( a także ukochanemu psu Nobile, terierkowi Titinie) udało się uratować, to samolot, którym
leciał Amundsen, nigdy nie dotarł do przyjaciela. Prawdopodobnie uległ on
katastrofie w pobliżu wyspy Bjørnøya, choć ani wraku, ani załogi nigdy nie
odnaleziono.
Narty, rakiety śnieżne i inne rzeczy załogi statku, można obejrzeć w muzeum
Pamiątki po polarnikach
Z takimi
ciekawymi historiami można się zapoznać w tym ekscytującym muzeum. Ponadto na
piętrach, które są jednocześnie galeriami, biegnącymi wokół statku, w fajnie
zaaranżowanych polach, przypominających kry lodowe, prezentowane są fotografie,
mapy, zapiski z podróży polarnych, wyposażenie załogi, rzeczy prywatne,
osobiste itp.
Pamiątki z wypraw Amundsena
Dwa poziomy wokół statku, to fascynujaca podróż na początek wieku XX i na bieguny
Wyposażenie kajuty. Aż trudno sobie wyobrazić w jak spartańskich warunkach żyli polarnicy, wystarczy spojrzeć na szerokość łóżek piętrowych...
Pamiątki z wypraw Nansena
Odzież na wyprawy polarne
Sprzęty medyczne. Aż ciarki przechodzą, jak się na to patrzy. Co robili podróżnicy jak bolał ich ząb albo mieli zapalenie wyrostka?
Magiczna skrzyneczka na statku być musi...
W mesie
Rzeczy osobiste załogi
Oczywiście
największy podziw i zachwyt budzi sam statek, który po 100 latach odpoczywa na
emeryturze. Można go w całości zwiedzić, wędrując od ładowni, przez kajuty
marynarzy, polarników, aż po górny pokład. A jak zadrze się do góry głowę,
można dostrzec bocianie gniazdo.
Górny pokład statku "Fram"
Na pokładzie statku "Fram"
Można wejść jeszcze wyżej...
... z czego skorzystałam :)
Bocianie Gniazdo
Zejście do dolnego pokładu
Drzwi do kajut marynarzy
Adolf Henrik Lindstrøm urodził się w Hammerfest, na północy Norwegii. Brał udział w trzech najsłynniejszych wyprawach polarnych w Norwegii: wyprawie „Gjøa” oraz 2 i 3 ekspedycji "Fram", najczęściej jako kucharz. Na Antarktydzie był częścią zimowej grupy na lądzie, a na "Framie" był przez dłuższe okresy sam, gdy inni byli na saniach. Jego reputacja i sława wynikają z jego niemal stałego dobrego humoru i doskonałego jedzenia, które robił. Stał się znany jako najlepszy ze wszystkich polarnych kucharzy. Był także pierwszym, który żeglował po całym kontynencie amerykańskim.
Mesa
"Fram" od frontu ;)
Prosto z
głównej sali jest przejście do hali bocznej, nieco mniejszej, gdzie
zaprezentowana jest replika statku „Gjøa”, którym Amundsen w latach 1903 –
1906, jako pierwszy zdobył Przejście Północno – Zachodnie.
Samo muzeum
to nie tylko statki i przedmioty należące do załóg wypraw polarnych. To także
film, ukazujący życie polarników i ciekawostki z nimi związane, prezentowany w
mini kinie.
Odkrycia geograficzne i inne podróżnicze tematy na przełomie wieków...
... znajdują się w bocznym korytarzu
Replika "Gjøa"
Replika "Gjøa"
Pamiątki z ekspedycji polarnych Amundsena
"Gjøa" i model sterowca "Norge N-1", którym Amundsen leciał na biegun północny
Jeśli znajdziecie się kiedyś w Oslo, koniecznie odwiedźcie muzeum „Fram”.
Nie będziecie żałować, polecam z całego serca. A samo słowo „fram” po norwesku
znaczy „naprzód”, więc do dzieła!
Jedyne,
czego ja żałuję, to tego, że w tym fantastycznym miejscu, nie mogę dłużej
zabawić, by przyjrzeć się lepiej wystawom. Patrzę na zegarek i mam wrażenie, że
wskazówki na nim biegną jak szalone. Idę znów do wyjścia, po drodze przytulając
się do pluszowego łosia i śmiejąc do zabawnych trolli. Wychodzę na świeże
powietrze wyspy Bygdøy.
Przed wyjściem z muzeum, przechodzi się przez sklep z pamiątkami
Polubiłam je :)
Cała armia wikingów ;)
To była taaakkkaaa ryba!
Od dużego trolla po malutkie figurki i magnesy, każdy znajdzie coś dla siebie
Tradycyjne sweterki w norweskie wzorki
Daleko nie
idę, bo tuż obok są dwa muzea. Do tego, które chciałam zobaczyć, już nie zdążę
obrócić, bo położone jest po środku półwyspu. Daruję sobie Muzeum Morskie i
wybieram małe, ale bardzo ciekawe muzeum „Kon – Tiki”. A więc, pozostanę w
świecie podróżników i odkrywców.
Muzeum "Kon-Tiki"
Osobne wejście i wyjście z muzeum zapewnia płynny ruch turystów odwiedzających tę placówkę.
Muzeum to
poświęcone jest słynnemu, norweskiemu podróżnikowi, Thorowi Heyerdahlowi i jego
ekspedycjom. I tu znów przypomnę, że napomknęłam o nim, przy okazji mojej wizyty
w Larvik, ponieważ tam właśnie urodził się ten podróżnik.
Ściana z fotografiami podróżnika Thora Heyerdahla
" Granice? Nie widziałem żadnej. Ale słyszałem, że istnieją w umysłach niektórych ludzi" - Thor Heyerdahl. Ten eksplorator udowadniał, że granice są tylko w naszych głowach
Archiwalne zdjęcie - Thor Heyerdahl stoi trzeci od lewej
We wnętrzu
muzeum zainstalowano tratwę zbudowaną z drewna balsowego, bez użycia gwoździ –
„Kon – Tiki”, na której ten słynny antropolog wraz z pięcioma towarzyszami w
1947 r. w ciągu 101 dni, przepłynął z Peru do Polinezji. Ekspedycja miała na
celu udowodnienie, że dawni mieszkańcy Peru, już w czasach starożytnych,
krążyli po Oceanie Spokojnym. I że to oni, a nie, jak wcześniej sądzono,
emigranci z Azji, zaludnili Polinezję.
Łódź "Kon - Tiki", od której wzięło nazwę całe muzeum
Cały dobytek mieścił się na tej tratwie z żaglem
Sprzęty codziennego użytku podczas wyprawy na Polinezję
Sześć osób na tak małej przestrzeni, przez 101 dni, to duże wyzwanie
"Kon - Tiki"
W 1969 r.
Heyerdahl zbudował papirusową łódź „Ra”, aby pokazać, że już starożytni
Egipcjanie mogli dotrzeć do Ameryki przez Atlantyk. Wyprawa jednak została
przerwana 500 mil od wybrzeży Barbadosu, z powodu błędu konstrukcyjnego, łódź
traciła stabilność. Jednak podróżnik się nie poddał i zbudował kolejną łódź „Ra
II” (kopia jej znajduje się w muzeum). W 1970 r., po 57 dniach, wyprawa
osiągnęła swój cel i ekspedycja dotarła do Barbadosu.
Papirusowa łódź "Ra II"
Kopia łodzi "Ra II"
Na takiej łodzi podróżnik dopłynął z Maroka do Barbadosu
Także
wyprawa trzcinową łodzią „Tygrys”, w 1977 r. miała za zadanie pokazać, że
możliwa była komunikacja między cywilizacją doliny Indusu a Mezopotamią. Jednak
podróżnicze zapędy eksploratora zostały przerwane przez politykę. Po pięciu miesiącach
żeglugi „Tygrys” został spalony przez Heyerdahla w geście protestu przeciwko
toczącym się konfliktom na Bliskim Wschodzie.
Rysunki starożytnych łodzi
Ten
niestrudzony odkrywca prowadził badania piramid na Teneryfie, organizował
wyprawy badawcze na Galapagos i Wyspę Wielkanocną. Poza tym odbywał jeszcze
wiele wypraw. Opowiadają o nich liczne zdjęcia, eksponaty i multimedialne
prezentacje. Całość dopełniają kamienne rzeźby z Wyspy Wielkanocnej, a także
liczne przedmioty codziennego użytku z Ameryki Południowej i Polinezji.
Posągi z Wyspy Wielkanocnej
Pamiątki z wypraw
Maski z Polinezji
Morskie okazy w dolnej części muzeum
Stara mapa w bibliotece podróżnika
Archiwum Thora Heyerdahla zawiera kolekcję fotografii, listy prywatne, dzienniki podróży oraz plany i mapy. Archiwum wpisane zostało na listę UNESCO Pamięć Świata, czyli w projekt zajmujący się zachowaniem dokumentów o światowym znaczeniu. Za biurkiem postać wielkiego etnografa i podróżnika Thora Heyerdahla.
Początkowo
nie miałam w planie tego muzeum. Ale wcale nie żałuję, że plany uległy zmianie.
Dzięki temu odkryłam fascynujący świat, który mógł oglądać Thor Heyerdahl. I
pewnie długo bym jeszcze zgłębiała tajemnice Polinezji, gdyby nie mój wewnętrzny
budzik, dzwoniący na alarm, że pora wrócić na przystań i złapać znów stateczek
płynący do City Hall. Z pewną niechęcią wychodzę więc, na pochmurną i deszczową
wyspę muzeów. Jeszcze raz rzucam okiem na muzeum „Fram” i pędzę na przystań.
I ostatni już raz "Fram"
Zapłakana Bygdøy
Z tego stanowiska wrócę na plac przed ratuszem
Droga powrotna przez Oslofjord. Z lewej strony zdjęcia widoczna wieżyczka Oscarshall - letniej rezydencji królewskiej z poł. XIX w
Podpływa ten sam statek z tą samą przesympatyczną panią. Wracam do miasta. Po
drodze konsumuję kanapkę i wypijam ostatni łyk herbaty. Deszcz staje się
nieznośny. Ufam, że ta moja eskapada nie skończy się katarem.
Biegnę
niemalże, znów na Karl Johans Gate.
Znajomy z Rjukan - członek ruchu oporu, Gunnar Sønsteby, podrzucił mnie rowerem ;)
Gdybym znała norweski, mogłabym szybko
przetłumaczyć sobie, umieszczone na chodniku, 69 znanych cytatów z dzieł Henrika
Ibsena (muszę odwiedzić jego muzeum, jeśli będę jeszcze kiedyś w Oslo). Projekt
ten nosi nazwę „Kultura z wyższej półki na poziomie ulicy”. Idąc śladem tekstów
można dotrzeć do muzeum Ibsena.
W wolnym tłumaczeniu: na zawsze tylko zaginiony jest własnością
W wolnym tłumaczeniu: posiadamy czas, ale czas również jest naszym właścicielem
Ja jednak pędzę przez park Studenterlunden na
tyłach Teatru Narodowego, by zdążyć na audiencję do króla Norwegii.
Skwer na tyłach Teatru Narodowego
Pomnik gwiazdy teatru Wenche Foss, która była także działaczką społeczną i matką prezydenta Oslo. Otwarcie mówiła o nowotworze piersi, na który także chorowała a także wspierała czynnie osoby dotknięte zespołem Down'a
Fontanna w parku Studenterlunden, przywodząca na myśl rozłożony ogon pawia
Jedna z rzeźb w parku
Biegnę na
zielone tereny Slottsparken, ze wzniesionym w 1848 r. klasycystycznym,
trójskrzydłowym Kongelige Slott, czyli Zamkiem Królewskim, a właściwie pałacem,
który jest oficjalną siedzibą króla Norwegii. Jednocześnie budynek zamyka
reprezentacyjną ulicę miasta. No co za pech! Nikt mnie nie wita… Żadnego
dywanu, kwiatów, orkiestry? Halo! Królowa przyjechała!
J Oczywiście samego
zamku nie można zwiedzić w całości. Latem, z przewodnikiem można zwiedzić
jedynie udostępnionych 15 reprezentacyjnych pomieszczeń. No to jednak nie tym
razem… Robię kilka zdjęć. Jestem tu w zasadzie sama. Łapię jakiegoś biegacza,
by zrobił mi pamiątkową fotkę. Nie mam już czasu, by okrążyć królewską
posiadłość. Nie podchodzę też bliżej, by nie drażnić królewskiej straży.
Pałac Królewski
Przed pałacem stoi konny pomnik Karola III Jana (w Szwecji Karola XIV Jana) Bernadotte, który od 1818 aż do śmierci w 1844, był królem Szwecji i Norwegii
Królewska rezydencja nie jest z zewnątrz jakoś specjalnie okazała, jednak w środku mieści wiele pomieszczeń, z których tylko 15, można zwiedzić z przewodnikiem
Królowa przyjechała, a tu nikt nie wyszedł z chlebem i solą... :) :)
Reprezentacyjna ulica miasta Karl Johans Gate widziana spod zamku królewskiego
Pora wracać
prosto na dworzec. Ale prosto, to za prosto dla mnie.
Najpierw podchodzę
blisko pod budynek Uniwersytetu w Oslo, który został założony w 1811 r. i jest
największym i najstarszym uniwersytetem w Norwegii. W budynku, do którego
wchodzę, mieści się dziś Wydział Prawa.
Wydział Prawa Uniwersytetu w Oslo
Wewnątrz budynku pod portykiem wejściowym
Dopiero jak stanie się nieco wyżej, dokładniej widać mozaikę, ułożoną przed wejściem
Posąg Petera Andreasa Muncha, historyka, tłumacza norweskich sag, wujka słynnego malarza Edvarda Muncha
Skręcam w
Universitatsgata. Dochodzę do placu Świętego Olava. Rozglądam się wokół i
wracam to samą ulicą. Po prawej stronie mam duży, XIX w., neorenesansowy budynek.
To Galeria Narodowa. I choć nie lubuję się w malarstwie, to wchodzę na sekundę
do środka. Przynajmniej nie muszę moknąć.
Poraża mnie tłum ludzi. I nie są to wycieczki szkolne, ani z biurem
podróży. Spotykam znów Polaków. Uśmiechamy się, jak to na kulturalnych ludzi
przystało. Nie mogę jednak pozwolić sobie na dłuższe obcowanie z kulturą,
ponieważ pociąg na mnie nie zaczeka.
Budynek Galerii Narodowej
Wejście do Galerii Narodowej
Wewnątrz Galerii Narodowej
Idę szybkim
krokiem znów w stronę Jernbanetorget, czyli kolejowego rynku. Tym samym przeskakuję ponownie w
nowoczesność.
Na Karl Johanes Gate
Kamienica, w której mieści się knajpka Hard Rock Cafe
Jernbanetorget, czyli kolejowy rynek
Posąg tygrysa. Ten 4,5 metrowy zwierz stoi tu od 2000 r. a postawiono go dla uczczenia 1000 rocznicy dawnej Krystianii, czyli Oslo. Przydomek miasta to "miasto-tygrys" (Tigerstanden) od wiersza Bjørnstjerne Bjørnsona, który opisał walkę konia z tygrysem, gdzie tygrys był symbolem niebezpieczeństw, jakie czają się w wielkim mieście, a koń symbolem spokojnego i bezpiecznego życia na norweskiej wsi.
Jernbanetorget
Melduję się na dworcu na chwilę przed przybyciem pociągu.
Zmęczona, ale szczęśliwa. Czekają mnie znów dwie godziny jazdy.
Dworzec Główny w Oslo
Na największym dworcu w Norwegii
Spojrzenie na nowoczesną część miasta
Na dworcu
Im bardziej
oddalam się od Oslo, tym bardziej przestaje padać. A spektakl na wieczornym
niebie, jest godny pędzla najlepszych malarzy.
Końcówka dnia
Drammen - widok z mostu kolejowego
Drammen z okna pociągu
Mijane po drodze
Zachód słońca
Zachód słońca
Jak zwiedzić Oslo w 6h? Szybko,
to pewne. Podróż mija mi szybko, po 20.00, odbiera mnie w Larvik, Grażka. W tym
miejscu Grażuś, bardzo Ci dziękuję za przygotowanie dla mnie ciepłej zupy i
wiedz, że wyjęcie z niej grzybów, za którymi nie przepadam (ślimaki-maślaki),
rozczuliło mnie bardzo.
I tak minął
kolejny dzień. Wiem, co będę robić następnego, ale teraz pozwólcie, że jeszcze
podelektuję się obecnym. Zatem, do zobaczenia!
C.d.n. …