O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi. Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...

niedziela, 13 grudnia 2020

Ogrody Biblijne w Muszynie

 

Krótka wycieczka

do Muszyny,

czyli coś o Biblii w plenerze

  


Na początku lipca tego roku pogoda była raczej mało ciekawa. Czerwiec w Beskidzie Sądeckim upłynął pod znakiem deszczu, kolejne tygodnie też nie zapowiadały się ciekawie. Mimo wszystko, zmęczone błotem na szlaku, postanowiłyśmy z Tusią podjechać z Krynicy do odległej o ok. 11 km Muszyny. Pociągiem to zaledwie dwie stacje. Chwila moment i byłyśmy już w innym świecie.
Muszyna to miasto w województwie małopolskim o statusie uzdrowiska. Jest położona na wysokości ok. 450 m n.p.m. w dolinie rzeki Poprad i potoków Szczawnik i Muszynka. Zaledwie 5 km dzieli ją od granicy ze Słowacją. O jej walorach, historii i atrakcjach opowiem kiedy indziej. Dziś skupię się na jednej atrakcji, od której zresztą zaczęłyśmy zwiedzanie. 
















Najbardziej zabytkowa część Muszyny


Ogrody Biblijne. To o nich będzie dziś mowa. Na stronie o ogrodach, można przeczytać, że wszystko zaczęło się od ogrodów Eden, gdzie panowała harmonia pomiędzy Stwórcą a wszelkim stworzeniem. Ogrodem był też raj utracony. To w ogrodach Gatsemani dokonała się przepowiednia dla ludzkości…
Muszyńskie Ogrody Biblijne mają w swym przekazie łączyć naturę ze słowem bożym, relaks i spokój z wiedzą teologiczną. 
















Ogród Biblijny widziany z ulicy


Ogród został otworzony 28 czerwca 2015 r. Zlokalizowany jest obok kościoła parafialnego pod wezwaniem Św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny w Muszynie.
Hoduje się tu rośliny, które były wymienione w Biblii. Ale nie są to tylko założone grządki z roślinkami. To cały zespół ogrodowy z małą architekturą.
Spacerując alejkami, mamy nawiązanie do, znanych nam z Nowego czy Starego Testamentu, sytuacji, osób, przypowieści. Czasem tych dobrze nam znanych, a czasem dla nas zupełnie nowych.
Całość, umiejscowiona na 1,3 ha, podzielona jest na pięć ogrodów tematycznych.
1. Ogród historii Zbawienia przedstawia historię od stworzenia świata aż do Apokalipsy św. Jana.
2. Ogród krajobrazów biblijnych przenosi nas do Ziemi Świętej z jej krajobrazami i sposobem uprawiania ziemi.
3. Winnica Pańska i nauka proroków. Tu można zobaczyć narzędzia do uprawy wina i pracy z nim związanej, a także zapoznać się z naukami proroków, zaczerpniętych z Pisma Świętego.
4. Dziecięcy ogród biblijny, choć jak dla mnie to i całość można by tak ująć, bo nawet Tuśka stwierdziła, że o wiele lepiej można przyswoić sobie w plenerze taką trudną lekturę Biblii.
5. Ogród dla zakochanych – to właściwie zielony labirynt, na początku którego bije źródło wody mineralnej „Maryja”. 























Plan Ogrodów Biblijnych


Napis na bramie „Veni Domine Jesu” – „Przyjdź Panie Jezu”… Oczekujemy teraz Jego narodzin, więc zapraszam na spacer w ten szczególny czas… 



Wejście do Ogrodów Biblijnych



Pierwsze nasadzenia



Wiedzieliście, że Noe był rolnikiem i jako pierwszy zasadził winnicę?



Gołębica z gałązką oliwną, zwiastująca koniec potopu



Ogród Biblijny



Krzew gorejący



Pan Bóg jako dobry pasterz, nie zostawiający swoich owieczek



Uprawa zboża i winnic z pomocą zwierząt gospodarskich



Oczko wodne symbolizuje tu Jezioro Galilejskie



Rzec by można - Tuśka nad Jeziorem Galilejskim



W Ogrodach Biblijnych Muszyny



A tak się robiło oliwę w czasach biblijnych



Tablice poświęcone prorokom



Wieże strażnicze były budowane w winnicach, w celu obserwacji ewentualnych pożarów



W zielonym labiryncie



Wąż kusiciel



Z takimi dwoma kusicielkami wąż nie miał szans, zwiesił smętnie łeb... :)



Ogród Biblijny



Przypowieść o synu marnotrawnym



Laska Mojżesza



I rozstąpiło się morze...



Arka Przymierza i Dekalog



Przy 10 przykazaniach



Przykład małej architektury ogrodowej. Nie pamiętam co to symbolizowało...



Opowieść o Dawidzie, który był pasterzem a potem został królem, wcześniej pokonawszy z pomocą procy, Goliata



Proroctwa Mesjańskie i rodowód Jezusa



Symbol stołu i Ostatniej Wieczerzy



Jezus witany był w Jerozolimie gałązkami palmowymi, więc w ogrodach nie mogło zabraknąć palmy



Rzeźba zmartwychwstałego Jezusa i otwartej groty



Kiedy Jezus przyszedł do uczniów, drzwi były zamknięte...



Trzy mocne słowa: wiara, nadzieja i miłość



Cudowny połów ryb



Wypłynięcie na jezioro, gdzie dokonał się jeden z cudów



Przypowieść o cudownym rozmnożeniu chleba i ryb



Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli...



Nowa świątynia w Jerozolimie



Pan jest Alfą i Omegą...



W zakamarkach Ogrodu Biblijnego w Muszynie


Ogrody Biblijne można zwiedzać za darmo, zależnie od pory roku, z przewodnikiem lub bez. Nie wolno wprowadzać zwierząt. I należy pamiętać, że jest to teren kościelny, więc stosowne ubranie jest wskazane.

Sam ogród położony jest tuż obok kościoła, który jest także zabytkiem Muszyny. Budowla świątyni pod wezwaniem św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny w Muszynie jako parafia istnieje od 1330 r. Obecny kościół zbudowany został w latach 1676 – 1679. Konsekrowany w 1749 r. Jest to świątynia typowo barokowa, z kamienia i cegły, otynkowana, kryta blachą, do której w 1803 r. dobudowano piętro. Pierwotnie kościół pełnił funkcje obronne, o czym świadczą stanowiska strzelnicze w kondygnacji strychowej (charakterystyczne okienka w kształcie dziurki od klucza).
Wnętrze budowli skrywa malunki i figury autorstwa A. Marczyńskiego z 1965 r. Ołtarz główny klasycystyczny (z pocz. XIX w.) zawiera rzeźbę Matki Bożej z Dzieciątkiem z ok. 1470 r. oraz wysuwany obraz św. Józefa z XVIII w. Ambona typowo barokowa pochodzi z końca XVII w.
Na zewnątrz świątyni stoi wolnostojąca murowana dzwonnica, prawdopodobnie z 1803 r. Kościół otoczony jest murem kamiennym, a w nim znajduje się Kaplica z początku XIX w. również wymieniana jako zabytek miasta. 


Kościół p.w. św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny w Muszynie



Dzwonnica jest jednocześnie wejściem na teren kościelny. Z prawej strony zabytkowa kaplica, będąca częścią muru okalającego kościół.



Wejście do kościoła



Wnętrze świątyni



Organy kościelne



Kościół p.w. św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny w Muszynie widziany z poziomu Ogrodu Biblijnego



O innych ogrodach Muszyny opowiem przy innej okazji, bowiem miasto ma też inne atrakcje. Jedno jest pewne. Do jego zwiedzania miałyśmy ogromne szczęście, ponieważ deszcz spadł jedynie wówczas, gdy weszłyśmy do małej restauracyjki, by zjeść obiad. Reszta dnia była może i pochmurna, ale dzięki cudownym miejscom jakby jaśniejsza. 

W tym magicznym czasie przed Bożym Narodzeniem życzę Wam dużo spokoju i cierpliwości. W przerwie między lepieniem pierogów i uszek do barszczu, pospacerujcie po Biblijnych Ogrodach Muszyny. Serdecznie zapraszam!

  


wtorek, 1 grudnia 2020

Dzielec - czyli niezupełnie cel wędrówki

 

Śmiałe cele w górach,

czyli jak zawrócić

w połowie drogi



Jesteśmy w górach. Ja i Tuśka. Jest pięknie. To znaczy, mogłoby być, gdyby nie wizja deszczy, które przez ostatni tydzień były codziennie. Ale i tak jest wspaniale. Wyczekujemy okna pogodowego i wreszcie takowy się pojawia, więc plan jest śmiały, by zaatakować z Krynicy Górskiej jedną z gór, która wchodzi do Korony Gór Polskich. Lackowa… Czas rozpisany, plecaki spakowane, humory są, woda w bukłakach jest, przekąski i kanapki są, więc z rana ruszamy.
Korzystamy z darmowego autobusu i podjeżdżamy prawie pod szlak. Chwilę idziemy ulicą, rozglądając się na boki. Po kilku minutach odnajdujemy wejście na nasz zielony szlak w kierunku rozdroża Huzary (864 m n.p.m.). Wejście jakoś specjalnie nie zachęca, bowiem jest mocno pod górkę. Ale cel zacny, droga długa, nie ma marudzenia, idziemy. 


Początek szlaku w Krynicy Górskiej



Nie wygląda to zachęcająco, nie ma rady - ostro w górę!


Przed nami na szlak wchodzą dwie młode dziewczyny. No to nie jesteśmy zupełnie same w ciemnym lesie 😉. W sumie całość wędrówki jest mało widokowa, ponieważ ciągle przedzieramy się przez las, a jeszcze bardziej przez grząskie ścieżyny. Ostatnie deszcze mocno rozmyły naszą drogę. Jest to mega męczące. 


Zawsze wypatrzę jakiegoś diabełka... :)



Niby pięknie, ale na co komu to błoto?


Nasze wędrowanie umilają napotkane po drodze grzybki. Nie kosztujemy ich, bo humory i tak mamy niezłe, nie zrywamy, bo nie na grzyby się wybrałyśmy. Robimy zdjątko i podążamy dalej. 



Jestem taki sobie grzybek i ktoś mnie już naruszył...


Droga nie jest łatwa, bo co chwilę obchodzimy wykroty. Same doświadczyłyśmy, zaledwie dwa dni wcześniej, nagłej wichury przy zejściu z Góry Parkowej w Krynicy. Drzewa padały jak zapałki, a całe gałęzie wirowały nad ziemią. Również tu, na szlaku, widzimy skutki takich nawałnic. 
Wreszcie dochodzimy do rozdroża, podążamy dalej zielonym szlakiem.


Rozdroże Huzary


 I w pewnym momencie słyszymy szosę, ale kończy się nam szlak… Schodzimy do leśnej drogi i teoretycznie powinnyśmy iść prosto w dół, ale szlaku nie widać. Za to droga to istne bajoro. Zdecydowanie nie mamy ochoty na błotne kąpiele. Zastanawiamy się co robić dalej. Taką samą rozkminę mają dwie dziewczyny, które przed nami weszły na szlak. Teraz we cztery zastanawiamy się gdzie podziało się oznakowanie. Wreszcie Marta zauważa wymalowany szlak na pniu przewróconego drzewa. No niby jakaś ścieżyna jest, ale z cyklu przedzierania się przez chaszcze. No ale z mapy tak wynika, że należy tędy iść. Zaczynamy więc ostro schodzić.
Po przedarciu się przez krzaki i wysokie rośliny docieramy do… rzeczki Mochnaczki. 



Mochnaczka - może nie jakaś wybitna, ale zimna i mokra :)



Z tamtego brzegu Mochnaczki przyszłyśmy... mokrą stopą, a nawet dwoma ;)


I tu zaczyna się nasz survival, nasza przygoda, nasze clou wyprawy. Niby szlak ostrzegał, że będzie przejście wody w bród. Ale myślałam, że mostku żadnego wprawdzie nie będzie, ale może będą jakieś duże kamulce, przez które zgrabnie sobie przeskoczymy. Marzenie… Kamienie spore były, owszem, ale pod wodą sięgającą kolan.
Stoimy we cztery nad rzeką i patrzymy na drugi jej brzeg. Żeby można było się tak teleportować… W głowach rodzi się nam pytanie, iść dalej, czy zawrócić? Dziewczyny podejmują decyzję i idą dalej. Przy szosie ma ich zabrać kolega z samochodem. My nie mamy tego problemu, więc jeszcze możemy wrócić suchą nogą. Ale czym wtedy byłaby nasza wyprawa? Tylko spacerem, nie przygodą.
Stoimy i patrzymy, jak dziewczyny sobie radzą. Nurt rzeki nie jest wartki, tylko czy zimna woda nie wykręci nam stóp? Patrzymy z Tuśką na siebie i obie mamy figlarny błysk w oku. Podejmujemy pierwszą demokratyczną decyzję tego dnia. Zrzucamy buciki, podwijamy spodniachy i sru… do wody! 



Dajesz Tuśka! :) :) :)




Ciotka, idzie Ci całkiem dobrze! :) Foto: Marta


A ta zimna, kamienie wbijają się w stopy. Z pomocą przychodzą nam moje niezawodne kije. Bolek i Lolek dają radę i nie pozwalają stracić w wodzie równowagi. Jest moc!
Wychodzimy na brzeg, całe uchachane. Wycieramy stopy w mały ręczniczek, który zawsze mam ze sobą. Schłodzone stopy nieco odpoczęły od butów, więc po założeniu suchych skarpetek, na powrót wracają w nich siły do dalszej wędrówki. Żegnamy się z dziewczynami i wychodzimy na szosę łączącą Tylicz z Mochnaczką Niżną i Wyżną.
Dalej szlak wiedzie nas znów pod górę, ale za to jest już bardziej widokowo. Za plecami mamy wzniesienia Beskidu Sądeckiego, a po lewej Góry Leluchowskie. 



A za plecami... wzniesienia Beskidu Sądeckiego



Góry Leluchowskie



Beskid Sądecki i pasmo Jaworzyny Krynickiej



W stronę Lackowej



Ja i Beskid Sądecki. Foto: Marta


Przed nami malownicza droga prowadzi nas wprost na Pasmo Czerteża, gdzie pierwszą górą jest Dzielec (793 m n.p.m.). Jeszcze nie wiemy, że to będzie kres naszych możliwości tego dnia. 


Pasmo Czerteża z Dzielcem gdzieś tam...



Całkiem fotogeniczne drzewko (limba czy sosna karłowata?)



Trzy okazy rzadko spotykanego motyla Marbled Fritillary. Co tu było dobrego???



Dwa motyle, lekko zmęczone, ale szczęśliwe ;)


Walka z błotem, z wykrotami, z czasem, sprawiła, że choć ostatni odcinek był niemalże po płaskim, to jednak zmęczenie było spore. A do Lackowej jeszcze ponad dwie godziny… Szybko przeliczamy czas. Nie chcemy wracać po ciemku. 


Stoimy na Dzielcu (793 m n.p.m.)



Stajemy teoretycznie na wierzchołku Dzielca. Zarządzamy czas na posiłek. Łyk ciepłej herbaty i chwila odpoczynku działają kojąco. Widoki z Dzielca żadne. To zalesiona, zadrzewiona grań, której krzaki wokół nie pozwalają dostrzec być może całkiem ładnej panoramy. Ta widoczna jest znacznie niżej.
Siedząc pod tabliczką informującą nas o wierzchołku, spotykamy kolejne dziewczyny. Wymieniamy się zdjęciami na pamiątkę. A potem podejmujemy, znowu demokratycznie, decyzje o odwrocie. Dajemy sobie spokój z Lackową, kiedyś wyrównamy rachunki. Tymczasem siedzimy sobie i gawędzimy, czerpiąc radość z wzajemnego towarzystwa, ciepłej herbaty i smacznej kanapki. 



Pamiątkowa foteczka na Dzielcu :)


Powrót mamy tym samym szlakiem. Najpierw jest fajnie, z widokiem na Beskid Sądecki, choć błotnista droga uprzykrza życie. 


I ponownie Beskid Sądecki, tym razem przed nami




Na szlaku i znowu błoto...


Wiemy jednak, że teraz to nic, w porównaniu z tym, że za moment ponownie zagłębimy się w las. A tam ciemniej i bardziej błotniście. Ale zanim to nastąpi, znów mamy radochę, bo przecież żeby dojść do Krynicy, kolejny raz musimy przejść przez rzekę.
Tym razem wiemy co nas czeka, znowu więc, buty w jedną rękę, kij w drugą i siuuupp na drugi brzeg. Jest ryzyko, jest zabawa. 


Woda nadal zimna ;) Foto: Marta



Brodzę niczym czapla siwa... Foto: Marta



Auć, kamienie... Auć, zimno.... :)



To był ten łatwiejszy kawałek, teraz trzeba zebrać natchnienie na ten głębszy ;)


Chwilę potem siedzimy na brzegu i suszymy nogi. Jest ciepło i przyjemnie. Tegoroczny początek lipca jest jak ruletka. Dzisiaj słońce, jutro deszcz. Cieszymy się, więc z naszej wędrówki, nawet, jeśli cel nie został osiągnięty. 


Spółka Duśka i Tuśka na drugim brzegu Mochnaczki



Nad rzeką fajnie jest...



Zdobywanie rzeki zamiast gór też może być zabawne :)



Dobra, wycieram nogi i zaraz pójdziemy ;)



 A czy musimy gdzieś iść? Nogi mi odpoczywają w wodzie ;) Foto: Marta


Dalej mamy już zarośla, ostre podejście szlaku pod górę i ciąg dalszy błota w lesie. Och, jakże ono męczy… 


Droga przez las



A w lesie... leśna brama ;)


Na rozdrożu Huzary obieramy żółty szlak w kierunku Krynicy. Drugi raz przechodzimy przez Górę Parkową z nadzieją, że dziś nie spotka nas żadna nawałnica z deszczem i wiatrem łamiącym konary. Jesteśmy już blisko obiadu… 


Ostre zejście do Krynicy żółtym szlakiem



Pomału do celu... Jednego, drugiego, kolejnego... Foto: Marta

A po nim… pranie spodni, butów i spodów plecaków. Błoto mamy wszędzie, ale za to wspomnienia pozostaną na długo. 


Taki to zwyczajny i radosny widok w górach... :) :) :)


Czasem warto odpuścić cel. Bo celem może być wspólne spędzanie czasu z kochaną osobą. Celem może być sama droga. Celem może być śmiech przy przekraczaniu rzeki w bród. Albo nawet błoto, które przykleja się wszędzie albo wciąga nam buty. Bo właśnie to najbardziej się pamięta.
Kolejne dni nie były już takie ładne pogodowo, ale mimo to, odnalazłyśmy sobie kolejne cele. Życie w górach jest piękne!
Zatem do zobaczenia na szlakach!

Hej!