O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi.Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...

niedziela, 10 listopada 2013

Kocie wakacje

KOCIE WAKACJE
 
 
 Witajcie! To znowu ja - Mycha. Obiecałam Wam opis moich wakacji. Wreszcie mogę to zrobić, bo doprawdy, moja Pani wciąż zajmuje miejsce przed komputerem.
W sierpniu pojechałam bardzo daleko, bo do Zakopanego. Przedstawię Wam teraz, co robiłam na wakacjach.
Najpierw musiałam dopilnować, żeby moja Pani wszystko zapakowała.


Najpierw walizka - to podstawa


Oczywiście moje rzeczy były najważniejsze i dokładnie sprawdziłam, czy zapakowała moje jedzonko, miseczki, kuwetkę, myszki i mój kochany szeleszczący tunel.


Czapka, lekarstwa, waciki... to jakiś żart? A gdzie mój tunel?
 
 
No wszystko jest - pełen luz
 

Oczywiście Pani twierdziła, że nieco przeszkadzam, ale gdyby mnie nie było, napewno czegoś by nie wzięła. Ona już tak ma...


Jeszcze masz zamiar coś dopakować?
 

A gdzie mój kocyk do transportera? Zapomniałaś?
 
Długa podróż wiązała się z tym, że znowu miałam mieć założone szelki. Nie znoszę ich. Wymyśliłam sobie, że jak przygryzę jedną sprzączkę, to Pani mi ich nie założy. Plan wydawał się dobry, nawet do dnia wyjazdu Pani nie zauważyła, że coś jest nie tak z tymi szelkami. Niestety w dniu wyjazdu, kiedy przyszło do zakładania tego chomąta, Pani się tylko zdenerwowała, ja się darłam w niebogłosy i efekt tego był taki, że miałam założone to to i było mi niewygodnie. Jednak zemsta nie jest taka fajna...


Jadę sobie... w tych okropnych szelkach, co to się zacięły...

 
Podróż się dłużyła i dłużyła. Jechaliśmy samochodem i było strasznie gorąco. Gdzieś w okolicach Rabki utknęliśmy w korku a ja miałam dosyć. Pani mówiła, że już niedaleko, ale słyszałam to już od godziny...Zastanawiałam się ile to jest "niedaleko".


Daleko jeszcze?
 
Wreszcie dotarliśmy na miejsce. Od razu wiedziałam, gdzie jestem. Przecież w zeszłym roku też tu byłam.
Pierwsze dni zeszły mi na odwiedzeniu wszystkich kątów no i na aklimatyzacji. Głównie spałam, bo ta podróż była taka męcząca. Jak nie mogłam usnąć to zaczynałam liczyć te barany, ale nigdy nie mogłam ich zliczyć. Ciągle się przemieszczały i mnie to tak nużyło, że oczy mi się same zamykały.


No, co tam ciekawego?
 
Codziennie czekałam. Wyglądałam przez okienko, czy Pani już wraca. Czasem znikała mi na całe dnie. Oczywiście nie mogę zdradzić co wtedy robiłam, bo Pani za dużo by się dowiedziała, a każda przyzwoita kotka musi mieć jakieś tajemnice ;)


Czekam... Nuda, nic się nie dzieje...
 
Kiedy było ładnie i ciepło wychodziłam na spacerki. Jedno, co było okropne w nich, to fakt, że znowu musiałam założyć szelki. Pani kupiła mi nowe :(

O, kwiatuszki...

Dobra, wracajmy do domu...


Mówiła, że wyglądam w nich jak ratownik GOPR. Nie wiem, co ten skrót oznacza. Kiedy spytałam o to moją Panią, mówiła coś o ratowaniu. Nie rozumiem, czy ja kogoś uratowałam?

Trawka? Jaka trawka? Chcę do pokoju!
 


Cóż... znowu miałam coś na sobie. Nie lubię tego uczucia, ale Pani mówiła, że to dla mojego dobra. Do naszych gospodarzy przychodził taki jeden typek - pies, który gonił za kotami. Bardzo śmieszne... Wyglądałam go za każdym razem, bo wcale nie miałam ochoty z nim biegać.


O, nie! Znowu ten pies! Przez niego dostanę skrętu szyi!

 
Moja Pani wiecznie wychodziła gdzieś na szlak. Oczywiście najpierw musiałam jej wybrać, gdzie ma iść, bo przecież odczytywanie mapy nie jest chyba jej mocną stroną. Strach pomyśleć co by było, gdyby mnie nie miała...


Gdzie by tu ją puścić? Może znów na Kasprusia?

Oczywiście nie odbywało się to bez kłótni. Mówiłam jej na przykład, żeby wybrała się na Słowację, bo oglądałam prognozę pogody i miało w Polsce lać. Ale, nie, mówiła, że to ja się nie znam. I potem wracała mokra. No i co ja miałam zrobić?

Mówię, Słowacja! No spójrz! Jest tu. Ależ ta moja Pani uparta...
 
Po górskich wojażach czasem byłam zmęczona. No sami rozumiecie, te podejścia, zejścia, łańcuchy, klamry, kamienie, czasem dają w kość. Wtedy marzyłam tylko o jednym - zalec na łóżku.


Po wycieczce - sami rozumiecie...
 
Kiedy Pani akurat nie wychodziła daleko, wypuszczała mnie na korytarz. A tam.... Spacerowałam sobie, chowałam się jej, czasem ktoś otworzył drzwi to sobie tam weszłam pozwiedzać.


Na korytarzu tyle się dzieje...
 
Przez okienko widziałam wszystko co się działo przed wejściem do domu. I psa gospodarzy. Akurat Barry był spoko. Czasem tylko szczeknął. No ale ten typek sąsiadów... Masakra!


Chyba ktoś przyjechał...
 

Cicho Barry! Nie słyszę tego wrednego typa!
 
Często zgłębiałam sztukę kamuflażu.


Kamuflaż numer 1
 

Kamuflaż numer 2

Innym razem dostawałam głupawki. Umiecie np. tak?


Hi, hi, hi...
 
Kiedy pogoda była pochmurna, siadałam z Panią na werandzie. Pani patrzyła na jakiegoś Giewonta, czy jakoś tak, a ja wypatrywałam tego typka.


Ja i moja Pani

Na werandzie po spacerku

Czyżby ktoś nadchodził? A to taki pan, co nazywają go listonosz.

Uwaga! Nadchodzi ten typek, uciekajmy!
 
Codziennie zaglądałam też do szafki, żeby sprawdzić, czy wystarczy mi mojego jedzonka. Wciąż też musiałam Pani przypomnieć, gdzie stały moje ulubione puszeczki.


O, skończyły się już te chrupki. A co w mojej szafce robi termos na herbatę? Ja jej nie piję...
 
Czasem wspólnie bawiłyśmy się z moją Panią. W końcu miałyśmy wakacje. Bawiłyśmy się moim tunelem lub w zbijaka. Wiecie co to zbijak? Ja siedziałam na oknie, Pani podrzucała mi myszkę, a ja ją w locie odbijałam do Pani. Mnóstwo śmiechu. Fajnie było tak spędzać czas.


Ja i mój śliczny tunel

No dawaj, rzucaj!

Zaraz ją dopadnę :)
 
Ale w końcu nadszedł dzień odjazdu. To oznaczało znowu jedno, a właściwie dwie rzeczy: wstrętne chomąto i długą jazdę. Znów dopilnowałam walizki, żeby niczego nie zapomnieć.


Dobra, walizka gotowa, wrzucaj ciuchy!

No dajesz je?

 I ponownie zostałam zapakowana i przypięta pasami. Ech... Postanowiłam schować się do transportera i całą drogę tam przeleżeć.


Wracam do domu, szkoda, że już po wakacjach...

To okropne, że to Zakopane leży tak daleko od domu. Apeluję, by go przysunąć nieco na mapie. W razie czego mogę pomóc, przecież mapę mam opanowaną.
I tak minęły mi moje wakacje. W końcu chodziło o pełen luz i pełne lenistwo. Do następnych wakacji zostało jakieś 10 miesięcy. Wytrzymam. I Wy też musicie.
No to do następnego spotkania przed monitorem.
 
MIAU!
 



2 komentarze: