O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi.Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...

wtorek, 25 czerwca 2013

Kraków-majówka 2012r


ŚLADAMI KRAKOWSKICH LEGEND…

MAJÓWKA W KRAKOWIE 03.05.2012r.


Tuż po godzinie 6.00 rano wychodzimy z Tusią z domu. To nasza wspólna wyprawa do miasta, które odwiedzam dosyć często. Marta jest podekscytowana i ja w sumie też. Odwiedzimy wspólnie miejsca mi znane, ale też takie, które ujrzę po raz pierwszy. Bo za każdym razem, gdy jestem w Krakowie, znajdę coś nowego dla siebie. To miasto chyba nigdy mi się nie znudzi.
Jedziemy autobusem, który miał nas zawieźć do samego Dworca Centralnego. A tu niespodzianka. Jakiś objazd. W ostatniej chwili wyskakujemy z autobusu. Pędzimy szybko przez Centrum do dworca. Uff. Udało się. Jesteśmy na peronie o czasie i wsiadamy do pociągu. Jakieś 3h i jesteśmy w dawnej stolicy Polski.


Na placu przed dworcem PKP


Swą wędrówkę rozpoczynamy legendą o... żółtej ciżemce. Posłuchajcie...

"W 1867r w kościele Mariackim remontowano wnętrza. Wtedy też dokonano niezwykłego odkrycia. Za ołtarzem Wita Stwosza znaleziono żółty trzewik. Po wielu poszukiwaniach odkryto jego historię.
400 lat wstecz, w jednej z podkrakowskich wsi, mieszkał chłopiec o imieniu Wawrzek. Jego ulubionym zajęciem było rzeźbienie i gdy tylko miał kawałek drewna, od razu zabierał się do swego ulubionego zajęcia. Pewnego dnia rzeźbienie tak go pochłonęło, że krowa, której miał pilnować, zniszczyła pole, które należało do proboszcza. Wawrzek bardzo się przestraszył. Postanowił uniknąć kary i nie wracać do domu. Uciekł do lasu. Szedł tak długo, aż w końcu znalazł się w Krakowie. Tam, biednego chłopca przygarnął kanonik, który odkrył, jak Wawrzek rzeźbi w drewnie. Postanowił, że odda go na naukę do przebywającego w Krakowie mistrza - Wita Stwosza.
Wawrzek bardzo szybko się uczył i mistrz pozwolił mu pomagać przy rzeźbieniu głównego ołtarza do Kościoła Mariackiego. Niebawem warsztat mistrza odwiedził sam król Kazimierz Jagiellończyk. Widząc, że Wawrzek posiada talent, postanowił go wynagrodzić. Spytał o czym marzy młody Wawrzek. Chłopiec miał jedno marzenie: by mieć swoje żółte, skórzane buty. Król marzenie spełnił i podarował mu wymarzone żółte trzewiki.
Szczęśliwy Wawrzek włożył je na uroczyste odsłonięcie ołtarza. Kiedy król miał przybyć, zauważono, że figura św. Stanisława nie ma pastorału. Wtedy chłopiec wspiął się na rzeźbę, by zaczepić brakujący element, ale ciżemka zsunęła mu się ze stopy i spadła za ołtarz.
Ciżemkę odnaleziono dopiero po 400 latach, a jej historia jest opowiadana po dzień dzisiejszy."

Ciekawe, co przeżywał Wawrzek, pewnie był ogromnie smutny. Marcie podoba się legenda, ale problem stanowi zapamiętanie imienia chłopca ;)


Na Rynku


Wchodzimy do środka kościoła Mariackiego. Bazylika robi na Martusi wrażenie.


Wewnątrz kościoła, widok na organy


Siadamy pod ołtarzem i czekamy na jego uroczyste otwarcie. Tusia pyta mnie po cichu, czy to za tym ołtarzem leżał ten bucik. Kiedy ołtarz zostaje otwarty, ochoczo robi zdjęcia.


Zamknięty ołtarz



Otwarcie ołtarza



Dzieło Wita Stwosza



Wychodzimy na krótko przed tym, zanim na zegarku wybija godz. 12.00. Czekamy na placu, skąd najlepiej słychać hejnał krakowski. Koło nas kręci się tatarski łucznik, z którym Martulka robi sobie zdjęcie.


Tatarski łucznik dopadł Martulkę :)



Ma to swój związek z kolejną legendą. Otóż...

"Dawno temu polskie ziemie najeżdżali bezlitośni Tatarzy. I w Krakowie bano się, gdy dowiedziano się o napaści na Sandomierz.
Ledwie dzień się obudził, gdy trębacz z wieży mariackiej szedł jak zwykle do swojej pracy. Miał jakieś złe przeczucia i wstał wcześnie rano. Gdy wszedł na wieżę, odetchnął z ulgą, bowiem miasto smacznie spało.
Trębacz westchnął i usiadł na ławeczce. Wnet usnął. Wtem, gwałtowne odgłosy sprawiły, że zerwał się na równe nogi. Rozejrzał się uważnie i zbladł, bowiem dostrzegł całe hordy tatarskie, zbliżające się do bram miasta. Trębacz odruchowo przycisnął trąbkę do ust i zagrał hejnał mariacki. O poranku, kiedy panowała cisza, melodia była tak głośna, że obudziła mieszkańców.
Zaspani próbowali dowiedzieć się, czemu hejnalista nie daje im spać. Hejnał wciąż był słyszalny. Kraków wreszcie zrozumiał, że to sygnał zwiastujący niebezpieczeństwo i chwycił za broń. Rozpoczęła się walka o miasto, w powietrzu świstały tatarskie strzały. A melodia mariackiego hejnału wciąż towarzyszyła walczącym.
Tatarzy w końcu zorientowali się, kto ostrzegł mieszkańców i w stronę biednego trębacza posypały się wrogie strzały. Nagle nad Krakowem zaległa cisza. Jedna strzała okazała się śmiertelna dla bohaterskiego trębacza. Zginął on, nie wypuszczając z dłoni swej trąbki. A pamięć o jego bohaterstwie wciąż jest przywoływana i codziennie, na cztery strony świata, rozlega się z mariackiej wieży taki sam hejnał, jaki wygrywał wtedy trębacz z wieży."


Wreszcie jest godz. 12.00. Hejnalista zaczyna swą grę. Na koniec Marta mówi: ciociu, on pomachał nam trąbką z okna! Otóż to. Zawsze tak robi. Pozdrawia Kraków, mieszkańców i przybyłych gości. Tych ostatnich nigdy nie brakuje.

Idziemy na Rynek Główny. Patrzymy na Bazylikę Mariacką od przodu.


Kościół Mariacki


Pytam się Martusi, czy wie, dlaczego jedna wieża jest większa od drugiej? Nie wie. Ano dlatego...

"W dziejach Krakowa, w pewnym momencie postanowiono do korpusu kościoła stojącego na krakowskim Rynku Głównym, dobudować dwie wieże. Jak podaje legenda, zadania tego podjęli się dwaj bracia. Starszy z nich zabrał się za budowę wieży południowej, zaś młodszy - północnej.
Na początku ich prace szły równo. Jednak po pewnym czasie, prace nad wieżą południową zaczęły się zdecydowanie posuwać szybciej. Młodszy brat poczuł się urażony i poniżony. Odbierając ten fakt jako swoją osobistą porażkę, zapragnął zemsty i targnął się na życie starszego brata. Dokończył potem wieżę północną, a wieżę południową polecił nakryć kopułą na tej wysokości, na jakiej skończył prace jego brat.
Młodszego brata zaczęły jednak dręczyć wyrzuty sumienia. W dniu, kiedy miano poświęcić świątynię, przyznał się do popełnionej zbrodni. Po tym wyznaniu rzucił się z okna wieży. W dłoni trzymał nóż, którym dokonał zbrodni na swym bracie.
Legenda ta ma także swoją drugą wersję: mówi się też o tajemnych siłach, które dokończyły budowę wieży w imieniu zamordowanego brata. Morderca widząc to miał spaść z rusztowania i zginąć."

Żeby udowodnić prawdę legendy o dwóch braciach idziemy do Sukiennic, gdzie po dzień dzisiejszy wisi nóż, którym dokonano zbrodni.


Sukiennice


A skoro już jesteśmy w Sukiennicach to idziemy do muzeum w podziemiach. Tu przenosimy się w czasie. Jesteśmy teraz w średniowiecznym Krakowie. Miejsce to absolutnie zauracza Martusię, która właśnie szuka skarbów w piasku na multimedialnym ekranie.


Multimedialne zabawy w muzeum


Idziemy zobaczyć warsztaty średniowiecznych rzemieślników, oglądamy wóz dwukołowy.



W pracowni kowala



Wóz dwukołowy


Potem przechodzimy obok dawnych "stoisk", gdzie są wyeksponowane w gablotach różne przedmioty. W jednej z nich są wyłożone ciżemki właśnie.


Ciżemka, rozmiar XXXLLL :)




Średniowieczne obuwie


Pytam się Tusi, czy przypadkiem nie jest to ta słynna żółta ciżemka, na co słyszę odpowiedź: ciociu, ona jest przecież szara! :) Dziecięca logika jest naprawdę prosta ;)


Biżuteria i ozdoby



Kolekcja pierścionków


Chodzimy po kolejnych pomieszczeniach i świetnie się bawimy. Aż wreszcie pora wychodzić.
Znów jesteśmy na Rynku. A tam jak zawsze pełno gołębi. Opowiadam więc, legendę o zaklętych gołębiach...

"W XIII w., kiedy jeden z krakowskich książąt zasiadł na tronie, zapragnął on zjednoczyć wszystkie ziemie księstwa i koronować się na króla. Pomysł ambitny, ale jak to zwykle bywa, nie miał na to pieniędzy. Kiedy tak siedział i myślał, skąd by tu wziąć potrzebne środki, z pomocą przyszła mu czarownica, która przemieniła książęcych rycerzy w gołębie. Obsiadły one Kościół Mariacki i zaczęły mozolnie wydziobywać kamyki, które gdy tylko spadły na ziemię - zamieniały się w złote monety. Książę był uradowany i ze złotem wyprawił się do Rzymu po poparcie papieża w zdobyciu korony. Ale po drodze uległ licznym pokusom: ucztował, bawił się i stracił pieniądze. Nigdy już nie wrócił do Krakowa, a jego drużyna pozostała zaklęta i wciąż czeka na księcia."

Dlatego gołębie chodzą między ludźmi i nie boją się wcale. Wśród turystów szukają swego księcia, który zdejmie z nich klątwę.

Idziemy w kierunku Wawelu. Po drodze wcinamy bajgle. Spacerkiem dochodzimy do zamkowego wzgórza. Dziś nie będziemy zwiedzać samego zamku, ale wchodzimy do Kościoła, gdzie znajduje się Ołtarz Ojczyzny z relikwiami św. Stanisława w srebrnym sarkofagu.


Na Wawelu, Kaplica Zygmuntowska ze złotą kopułą


Opowiadam Martusi o naszych królach, w tym o młodziutkiej Jadwidze, której sarkofag właśnie oglądamy. To, że została królową w wieku 12 lat i miała tak ważną funkcję do spełnienia, robi na Tusi duże wrażenie.

Idziemy do dzwonu Zygmunta. Według legendy, żeby spełniło się marzenie, trzeba dotknąć lewą ręką serca dzwonu. My wdrapujemy się tylko na półpiętro, gdzie wystawiono stare, pęknięte serce dzwonu. Ale jego dotknięcie też gwarantuje spełnienie marzeń. Martulka ma ich kilka i nie może zdecydować się na jedno. Podpowiadam, by wybrała to najważniejsze dla niej.


Widok na Kopiec Kościuszki z Wawelu


Idziemy z Marcią na dziedziniec Wawelu. Siadamy, by odpocząć. Opowiadam jej o dworskim życiu. Marcie trudno jest uwierzyć, że kiedyś ludzie nie mieli komórek, lodówek, ba nawet aparatu, którym tak chętnie robi zdjęcia.


Na dziedzińcu Wawelskiego Zamku


Po odpoczynku idziemy do Smoczej Jamy. Stoimy w kolejce, a ja mówię legendę, związaną z tym miejscem...

"Pewien okrutny smok zamieszkał jamę na wawelskim zboczu. Nad miastem Kraków zaległa trwoga. Bestia pożerała zwierzęta, ptactwo domowe, a im więcej jadła, tym więcej się domagała. Kiedy zapasy żywności były już niewystarczające, smok zaczął polować również na ludzi. Zwołanym przez króla podwładnym nie udało się pokonać potwora...Wciąż ginęli ludzie i powiada się też, że młode dziewczęta. Mądry król wysłał giermków, aby ogłosili w całym mieście, iż osoba, której uda się zabić smoka, zostanie sowicie wynagrodzona. Wielu było śmiałków, którzy próbowali uśmiercić smoka, mając się za bohaterów, lecz niestety nikomu się nie udało. Tym zmaganiom przypatrywał się uważnie prosty szewczyk. Po kilku dniach wpadł on na genialny pomysł. Kupił barana...wyjął wszystkie jego wnętrzności, a skórę nadział siarką i smołą. Tak przygotowane zwierzę podrzucił przed wejście do pieczary smoka, który zwabiony zapachem baranka, wyszedł z jamy i szybko połknął smakowity kąsek. Po jakimś czasie poczuł przeraźliwy ból - to ogień zaczął palić jego żołądek... Olbrzym podszedł do brzegu rzeki i zaczął pić wodę. Jego brzuch był coraz większy... Smok pił...pił... pił...aż wreszcie pękł. W grodzie zapanowała radość, a bohater został należycie nagrodzony."

Schodzimy krętymi schodami do wnętrza jamy.


W Smoczej Jamie



Uuu... Czy tu straszy?


Wyobrażamy sobie smoka i dzielnego szewczyka. Oczy przyzwyczajają się do ciemności. Kiedy jesteśmy w dawnej części kuchennej, (bo trzeba w tym miejscu powiedzieć, że jama ta, to część podziemna Wawelu i służyła czasem za spiżarnię), spotykamy rycerza, który składa Tusi propozycję. Albo zostaje z nim i jest księżniczką, albo wraca do domu ze mną i dalej jest zwykłą dziewczynką. Martusia, jak to kobieta, mówi, że musi się zastanowić. Robi sobie z rycerzem zdjęcie i ostatecznie wybiera zwykłe życie. Uff... Jak ja bym potem Siostrze w twarz spojrzała. :)


Oświadczyny rycerza


Wychodzimy na zewnątrz. Jesteśmy na Bulwarze nad Wisłą. Tu smok wawelski zieje co jakiś czas ogniem.



Smok Wawelski


Spacerujemy sobie wzdłuż rzeki i zajadamy lody.


Spacerkiem wzdłuż rzeki, Wawel w tle


Opowiadam Marci o Kraku i Wandzie. Otóż...

"Wanda to młoda i piękna władczyni Krakowa (często podaje się, że była córką samego Kraka, założyciela miasta). Według jednej wersji legendy, Wanda, która słynęła ze sprawiedliwości i mądrości, wzbudziła miłość Rydygiera, niemieckiego księcia. Ogłosił on, że jeżeli Wanda nie przyjmie jego ręki - on napadnie na Kraków. Wanda została postawiona przed ciężkim wyborem, ale miłując swój kraj i nie chcąc narażać miasta na niebezpieczeństwo, wybrała śmierć zamiast małżeństwa z księciem. Rzuciła się w toń Wisły.
Według innej legendy, Rydygier odstąpił od swego zamiaru za sprawą sił nadprzyrodzonych, zaś Wanda musiała złożyć ofiarę dziękczynną bogom i oddać swe życie.
Chcąc uczcić bohaterstwo księżniczki, naród usypał jej wysoki kurhan. A w 1890r postawiono na nim pomnik, zaprojektowany przez samego Jana Matejkę."

My jednak kurhan Wandy zostawimy sobie na inną okazję, bowiem teraz wsiadamy do autobusu, który zawiezie nas prosto na Kopiec Kościuszki. Wdrapujemy się na sam jego czubek.


Kopiec Kościuszki



Na szczycie kopca



Stąd podziwiamy panoramę całego Krakowa. Mówię Martulce, że takich kopcy jest w Krakowie więcej, m.im. taki, co się nazywa Kopcem Wandy :) Widzę okrągłe oczy Tuśki. Mówi: to masz ciociu swój kopiec tutaj?


Fort widziany z góry kopca


Spędzamy chwilkę na Kopcu. Pokazuję Marcie, gdzie przed godziną byłyśmy. A dokładniej dachy i bryłę Wawelu oraz wieże Kościoła Mariackiego.


Widok na Kościół Mariacki



Widok na Wawel



Widok na Błonia



Potem schodzimy niżej i zaglądamy na wystawę figur woskowych pt. "Polaków drogi do wolności".


Przed wejściem na wystawę



Chodzimy od postaci do postaci, a ja opowiadam Tusi o tym, co dana osoba robiła i kim była.



Fryderyk Chopin



Siostra Faustyna Kowalska




Jan Matejko



Marcia z wieszczem, Adamem Mickiewiczem




Papież Jan Paweł II



Naczelnik Józef Piłsudski



Marcia z Henrykiem Sienkiewiczem



Idziemy jeszcze do okopów, których fragment jest zrobiony w oddzielnym pomieszczeniu.



Martulka w okopach



Ciotka w okopach


Na koniec zaglądamy jeszcze do kaplicy św. Bronisławy, która jest usytuowana u stóp Kopca Kościuszki.



Kaplica św. Bronisławy


Wsiadamy znów do autobusu, który zawozi nas do pętli na Salwatorze. Tam przesiadamy się w tramwaj i chwilę później jesteśmy już przy Plantach.

Tusieńka koniecznie chce zobaczyć stópkę królowej Jadwigi, której sarkofag oglądałyśmy dziś w Katedrze na Wawelu. Idziemy więc, do Kościoła na Piasku, czyli Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, gdzie na ścianie wmurowano specjalny kamień. Jest to stópka królowej Jadwigi. Związane to jest z legendą. Posłuchajcie...

"Dawno, dawno temu, do Polski przybyła bardzo młoda królewna węgierska, Jadwiga. Została ona żoną króla Władysława Jagiełły. Para zamieszkała w Krakowie na Wawelu. Królowa zakochała się w mieście, które stało się jej nowym domem i codziennie odbywała spacery po krakowskich ulicach. Pewnego dnia postanowiła przekazać wszystkie swoje kosztowności na budowę Uniwersytetu Krakowskiego, a także na nowy kościół.
Znaleziono odpowiednie miejsce pod budowę i rozgłoszono, że poszukuje się do pracy wielu murarzy i kamieniarzy.
Wnet zaczęli przybywać chętni do pracy na budowie. Wśród nich znalazł się młody kamieniarz, którego zadaniem było ciosanie kamiennych bloków. Codziennie przychodził on do pracy i był całkowicie nią pochłonięty. Nawet nie zauważył, że królowa często obserwuje postępy prac.
Pewnego dnia, młody kamieniarz nie przyszedł na czas do pracy. Gdy wreszcie się pojawił, przez cały dzień pracował zamyślony. Nie usłyszał ani okrzyków, ani krzątaniny wokół. Tymczasem na placu budowy pojawiła się królowa Jadwiga. Wszyscy pokłonili się, tylko kamieniarz siedział i całkowicie był pogrążony myślami w swoim świecie.
Jadwiga zauważyła zasmuconego mężczyznę i podeszła do niego. Spytała go o przyczynę jego zmartwienia. Dopiero wtedy młody człowiek oprzytomniał, poderwał się i nisko ukłonił.
Wyjawił, iż zostawił w domu bez opieki swą żonę i dzieci. Ponieważ jest ubogi, nie stać go na to, by wezwać do niej lekarza.
Królowa chwilę pomyślała, po czym, postawiła stopę na kamieniu, odpięła od swojego pantofelka złotą klamrę i podała ją kamieniarzowi.
Młody człowiek zmieszany przyjął dar królowej i natychmiast udał się do domu. Następnego dnia wrócił do pracy, ponieważ do jego żony przyszedł medyk i czuła się już lepiej. Z radością zabrał się do swoich obowiązków, a gdy chciał ociosywać kamień, na którym królowa oparła swą nogę, ujrzał dziwny ślad. Przyglądając się temu, zobaczył odcisk królewskiej stopy.
Wtedy to każdy mieszkaniec Krakowa chciał ujrzeć cudowne miejsce. Każdego dnia przybywano do stopki królowej, aż wreszcie postanowiono zostawić nieociosany kamień i wmurować go w ścianę powstającego kościoła. Tym samym uradzono, by nawet po wielu wiekach ludzie mogli zobaczyć cudowny odcisk stopki królowej, ale by go nie zniszczono, miał pozostać zabezpieczony kratą."

I my podziwiamy kamień zamknięty za kratą.


Stopka królowej Jadwigi


Zaczyna robić się późno. Pędzimy więc do knajpki zjeść obiadokolację. Bierzemy makaron w sosie curry, co z miejsca zostaje przez Tuśkę nazwane "żółtą paciają". Smaczna ta paciaja :).

Najedzone idziemy jeszcze na Rynek, skąd przez Bramę Floriańską przechodzimy w kierunku Dworca PKP.



Brama Floriańska. Może nią przechodził Wawrzek do Krakowa?



Barbakan



O 19.00 mamy pociąg do Warszawy. Okazuje się, że na taki pomysł jednodniowej wycieczki do Krakowa, wpadli też inni, bowiem na peronie widzimy te same twarze osób, z którymi rano jechałyśmy w przedziale. W pociągu wszystkie miejsca zajęte. Zostaje nam tylko podłoga. Opowiadam Tusi, że kiedyś tak samo podróżowałam, nawet zdarzało się mi wchodzić przez okno, żeby zająć miejsce. Cóż, mamy powrót z przygodami.
Czas szybko upływa, a Martulka odpływa mi na tej podłodze w objęcia Morfeusza :)
Koło 23.00 jesteśmy w domu. Kontrolny telefon do Siostry i jednocześnie Mamy Tusieńki, że wróciłyśmy całe i zdrowe. A potem hop! do łóżka na zasłużony odpoczynek. To był dzień pełen wrażeń.
W Krakowie jeszcze mnóstwo rzeczy jest do zwiedzenia i odkrycia. Ale to już następnym razem...


W przypadku opisów do legend: "O żółtej ciżemce", "O hejnale mariackim" oraz "O stópce Królowej Jadwigi", wzorowałam się na opisach zamieszczonych na stronie www.bajkowyzakatek.eu
Polecam tę stronę, gdyż zawiera również inne legendy, nie związane z samym Krakowem.

KONIEC


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz